-
Posts
2,128 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Domin007
-
ASH "Operacja Husky"- część 2- Mieczewo k.Poznania 31.08-2.09.2018
Domin007 replied to wish's topic in Imprezy ASH
Jak Jego Królewska Mość Jerzy VI. ;) Odpowiadam: Strona niemiecka ma w takich warunkach atakować silniejszego przeciwnika z determinacją, uporem i wiarą w ostateczne zwycięstwo. A na poważnie - serio? No toć przecież kontrataki podejmuje się doraźnie, korzystając z lokalnej przewagi nad desantem, który co prawda per saldo może mieć przewagę, ale w danym momencie jest słabszy. Więc jaki dylemat? I to mi się podoba Artur, przygotujcie umotywowane pismo, dwa znaczki opłaty skarbowej, rozpatrzymy je w terminie urzędowym. P.s. Wish nijak nie mogę doliczyć się 6 osób uprawnionych do obsługi radia na stronę. 2 radiooperatorów plus dowódca plus zastępca dowódcy nie chce mi się zsumować do 6... ;) -
ASH "Operacja Husky"- część 2- Mieczewo k.Poznania 31.08-2.09.2018
Domin007 replied to wish's topic in Imprezy ASH
Wish nie kombinuj tylko pisz zasady tutaj by można je było w spokoju przetrawić i nie zostawić na nic suchej nitki. Bo może okazać się, że macie z Mattem niegrywalne pomysły. ;) -
ASH "Operacja Husky"- część 2- Mieczewo k.Poznania 31.08-2.09.2018
Domin007 replied to wish's topic in Imprezy ASH
Wishu tego nie do końca rozumiem. Sanitariusze na dzień dobry przychodzą z pustymi apteczkami, a wypełniają ją dopiero bandażami zebranymi od graczy/ Ich własnymi bandażami? uważam, ze więcej sensu ma zobligowanie graczy do posiadania własnych opatrunków, które na punkcie powrotu do gry gracz sobie sam roluje i chowa do kieszeni. Łapiduchy powinny jednak mieć kilka w zapasie, na wszelki wypadek. Radio i small packa do jego przenoszenia wezmę. Grucha chyba jednak została w arsenale w ZDW. -
ASH "Operacja Husky"- część 2- Mieczewo k.Poznania 31.08-2.09.2018
Domin007 replied to wish's topic in Imprezy ASH
Ta "cała masa współczesnych replik po stronie aliantów" też musiała być poddana jakimś restrykcjom (np. wyłącznie ogień pojedynczy i zamaskowanie), bo standardem w polskim ASH jest nakładanie największych obostrzeń właśnie na współcześniaki, po to by zachęcić do używania replik historycznych. Dlatego po raz kolejny zachęcam do wzięcia czterotaktu. Zwykle mają większy zasięg iż pistolety maszynowe i bardziej się sprawdzają w lesie. -
ASH "Operacja Husky"- część 2- Mieczewo k.Poznania 31.08-2.09.2018
Domin007 replied to wish's topic in Imprezy ASH
Pierwsze StG-i trafiły do Waffen-SS we wrześniu 1943 r., zaś w znaczniejszej liczbie w październiku tego roku do 93 Dywizji Piechoty walczącej na froncie wschodnim. A zatem na Sycylii MP43/StG44 nie było. Jednak tak jak pisał Marek - nikt Ci za estega głowy nie urwie, choć byłoby miło gdybyś, jak sam zauważyłeś, grał z czterotaktem. -
ASH "Operacja Husky"- część 2- Mieczewo k.Poznania 31.08-2.09.2018
Domin007 replied to wish's topic in Imprezy ASH
Kiedy Koszalin mówi o tym, że gorzej z repliką nabiera to memetycznego przekazu. ;) Spróbuję wyciągnąć brata, ale Simon pracuje zwykle w soboty, więc nie obiecuję. -
A co to jest Twoim zdaniem, jeżeli nie mundur? Dokupujesz bryczesy NVA, saperki, szpeje i czapkę i możesz robić oficera WH. Taniej niż Niesof. Większość tak zaczynała zabawę w Niemców. Logiczne, że linki z czasem wygasają, jednak pewne generalne wskazówki są wciąż aktualne, więc pozostaje przeszukiwanie internetów po słowach kluczowych. Niestety, ale nikt nie sprzedaje gotowych sylwetek stylizacyjnych w pudełku. Trzeba się trochę namęczyć, popatrzeć na zdjęcia i porównać co by się chciało, a co jest dostępne.
-
Jest temat "Poradnik STYLIZACJI na żołnierza wojsk niemieckich 2 WŚ": http://forum.wmasg.com/topic/165651-poradnik-stylizacji-na-żołnierza-wojsk-niemieckich-z-2wś/ Jest temat "Stylizacja na Fallschirmjager": http://wmasg.com/pl/forum?wmasgURL=http://forum.wmasg.com/forum/252-państwa-osi/ Wreszcie jest wątek "Linki i porady". Piszesz, że nic nie możesz znaleźć. Mi zajęło 5 minut wejście na największy polski portal aukcyjny do działu "Kolekcje i sztuka", "Militaria", "Umundurowanie i wyposażenie" i wpisanie do wyszukiwarki "Szwedzka", po czym dowiedziałem się, że szwedzka bluza na sporego chłopa kosztuje ca. 60 PLN, po wpisaniu "Duńska" wyskoczyło mi, że duńskie spodnie w steingrau kosztują ok. 25 PLN, zaś po wpisaniu "DDR" podało mi, że komplet (bluza i spodnie) stoi 123 PLN. Po wpisaniu "Marynarka" można znaleźć podobny komplet nawet za 89 PLN.
-
ASH "Operacja Husky"- część 2- Mieczewo k.Poznania 31.08-2.09.2018
Domin007 replied to wish's topic in Imprezy ASH
Widzę, że będzie Dziećka. Może w końcu uda nam się zrobić film propagandowy na potrzeby popularyzacji ASH? ;) -
ASH "Operacja Husky"- część 2- Mieczewo k.Poznania 31.08-2.09.2018
Domin007 replied to wish's topic in Imprezy ASH
Jak wyżej - obecny na części nocnej. Nie gwarantuję, że postrzelam, ale na pewno będę udzielał się towarzysko. ;) -
Jestem na urlopie, po niedzieli będę miał dostęp do "miotły" i pozamiatam. Wstępnie pozamiatałem, jeżeli ktoś jeszcze chciałby by coś zostało posprzątane niech da znać. I trzymajmy się może pierwotnego charakteru tematu, czyli miejsca gdzie możemy podzielić się omówieniami, recenzjami fabularnych filmów kinowych/pełnometrażowych dot. II wojny światowej. Rekonstrukcyjne zabawy z kamerą czy filmy dokumentalne nie pasują do tego tematu.
-
Kolba z mojej strony to wszystkie zdjęcia (jest postęp, w zeszłym roku zrobiłem 0). 80 parę fotek to znowu nie tak mało. Niestety ale naprawdę ciężko jest jednocześnie pilnować by rozgrywka się nie rozlazła, fotografować i jeszcze grać. Jak ktoś jeszcze robił zdjęcia to niech się podzieli. Klaus - również pozdrawiamy i zapraszamy. Co do przesłuchań w forcie, nikt nic nie wie - rząd brytyjski utajnił akta z tej sprawy na 75 lat. ;) I oczywiście masz rację. Jest taki plan by stworzyć osobny temat poświęcony wszelkiej maści stylizacjom cywilnym i partyzantom/milicjom.
-
UWAGA! BARDZO DŁUGI POST! No dobrze, to czas się odnieść do głosów niczym nieuzasadnionej krytyki niewielkiej grupy malkontentów, którym gra... ;) Taki żart, każda konstruktywna krytyka jest mile widziana, w końcu chcemy robić coraz lepsze gry, prawda? Niemniej dodatkowe wyjaśnienia myślę, że rzucą nieco światła na wydarzenia sprzed tygodnia. I tak, będą zdjęcia. Niewiele, ale zawsze coś, i dopiero pod koniec posta. Nic za darmo. Wish scenariusz był konsekwencją założeń fabularnych. W "Orzeł wylądował" to Niemcy mieli zadania ofensywne, więc siłą rzeczy oddziały alianckie czekała służba patrolowo-koszarowa. Co do sposobu realizacji zadań, w przeciwieństwie do zeszłego roku niczego nie sugerowałem, więc Niemcy mieli wolną rękę w wyborze celów, priorytetów i kolejności w realizacji zadań. To, że zagrali w sposób przewidywalny i zaatakowali Baskerville zaraz po jego zlokalizowaniu to już nie moja zasługa. Co do części dziennej i elementów LARP-owych - c'mon! Przecież Klaus, Magda, Gregor, Borec i cała reszta fabularnych dała z siebie wszystko. Nawet żandarmeria (Pit i Simon) się wczuła i cały dzień dzielnie pilnowała kluczowych pomieszczeń, sprawdzała dokumenty i przesłuchiwała podejrzanych bez mrugnięcia okiem. I jak wyżej, to, że Niemcy Was docisnęli i zamiast przekupstwa i podstępu postawili na brutalną siłę - nie zależało od nas. Grisza nie przewidywaliśmy wiązania w zasadach, więc trzeba było uważać na Montgomery'ego. Wiadomo było, że wykręci jakiś numer, tym bardziej, że zasady dot. jeńców przewidywały możliwość podjęcia próby ucieczki. Jeżeli chodzi o następne gry to zachęcam do frakcji cywilnych. Tak starałem się napisać scenariusz, żeby właśnie Home Guard i Scotland Yard oraz szpiedzy mieli najwięcej roboty. Co do tego, że brakło patroli na drogach i pochowania się Aliantów po obiektach. Zwróć uwagę, że graliśmy na terenie 1 km na 1 km, a więc całkiem dużym, więc nietrudno było minąć jakiś patrol na drodze. Załoga Porton Down (najliczniejsza po stronie alianckiej) brała udział w rotacyjnych patrolach, tak samo jak Home Guard, którego było to głównym zadaniem. Jednak po tym jak zaatakowaliście sztab w Baskerville normalną procedurą było podniesienie alarmu i wezwanie wszystkich ludzi z powrotem do bazy tak by obsadzić stanowiska bojowe i sformować ewentualne oddziały wypadowe, które potem całkiem udanie wyłączaliście z walki granatami Gammona (chyba dwa razy widziałem zniszczoną pancerkę). Z tego co się orientuję to Cortes w nocy wysyłał co chwilę patrole i w tym czasie w bazie miał 3 osoby. Byle patrol niemiecki mógł zająć Porton Down. Poza tym po co wojsko ma patrolować wolny kraj, gdzie nie ma walk? Od tego jest policja. Nie byliśmy w GG tylko w UK. A jak zaczęły się walki, to trzeba było wysyłać posiłki, a nie patrole. Wochu pozwól, że odniosę się do Twoich uwag (za które bardzo dziękuję, serio). Jeżeli chodzi o balans rozgrywki - nie mamy wpływu na liczebność graczy. Gdyby zgłosiło się jeszcze więcej Niemców to zapewne byłoby Wam łatwiej, ale mimo aktywnie prowadzonej akcji reklamowej i rekrutacyjnej stanęło na takiej liczbie na jakiej stanęło. Zresztą Kampfgruppe Adler dominowała liczebnie nad każdym z pojedynczych garnizonów alianckich plus miała do dyspozycji w terenie trójkę szpiegów-dywersantów. Dodatkowo załoga Baskerville (8 osób) musiała wydzielić załogę stacji radarowej West Beckham (2 osoby). Per saldo, owszem, przewagę liczebną mieli Alianci, ale to chyba zrozumiałe? W końcu lądowaliście jako grupa komandosów w rajdzie typu "uderz i ucieknij" (dokładnie tak jak w zeszłym roku Alianci w operacji "Big Ben") a nie jako forpoczta operacji "Lew Morski". ;) Zwróć też uwagę na odległości jakie dzieliły poszczególne obiekty, a która dawała Wam możliwość ich odcięcia. Użycie pojazdów rekompensowało użycie granatów Gammona. Obecność superbohatera była ścisłą tajemnicą i pokłosiem scenariusza, pisanego też pod niektóre osoby, które koniec-końców nam się wysypały. Nie chciałem jednak gasić zapału i zaangażowania np. Janika, który się starannie przygotowywał do roli Steve'a Rogersa, więc postanowiłem dać Aliantom możliwość stworzenia superbohatera, którego mogli wykorzystać jako "ostatnią szansę" i co zresztą zrobili (zresztą po 5 minutach Kapitan Ameryka prócz tarczy nie miał żadnej "supermocy", więc można go było wyłączyć z gry, co zresztą też miało miejsce). Nie mogę się zgodzić, że scenariusz nie przewidywał zwycięstwa strony niemieckiej - wszystko zależało od tego jak dana strona wykorzysta swoje atuty. Co do zasadzki - pełna zgoda. Ostatnim zadaniem Aliantów miał być pościg za uchodzącą KG Adler (głównie w wykonaniu Home Guard, który nie wiedział skąd będziecie się ewakuować). O tym, że grupa pościgowa - na rozkaz Montgomery'ego (Vlada) - została podrzucona transportem motorowym do punktu "E" dowiedziałem się post factum (w tym czasie montowałem transport dla Was). I podobnie było ze strzelaniem z pojazdów - tu akurat dałem plamę - bo wyraźnie tego nie zaznaczyłem, że z pojazdów też się nie strzela (acz przyznam, że dla mnie to było oczywiste, cóż, co jest oczywiste dla jednego nie musi być dla drugiego). W kwestii zasad - podzielam Twój pogląd, że najlepsze zasady to te najprostsze. nie znoszę regulaminów na 3 strony i 45 minutowych wykładów na temat zasad, bo zwyczajnie nikt tego nie czyta, nikt tego nie słucha i w konsekwencji nikt tego nie stosuje. Jeżeli chodzi o jeńców to w zasadach było wyraźnie napisane jak można wziąć jeńca (poprzez poddanie się lub opatrzenie rannego), jak jeniec ma się zachowywać (musi podążać za konwojem, nie może próbować odebrać broni konwojentom) i tego co może zrobić (może próbować ucieczki, w przypadku powodzenia do czasu spotkania pierwszego sojuszniczego patrolu jest rozbrojony). Nie było słowa o byciu nieprzytomnym i dywagacjach co można, czego nie można. Zresztą Vlad opracowywał część zasad i tłumaczył je Wam na początku, więc nie rozumiem po co mielibyście mnie pytać co można? Zarówno on jak i Cortes mieli wszystkie pełnomocnictwa organizatorsko-moderatorskie. Jednak o do swojego zachowania w niewoli jako Monty, to najlepiej będzie żeby Vlad się z niego wytłumaczył. Wychodzi na to, że uzupełniająca zasada "co nie jest zabronione jest dozwolone" nie sprawdza się bo daje aż nazbyt szerokie pole do popisu. Odnośnie sanitariuszy - zasady były takie same dla obu stron, zaś KG Adler, jak pisałem, dominowała liczebnie nad każdym z poszczególnych garnizonów. Sanitariusze w obiektach alianckich mieli leczyć rannych na takich samych zasadach jak "w polu". Owszem musieliście trafić każdego z sojuszniczych żołnierzy dwa razy by go wyeliminować z walki (was to też dotyczyło), ale zarządziłem, że dopóki trwa wymiana ognia wokół obiektów (jak np. przy Porton Down) trupy siedzą w środku, a nie idą na respa. Oznaczało to, że Alianci byli pozbawieni posiłków z respa, bo ich trupy nie mogły wrócić do gry. W pewnym momencie chyba połowa załogi obiektu była martwa i nie mogła wyjść bo wciąż trwała wymiana ognia. Niemniej naprawdę dzięki za cenne i celne spostrzeżenia. Jeżeli kiedyś będziemy jeszcze robić coś w rodzaju LARP-a to z pewnością je wykorzystamy. Klaus - dzięki za wczucie się, za zabranie i wciągnięcie Szacownej Małżonki w nasz półświatek i za próbę pokazania, że można się świetnie bawić odwiesiwszy karabin na kołku. Co do Twoich spostrzeżeń - tak jak w przypadku Niemców, nie mieliśmy wpływu na liczebność oddziałów "cywilnych". Liczyłem, że najciekawsze zadania (a powtarzałem to niejednokrotnie) przyciągną większą liczbę chętnych do "cywili", niestety stało się jak zwykle. Nie zapominaj, że Twoją i Magdy przykrywką było członkostwo w Home Guardzie. Może gdybyście się uzbroili i podziałali - wespół z Hubertem z IRA - jako gwardziści byłoby Wam łatwiej i nie wzbudzalibyście podejrzeń inspektora Scotland Yardu. Odnośnie tego, ze miasto było puste - gdyby Niemcy nie zaatakowali Baskerville, nie zostałby podniesiony alarm. gdyby nie został podniesiony alarm to załogi wciąż miałyby przepustki i mogły sobie odwiedzać miasteczko. Stało się jednak inaczej - ogłoszono alarm, wstrzymano przepustki i wezwano załogi na stanowiska bojowe. Normalna procedura w przypadku ataku. Co do części nocnej - prawda, mieliście napięty harmonogram do granic możliwości, posypuję głowę popiołem. Niemniej z tego co pamiętam wykonaliście sporo zadań. W kwestii Twojego podejścia pod Porton down - zważ, ze był to tajny obiekt wojskowy. tak tajny, że nie było go nawet na mapach niemieckich. Wisiały na nim znaki "Public access beyond this point is strictly prohibited!" i "Military Area! Keep Out!". Więc czego się spodziewałeś? Mogłeś spróbować wykorzystać swój kamuflaż jako gwardzisty z Home Guard (w końcu to formacja wojskowa). Na dodatek obiekt był pod ciągłym naciskiem Niemców, więc załoga miała trochę inne zajęcia niż rozmowa z nachalnym domokrążcą siedzącym przy bramie (którą w odwecie wysadził w powietrze). Odnośnie tego, że za dużo wojskowych i tego gdzie powinien być ciężar gry - zgadzam się z Tobą. Lecz na to nie mamy wpływu jako organizatorzy. To gracze decydują do jakiej frakcji chcą się zapisać i jak grać. Czy była to strzelanka z elementami LARP, a nie odwrotnie. Oczywiście. Ale o tym decydują sami gracze. Możliwości wykonania zadań obie strony miały sporo, jednak jedna decyzja determinuje drugą. Niemcy postawili na rozwiązania siłowe, a to sprawiło, że część "przekupno-manipulacyjno-szpiegowska" przegrała ze strzelanką. Znaki drogowe były poprzestawiane już od 1940 r. jako element przygotowań do odparcia spodziewanej inwazji niemieckiej. Dodatkowo był to środek bezpieczeństwa przed planowaną (odwołaną) wizytą premiera. Zresztą co to za komandosi, co kierują się znakami? A dowódca Wam map nie pokazał? ;) Zrzut wcale nie był taki cichy. Agentowi "Igle" i współpracownikom nie udało się wysadzić w powietrze stacji radarowej, więc Mosquity namierzyły Wasze Ju-52 i zaatakowały., dlatego lądowaliście zrzutem rozproszonym. Home Guard dostał rozkaz sprawdzenia czy samolot nie spadł i dlatego wyszedł na patrol w Waszą stronę. Artur - przede wszystkim gratulacje z powodu debiutu w charakterze dowódcy. Zadanie miałeś bardzo trudne i szczerze wątpię czy komuś poszłoby lepiej (dla porównania działający w takich samych warunkach w zeszłym roku Alianci ponieśli dotkliwą klęskę). Wielkie dzięki za wcielenie się w rolę płk. Steinera. Co do terenówki, która nie brała udziału w grze - przyznaję Ci absolutną rację. Poproszę tutaj Vlada, który na grze odpowiadał za łączność aliancką by wyjaśnił o co chodziło z samochodem Chaoty w terenie. Ja posypuję głowę popiołem za brak ikry by go wyłączyć z rozgrywki na amen. Co do strzelania do pojazdów - to tą kwestię wyjaśniłem już wyżej. Jeśli chodzi o Wasze opóźnienie - fakt, powinniście być desantowani na końcu skoro wchodziliście do walki jako ostatni, jednak parę razy podczas trasy powtarzałem, żebyście czekali na mój sygnał do wznowienia gry. Ruszyliście bez niego i lada moment by Wam wyszedł na bok Home Guard. Dlatego Was cofnąłem. Co do Kapitana Ameryki - jego prawdopodobną obecność było można wywnioskować z literatury, którą publikowałem przed grą oraz danych wywiadu. Zaangażowanie Renifera do roli dr Erskina, po to tylko, żeby dać jeszcze jedno zadanie dla Niemców, byłoby bez sensu, dlatego, żeby nie gasić zapału Piotra (który już sobie przyszykował strój) wprowadziliśmy tą postać. Źle obliczyliśmy odporność Kapitana Ameryki na ostrzał, ale to skorygowaliśmy w czasie gry. Jeżeli chodzi o zasadzkę to ta kwestię wyjaśniłem w odpowiedzi na post Wocha. Wochu, w zasadach nie było nic napisane, o tym, że nie wolno używać broni białej. Jeżeli Vlad Wam tego zabronił przed grą, a potem w trakcie rozgrywki sam zaatakował Griszę cepem, to przepraszam, ale w zupełności podzielam Twoje zdanie i uważam, że takie zachowanie nie powinno mieć miejsca Vlad chciałbym zauważyć, że miałeś walny udział w przygotowaniu regulaminu rozgrywki. Mógłbyś podać przykłady zasad, z którymi się nie zgadzałeś przed grą? Matt piszesz, że w nocy niewiele się działo - to, że Niemcy zaatakowali Baskerville, a nie Porton Down wynikało z ich decyzji i ich planu rozgrywki. Tak jak pisałem wyżej - w tym roku niczego Niemcom nie sugerowałem, tak by w pełni autonomicznie mogli podejmować decyzje co do sposobu i kolejności realizacji swoich celów. Cortes co chwilę wysyłał patrole do walki ze spadochroniarzami w okolicach Baskerville, także jeżeli ktoś chciał to mógł wziąć udział w nocnych podchodach. Dodatkowo załoga Porton Down (wespół z Home Guardem) dostała w nocy zadanie specjalne. Przypominam, w fabule gry przebywaliście w Anglii na szkoleniu, przed lądowaniem we Francji. Stąd służba patrolowo-koszarowa. Ci co chcieli walczyć z Niemcami w nocy mieli taką okazję. Co do zasad - tak jak pisałem w odpowiedzi Wochowi. chciałem by były maksymalnie proste i elastyczne, ale w trakcie prac nad regulaminem pojawiły się głosy dążące do uwzględnienia zasad znanych z symulacji, więc wyszła próba połączenia ognia z wodą. Następnym razem będzie tylko jedna osoba odpowiedzialna za zasady. W kwestii znaków - tak jak napisałem wyżej - był to element bezpieczeństwa. W polu żołnierze orientują się według mapy i kompasu a nie według znaków, właśnie z tego względu. A co gdyby ich w ogóle nie było? Jeżeli się pogubiliście to środki zapobiegawcze zadziałały i Home Guard świetnie wykonał swoją robotę. To, że zaatakowaliście Baskerville, a nie Porton Down to był Wasz wybór. Kwestię cofnięcia KG Adler, ucieczki Monty;ego, obecność kapitana Ameryki już wyjaśniłem. Co do przeniesienia Waszego respa - zrobił to gen. Montgomery, ale po tym jak się dowiedziałem, że miało to miejsce cofnąłem tą decyzję. W kwestii rekwizytów - po co Wam były dokumenty i pieniądze? Ano po to by wykorzystać w grze. gdybyście zajęli miasteczko to za te pieniądze moglibyście kupić coś w pubie (niestety Niemcy zachowali się jak wszędzie czyli przystąpili do bezceremonialnego plądrowania). kasę mogliście też wykorzystać na ewentualne łapówki. Dokumenty zaś miały ułatwić zadanie alianckiej żandarmerii, przykład. Gregor i Borec w przebraniu amerykańskich lekarzy udali się do Porton Down. Gdyby żandarmeria ich przeszukała (a nie kazała tylko pokazać dokumenty), to by znaleźli przy nich właśnie te niemieckie książeczki wojskowe i od razu by było wiadomo, że są szpiegami. Mogliście zrobić z nich rozmaity użytek, postawiliście jednak na rozwiązanie siłowe, dlatego elementy te nie zagrały. Hubert dzięki za zaangażowanie po stronie IRA. Niestety tak jak pisałem wyżej, nie dopisali gracze w stylizacji "cywilnej". Gdyby było ich więcej to może byście mieli większe pole do popisu. Co do obsuwy czasowej to prawda - to biorę na swoje organizatorskie barki. następnym razem oddziały będą wchodzić do walki bezpośrednio po wejściu na teren gry. Co do tego że było okazji polarpować - cóż to sami gracze decydują jak grac, więc nie mamy na to wpływu jako organizatorzy. UUUFFFF! Po wszystkim. Chyba. Czas na zdjęcia. Miłego oglądania: https://photos.app.goo.gl/Ed2qf1uuPwMKn2rU6
-
ASH "Operacja Husky"- część 2- Mieczewo k.Poznania 31.08-2.09.2018
Domin007 replied to wish's topic in Imprezy ASH
Marek zrób Guadalcanal to ja zrobię Japończyka. -
ASH "Operacja Husky"- część 2- Mieczewo k.Poznania 31.08-2.09.2018
Domin007 replied to wish's topic in Imprezy ASH
Chyba Ty. Ja tam lubię czyste, ciepły, wygodny sztab, w ostateczności czyste pole ostrzału i dużo miejsca do szybkich manewrów. ;) -
UWAGA! BARDZO DŁUGI POST. Myślę, że po tygodniu od gry można pokusić się o małe podsumowanie i omówienie tego co zaszło na sielskim wybrzeżu Anglii w październiku 1943 r. Miałem tu napisać jakieś krótkie zakończenie fabularne, ale i tak tego nikt nie czyta, więc przejdźmy od razu do konkretów. Mówi się, że sukces ma wielu ojców, porażka jest sierotą, dlatego zacznę nietypowo - od podziękowań dla współorganizatorów i przedstawienia dramatis personae stojących za grą "Orzeł wylądował": 1. Zawadek: logistyka 2. Vlad: łączność, logistyka, szczegółowe zasady 3. Cortes: scenografia, logistyka, transport, współpraca scenariuszowa 4. moja skromna osoba: scenariusz, produkcja i zasady ogólne. W tym miejscu osobne podziękowania dla Pita, Thompsona, mojego brata Szymona i wszystkich zaangażowanych w przeprowadzenie tego śmiałego przedsięwzięcia. Podziękowania także dla wszystkich uczestników. Że Wam się chciało przyjechać, wystylizować się, pograć i dać z siebie wszystko (lub pobumelować). Ogółem w imprezie wzięły udział 54 osoby (w części nocnej 39): - 17 Niemców (w tym pułkownik Steiner), - 10 Brytyjczyków (w tym generałowie Hobart i Montgomery), - 17 Amerykanów (w tym major Reisman i doktor Erskine), oraz - 9 członków Home Guard (w tym 2 niemieckich agentów oraz 1 terrorysta z IRA), a także 1 dziennikarz Daily Telegraph, będący w istocie tajnym agentem Ministerstwa. Scenariusz w swej istocie stanowił niejakie odwrócenie ról w stosunku do tego co przeżyliśmy w zeszłym roku na "Operacji Big Ben". Tym razem to Niemcy mieli się wykazać w trudnej misji za liniami wroga, polując na wysoko postawione osobistości i próbując zagarnąć tajne dokumenty. Jako intelektualne dziecko Quentina Tarantino w fabule wykorzystaliśmy wątki z "Orzeł wylądował", "Igły", "Kapitana Ameryki", "Wojny Światów" oraz szeregu innych seriali, książek i gier, do których zaangażowani mieli możliwość się dokopać w trakcie gry. Mam nadzieję, że odkrywanie tych cytatów, zapożyczeń i odniesień sprawiło Wam tyle samo frajdy, co mnie pisanie scenariusza i ich wplatanie w fabułę. No, a teraz karty na stół, jak wyglądały założenia fabularne, zadania (tu kończy się moja rola jako autora) i ich wykonanie (tu wchodzicie Wy, wasze wyszkolenie i umiejętności) Zadaniem Kampgruppe Adler było zaatakowanie willi Chartwell Manor i porwanie Winstona Churchilla (tam też Niemcy mieli ustanowić swój stały resp). z Dodatkowo Niemcy mieli uprowadzić gen. Hobarta (w tej roli Cortes) oraz dr. Erskine'a (w tej roli Renifer), a także przejąć wszelkie tajne dokumenty jakie im się uda znaleźć. Niestety (w roli premiera był obsadzony Proboszcz, ale nam się wysypał na jakieś dwa tygodnie przed imprezą), premier wyjechał do Teheranu na konferencję, o czym Niemcy nie mogli wiedzieć. Wiedzieli o tym zakamuflowani w Studley Constable jako członkowie Home Guard agenci "Igła" i "Nitka" (w tych rolach Klaus i Magda), którzy mieli za zadanie nawiązać kontakt z działającym w tym samym oddziale terrorystą z IRA (w tej roli Hubert) a następnie zniszczyć stację radarową i oznaczyć lądowisko, tak by desant mógł bezpiecznie wylądować na spadochronach. Po spotkaniu z żołnierzami niemieckimi mieli przekazać Steinerowi (w tej roli Ashigara) informację o tym, że Chartwell zostało opuszczone, można je zająć bez przeszkód, a następnie poinformować, że zamiast Churchilla mają porwać gen. Montgomery'ego (w tej roli Vlad), który stanął ze sztabem na zamku Baskerville. Szpiegom niemieckim nie udało się wywiązać z zadania zabezpieczenia desantu, w związku z czym nocne myśliwce RAF naprowadzane przez stację radarową West Beckham zaatakowały wykryty samolot z KG Adler na pokładzie i zaatakowały go, powodując rozproszenie desantu na dużej przestrzeni. Dlaczego szpiegom nie udało się wykonać zadania? Prócz presji czasu, o której wspominał Hubert, doszła konieczność unikania patroli Home Guard, dowodzonych przez zastępującego inspektora Jappa (miał to być Hunter, ale nam się wysypał na 72 h przed imprezą) oficera Scotland Yardu (w tej roli Lee). Gwardziści mieli za zadanie patrolować drogę Chartwell - Porton Down Barracks-Hospital, oraz jako środek bezpieczeństwa przed możliwym rajdem niemieckim (w istocie takie działania robiono już od 1940 r. w obawie przed inwazją) mieli pozamieniać drogowskazy. Dodatkowo - poinformowani przez kontrwywiad o możliwej obecności szpiegów w pobliżu tajnych obiektów mieli przeprowadzić śledztwo celem ujęcia agentów wroga. w razie możliwości Home Guard miał wspierać załogi zamku Baskerville i stacji w Porton Down. Tymczasem na zamku Baskerville stanął ze swoim sztabem, nieświadomy tego, że stał się celem niemieckich komandosów, gen. Montgomery. Monty, jako najwyższy rangą oficer aliancki w rejonie, miał za zadanie opracować plany lądowania Aliantów we Francji, plany operacji wprowadzającej przeciwnika w błąd oraz wspierać załogę Porton Down w przypadku jakichkolwiek problemów. W Porton Down - tajnym ośrodku badań nad bronią biologiczną (o czym RSHA informowało płk. Steinera), gen. Hobart szykował bazę do przeprowadzenia na zlecenie rządu Stanów Zjednoczonych pewnego bardzo ważnego i tajnego eksperymentu w ramach projektu "Kapitan Ameryka", który miał być niespodzianka dla Niemców podczas planowanego lądowania we Francji. Zadaniem generała było zapewnienie bezpieczeństwa bazy, tajnej dokumentacji oraz przebywających w niej osób - zwłaszcza przybywającego nazajutrz w eskorcie mjr. Reismana (w tej roli Camper) dr. Erskine'a. Dr Erskine do przeprowadzenia eksperymentu i stworzenia Kapitana Ameryki potrzebował odpowiedniego kandydata (miała go wyznaczyć agentka Carter - Michelle, ale niestety nie mogła przyjechać) oraz ekstraktu z krwi obiektu X. Jako X oznaczono rasę istot pozaziemskiego pochodzenia, które w 1898 r. dokonały inwazji południowej Anglii, zaś w 1938 r. Stanów Zjednoczonych. Gen. Hobart przekazał te informacje do Ministerstwa, które przysłało tajnego agenta - Johna Steeda (i tutaj wchodzę ja), mającego za zadanie pokierować poszukiwaniami na obszarze dawnego pola bitwy z rasą X w 1898 r. (zakamuflowany jako obszar byłego poligonu). Steed w poszukiwania zaangażował Gwardzistów i policję, którzy po odnalezieniu zwłok obcego wezwali specjalistów z Porton Down, którzy zabezpieczyli znalezisko i przetransportowali je do laboratorium. Gen. Hobart zorganizował system patroli na linii Porton Down - Studley Constable - Baskerville, które szybko zostało zaatakowane przez Steinera i jego ludzi. W związku z silnym atakiem na sztab Monty'ego ogłoszono alarm, wstrzymano przepustki i zamknięto obiekty przygotowując się do odparcia nieprzyjaciela. Hobart na prośbę Montgomery'ego wysłał znaczną liczbę swoich żołnierzy w okolice Baskerviile, tak, że finalnie w laboratorium oprócz generała było tylko dwóch żołnierzy (w momencie kiedy wrócił transport z obiektem X). W nocy Niemcy jeszcze kilkakrotnie ponawiali ataki na sztab Monty'ego, jednak do świtu - mimo brawurowego ataku wykonanego przez Wocha, któremu udało dostać się na teren placówki podkopem i nawet ranić Monty'ego (zanim nie został zarzucony granatami przez Amerykanów) - nie udało im się zdobyć obiektu. Niemcy zaatakowali także miasteczko, gdzie w kościele agent "Igła" ukrył alianckie mundury dla żołnierzy KG Adler (pomysł Gregoriusa i Borka). Niestety miejscowość była broniona przez Home Guard i policję, którzy w ciemnościach zabarykadowali się w kościele i dotrwali końca fazy nocnej. Jednocześnie, korzystając z przeniesienia ciężaru walk na południe do sztabu Montgomery'ego policja doprowadziła agentkę "Nitkę", którą poddano przesłuchaniu, przerywanemu nękającymi atakami komandosów. Agent Steed po przesłuchaniu ewakuował agentkę "Nitkę" do Porton Down, gdzie wespół z gen. Hobartem przewerbowali ją na stronę aliancką. Tak się skończyła część nocna. Dzień zaczęliśmy (po ablucjach, śniadaniach, odprawach i uzupełnieniu składów obu stron o nowoprzybyłych, które spowodowały nam sporą obsuwę) od przewiezienia KG Adler na respa (willa Chartwell), skład na mój sygnał mieli zacząć grę. Następnie na pozycje wyszły załogi Baskerville i Porton Down oraz Home Guard i szpiedzy, którym towarzyszyłem. Niestety wpół drogi do Studley Constable dowiedziałem się przez radio, że Niemcy wystartowali i zaatakowali Baskerville, mimo braku sygnału ode mnie. Dlatego poprosiłem Vlada aby wysłał łącznika i cofnął KG Adler do momentu aż nie dam sygnału (Home Guard nie był na pozycjach wyjściowych i mógłby zbyt szybko przyjść z odsieczą Baskerville). Parę minut później mogłem dać sygnał do wznowienia rozgrywki. Komandosi Steinera z marszu zaczęli ciężko atakować zamek Baskerville by pojmać Montgomery'ego. Z odsieczą wzywającemu pomocy Monty'emu Hobart wysłał silne patrole zmotoryzowane, które jednak zostały unieszkodliwione granatami. Po dłuższej walce napastnikom udało się wedrzeć do środka i wziąć do niewoli gen. Montgomery'ego oraz przejać część tajnych dokumentów. Hobart w związku niepomyślnym rozwojem sytuacji zarządził kontratak mający na celu odbicie sztabu i odnalezienie Monty'ego. Po zbiórce w Studley Constable (za dnia oddziały alianckie działające na pólnoc od linii zachodnia droga - Studley Constable - droga główna miały respa na posterunku policji) gwardziści i oddziały brytyjskie wyruszyły by odbić zamek. W tym czasie Niemcy ewakuowali na tyły cennego jeńca i ruszyli na południe (ich resp na część dzienną został ustawiony na skrzyżowaniu drogi zachodniej z drogą do Studley) i zajęli miasteczko, gdzie splądrowali pub. Po krótkim popasie płk. Steiner zarządził atak na Porton Down, gdzie jak przypuszczał mógł znaleźć dr. Erskine'a i gen. Hobarta. Do stacji eksperymentalnej dotarł w międzyczasie mjr Reisman, który objął funkcję zastępcy gen. Hobarta. Zadaniem Reismana było dowodzenie obroną bazy i wytypowanie pod nieobecność agentki Carter, kandydata do eksperymentu dr. Erskine'a. Szybko znaleziono ochotnika, którym okazał się skromny chłopak z Nowego Jorku, szeregowy Steve Rogers (w tej roli Janik). Szeregowy Rogers został wtajemniczony w naturę eksperymentu i asystował przy sekcji zwłok obiektu X, w trakcie której dr Erskine zdobył cenne serum, dzięki któremu mógł przeprowadzić eksperyment. Tymczasem agent "Igła" dostarczył do niemieckiego respa walizkę z alianckimi mundurami, które przywdziało dwóch oficerów SS. Korzystając z przebrania amerykańskich lekarzy udali się oni, pod pozorem przeprowadzenia akcji szczepień, do bazy w Porton Down, gdzie niedokładnie przeszukani przez wartowników, którzy nie znaleźli ich niemieckich dokumentów, zostali wpuszczeni na teren obiektu. W trakcie ich pobytu wewnątrz obiekt został zaatakowany przez Niemców, jednak załoga szybko odparła natarcie. Niemal równocześnie pod bramę dotarł agent "Igła", który został zatrzymany na zewnątrz, zaś jego walizka poddana przeszukaniu. Alianccy dowódcy nie wiedzieli, że agent "Igła" w międzyczasie dowiedział się o tym, ze jego małżonka została przewerbowana przez Brytyjczyków. W odwecie pchnął ją nożem i zostawił na pewną śmierć. Ciężko ranną kobietę odnalazł agent John Steed, który wezwał pomoc z bazy w Porton Down, gdzie "Nitka" została zoperowana przez dr. Erskine'a. Widząc żołnierzy niosących ciężko ranną, lecz żywą "Nitkę" do obiektu, "Igła" uciekł. Podejrzani amerykańscy "lekarze" zostali zaszczepieni ich własnymi środkami - skutkowało to wstrząsem anafilaktycznym i zgonem. Co działo się na północy? Oddziały brytyjskie zajęły sztab w Baskerville, gdzie za kanapą odnalazły czarną teczkę gen. Montgomery'ego, ukrytą za kanapą. Żołnierze Steinera wybebeszyli kanapę, lecz jej nie przesunęli, w związku z czym nie znaleźli najcenniejszych dokumentów. Gen. Montgomery pilnowany przez jednego wartownika skorzystał z okazji i zdjętym ze ściany cepem zaatakował Niemca uciekając w las. W międzyczasie pułkownik Steiner całymi siłami zaatakował bazę w Porton Down mocno uszczuplając stan załogi (zarządziłem, że dopóki trwało oblężenie trupy miały pozostać w środku, nie mogły wyjść na respa). Korzystając z zamieszania agent "Igła" podkradł się pod bramę bazy i zdetonował minę wysadzając bramę w powietrze. Będąc w bardzo trudnym położeniu gen. Hobart wespół z dr. Erskinem zarządzili o przeprowadzeniu eksperymentu i wprowadzeniu do walki Kapitana Ameryki, z którego pomocą resztka załogi odparła bardzo ciężki szturm. Mjr Reisman w końcu nawiązał też łączność z załogą Baskerville, która z Home Guardem spływała na południe by wspomóc obronę Porton Down. Steiner jednak nie rezygnował i wciąż ponawiał ataki, które jednak w obliczu rosnącej przewagi liczebnej Aliantów załamywały się. Do stacji eksperymentalnej dotarł nawet gen. Montgomery, który usiłował przejąć dowodzenie nad obiektem oraz ewakuować najtajniejsze dokumenty do Londynu samolotem (kategorycznie zabroniłem takiego numeru). W tym momencie dowiedziałem się, że Vlad korzystając ze swoich prerogatyw przesunął Niemcom respa do miasteczka - cofnąłem tą decyzję. Zniechęceni tym Niemcy postanowili się jednak wycofać do punktu E (E jak Ewakuacja) na wybrzeżu, ok. 150 m na północ od strefy zrzutu. Alianci mieli za nimi ruszyć w pościg, jednak na rozkaz gen. Montgomery'ego część grupy została przerzucona transportem zmotoryzowanym i ustawiła zasadzkę na wybrzeżu, w którą wpadli Niemcy. Po krótkiej potyczce, która przyniosła obu strono straty, ocalała część Kampfgruppe Adler zaokrętowała się na oczekujące ścigacze i wycofała. Tyle się działo, a zważcie, że nie wszędzie byłem, nie wszystko widziałem, więc pewne wydarzenia mogły mi umknąć. Nie mogłem też być wszędzie jednocześnie by rozwiązywać ewentualne sprawy sporne i moderować rozgrywkę. Pamiętajcie, że w grach fabularnych organizatorzy dostarczają graczom, że tak się wyrażę, płótno, farby i pędzle. A co zostanie namalowane to już zależy od uczestników. Jako moderator nie mogłem ingerować czy wywierać wpływu na sposób prowadzenia działań, dowodzenia czy realizacji zadań przez jakąkolwiek ze stron. To już rodziłoby podejrzenia o stronniczość. W kolejnym poście odniosę się do dyskusji jaka się tu odbywa. Tu już nie ma miejsca, post jest za długi i nikt go nie przeczyta, więc co dopiero z takim elaboratem...
-
ASH "Operacja Husky"- część 2- Mieczewo k.Poznania 31.08-2.09.2018
Domin007 replied to wish's topic in Imprezy ASH
Warto. Warto. Zdecydowanie warto przyjechać do Poznania na kolejną już edycję "Operacji Husky". - Bogusław Wołoszański "Operacja Husky vol. 1" była mocniejsza niż "Dunkierka" Nolana i bardziej krwawa niż "Kill Bill" Tarantino. Znakomita akcja. - Wiesław Kot Przyjedźcie na Sycylię, zanim Sycylia przyjedzie do was. I nie mówię tu o mafii. - Patryk Vega Szanowne Koleżeństwo, czy mając takie rekomendacje można odpuścić planowaną przez Wisha i spółkę grę? Jednak jak powszechnie wiadomo z pustego to i Salomon nie naleje, więc poszukajcie oszczędności (np na jedzeniu. Ja nie jem i żyję) i opłaćcie wpisowe. Znacznie to ułatwia proces organizacji gry i oszczędza organizatorom nerwów. A spokojny i nie zdenerwowany org to gwarancja dobrej gry. Amen! -
DEPARTED! To już ostatnia informacja na forum przed grą. Jutro w godzinach przedpołudniowych Kolegium Organizacyjne wyrusza na miejsce gry, gdzie mogą być problemy z zasięgiem, internetem, etc. Zatem kontakt z nami via telefon, nie wspominając o forum będzie mocno utrudniony (poza tym będziemy mieli co robić). Pogoda jutro i pojutrze ma być dobra do gry, od 19 do 24 st. C, niebo całkowicie zachmurzone, lekki wiatr NNE. Tyle ode mnie. Do zobaczenia na grze.
-
GATE CLOSED! Odpowiednie kwity poleciały już do ubezpieczalni, więc nowi na listach (poza kolega zgłoszonym w ostatniej chwili przez Matta) nie będą już obejmowani ochroną, podobnie jak ktoś chce zwiać z pokładu to przykro mi, ale zwrotu wpisowego nie będzie. Marku, co do grilla/ogniska to kiełba będzie na koniec gry w ramach michy. Będzie też chlebek, musztarda/keczup. Po części nocnej kolacja we własnym zakresie, warto wziąć ze sobą menażki i metalowe kubki. Oczywiście zapewnimy naczynia jednorazowe, ale myślę, że większość z nas ma kuchenne utensylia typu wojskowego. No i bądźmy eko.
-
W kwestii MG - Hunter, tak jak pisałem Vlad dostał wolną rękę w kwestii regulacji dot. FPS, chyba motywował to bezpieczeństwem, ale najlepiej będzie jak sam się wytłumaczy. Czekałem na ten moment. Chłopaki z Koszalina mogą śmiało brać MG pod warunkiem, że nie przekroczą 550 FPS. Ktoś jeszcze chce brać RKM, bo chcę zamknąć tą kwestię i skupić się na ważnych sprawach? Pytam na poważnie obie strony. Jedziemy dalej. - ile miejsc jest do spania pod dachem ? Odp. Ok. 60, powinniśmy się zmieścić wszyscy na kojach. Hardkory mogą sobie ogarniać leża w obiektach. - śpiwory wystarczą? Odp. Wstępna prognoza pogody dostarczona przez stację radarową West Beckham mówi o temperaturach w zakresie 14-26 st. C (noc-dzień). Myślę, że śpiwory wystarczą. - teren "sypialni" jakoś jest strzeżony i można zostawić szpej czy nastawić się na noszenie większości w plecaku? Odp. A co chcesz brać na grę? Telefony, etc. lepiej zostawić w zamykanych samochodach, bo może zdarzyć się sytuacja, że koszarowiec zostanie otwarty bez nadzoru (choć zwykle jest w nim właściciel terenu). Szpeje, graty, amunicje, żarcie weźcie ze sobą w plecakach, które możecie zostawić w obiektach. Tam zawsze ktoś się będzie kręcił. - czy na miejscu jest jakieś żarcie/bar/sklep czy zabrać wszystko ze sobą ? Odp. Po drodze z WAW na miejsce mijasz Biedronki, Dino czy inne Odilda. Natomiast w samej Woli Wodyńskiej może być średnio z aprowizacją. Podejrzewam, że jest tzw. lokalny sklepik. Zdjęcia: - zdjęcia gąb wysyłamy emailem do Dominika, rozumiem że mogą być dowolne bo to wewnętrzne ID ? Odp. No way, żadnych zdjęć na moją pocztę. Nie chcę mieć nic do czynienia z RODO. ;) wydrukujcie sobie je na papierze fot albo nawet zwykłym w formacie legitymacyjnym. Zamierzam w brawurowy sposób pozbawić Skarbu Państwa tubki kleju w sztyfcie i zszywacza (wyłącznie na czas określony) i zdjęcia, wraz z wpisem Waszych fikcyjnych personaliów "papierkowej roboty" uczynimy zadość przy rejestracji. Każdy dostanie ID oraz żołd do przegrania w karty, przepicia w pubie, wydania na łapówki, etc. Co do transportu z Gare Centrale to niestety nie pomogę bo sztab będzie na miejscu od rana miał ścieżkę zdrowia z ogarnianiem scenografii i rekwizytów. I skończcie sobie robić jajca na temat tych zszywaczy bo skorzystam z moderatorskich prerogatyw i poczyszczę temat. ;) Jak tylko ogarnę jak się to robi na nowym WMASG-u. ;) No to co? Ostatnia część wstępniaka fabularnego, miłej lektury. Studley Constable, 27 października 1943 r., godz. 21. -Tak jest panie komisarzu. Ależ oczywiście. Doskonale zrozumiałem. Tak jest. Do widzenia. Nadinspektor James Japp odłożył słuchawkę na widełki telefonu. - To by było na tyle chłopcy - powiedział do siedzących obok policjantów i detektywów Scotland Yardu. Część paliła papierosy, część czyściła rewolwery i strzelby, ale większość czekała w napięciu na słowa szefa. Późnym popołudniem zatelefonowano z dowództwa Scotland Yardu z Londynu z informacją, że ok. 19 mają oczekiwać bardzo ważnego i bardzo pilnego telefonu. - Fajrant. Policjanci wstali z miejsc i ruszyli do wyjścia z posterunku. Japp uścisnął dłoń dyżurnego sierżanta i radiotelegrafisty i wyszedł. Na zewnątrz, mimo ciemności spowodowanej zaciemnieniem było przyjemnie ciepło. -To co inspektorze? Piwo? - zagadnął jeden z detektywów. Japp spojrzał na grupkę mundurowych i ubranych po cywilnemu detektywów. -Namówiłeś mnie Foyle. Policjanci roześmiali się i udali do pubu. Nie mieli daleko. "Bell and Dragon" stał właściwie naprzeciw posterunku i był miejscem, gdzie zbierał się miejscowy Home Guard. Po otwarciu drzwi, dobiegł ich śmiech i rozmowy zgromadzonych tam mężczyzn. Stróże prawa przywitali się z członkami Home Guardu i złożyli zamówienia. Pani Joanna Grey, właścicielka szybko uwinęła się z rozlaniem do kufli tego, czego zażyczyli sobie stróże prawa i z uśmiechem wróciła za bar czyszcząc ściereczką kolejną szklankę. -Czyli jutro defilujemy przed premierem inspektorze? Do Jappa dosiadł się mężczyzna w marynarce i kaszkiecie trzymający kufel ciemnego ale, z którego piana spływała po ściance. -Nie powinno to pana interesować - odburknął detektyw mocząc wąsy w swoim porterze. -Panie inspektorze... Przecież Home Guard też ma zabezpieczać wizytę Winstona - facet w kaszkiecie porozumiewawczo mrugnął do policjanta. -Dowiecie się wszystkiego z rozkazów - zbył go Japp odkładając kapelusz na stolik, po czym odwrócił się do detektywa Foyle'a. Tymczasem mężczyzna w kaszkiecie odstawił kufel na bar i podszedł do innego z detektywów. Przez chwilę rozmawiał z policjantem wskazując na nadinspektora. Detektyw również wskazał swojego przełożonego, machnął ręką i sie roześmiał. Po chwili nachylił się do ucha mężczyzny w kaszkiecie i zasłaniając usta dłonią powiedział kilka słów. Po chwili obaj mężczyźni się roześmiali i stuknęli kuflami. Dołączył do nich jakiś mundurowy. Panowie chwilę rozmawiali po czym detektyw zaintonował "It's along way to Tipperary". W kilka sekund później cały pub śpiewał. Cały poza inspektorem Jappem, który wciąż czujnie lustrował twarze obecnych na miejscu. Tymczasem mężczyzna w kaszkiecie przeszedł przez zaplecze pubu i wyszedł na zewnątrz. Obejrzał się za siebie i wsłuchał w odgłosy nocy. Cisza. Świerszcze, Gdzieś w oddali pomruk silnika, chyba motocykl... Żadnych kroków. Ruszył szybkim krokiem przed siebie, co parę kroków oglądając się przez ramię. Nawyk szpiega - powtarzał sobie. Żwir zachrzęścił mu pod stopami, przesunął snop światła latarki w górę. Nagle rozbłysło mu przed oczami. -Co to!? Nie zna pan zasad zaciemnienia? -Dobry wieczór konstablu. Tak, oczywiście. Już gaszę. Policjant dotknął rantu hełmu i poszedł dalej. Mężczyzna oparł się plecami o ścianę najbliższego domu i westchnął ciężko. Zbyt blisko - wyszeptał do siebie. Wziął głęboki oddech i ruszył dalej. Parę chwil później zamknął za sobą solidne drewniane drzwi. Wyjął z kieszeni pudełko zapałek, potarł jedną o draskę i podpalił knot lampy naftowej. Wnętrze ciemnego pomieszczenia wypełniło ciepłe, pomarańczowo-żółte światło. Mężczyzna zdjął kaszkiet i usiadł przy stoliku. Przekręcił parę przełączników na stojącym naprzeciw niego urządzeniu, nasunął na uszy słuchawki, położył dłoń na kluczu telegraficznym i zaczął go rytmicznie naciskać. Ciąg kropek i kresek nadawanych alfabetem Morse'a jednoznacznie identyfikował nadawcę: "Tu Igła, odbiór. Tu Igła, odbiór. Tu Igła...". Tymczasem na ostatnim piętrze gmachu Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy trwałą nerwowa krzątanina. Jakiś podoficer SS biegiem pokonywał kolejne metry szerokiego korytarza. Żywej duszy. Nic dziwnego, nie dość, że w Berlinie było już po 22, to jeszcze niebo nad stolicą Niemiec przecinały smugi reflektorów, szukających brytyjskich bombowców w takt modulowanego wycia syren i głośnego kaszlu artylerii przeciwlotniczej. -Pilna depesza do Schellenberga! -Szlag! Przecież Sturmbannfuhrer wczoraj wyjechał do Hagi. -O co chodzi? zapytał się niewysoki, łysiejący mężczyzna w mundurze SD, noszący okulary w okrągłych oprawkach. -Sturmbannfuhrer Six! Esesmani strzelili obcasami i szybko zreferowali szefowi sekcji brytyjskiej w Wydziale G sytuację. Six udał się do radiostacji i połączył się z haskim lotniskiem. Tam mu powiedziano, że samolot z Schellenbergiem na pokładzie jest już w powietrzu. -Trudno. Dowiedzą się wszystkiego od "Igły" na miejscu... - powiedział Six. -Nie zawróci ich pan? zapytał się oficer dyżurny. -Nie... Mimo wszystko to znakomita okazja... Brytyjczycy próbowali czegoś takiego w Beda Littoria, ale ponieśli porażkę. Nam się uda.