-
Posts
2,128 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Domin007
-
"Normandia 1944" - 25-26 września 2020 r., Karolew k. Łodzi
Domin007 replied to Domin007's topic in Imprezy ASH
Komunikat HQ nr 7 Gramy. Pomimo pojawiających się już strat przedbitewnych mamy kworum w zgłoszeniach, więc sądzę, że wpłaty wpisowego lada dzień zostaną uzupełnione. Przypominam, że nie będzie możliwości opłacenia wpisowego na miejscu - trzeba to uregulować przed grą. Otwarte są zapisy do oddziałów: A) niemieckich: 91 LWD, 12 DPanc. SS (także dla posiadaczy mundurów Heeres - w 352 DP zrobił się tłok, także muszę uzupełnić wakaty w innych jednostkach); B) brytyjskich: 6 DPD i 3 DP. Jeżeli ktoś ma mundur amerykański to może zgłosić się na dowódcę 1 DP lub sanitariusza 82 DPD (innym pozostaje póki co rezerwa - mimo wszystko zachęcam do zgłoszeń). Kwestie sanitarno-epidemiologiczne. Pamiętajmy, że wciąż mamy stan epidemii, która przyśpiesza. Choć rząd poluzował obostrzenia nie zwalnia nas to z obowiązku zachowania zdrowego rozsądku. Na część nocną mamy (stan na dzisiaj) zapisanych 44 osoby, dlatego jeżeli ktoś chce spać we własnym namiocie - nie widzę przeciwwskazań. Resztę spróbujemy rozparcelować tak by w miarę możliwości zachować dystans między uczestnikami. Myślę, że nie będziemy grać w maseczkach, ale do czasu wejścia do gry można ją założyć. Na odprawie postarajmy się utrzymać dystans między sobą. I last but not least: jeżeli ktoś przed grą będzie miał gorączkę, będzie się źle czuł, kaszlał czy kichał - bardzo proszę o rezygnację. Lepiej odpuścić jedno spotkanie niż rozłożyć całe środowisko. Tyle ode mnie na dziś. -
Dziękuję za miłe spotkanie. Bo tak długim okresie przestoju widać było głód grania, stąd adrenalina, która czasami zagłuszała zdrowy rozsądek i odczuwanie trafień (także w przypadku mojej osoby) - jednak nic co by odbiegało od normy. Poza liczbą komarów. Te okazały się prawdziwymi zwycięzcami wczorajszej potyczki. Pozdrowienia i do zobaczenia.
-
[PORADNIK] Wielka Wojna - Stylizacja Niemiecka (pruska)
Domin007 replied to Pazur88's topic in II Wojna Światowa i wcześniej
Koronach szwedzkich ;) W Szwajcarii są franki. Roda Stjarnan ma ceny w SEK-ach. A aktualny kurs SEK to to 1 SEK = 0,42 PLN, więc ceny trzeba podzielić na pół. ;) W Polsce na All... xMagnus miał bluzy bez kieszeni, pomimo faktu, że na zdjęciach wstawił te z kieszeniami, może warto u niego podpytać. -
Marketing i promocja gier ASH i LARP
Domin007 replied to Dr Klauss's topic in II Wojna Światowa i wcześniej
Jeżeli chodzi o "Normandię 1944" to ja mam za dużo na głowie z buchalterią, scenariuszem, scenografią, logistyką innymi rzeczami. Wybaczcie, ale w kwestii zapraszania jutjuberów, instagramerów, influencerek czy szafiarek (bo w końcu stylizacja to takie trochę szafiarstwo, więc np. Tamara Gonzalez powinna się odnaleźć w temacie ;) polegam na Was i Waszych pomysłach. Wiem, że na grze będzie kolega Dziećka (Gustlik44), liczę, że Łukasz zabierze kamerę i coś ogarnie. Potepieniec zamierza zwerbować swojego syna, który podobno ogarnia jutjuby. Jeżeli ktoś ma inny pomysł dot. promocji "N44" to śmiało, tylko dajcie mi znać na PW. -
[PORADNIK] Wielka Wojna - Stylizacja Niemiecka (pruska)
Domin007 replied to Pazur88's topic in II Wojna Światowa i wcześniej
Michał może ewentualnie tu spróbuj: https://rodastjarnan.com/klader-och-uniformer/vadmalsjacka-faltjacka-m39-58-37033 (translator daje radę) https://www.ebay.co.uk/itm/Original-vintage-Swedish-army-wool-uniform-jacket-coat-Never-used-Size-C48/114051325153?hash=item1a8dfd1ce1:g:GsoAAOSwboheEiW7 -
OK, to poproszę o kilka konkretów: 1. Limit FPS 2. Limit amunicji.
-
"Normandia 1944" - 25-26 września 2020 r., Karolew k. Łodzi
Domin007 replied to Domin007's topic in Imprezy ASH
Jeszcze nie, brakuje co najmniej 1 sztuki. -
Marketing i promocja gier ASH i LARP
Domin007 replied to Dr Klauss's topic in II Wojna Światowa i wcześniej
Tego nie neguję. Lecz ja nie mam bladego pojęcia o marketingu i mediach społecznościowych, więc tu jest pole do popisu dla młodszej części środowiska, która czuje się jak ryba w wodzie na Facebookach, Instagramach, Youtube'ach czy innych TikTokach. -
"Normandia 1944" - 25-26 września 2020 r., Karolew k. Łodzi
Domin007 replied to Domin007's topic in Imprezy ASH
Thompson nie da rady. Pamiętajcie, że gra ma charakter manewrów, nie zwykłej strzelanki. Liczebność poszczególnych oddziałów podczas prawdziwej operacji wojskowej jest ściśle strzeżoną tajemnicą, a żołnierz ma wiedzieć tyle ile jest mu niezbędne do wykonania zadania. Zwykły szeregowy z 82 DPD przed operacją"Chicago" nie wiedział ilu chłopaków jest w jego batalionie, ilu w całości sił alianckich, a co dopiero ilu Niemców spotkają we Francji. Dlatego nie będę publikował listy. Mogę za to powiedzieć, że zgłoszeń razem jest 54, wpłat 41. Gra startuje od 42 wpłat, także sądzę, że jest bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że dojdzie do skutku. No chyba, że władze znów nałożą na nas restrykcje związane z epidemią, bo nie zapominajmy, że ta wciąż trwa. -
Marketing i promocja gier ASH i LARP
Domin007 replied to Dr Klauss's topic in II Wojna Światowa i wcześniej
Kolba podpowiem: armata Schneider Mle 1897. Pazur jakiś cienki ten krytyk, bo przyznam, że o ile widzę podobieństwo do haubicy Skody kal. 100 mm, to podobieństwa do przeciwpancernego Boforsa nijak tam nie dostrzegam. Odpisz typowi, że słabo patrzy, bo to stylizacja na https://pl.wikipedia.org/wiki/9_cm_FK_M.75/96 -
Marketing i promocja gier ASH i LARP
Domin007 replied to Dr Klauss's topic in II Wojna Światowa i wcześniej
Nie wiem, nie mam FB - moja pogarda dla tego medium jest bezgraniczna. P.s. Ale jeżeli ktoś optuje to proszę się nie krępować. Tylko bez banialuków, orajt? ;) -
"Normandia 1944" - 25-26 września 2020 r., Karolew k. Łodzi
Domin007 replied to Domin007's topic in Imprezy ASH
Nope. Nie dostałem twojego zgłoszenia Zee. Zgłoszenia na pierwszy termin nie były automatycznie uwzględniane na drugi - podeślij mi proszę maila ze wszystkimi informacjami. -
Wish poprosił o wspomnienia osoby, która spędziła na Wyspie Ośmiornicy najwięcej czasu (prócz tajemniczego osobnika w kapeluszu i z karabinem). Zatem, by zanęcić tych, któzy moze kiedyś zdecydowaliby się na taką formę zabawy - przeżyjmy to jeszcze raz... Hotel Phoenicia, Floriana - Malta, 21 lipca 1942 r. - Więc naprawdę przeżyłeś zatopienie swojego okrętu? - Naprawdę. - I sam spędziłeś 3 dni na bezludnej wyspie? - No może, nie do końca bezludnej... Porucznik James Ferral podniósł do ust kieliszek brandy. Ze wszystkich hoteli na Malcie to właśnie w Phoenicii mieli najlepszą, podobno niektóre beczki pochodziły jeszcze z czasów okupacji wyspy przez Napoleona. Lubił tu przychodzić, nie tylko dla doskonałych trunków. Wytworne wnętrza i elegancki bar przypominały mu hotele Londynu, zaś działająca pomimo bombardowań klimatyzacja pozwalała choć na chwilę zapomnieć o piekielnym upale jaki pochłaniał wyspę. No i do Phoenicii na drinka przychodziły dziewczyny z Królewskiej Morskiej Służby Kobiet, zwane Wrenkami. Ferral spojrzał na swoją towarzyszkę ubraną w biały mundur. Miała ciemnobrązowe włosy upięte nad szyją i wpatrywała się w niego nieco przymrużonymi oczami. Na jej uszminkowanych na czerwono ustach błąkał się figlarny uśmieszek, który co chwila maskowała upijając nieco ginu z tonikiem. Przedstawiła się jako druga oficer Emma Detrain - Krzyż Wybitnej Służby... Nieźle - powiedziała dziewczyna i położyła dłoń na piersi Ferrala, dotykając palcami granatowo-biało-granatowej baretki. - Za co? Ferral pochylił się w stronę Wrenki i wyszeptał - Za wybitną służbę dla Króla i Ojczyzny. I chyba za to, że jako jeden z niewielu wróciłem z tej przeklętej wyspy żywy - dziewczyna spojrzała na porucznika robiąc wielkie oczy. - Chętnie posłucham... - Ale wiesz… To wszystko ściśle tajne - powiedział Ferral. Emma położyła sobie palec na ustach. - Tak jest. Ćśśś… - Wieźliśmy na Vis komandosów i zaopatrzenie dla partyzantów Tity. Broń, amunicję, złoto i pieniądze. Niestety po drodze wypatrzyli nas Włosi i nas dopadli… - Niszczyciel? - Samolot. Jakiś hydroplan, FIAT albo CANT. Bomba trafiła w torpedę na pokładzie i okręt rozleciał się w drzazgi. Wiesz, kiedy widziałem jak ta bomba na nas spada, miałem wrażenie, że oglądam film w zwolnionym tempie… Przeżyłem tylko ja - dziewczyna słuchająca Ferrala cicho westchnęła. Ocknąłem się na plaży na jakiejś wyspie. Kiedy doszedłem do siebie poszukałem czegokolwiek co mogłoby się przydać. Okazało się, że prądy zepchnęły na wyspę sporo części z wraku, jakieś skrzynki, nawet tratwę z radiostacją. Działającą. - I co zrobiłeś? - Wywołałem Maltę, powiadomiłem ich o swojej sytuacji i podałem przypuszczalną pozycję wyspy. Powiedzieli, że za trzy dni odbierze mnie inny kuter. Musiałem więc się jakoś urządzić. Na szczęście w walizce Collinsona znalazłem ciuchy na zmianę, a w skrzynce trochę konserw, wody, piwa i - rzecz najważniejszą… - Latarkę? Zapałki? Wrenka weszła Ferralowi w słowo. - Nie, głuptasie – roześmiał się Ferral – bańkę rumu. Dziewczyna uśmiechnęła się i zarumieniła. - No tak, podstawa wyposażenia każdej mesy – dodała z ironią, której Ferral jednak nie zauważył. Przysunął się bliżej i położył dłoń na jej kolanie Emmy, która nie zaprotestowała. Przeciwnie, porucznik odniósł wrażenie, że spojrzenie jego towarzyszki mówi, że jego zuchwalstwo jej się podoba. - Zacząłem badać wyspę… Zapuszczając się… w jej coraz bardziej niedostępne rejony… Mówiąc to delikatnie przesunął dłonią po jedwabiście gładkim udzie dziewczyny, wsuwając ją pod spódnicę jej białego munduru. Wrenka zamknęła oczy i zagryzła usta, porucznik zaś mówił dalej. - Wiesz, penetrując wyspę miałem nieodparte wrażenie, że ktoś mnie bacznie obserwuje… - Mhm… - Dało się wyczuć czyjąś obecność. Czasem trzasnęła gałąź, ale któregoś wieczora widziałem dziwne ognie. Kiedy ruszyłem sprawdzić co to – zniknęły, choć w miejscu w którym je widziałem zauważyłem wygniecioną trawę. Ale prawdziwe kłopoty miały dopiero nadejść. Wczesnym rankiem, w sobotę, zamiast brytyjskiego okrętu dostrzegłem inną jednostkę. Był to kuter rybacki. Szybko się ukryłem, bo mogli to być Niemcy, Włosi albo Chorwaci. Okazało się, że byli wszyscy… - Jak to? - Dwóch chłopów, chyba miejscowych rybaków zaczęło rozstawiać stoły, dwóch Szkopów zaś, coś kształt namiotu. Jakiś Makaroniarz wyjął ze skrzynki gąsior wina i nalał do kubków podając go kobiecie i mężczyźnie w kapeluszach. Wyglądało na to, że zamierzają sobie urządzić na mojej wyspie cholerny piknik! Oops, wybacz słownictwo – Ferral uśmiechnął się błazeńsko i pociągnął kolejny łyk brandy. Czuł, że alkohol zaczyna na niego działać i taki sam rezultat widział też w spojrzeniu Emmy. - Niepokój wzbudził we mnie jedynie oficer Kriegsmarine, który wyszedł z zarośli. Facet miał w ręku mapę i zaczął coś pokazywać innemu Szkopowi, chyba też oficerowi oraz Włochom. Usiedli niedaleko mnie i zaczęli rozmawiać na temat jakiegoś tajemniczego kryształu, śpiewającego drzewa i zegara. Po chwili ordynansi poprosili ich na śniadanie i odchodząc zgubili jakieś dokumenty. Kiedy zniknęli w krzakach zabrałem papiery i ruszyłem w stronę obozu… I wtedy się zaczęło. - Co!? Strzelanina? - Nie… Deszcz. Zaczęło lać… A co gorsza do wyspy dotarła moja misja ratunkowa. - Dlaczego co gorsza? - zapytała zaskoczona Emma. - Bo okazało się, że ich kuter też został zbombardowany, tym razem przez Niemców. Mieli mnie ewakuować, a tymczasem sami stali się rozbitkami… Biedne chłopaki – byli w szoku kiedy ich spotkałem. Znowu wywołałem więc Maltę i powiedziałem co się stało. Obiecali, że nad ranem zabierze nas okręt podwodny wracający do bazy… - I co działo się potem? Opowiadaj! - dziewczyna szeroko się uśmiechnęła i klasnęła porucznika w odkryte kolano. - Chcę wszystko wiedzieć! -zaskoczony Ferral zakręcił kieliszkiem i jednym haustem wypił resztkę brandy. Barman natychmiast podał mu kolejny – pełen. - Podałem chłopakom trochę rumu i zacząłem z nimi rozmawiać. Trzech komandosów i trzech Amerykanów. Ale najlepsze było, ze dowodził nimi Alan Quatermain. - Co!? - towarzyszka Ferrala powiedziała to na tyle głośno, że przyciągnęła gniewne spojrzenia siedzących w barze oficerów RAF-u i ich koleżanek z WAAF. - Ten podróżnik? Chyba żartujesz, czytałam o nim w dzieciństwie. To niemożliwe! - Ferral wyraźnie widział, że gin na dobre już rozluźnił Wrenkę. - No nie on sam, a jego syn. Też archeolog – gorączkowo tłumaczył oficer. - Koło 16 doszli do siebie i wtedy nakreśliłem im sytuację w jakiej się znaleźliśmy. Powiedziałem o Szkopach i Makaroniarzach, o podsłuchanej rozmowie i pokazałem papiery, które znalazłem. Wiesz, to zabawne, ale ta przeklęta wyspa miała kształt ośmiornicy… - Dziewczyna słysząc to wybuchła perlistym śmiechem. Barman czujnie zerknął na porucznika, ale ten tylko niemal niezauważalnie skinął głową i przed nosem Emmy pojawiła się kolejna szklanka ginu z tonikiem. - Byłem ciekaw czego tak naprawdę szukają nasi nieproszeni goście, więc zaproponowałem kapitanowi Quatermainowi byśmy spróbowali ich ubiec. W papierach, które znalazłem była mapa i jakieś dokumenty, więc dałem je Quatermainowi, który zaczął je rozszyfrowywać, a reszta zabrała się za fortyfikowanie obozu. Zaznaczyliśmy na mapie miejsca, które mogły nas zainteresować, korzystając z cyrkla, ekierki i kątomierza wykreśliliśmy kursy i zaczęliśmy planować akcję. W tym czasie nieopodal naszego obozowiska usłyszeliśmy jakieś głosy – ktoś rozmawiał, chyba po włosku. Wysłaliśmy dwa patrole by sprawdziły co to było, ale wróciły nie stwierdziwszy niczego podejrzanego. Kapitan zdecydował, że zamiast spędzić godz. 17 na herbacie Amerykanie: sierżant Wish i szeregowy Miapow zostaną pilnować obozu, zaś Brytyjczycy i amerykański lekarz - kapitan Pierce udadzą się na poszukiwanie tajemniczej rozłożystej sosny, o której wspominały dokumenty. Okazało się, że wokół drzewa było dużo śladów zostawionych przez ludzi. Nie spodobało mi się to, bo jak już mówiłem – miałem wrażenie, że oprócz nas na wyspie jest ktoś jeszcze. Pan Bullet zaproponował by spróbować pójść tropem znalezionych śladów, kierując się w stronę kolejnych drzew, o których wspominał manuskrypt – wierzby i jałowca. Quatermain, który prócz archeologicznych pasji wyspecjalizował się też w dendrologii szybko je odnalazł. Dokumenty wspominały o ukrytej ścieżce prowadzącej od wierzby i jałowca w głąb puszczy, na polanę, zaczęliśmy więc szukać tej drogi. Wkrótce udało nam się ją odnaleźć i dotrzeć na miejsce w którym jak mówił manuskrypt mieliśmy uważnie patrzeć pod nogi. - I znaleźliście coś? - zapytała Emma. - Nie, po raz kolejny ktoś nas ubiegł. Ale potwierdziły się moje przypuszczenia, że ktoś nas śledzi. I nie był to ani Niemiec ani Włoch… - porucznik zawiesił głos. Jego towarzyszka zmarszczyła brwi i nieco przekrzywiła głowę. - To kto? - Nie mam pojęcia. Może jakiś Chorwat… - Ferral spojrzał na odsłoniętą, kształtną szyję dziewczyny. Wyglądał… dziwnie. Starszy facet… W kapeluszu. Nie potrafię opisać jego ubrania… Miał karabin. - Emma zrobiła zdziwioną minę, ale porucznik ciągnął dalej. - Wiesz, my mieliśmy tylko to co każdy miał na sobie kiedy wpadł do wody. Pistolet, rewolwer, kordelas. A ten gość miał karabin… Quatermain też go widział i stwierdził, że to myśliwska strzelba. Ruszyliśmy jego śladem, ale znikł nam z oczu. Zupełnie jakby rozpłynął się w powietrzu… Jednak po jakimś czasie znaleźliśmy jego obozowisko – powiedział lodowatym tonem porucznik. Oczy dziewczyny zrobiły się jeszcze większe. - Znaleźliśmy jego namiot – powtórzył oficer. W zaroślach, dobrze zamaskowany. Quatermain nawet wszedł do środka i chyba coś znalazł… - Ludzkie szczątki? - dziewczyna znów powiedziała to nieco za głośno, przyciągając wzrok obecnych w barze ludzi . - Nie wiem… Nie chciał powiedzieć… Powiedział, żebyśmy się stamtąd wynosili, więc szybko wróciliśmy do obozu. Tam pokrzepiliśmy się nieco i zastanowiliśmy co dalej. Kapitan z lekarzem postanowili zostać w obozie i spróbować wyciągnąć coś więcej z manuskryptu, pozostali zaś mieli spróbować zlokalizować obozowisko Włochów i Niemców. Amerykanie są narwani – dlatego ustaliliśmy, że mają strzelać tylko w obronie własnej, a ich głównym celem jest przewerbowanie Chorwatów na naszą stronę. Dałem im trochę gotówki na zachętę… - Skąd miałeś pieniądze na bezludnej wyspie? - zapytała Wrenka. - Mówiłem ci –wieźliśmy zaopatrzenie dla partyzantów Broz-Tity. Złoto poszło na dno, ale dolary uratowałem. Dałem kilka banknotów Jankesom i powiedziałem, żeby spróbowali przekupić Chorwatów i powiedzieli im, że jeżeli będą z nami współpracować to dostaną więcej. Kiedy doszliśmy pod tajemniczą sosnę rozdzieliliśmy się. Pan Bullet, pan Mareq i ja mieliśmy iść wzdłuż południowego brzegu, zaś sierżant Wish i szeregowy Miapow – północnego. Minęliśmy pozostałe drzewa o których czytaliśmy w manuskrypcie i weszliśmy w głąb lasu. I wtedy na dobre się przestraszyłem. - Co się stało? - Zniknął namiot tego gościa z karabinem. - Żartujesz… - Mówię serio – zarzekł się Ferral. Dokładnie pamiętałem miejsce, gdzie go znaleźliśmy z Quatermainem, a teraz go nie było. Nie mogłem się jednak pozbyć wrażenia, że znowu jesteśmy obserwowani. Nie chcąc tracić czasu ruszyliśmy dalej. Kilka chwil później usłyszeliśmy jakiś głosy. Na bagnach. Na bezludnej wyspie – porucznik zawiesił głos i spojrzał na swoją towarzyszkę. Jego słowa chyba wywarły pożądany efekt, bo Wrenka wpatrywała się w niego z ciekawością. - Pan Bullet zaoferował się, że to sprawdzi. Wrócił kilka chwil później, niczego jednak nie znalazł. Ruszyliśmy więc dalej, kierując się w stronę miejsca, gdzie na szkicu mapy narysowane było drzewo z ustami. - Śpiewające drzewo? - zapytała dziewczyna. - Czyli jednak mnie słuchasz – odpowiedział wymijająco oficer. - Tak, bo to baaaardzo interesujące… Mówiąc to Emma delikatnie potarła stopą nogę porucznika. Zaskoczony Ferral zgubił wątek. Po chwili jednak znów mówił. - Tak, śpiewające drzewo. Też tak myśleliśmy. Chcieliśmy je znaleźć jeszcze za dnia. Dotarliśmy na polanę, niedaleko której, jeśli wierzyć szkicowi, miało się znajdować to śpiewające drzewo. I wtedy między krzakami mignęły nam dwie postacie. - Niemcy? - Nie. Kiedy już otrząsnęliśmy się z zaskoczenia, okazało się, że to ten Jankes z Alabamy i jego kolega. Dotarli na miejsce krótko przed nami, po koszmarnej przeprawie mocno zarośniętym północnym brzegiem wyspy. Niestety po drodze nie spotkali Chorwatów. Zdecydowaliśmy się więc wrócić do obozu i wtedy zobaczyliśmy coś w lesie. - Niemców? - Tak - słysząc to, dziewczyna podskoczyła na krześle i klasnęła w dłonie. Porucznika zdziwił ten niespodziewany entuzjazm na wieść o spotkaniu nieprzyjaciela. - Między drzewami mignęła nam biała czapka oficera Kriegsmarine. Wyglądało na to, że to ten sam facet, którego spotkałem rano, kiedy pokazywał coś reszcie nieproszonych gości. Tym razem był sam i rozglądał się po drzewach. Chyba szukał tego co my. Sierżant Wish rzucił się na ziemię a my poszliśmy za jego przykładem. Nie mogliśmy pozwolić Szkopowi podnieść alarmu. Czekaliśmy więc aż podejdzie bliżej… Ale chyba nas zauważył, bo przystanął i zaczął powoli iść w naszą stronę. Zaraz potem zrobił zwrot i zaczął szybkim krokiem oddalać się. - I co zrobiliście? - Szepnąłem do szeregowca Miapowa by zdjął tego Szkopa, ale mnie nie usłyszał. Zerwaliśmy się więc i w pięciu ruszyliśmy za nim, strzelając w biegu. Niestety, facet dopadł zarośli i nam uciekł. - Nie próbowaliście go gonić? - dopytywała dziewczyna. - Wiesz, jeżeli wleźlibyśmy w te krzaki, a gość by się w nich zaczaił, pozdejmowałby nas jednego po drugim. Daliśmy więc za wygraną. Wiedzieliśmy już, że Niemcy i Włosi wiedzą o naszej obecności na wyspie. Przez chwilę rozważaliśmy co dalej. Na mapie, na południowym brzegu zaznaczone były jakieś punkty, z których wytyczone były linie przecinające wyspę. Uznaliśmy, że Amerykanie wrócą do obozu południowym brzegiem i sprawdzą po drodze co to jest, my zaś pójdziemy północną drogą. Rozdzieliliśmy się i niebawem dotarliśmy do skrzyżowania nieopodal wierzby i jałowca. Tam dostrzegliśmy dwie osoby - mężczyznę i kobietę. W oddali majaczyły także dwie inne postacie, które wzięliśmy za wojskowych. Z panem Marqiem i Bulletem ukryliśmy się zaroślach po obu stronach skrzyżowania. Cywile podeszli bliżej i chyba nas dostrzegli, bo się zatrzymali. Mówili zbyt cicho by ich usłyszeć, ale byli na tyle blisko, że ich rozpoznałem. To byli Włosi, których widziałem rano kiedy schodzili z kutra na brzeg. Wyjąłem więc kordelas i krzyknąłem do nich swoją mieszaniną francuskiego i włoskiego by się ruszali. - Znasz francuski? – zapytała z szelmowskim uśmiechem Emma. Ferral znów zgubił wątek, co rozbawiło Wrenkę, która parsknęła przytłumionym śmiechem. Rozdrażniło to oficera. - Tak, znam! Wcale nieźle! - Człowiek wielu talentów… Mów dalej – dziewczyna przekrzywiając lekko głowę spojrzała zachęcająco na porucznika. - Francuski… Tak. Tak więc, kazałem Włochom podnieść ręce do góry. Mówili coś do mnie, ale zrozumiałem tylko „civilisti” i „Santa Maria”. Zapytałem jak się nazywają. Starszy facet z brodą przedstawił się jako „professore Rioletto”, zaś kobieta „dottorante Francesca da Silva”. Kazałem panu Bulletowi przeszukać oboje, ale powiedział, że nie powinniśmy tego robić na środku skrzyżowania. Przyznałem mu rację i poprowadziliśmy naszych jeńców w stronę drzew. Tam zacząłem ich na zmianę przesłuchiwać, mieszając francuski z angielskim, ale nie chcieli puścić pary z gęby. Nagle profesor upadł na kolana i zaczął ciężko oddychać. Panna Francesca powiedziała, że musimy ich wypuścić, że muszą natychmiast wracać, bo profesor ma cukrzycę i musi dostać zastrzyk. Zablefowałem, ze mamy insulinę w obozie, ale nie chciała dać wiary. I w tym momencie Rioletto ciężko westchnął i wyciągnął z kieszeni pistolet. Wycelował we mnie i nacisnął spust – słysząc to towarzyszka porucznika zagryzła usta. - Ale jak? Przecież… - Miał starą parabelkę, pistolet mu się zaciął – wyjaśnił Ferral. - Rzuciłem się na profesora, wykręciłem mu rękę i przewróciliśmy się na ziemię. Odturlałem się nieco i dobyłem pałasza. Ciąłem faceta, dziewczyna wrzasnęła, bluznęła krew. Było po wszystkim. Sekundę później dobiegł do nas Bullet i Mareq, którzy wskazali, że zbliża się eskorta Włochów i powinniśmy zwiewać. Daliśmy więc nura w krzaki, które niemiłosiernie pokaleczyły mi nogi – wiesz jeżyny, osty, pokrzywy. Pannę da Silva chcieliśmy dokładniej przesłuchać w bezpieczniejszych warunkach, tym bardziej, że szybko zmierzchało. Pan Bullet prowadził nas szybkim tempem w stronę południowego brzegu, gdzie dostrzegł dwóch ludzi. Zdawało się nam, że to sierżant Wish i pan Miapow, którzy mieli sprawdzić tą drogę, lecz w międzyczasie zrobiło się już ciemno i nie mogliśmy ich rozpoznać. Nie chcieliśmy ryzykować, więc Bullet poszedł przodem, ja za nim a pan Mareq pilnował Włoszki. Na brzegu coś jednak musiało zaniepokoić Bulleta, który przystanął i wezwał kogoś do poddania się. - Kto to był? - zapytała Emma. - Nie wiem, chyba Niemcy, bo w odpowiedzi zaczęły wokół nas świstać kule. Straciłem z oczu pana Bulleta. Strzeliłem parę razy, bardziej na wyczucie niż celując i krzyknąłem do Marqa by uciekał z Francescą. Biegliśmy od krzaka do krzaka, od drzewa do drzewa, niespecjalnie przejmując się hałasem. Dopiero po kilkuset metrach przystanęliśmy by się uspokoić i pomyśleć co dalej. Ruszyliśmy – już po cichu w stronę zagajnika nieopodal naszego obozu. Poruszaliśmy się maksymalnie cicho, bo tym razem spodziewaliśmy się zasadzki, choć z drugiej strony dopingował nas już ogień jaki palił się w naszym obozie. Wyszliśmy z lasku, szybko przekroczyliśmy pole i w końcu dotarliśmy do obozu, gdzie zastaliśmy Pierce’a i Quatermaina. Kapitan, kiedy dowiedział się, że przyprowadziliśmy towarzyszkę profesora od razu spróbował ją przesłuchać. Zmarznięta i przestraszona dziewczyna nie chciała mówić, ale nie odmówiła kubka rumu. Dostała też coś do jedzenia. Widząc, że jednak ma do czynienia z dżentelemenami – porucznikowi zaczynał się plątać język – otworzyła się nieco. Okazało się, że jest doktorantką śp. profesora Rioletto – znanego archeologa. Quatermain, który mówił nieco po włosku szybko nawiązał z nią nić porozumienia, w czym pomogły kolejne porcje rumu. Da Silva powiedziała, że przybyli na wyspę w poszukiwaniu Kryształu Szczęścia, ilu jest Niemców, co znaleźli na polanie, którą przeszukaliśmy, niestety już po nich. Powiedziała też, że według odszyfrowanych zapisków o północy Śpiewające Drzewo wskaże kierunek, gdzie szukać skarbu i że dziwi się, że wie więcej od nas. Rozdrażniony tym Quatermain postanowił szybko sprawdzić południowy brzeg wyspy, w punktach od których wytyczyliśmy linie, lecz ich nie sprawdziliśmy. Zanim zdążyłem coś powiedzieć, zniknął w ciemnościach. W międzyczasie wrócił sierżant Wish i szeregowy Miapow. Po jakimś czasie dowlókł się również pan Bullet – był ranny po potyczce na południowym brzegu. Zakomunikowałem pannie da Silva, że jako cywil nie jest jeńcem, lecz gościem rządu Jego Królewskiej Mości i że ewakuujemy ją nad ranem z nami. Zaprotestowała. Powiedziała, że czas ucieka, że jeżeli chcemy zdobyć kryształ przed Niemcami to nie możemy siedzieć w obozie, tylko musimy ruszać i to szybko. Spojrzeliśmy po sobie i przyznaliśmy jej rację. - I co zrobiliście? – Wrenka nie spuszczała z Ferrala wzroku. Porucznik miał wrażenie, że jego opowieść wciągnęła dziewczynę bez reszty. Nawet lód w jej drinku zdążył już całkiem stopnieć. - Przegrupowaliśmy się i zdecydowaliśmy, że do ochrony obozu zostawimy jednego człowieka. Zgłosił się sierżant Wish. Cała reszta wyszła i skierowaliśmy się pod rozłożystą sosnę. W międzyczasie niebo całkowicie przesłoniły bardzo gęste chmury i zaczęło padać. To nie był zwykły deszcz, czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Powiedziałem Quatermainowi, że to jednak nasza szansa, bo w szumie deszczu Niemcy i Chorwaci nie usłyszą jak się zbliżamy. Posuwaliśmy się gęsiego, niemal nie widząc dokąd idziemy. Kiedy doszliśmy do lasu zupełnie straciliśmy orientację – nic nie było widać, zupełnie jakbyśmy zatopili się w atramencie. Kapitan Pierce błysnął latarką i dostrzegliśmy przerwę w zaroślach, przez którą wyszliśmy na północny brzeg wyspy. Okazało się, że w ciemnościach zgubiliśmy drogę i musieliśmy zawrócić. Znów zniknęliśmy w ciemnościach, z rzadka przerywanych błyskami latarki Pierce’a. - Nie baliście się, że Niemcy was zobaczą? - Wiedzieliśmy, że pakujemy się w zasadzkę, ale nie mieliśmy wyboru. Przez szum deszczu co chwilę przebijało się tłumione przekleństwo kogoś z oddziału, kto się potknął.Niebawem dotarliśmy jednak do skrzyżowania, gdzie pojmaliśmy Włochów i już wiedzieliśmy, że dobrze idziemy. Od smoliście czarnej ściany lasu odcinały się ledwie widoczne dwie, bladoszare wstęgi piaszczystej ścieżki. Nieco nam to ułatwiło drogę, ale i tak wszyscy byliśmy już przemoczeni do suchej nitki, zmarznięci, co chwila ktoś się przewracał potknąwszy o wystający korzeń. Zupełnie jakby cała natura wyspy sprzysięgła się przeciwko nam. - A co z tym facetem, którego obozowisko znaleźliście? – pytanie Emmy zaskoczyło Ferrala. - Wiesz, zupełnie o nim zapomnieliśmy. Chyba przez adrenalinę. A może przez to, że skoro nam pogoda tak dała się we znaki, to pewnie jemu też. Choć kto wie… A może był jak Prospero i to on sprowadził tą burzę? – porucznik odwrócił głowę by pociągnąć łyk brandy i poczuł ostre klaśnięcie w kolano. - Mów dalej! Znaleźliście to Śpiewające Drzewo? – dopytywała niecierpliwie Wrenka. - Wkrótce dotarliśmy na polanę, gdzie wcześniej wpadliśmy na Wisha i Miapowa. Jak na złość przestało padać. Ustaliliśmy, że wejdziemy w las, posuwając się maksymalnie cicho. Wyjąłem broń i ruszyłem naprzód , starając się nie nadepnąć żadnej gałęzi. Miałem fatalne przeczucie, że jestem obserwowany przez kilkanaście par oczu czających się w ciemnościach. Z tyłu dobiegały mnie stłumione przekleństwa. Ktoś szepnął, że nic nie widzi. Inny, dopytywał się gdzie jesteśmy. Quatermain, który szedł za mną powiedział by orientowali się według ostrza mojego pałasza, które błyskało w ciemności, ale nikt mu nie odpowiedział. Obejrzałem się… i byłem zupełnie sam. Zupełnie jakby las pochłonął wszystkich… Nagle trzasnęła jakaś gałąź i błysnęło światło – zupełnie jakby ktoś zrobił zdjęcie. W ułamku sekundy dostrzegłem kryjące się za drzewami widmowe postacie. Ktoś, chyba kapitan, krzyknął "Nie ruszaj się!" Odpowiedziało mu niemieckie „Halt!”. Ktoś inny szepnął „Nie żyjesz”. Ciszę gwałtownie przecięły strzały pistoletowe i odgłosy brutalnej szamotaniny. Ruszyłem przed siebie i kątem oka dostrzegłem jakiś ruch przy drzewie – na wyciągnięcie ręki. Postać zapytała po włosku „Kto tu jest? Siccore?” czy jakoś tak. Wziąłem zamach i ciąłem gościa pałaszem przez plecy, rzucając „Przykro mi, ale nie żyjesz”. Zaraz potem padłem na ziemię. I wtedy wszystko równie gwałtownie ucichło. Słyszałem tylko jęki rannych i umierających, szelest krzaków i oddające się kroki. Parę chwil później doczołgał się do mnie Quatermain. Spojrzałem na zegarek i zorientowałem się, że jest już po północy, więc Śpiewające Drzewo – cokolwiek miało według słów Francesci powiedzieć – już to zrobiło. Wkrótce z ciemności dobiegł nas szept „Kto tu jest?” Nie mieliśmy zamiaru się zdradzać i dopiero kiedy postać wychynęła z ciemności też zapytałem „Kto tu?” Okazało się, że to Pierce. We trzech zatem stwierdziliśmy, że będziemy próbować po cichu wrócić do obozu. I wtedy usłyszeliśmy trzask gałęzi i niemieckie słowo „Schnaps?”. Pokazałem Quatermainowi, żeby bardzo powoli się wycofywał. Z lasu dobiegło nas kolejne „Schnaps?”. I wtedy ciszę po raz kolejny rozdarła gwałtowna strzelanina, której zawtórowała ulewa. Rzuciłem się do ucieczki i straciłem obu kapitanów z oczu. Nagle, dosłownie tuż obok mnie, ktoś kilkakrotnie strzelił. Przewróciłem się i uderzyłem w coś głową. Nie słyszałem nic prócz dzwonienia w uszach. Okazało się, że padając złamałem pałasz. Zobaczyłem w ciemności dwie smugi światła z latarek, które wziąłem za pogoń. - Ukryłeś się? - Nie. Pomyślałem, że muszę wiać więc puściłem się biegiem przed siebie, orientując się według drogi. Niestety nie zauważyłem, że droga w pewnym momencie opada i poleciałem w jakieś krzaki. Mało nie spadłem do morza… Wygramoliłem się stamtąd i chwilę odczekałem – Niemcy ścigając mnie musieliby wpaść prosto pod lufę mojego pistoletu. Chyba odpuścili, w związku z czym spokojniej ruszyłem w stronę naszego obozu. W strugach ulewnego deszczu przeszedłem przez skrzyżowanie i dotarłem do Rozłożystej Sosny. Tam dostrzegłem wyłaniające się z lasu światła latarek. Znów więc ruszyłem biegiem przed siebie. Byli jednak coraz bliżej – oni widzieli drogę w całkowitych ciemnościach, ja nie. Dlatego ukryłem się za drzewem i postanowiłem ich wykończyć z zaskoczenia. Kiedy podeszli bliżej okazało się, że to kapitan Pierce ciągnący bardzo ciężko rannego Quatermaina i pan Mareq. - Wyobrażam sobie jaką ulgę poczułeś – powiedziała Emma sięgając po drinka. Kiedy spostrzegła, że lód całkowicie się roztopił, odstawiła go na bar z niesmakiem. - W czterech dotarliśmy do obozu, gdzie Pierce przy ognisku zaczął łatać kapitana. Ktoś go paskudnie dźgnął bagnetem, stracił mnóstwo krwi… Wkrótce potem do obozowiska dotarli też Bullet i Miapow. Sierżantowi Wishowi na nasz widok odebrało mowę. Wyciągnąłem ze skrzynki resztę rumu i stwierdziłem, że skoro my jesteśmy w takim stanie, to Niemcy chyba nie są w lepszym… - Uratowaliście kapitana? - Pierce zrobił co mógł, pozszywał go i Quatermain jakoś dotrwał do świtu, choć nie odzyskał przytomności. Nad ranem udałem się na północny brzeg z banderą, którą powiesiłem na drzewie. Niebawem wynurzył się duży okręt podwodny – Thunderbolt, z którego wysłali po nas ponton. Zapakowaliśmy na niego Quatermaina w śpiączce i opuściliśmy tą przeklętą wyspę. A wiesz, z Thunderboltem wiąże się ciekawa historia, bo przed wojną nazywał się… - Emma uśmiechnęła się szeroko i położyła palec na ustach porucznika. - Zaczyna mi się pan podobać panie Ferral… - Mów mi James… - Już dawno nikt mi się tak nie podobał… James… - I… co z tym zrobimy? – zapytał porucznik nachylając do Wrenki. - Właśnie. Co?
-
Marketing i promocja gier ASH i LARP
Domin007 replied to Dr Klauss's topic in II Wojna Światowa i wcześniej
Każdy dobry pomysł jest poddawany analizie. Wystylizowany motocykl z koszem jako zwiad niemieckiej kolumny pancernej? Dlaczego nie? -
"Normandia 1944" - 25-26 września 2020 r., Karolew k. Łodzi
Domin007 replied to Domin007's topic in Imprezy ASH
Komunikat HQ Wciąż mamy dysproporcję sił, dlatego zawieszam zapisy do oddziałów brytyjskich. Dostępne miejsca są wyłącznie po stronie niemieckiej. Do niezbędnego kworum brakuje jeszcze przynajmniej 2 Niemców. Ja wiem, że czasu mamy jeszcze sporo, ale im szybciej zbierzemy ekipę tym lepiej gra będzie przygotowana. -
"Alternatywa Pattona" - 4-5 lipca 2020 r., Julianów k. Mińska Mazowieckiego
Domin007 replied to Vlad's topic in Imprezy ASH
Fotki, foteczki, fotunie? Dawać foty !:) -
Whoop, whoop, aktualizacja kalendarza: 2020 Za nami: 1."Kryształ szczęścia" - Chojne/Borzewisko k. Sieradza, 20-21 czerwca (sobota-niedziela), 2. "Alternatywa Pattona" - Julianów k. Mińska Mazowieckiego, 4-5 lipca (sobota, niedziela), Przed nami: 1. Wielka Wojna: "Neuve-Chapelle 1914 "Tyfus" - Rogów k. Końskich, 5 września (sobota), 2. WBFZ: "Normandia 1944" - Karolew k. Łodzi, 25-26 września (piątek-sobota).
-
Marketing i promocja gier ASH i LARP
Domin007 replied to Dr Klauss's topic in II Wojna Światowa i wcześniej
Chopy, uprzejma prośba od moderacji - o nastawieniu rekomanów do ASH dyskutujmy w temacie "Sprawy bieżące ASH: uwagi, wątpliwości..." orajt? -
[PORADNIK] Stylizacja niemiecka - Fallschirmjaeger (spadochroniarze)
Domin007 replied to Czarne Buty's topic in Państwa osi
Foley spróbuj też tutaj: https://allegro.pl/oferta/chusta-apaszka-z-powstania-warszawskiego-replika-8319270393 -
"Normandia 1944" - 25-26 września 2020 r., Karolew k. Łodzi
Domin007 replied to Domin007's topic in Imprezy ASH
Do knajpy Ostrego na piwo sam bym poszedł. ;) -
Marketing i promocja gier ASH i LARP
Domin007 replied to Dr Klauss's topic in II Wojna Światowa i wcześniej
Si Pazurro, ale skoro Klauss zaproponował wydzielenie tematu marketingu i zasiał ferment to niech tak już zostanie. Ale bacznym moderatorskim okiem paczam na to by nie było zbyt dużo odchyłów w tym temacie. Zrobiłeś mi dzień XD. -
Sprawy bieżące ASH - dyskusja, uwagi, wątpliwości, komentarze
Domin007 replied to wish's topic in Imprezy ASH
A widzisz Darku, a ja zarówno na "Bizerta-Tunis 1943", jak i innych grach, na których byłem niedawno spotkałem się z samowolą. Rzadko, ale takie rzeczy się pojawiały. Tak samo irytujące i psujące klimat jest bieganie niektórych graczy bez nakrycia głowy (hełmu, beretu). Nie punktuję tu Ciebie i Twoich kompanów, bo robicie dobrą robotę, a inicjatywa o ile zaapropobowana przez przełożonych zawsze jest w cenie. Zgodnie ze starą myślą Royal Navy: mów co zamierzasz, nigdy się nie wahaj. Wydaje mi się, że próba pogodzenia LARP-a ze strzelanką to próba pogodzenia ognia z wodą. Stąd pomysł by wprowadzać gry dedykowane osobom, które wolą rozbudowaną warstwę fabularną. Strzelankę może zrobić de facto każdy. Swoją pierwszą ("Overloon 1944") zorganizowałem w dwa miesiące po swojej pierwszej wizycie na ASH w Gdyni. Róbcie, próbujcie, działajcie. Powiew świeżego powietrza zawsze się przyda. :) To jest nas dwóch. Ja tak samo mam lewe ręce do gmerania w czymkolwiek. Jednak kluczem jest zorganizowanie miejsca do przechowywania fantów. Bo można zrobić replikę SdKfz 222, ale gdzie toto trzymać potem? Wade, ale zwróć uwagę, że kolega Loperenco pisał, że został zjechany tutaj, na tym forum - nie na FB. Dlatego poprosiłem go o wskazanie, kiedy i gdzie, w jakim temacie? Niestety póki co nie dostałem odpowiedzi na moją prośbę. Na FB według mojej opinii panuje upadek obyczajów, ludzie pozwalają sobie, dlatego wolę korzystać z tego miejsca. promować się na FB? Jasne! Ale dyskutować tutaj. To jest sól forum! Ależ soczysta dyskusja się wywiązała, dawno takiej nie było. Oby tak dalej :) Meister oczywiście - sam z przyjemnością oddałbym Ci pod komendę więcej niż 6 spadaków, byście mogli podziałać taktycznie. Ale niestety nie było więcej chętnych. Może coś się zmieni w tej kwestii na "Normandii 1944". A to już wydaje mi się, kwestia tzw. "targetu". Strzelanki mogą przyciągnąć "strzelankowców", gdy w stylu "Reverbate" - milsimowców, zaś "Kryształ Szczęścia" - larperów. Wszystkie te działania są względem siebie komplementarne. Klauss, który preferuje gry przygodowe naturalnie będzie chciał przyciągnąć ludzi ze swojego środowiska (które jest bardzo liczne, ale ma też określone preferencje). Osoby, które chciałyby przyciągnąć "strzelaczy' powinny jednak uszanować zdanie przedmówcy i zamiast potępiać w czambuł zaproponować coś co uzupełni tą propozycję, a nie będzie w opozycji do niej. I są też wreszcie tacy, którzy chcą tylko świętego spokoju... ;) -
Marketing i promocja gier ASH i LARP
Domin007 replied to Dr Klauss's topic in II Wojna Światowa i wcześniej
Kolego "Gwardia" to określenie slangowe, określające graczy, którzy jak pisałem wyżej - zorganizowali już niejedną grę, napisali niejeden poradnik, wciągnęli niejednego nowego i położyli podwaliny pod rozwój tego nurtu w polskim airsofcie. Ta klika/grupa/Klub Bilderberg wykształcił się sam - sporo młodych przychodziło i odchodziło, natomiast jest pewna stała grupa ludzi, którzy od jakiegoś czasu (ja np. zaczynałem w 2013 r., Wish czy Pit jeszcze wcześniej) bawią się w ASH nieprzerwanie. I to ich mam na myśli. Ty masz relatywnie krótki staż w ASH, ale nikt nie twierdzi, że za kilka lat, kiedy nabędziesz doświadczenia i nieco szerszego oglądu, wniesiesz jakiś konkretny wkład w rozwój środowiska też będziesz w "Gwardii". Każda opinia jest cenna i pożądana. Wygłaszana z taktem i szacunkiem dla innych osób, ich poglądów i pracy. A Ty, będąc dość świeżym uczestnikiem rozgrywek ASH obcesowo komentujesz pomysły i idee innych i zachowujesz się jakbyś miał monopol na rację i zorganizował co najmniej 10 gier, które powaliły frekwencją. Był już taki jeden - miał ksywę Ziemniacek i szybko nastawił przeciwko sobie całe towarzystwo. Nie warto popełniać jego błędów. Masz świetne pomysły na promocję (to co pisałeś nt. SEO to ważny głos w dyskusji - dzięki za zwrócenie na to uwagi) to znakomicie - tylko przedstaw to spokojnie i rzeczowo, a nie w sposób pełen buty i arogancji. Szanujmy się wzajemnie - to podstawowa zasada w tym środowisku.