Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

Domin007

Moderator I
  • Posts

    2,128
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Domin007

  1. Gregor, w ankiecie pękło Ci 12 chętnych na Japończyków. Zaczynasz od Pearl Harbor czy jednak Guam, Wake, albo Hong Kong?
  2. Jasne, bardzo chętnie. Acz lojalnie uprzedzam, że jak będzie Hong Kong, Malaje, Singapur, Birma czy Jawa to idę z Brytyjczykami i Holendrami. Nie zapominajmy, że po stronie Sprzymierzonych walczyły też oddziały australijskie, kanadyjskie i indyjskie, dlatego pozwoliłem sobie zmienić "Zjednoczone Królestwo" na "Imperium Brytyjskie".
  3. Michał uprzejma prośba językowa. Jeżeli mówimy o magazynkach, to są to hi-, mid-, low- capy (nie cupy) od high/mid/low capacity, czyli magazynki o dużej/średniej/małej pojemności. Słówko "cup" w języku angielskim oznacza filiżankę lub miseczkę biustonosza. ;) Tyle, jeżeli chodzi o moderatorskie interludium, zapraszam do dyskusji.
  4. DOŚĆ! Poużywaliśmy sobie i wystarczy. Panowie, to jest temat o grze "Budapeszt 1945" i proszę rozmawiać w tym miejscu wyłącznie o nadchodzącej imprezie. Tematy techniczne dot. magazynków i wyższości wysokiej pojemności nad niską lub a tergo proszę omawiać w odpowiednich tematach (np.: https://wmasg.com/pl/forum/topic/167223-magazynki-amunicja-zasady-dla-ash). Kolejne posty, jeżeli nie będą dotyczyły kwestii stricte związanych z grą bezpardonowo wytnę.
  5. Ach ta grafomania Andrzeja, który chyba czasem myśli, że jest redaktorem Wołoszańskim... ;) Ale wracając ad rem - czy z magazynkami o dużej pojemności nie jest tak, że musisz mieć wsypaną pewną minimalną ilość kulek, żeby w ogóle podawał? Nie wiem ile jest potrzebne w magazynku do PPSz, ale chyba sporo, skoro magazynek bębnowy ma pojemność 2 tysięcy kulek. Więc pojawia się problem jak to wyliczyć. Co do trybu ognia pojedynczego, to założenie to ma na celu po pierwsze premiowanie funkcyjnych, a po drugie podniesienie realizmu - wszak gros broni strzeleckiej po jednej i drugiej stronie stanowiły karabiny powtarzalne. De facto zamiast katować Thompsona czy StG na singlu towarzystwo powinno używać czterotaktów, ale jak się nie ma co się lubi to się... Dlatego najlepiej zamiast mordować się z magazynkami o dużej pojemności i ogniem pojedynczym przesiąść się na jakiegokolwiek czterotakta. Więcej zabawy, mniej problemów. P.s. @micju34 do cytowania służy przycisk "Cytuj" w lewym dolnym rogu posta, na który chcesz odpowiedzieć.
  6. Z okazji Świąt Bożego Narodzenia Moderacja składa wszystkim miłośnikom airsoftu historycznego najlepsze życzenia: zdrowia, szczęścia i spokoju. Oby pod choinkąThompsoniarze znaleźli Garandy, Estegowcy - Mausery, a Organizatorzy - nowych chętnych do organizacji. A w Nowym Roku samych dobrych, udanych spotkań w miłej atmosferze.
  7. I pod oblężenia! :D Sama prawda.
  8. Ejejejejej, jakie hordy, panie co pan? Standardem u Amerykanów jest obecnie Garand, a u Herbaciarzy Lee Enfield lub Sten (którym dalej rzucisz niż z niego trafisz) także ten... Pamiętajmy, że Springfield był dla strzelców wyborowych, a nie dla zwykłego żołdactwa, więc ta teza wygląda jak z TVP Info. Ale abstrahując od powyższego - to popieram postulat Mękara związany z hi-capami. Co do ognia ciągłego o mam wątpliwości - w końcu ktoś mógł zdobyć empisza/pepeszę na wrogu, wziąć po poległym koledze, etc. PS. @XrayPl widziałem, że zmieniłeś tabelkę zapisanych, doceniam, doceniam... ;)
  9. Vlad czyli nawet jeżeli przyjedziesz z empiszem ale nie będziesz "starszym grupy" to i tak strzelasz ogniem pojedynczym. A z zupełnie innej beczki - chciałbym wiedzieć kim jest "SANIATRIUSZ"? ;) (vide tabelka z zasadami)
  10. Pytanie nr 1 - czy pistolety też obowiązują markery wystrzału?
  11. Srebrna łopatka dla mnie. ;) Klauss, trochę taki strumień świadomości, zwłaszcza w części poświęconej złotu i zasobom. Sam pomysł na grę, która rozgrywałaby się po wojnie jest zacny, nawet bardzo. Myśleliśmy z "Cortesem" o czymś, co bazowałoby na "Chłopcach z Brazylii", "Aktach ODESSY" czy nawet "Indianie Jonesie i kryształowej czaszce". Mógłby wyjść z tego bardzo smaczny LARP. Ale ad rem. W obliczu zagrożenia bytu państwa i problemu zabezpieczenia jego potencjału Reichsfuhrer SS - Heinrich Himmler wydał RSHA dyspozycje mające na celu transfer za granicę i ukrycie kapitałów, technologii oraz ludzi dysponujących odpowiednią wiedzą. Działania te miały być finansowane z tajnych funduszy zasilanych pieniędzmi zrabowanymi w bankach centralnych państw okupowanych, skradzionymi ofiarom obozów zagłady i koncentracyjnych oraz fałszywkami, drukowanymi m.in. w ramach operacji "Andreas" i "Bernhard". Koordynatorem tych akcji miał być VI Urząd RSHA i na wpół-mityczna "ODESSA". Jednocześnie Himmler rozpoczął potajemne pertraktacje w celu zawarcia separatystycznego pokoju z Wielką Brytanią (za pośrednictwem hrabiego Folke Bernadotte oraz będącej agentką RSHA Coco Chanel w ramach operacji „Modellhut”), jednak rozmowy te nie zostały podjęte. Z drugiej strony zarówno Alianci jak i Sowieci chcieli przechwycić i wykorzystać do swoich celów zarówno osoby ze ścisłego kierownictwa III Rzeszy, jak też naukowców ze wszystkich ważnych dla wojskowości dziedzin. Moim zdaniem raczej ciężko mówić tu o jakiejś współpracy czy "spółce", "company", według mnie były tu raczej dwie przeciwstawne tendencje: 1. Niemcy - uciec, uniknąć odpowiedzialności, nie dać się złapać i wywieźć co się da, 2. Alianci i Sowieci - aresztować, osądzić, wykorzystać do własnych celów. Zacznijmy zatem od niemieckich szlaków ewakuacyjnych. Te oparte były przede wszystkim o państwa sprzyjające Niemcom w czasie wojny, ale też przed nią. Oczywiście wszyscy myślimy o Argentynie, ale ona była raczej postrzegana jako punkt docelowy - ze względu na potężną niemiecką diasporę, wpływy przemysłu niemieckiego i wojskowego oraz osobiste sympatie Juana Perona. By jednak dotrzeć do Argentyny konieczne było opuszczenie Europy. To następowało za pośrednictwem tzw. linii szczurów (ang. Ratlines) organizowanych m.in. przez wysokich hierarchów kościoła, takich jak austriacki biskup Alois Hudal, który od 1938 r. był na liście płac niemieckiego MSZ, czyli najpewniej RSHA. Biskup Hudal był częstym gościem na watykańskich salonach, jednak od czasu opublikowania swojej książki, w której wychwalał nazizm został jak to się mówi "zbanowany" w Watykanie. Zachował wszakże wpływy, zaś do pomocy w ułatwianiu ucieczki nazistom Hudal wykorzystywał przede wszystkim księży chorwackich i sieć klasztorów w Alpach, w tym należących do zakonu krzyżackiego. Jako taki więc Watykan nie miał bezpośredniego udziału w organizacji „linii szczurów” i nie zyskał na tym finansowo. Biskup Hudal zresztą sam uważał i mówił, że robił to w ramach „akcji charytatywnej”. Poszukiwani przez Aliantów zbrodniarze najczęściej przedostawali się przez Austrię lub Szwajcarię do Włoch, gdzie dzięki wysiłkom Hudala byli wyposażani w fałszywe dokumenty oraz pieniądze i przez port w Genui trafiali do Hiszpanii i Portugalii lub bezpośrednio do Argentyny, Boliwii czy Brazylii. Zarówno generał Francisco Franco jak i premier Antonio Salazar otworzyli drzwi swoich krajów dla nazistowskich uciekinierów. Do Hiszpanii zbiegł m.in. Leon Degrelle, a finalnie znalazł tam schronienie także Otto Skorzeny czy Ante Pavelić. W Portugalii swych dni dożył admirał Miklos Horthy. Gros „nazi-celebrytów” zbiegło jednak do Argentyny (m.in. Adolf Eichmann, Josef Mengele, Erich Priebke, Hans-Ulrich Rudel, Adolf Galland) na pokładach statków argentyńskich, włoskich i portugalskich towarzystw żeglugowych. Najciekawsze jest to, że los wielu z samego szczytu (Martinna Bormanna – sekretarza Hitlera, Heinricha Mullera – szefa Gestapo czy Hansa Kammlera - szefa tajnych badań w SS, a może nawet samego Adolfa Hitlera) nie był lub nie jest do końca jasny po dziś dzień. W Ameryce Południowej przyjmowani byli przez przedstawicieli diaspory niemieckiej, którzy umieszczali ich w licznych koloniach skupiających osadników. Najsłynniejszą była chyba „Waldner 555”. Ich funkcjonowanie było finansowane zarówno z pieniędzy niemieckiego kapitału na miejscu oraz środków ewakuowanych z Rzeszy. Środki te pochodziły m.in. ze skarbca Reichsbanku w Berlinie i jego terenowych oddziałów. Tam właśnie trafiło złoto Banku Austrii zajęte w Wiedniu podczas Anschlussu. W marcu 1939 r. do Berlina trafiło złoto Czechosłowacji, wydane z Londynu na żądanie rządu Protektoratu Czech i Moraw. Po zajęciu Wolnego Miasta Gdańska Reichsbank wzbogacił się o kolejne 6 ton złota. W ręce Niemców trafiła też część złota banków centralnych Belgii i Niderlandów (większą część Belgowie ewakuowali do Francji i Wielkiej Brytanii, zaś Holendrzy do Wielkiej Brytanii i USA). Do złota należy oczywiście dodać zrabowane zapasy banknotów, kamienie szlachetne, etc. Niemcy przetapiali również na sztabki złoto zrabowane ofiarom obozów zagłady, w tym dzięki złotym zębom. Tak pozyskiwane kosztowności trafiały na specjalne konto w Reichsbanku założone na fikcyjne nazwisko „Max Heiliger”, a stamtąd kosztowności trafiały na konta w Szwajcarii, Szwecji, Portugalii. Do Genewy trafiały także dzieła sztuki, sprzedawane na aukcjach. W obliczu groźby zajęcia terytorium Niemiec władze III Rzeszy, a przede wszystkim Himmler zdecydowały się na ukrycie części skarbu państwa, głównie w Alpach. Najsłynniejszym miejscem była kopalnia Merkers, gdzie sprzyjający mikroklimat pomagał w konserwacji zrabowanych dzieł sztuki. Fałszywe funty szterlingi zdecydowano się zatopić w jeziorze Toeplitz. Pozostałą część zdecydowano ewakuować za granicę – głównie do Argentyny. Pierwszym przystaniem była Norwegia, do której kosztowności podobno trafiały na pokładzie ciężkiego bombowca Ju-390 w malowaniu szwedzkich sił powietrznych. Dalej wykorzystywano okręty podwodne dalekiego zasięgu typu IX i X, które korzystały wypływały z norweskich fiordów i uzupełniały paliwo w hiszpańskim porcie Vigo. Po kilku tygodniach rejsu U-Booty osiągały brzeg Południowej Ameryki, gdzie potajemnie wyładowywały pasażerów i ładunek w ściśle określonych miejscach, np. w zatoce San Matias. Stamtąd uciekinierzy i kosztowności jechali do kolonii niemieckich w argentyńskim interiorze. O tym, że niektórzy hierarchowie kościelni ułatwiają ucieczkę nazistom (którzy w ich opinii byli bojownikami antykomunistycznymi, nie zaś zbrodniarzami) wiedziała zarówno OSS, jak i MI-6. Brytyjski ambasador przy Stolicy Apostolskiej poprosił nawet o możliwość sprawdzenia przez żandarmerię wojskową niektórych watykańskich obiektów w Rzymie, ale odmówiono mu. Zarówno Amerykanie, jak też Brytyjczycy i Sowieci poszukiwali naukowców, głównie w celu wzbogacenia swojej wiedzy, zaś także żeby uniemożliwić „drugiej stronie” wykorzystanie wiedzy niemieckiej. W tym czasie wyraźnie już było widać rozdźwięk między Aliantami a Sowietami. Amerykanie prowadzili wywiad naukowy i poszukowania za pośrednictwem jednostek T-Force. Najsłynniejszym sukcesem była operacja „Paperclip” (głównie technologie rakietowe, aresztowano Wernera von Braun z zespołem), oraz prowadzona wespół z Brytyjczykami operacja „Alsos” (fizyka atomowa – zdobyto reaktor w Haigerloch i aresztowano m.in. Wernera Heisenberga i Ottona Hahna, którzy trafili do UK). Brytyjczycy korzystali z utworzonego przez Iana Fleminga 30 Commando i przeprowadzili operację „Surgeon” (aeronautyka, schwytano ok. 100 naukowców), „Fedden” (aeronautyka, zdobyto silniki odrzutowe, rakiety ziemia-powietrze, projekty samolotów Amerikabomber). W Kilonii zdobyli okręty podwodne typu XXI i aresztowali inż. Hellmutha Walthera, który zaczął pracę dla Royal Navy. Sowieci utworzyli w ramach 9 Zarządu NKWD specjalną jednostkę poszukiwawczą, która działała wespół z oddziałami terenowymi Smiersz. Ich głównym celem było zajęcie instytutów fizyki atomowej w Berlinie, co udało się po kapitulacji stolicy III Rzeszy. Okazało się jednak, że najwartościowsze materiały i uczeni ewakuowali się na zachód. Zajęli także ośrodki rakietowe w Peenemunde i Nordhausen czy fabrykę gazów bojowych w Dyhrenfurcie. W 1946 r. przeprowadzili operację „Osoawiakim”, w trakcie której aresztowali ponad 2 tys. naukowców z obszaru badań rakietowych i atomowych, m.in. współpracownika von Brauna – Hellmutha Grottrupa. Do Aliantów zgłaszali się też sami Niemcy – jak gen. Reinhard Gehlen, szef Fremde Heere Ost, uważany za najlepszego specjalistę ds. wywiadu na wschodzie. To on po ukryciu archiwów swojej organizacji sam zgłosił się do Amerykanów i zaoferował im swoje usługi. Finalnie dostał pracę w CIA i współtworzył BND, zatrudniając byłych kolegów po fachu jak np. Franza Alfreda Sixa czy osławionego „kata Lyonu” – Klausa Barbie.
  12. Aktualizacja kalendarza. 2021 Za nami: 1. Operacja "Schwarzer Strom" - Luźna strzelanka ASH - Czarna Struga k. Warszawy, 27 lutego (sobota) 2. "Linia Arpada" - Warszawa, 12-13 marca (piątek-sobota) 3. "Powrót na Wyspę Ośmiornicy" - Chojne k. Sieradza, 29-30 maja (sobota-niedziela); 4. BDW: "Kreta 1941" - Chojne k. Sieradza, 19 czerwca (sobota); 5. "Neuve Chapelle 1915: Posiłki" - Rogów k. Końskich, 3 lipca (sobota); 6. "Igelschnauzen" - Luźna strzelanka ASH - Warszawa, 1 sierpnia (niedziela); 7. BPW: "Pogranicze w ogniu" - Góra k. Nowego Dworu Mazowieckiego, 17-18 września (piątek-sobota); 8. "Ardeny '44" - Niedźwiedziny k. Skoków 8-9 października (piątek- sobota); 9. "Modlin 1915" - Błogosławie k. Modlina - 6 listopada (sobota). Przed nami: 2021 1. ... 2022 1. BPW: "Bzura 1939" - TBC, TBC 2. BDW: "Dieppe 1942" - Piątek-Piekary (Battle Arena), 7 maja (sobota)/TBC
  13. Niestety stało się jak się stało - vis maior. Pamiętajcie, że najwięcej strat przedbitewnych jest na 48h przed grą, a weterani pierwszej części wiedzą jak wymagająca była ona fizycznie i psychicznie. Scenariusz wymyślony przez Cortesa wymagał odpowiedniego nasycenia ludźmi i środkami. W związku z tym, że po stronie niemieckiej gracze wypadali jak kręgle na torze pojawiały się różne pomysły, jak np. opuszczenie części fortyfikacji, zmiana zadań, etc., ale to wszystko de facto zmieniało główną ideę - że jest ona bezpośrednią kontynuacją "Operacji Reverbate" i toczy się dwa tygodnie po wydarzeniach z pierwszej części. Ambitne założenia musiałyby być bez pardonu pocięte. Nie organizuje się gry z takim zamiarem, bo to tylko powoduje frustrację, zaś strzelanie dla samego strzelania to nie ten adres. Obecnie rozpatrujemy 3 warianty: A - teren spalony, kasujemy grę, scenariusz idzie do kosza/szuflady ad calendas graecas. B - przenosimy grę na inny termin i inny teren i dostosowujemy scenariusz do zmienionych okoliczności. C - przenosimy grę na inny termin i uruchamiamy mechanizm wpływów i kontaktów, dogadujemy się z miejscowym chłopstwem, a reszta modli się o śnieg. Każde z powyższych rozwiązań ma wady i zalety. Na razie poczekamy aż kurz opadnie i niebawem podejmiemy jakąś decyzję. Tymczasem gra zostaje odwołana.
  14. Rubacha z założenia jest na lato. Na zimę to szynel, choć były też koszule w wersji wełnianej. Np. ostatnio na "Modlinie 1915" Cortes biegał w szynelu i samej koszuli pod spodem i nie narzekał na chłód.
  15. Fajna ta nepalska rubacha i cena wydaje się OK. Problem z koszulami amerykańskimi jest taki sam jak z litewskimi gimnastiorkami - wykładany kołnierz. Kołnierz "stójka" w carskiej rubasze to jednak bardzo charakterystyczny element. Co do ich przydatności na PP to też bym trochę kręcił nosem, bo jednak rezerwa Policji dostawała mundury WP, rozpinane na całej długości. "Amerykany" i "litwiny" to najprędzej by się nadały na stylizację na RKKA w latach 1935-1943.
  16. Zagadnienie CKM-ow omawiajmy dalej w temacie dot. ogólnych zasad dla gier pierwszowojennych orajt? Tu już tylko wyrazy uznania i konstruktywna krytyka odnosząca się do gry. P.S. Jeszcze jedna uwaga do organizacji gry w tunelach - oświetlenie. Moim zdaniem warto zastosować patent z "Battle Areny". Tam światło białe/białe znicze oświetlały, zaś światło/znicze czerwone wyznaczały granice miejsc gdzie wstęp był wzbroniony. W ten sposób jasno określilibyśmy gdzie gramy, przez które drzwi możemy przejść, a od których miejsc trzymamy się z daleka.
  17. Ejejejejej! Panie! Co Pan! ;) Jeżeli mielibyśmy możliwość skorzystania z respów - jak atakujący - to wg mnie wytrzymalibyśmy zarówno w kaponierach jak też w wąwozach. Natarcia Centralnych szły dobrze, np. w zagajniku bo chłopaki mieli właściwie nieuszczuplone siły, a my niestety tak. Gdybyśmy otrzymywali posiłki to uważam, że spokojnie w koszarach moglibyśmy się bronić dużo dłużej. Tak samo w wąwozach - bo nie szło nas tam obejść. Zgodzę się natomiast, że to zasada "instant drill" implikowała dużą liczbę etapów, bo w tym wypadku grę moglibyśmy zakończyć 2h wcześniej. Ja z kolei jestem przeciwnikiem pistoletów maszynowych i - przynajmniej na tym etapie - CKM-ów. Sianie kulkami mamy na grach drugowojennych. Gaz, zasieki i artyleria już są - to póki co powinno wystarczyć. Na "Neuve Chapelle 1915" mieliśmy przecież atak brytyjski, który załamał się pod ogniem artylerii. Zważmy na liczebność stron: sekcja CKM to jest min. 3 ludzi, co przy oddziałach po ca. 9 osób oznacza oddelegowanie 30% składu do zabawy z pulomiotem. Do tego dodajmy jeszcze sanitariusza i dowódcę i nagle się okazuje, że w walce efektywnie może wziąć udział 50% składu oddziału. Ponadto gdybyśmy ustawili CKM w kaponierach albo koszarach, to Centralni by nie przeszli. Podbijmy jeszcze liczebność oddziałów i może wtedy spróbujmy z karabinami maszynowymi. I to mi się podoba, o to chodzi! Ja bym jednak naciskał aby na froncie wschodnim towarzystwo wskakiwało w rubachy. Róbmy klimat.
  18. I ode mnie słowa uznania i podziękowania dla Marka et consortes za bardzo udaną grę. Pomysł by wykorzystać wszystkie węzłowe punkty fortu sprawił, że oprócz samej strzelanki mieliśmy możliwość zwiedzić ten ciekawy zabytek. Klimat był gęsty jak zarośla na przeciwskarpie (wyrazy podziwu dla naszych CK-przebierańców i Niemców, którzy z uporem godnym lepszej sprawy usiłowali niepostrzeżenie je sforsować) dało się poczuć atmosferę oblężenia. Szczególnie podczas walk w tunelach. Podstawowym problemem było natomiast to, że wszyscy byli grubo opatuleni w wełnę i często nawet jak ktoś dostał to nie czuł/nie słyszał, że został trafiony, nawet bagnetem. Najważniejsze jednak, że wszystkie tego typu sprawy były wyjaśniane natychmiast, na miejscu i w duchu wzajemnego szacunku. Nikt nikogo nie próbował oszukać, nikt nie miał złej woli, nikt z nikim nie dyskutował. O ile gry drugowojenne zwykle są grzeczne, to imprezy w klimatach I Wojny Światowej to jest Wersal. Co moim zdaniem można by ulepszyć: 1. Nieco za dużo etapów. Wydaje mi się, że część jaką rozegraliśmy w zagajniku - na początku - była najmniej interesująca. Podobnie walki między jedną, a druga kaponierą. Mogliśmy od razu zacząć na dachu I kaponiery, potem przejść do II, a następnie w fosie i wzdłuż skarpy fortecznej do samych koszar. Dzięki temu moglibyśmy pełniej wykorzystać każdą z lokacji. 2. Nieco za duże tempo. Przez grę w systemie ciągłym nie było nawet kiedy czegoś zjeść (ja pierwszą kanapkę zjadłem dopiero po grze - na parkingu). W przerwach między poszczególnymi punktami też nie zawsze był czas na doładowanie się i choćby łyk wody, nie mówiąc już o jakimś sensownym przygotowaniu obrony (rozpoznanie terenu, zaplanowanie działań, zadrutowanie pozycji). 3. Granaty "na słowo". W większości wypadków granaty nie były skuteczne, bo gracze chowali się za ścianami. Ale z drugiej strony widziałem parę razy sytuację kiedy granat eksplodował i otwartym pozostaje pytanie czy było to 3 czy 6 m. Niezależnie od tego gracze powinni byli oznaczyć się co najmniej jako ranni, a tym czasem nic takiego się nie stało - po prostu nie szło zweryfikować odległości, zwłaszcza po ciemku. Inna sprawa, że granaty "grochowe" mogłyby również nie odnieść skutku - per analogiam do trafień z karabinów i bagnetów - bo grube płaszcze i kurtki oraz hałas walki w tunelach zapewne utrudniłyby weryfikację trafień. 4. Skomplikowane respy. Uważam, że zasada "instant drill" nie do końca się sprawdziła, vide pkt 2. Nie do końca było wiadomo gdzie mamy wracać do gry, kiedy, czemu służy nasza flaga, etc. Ja zrozumiałem o co chodzi dopiero po wykładzie Mękara. A to oznacza, że były trudności ze stosowaniem zasad. De facto im nas mniej na grze tym zasady powinny być prostsze (no chyba, że robimy coś a la mil-sim), bo dla większości graczy clou obecności na imprezie to wciąż strzelanie. 5. Sanitariusze. Niestety ale po raz kolejny musieliśmy mieć medyka z łapanki, a to prowadzi do wniosku, że jeżeli nie ma chętnych "etatowych" do obsadzenia tej funkcji to nie ma po co jej wprowadzać. Powinniśmy wyraźnie premiować korzystanie z pomocy łapiducha (typu dostałeś i bezwzględnie czekasz w polu 5-10 minut, niezależnie od tego czy masz medyka czy nie), by ta funkcja miała sens. Chyba tyle wniosków z mojej strony. Jeszcze raz wielkie dzięki za kawał dobrej roboty i wyborną rozgrywkę. Liczę na kolejne oblężenia, bo atmosfera walk na fortach jest nie do podrobienia. Może jakiś cykl "forteczny" z Przemyślem, Osowcem, Kownem - "Wielkie Oblężenia Frontu Wschodniego"? @Pazur88 pomyśl z kolei o Verdun w jakiejś twierdzy. I dlaczego tak nas mało było jako Rosjan? Przecież towarzystwo ma gdzieś pokitrane gimnastiorki, stylówka jest dziecinnie prosta, a na allegro carska czapka to 150 PLN, ech... WINCYJ CARAKÓW!
  19. Marku czy gramy w tunelach? Brać latarkę czy będzie jakieś światło? Jeżeli tak, to czy latarka stylizowana czy każda?
  20. Klimat jak ze "Stranger Things". ;)
  21. Aktualizacja kalendarza. 2021 Za nami: 1. Operacja "Schwarzer Strom" - Luźna strzelanka ASH - Czarna Struga k. Warszawy, 27 lutego (sobota) 2. "Linia Arpada" - Warszawa, 12-13 marca (piątek-sobota) 3. "Powrót na Wyspę Ośmiornicy" - Chojne k. Sieradza, 29-30 maja (sobota-niedziela); 4. BDW: "Kreta 1941" - Chojne k. Sieradza, 19 czerwca (sobota); 5. "Neuve Chapelle 1915: Posiłki" - Rogów k. Końskich, 3 lipca (sobota); 6. "Igelschnauzen" Luźne ASH - Warszawa, 1 sierpnia (niedziela); 7. (GRA ODWOŁANA) "Operacja Balatońska" - Czarna Struga k. Warszawy, 28 sierpnia (sobota); 8. BPW: "Pogranicze w ogniu" - Góra k. Nowego Dworu Mazowieckiego, 17-18 września (piątek-sobota); 9. "Ardeny '44" - Niedźwiedziny k. Skoków 8-9 października (piątek- sobota); Przed nami: 2021 1. "Modlin 1915" - Błogosławie k. Modlina - 6 listopada (sobota) 2. "Ucieczka z fiordów" - Strońsko k. Zduńskiej Woli - 20-21 listopada (sobota - niedziela) 2022 1. BPW: "Bzura 1939" - TBC, 26 marca (sobota)/TBC 2. BDW: "Dieppe 1942" - Piątek-Piekary (Battle Arena), 7 maja (sobota)/TBC
  22. Nikt Ci tego nie obiecywał :D
  23. Prawda, ale gwoli sprawiedliwości dodajmy jeszcze StG-i, bo ślad na policzku mam po właśnie takiej zabawce...
  24. Grzesiu mam dla Ciebie mundur francuski na pożyczkę jakby co. Sztucer też się znajdzie.
  25. I na tym szczęśliwie stanęło, przynajmniej w moim przypadku, bo po RTG okazało się, że żebra są całe. Ego jednak wciąż dochodzi do siebie... Również dziękuję za dobrą grę. Jak zawsze w przypadku Wisha i Wielkopolski mieliśmy do czynienia z niemiecką wręcz organizacją: tu parking (co prawda płatny, ale co zrobić, spodziewałem się tego), tu leża, tu szama, a tam W(iadomo) C(o) (brawa za pierwszy na naszych grach tak pomyślany przybytek tego typu w terenie niekomercyjnym). Gra była męcząca, wyczerpująca, ale dostarczająca satysfakcji z dobrze wykonanej roboty. Nie będzie zaskoczeniem, jeżeli przyłączę się do opinii Sikora i powiem, że więcej emocji dostarczyła mi część nocna, ale to dlatego, że wg mnie najlepsze gry to takie na których nie wystrzeli się ani razu. Dniówka to z kolei wesoła akcja za akcją - dużo biegania, dużo strzelania i - powrót koszmarów ze "Skarbów III Rzeszy" i "Monte Cassino" - ciągle pod górę. Teren był trudny, trochę za dużo podszycia ułatwiającego życie obrońcom (którzy zwykle byli i tak wyżej od nas). Co można moim zdaniem poprawić? W terenie brakowało dróg - jedyna droga przecinająca las grała jako rzeka, dlatego odnalezienie mostu, który mieliśmy zaatakować w nocy i za dnia nie było łatwe. Na mapie most był zaznaczony tylko na tej wydanej na część nocną, ale łatwiej byśmy go odnaleźli gdyby wiodła do niego też droga, która w teorii powinna po nim przebiegać nad rzeką. Dałoby nam to też szansę na skryte podejście i zaskoczenie. Inaczej jedynym sensownym sposobem odnalezienia przeprawy był marsz wzdłuż rzeki - oczekiwany też przez Niemców, więc bez przewagi opisanej wyżej. Ponadto wzgórze, które mieliśmy bronić na końcu było w ogóle nie zaznaczone na mapie - może byśmy się sprawniej przemieszczali po drodze, którą moglibyśmy do niego dojść. Wskazane jest także jaśniejsze określenie zadań bo przyznam, że z odprawy nie wyciągnąłem wniosku, że my mamy wybudować most pontonowy na południe od stałego, a Amerykanie - na północ. Warto też jasno określić łańcuch dowodzenia, żeby nie było sporów kompetencyjnych (a u nas się pojawiły - zastrzeżenia proszę słać na adres kwatery generała Eisenhowera, Place d'Armes, 78000 Wersal, Francja). Kolejna uwaga jest natury językowo-edukacyjnej, bo spora część towarzystwa ma problemy z gramatyką języka polskiego. Może warto wynająć na następną grę jakiegoś polonistę, który na odprawie wytłumaczy różnicę między orzeczeniem w pierwszej osobie liczby pojedynczej, czasu przeszłego, a trzecią osobą, na przykładzie słowa "dostać": JA - DOSTAŁEM, ty - dostałeś, ON - dostał. To bardzo ważny komunikat, zarówno dla nieprzyjaciela (bo pokazuje, że grasz fair i chroni cię przed dalszymi kulkami), ale też dla twojego dowódcy (bo ma bieżące info nt. strat). Jeżeli ktoś kto został trafiony krzyczy "dostał" to wysyła swojemu dowódcy info, że zdjął przeciwnika i niepotrzebnie naraża w ten sposób kolegów na postrzał. I last but not least - skoro mieliśmy się przenieść w Ardeny, to wypadałoby załatwić śnieg. A tymczasem... ;) Podziękowania kieruję też do oddziału brytyjskiego - co prawda musimy popracować nad kondycją i mobilnością, ale zdyscyplinowanie i współpraca były naprawdę na wysokim poziomie. Dzięki też dla Amerykanów - za odwagę i upór w atakowaniu. Widzę natomiast duży potencjał do poprawy w dziedzinie współpracy "interallie" ale to temat na inną dyskusję. Dla Niemców uprzejmości za stawianie twardego oporu. I na koniec pozdrowienia dla osób, które się na grę zapisały a nie przyjechały, nie informując Organizatora. Naprawdę pomagacie - jesteście wielcy... :\
×
×
  • Create New...