Kuba
Użytkownik-
Posts
1,854 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Kuba
-
Ciężko zacząć... Szczególnie, że (w mojej opinii), czytając wątek dochodzę do wniosku, że ja na jakiejś innej imprezie byłem (wrażenie ogólne). Chciałem podziękować organizatorom za włożoną w imprezę pracę. Naprawdę, jeśli chodzi o techniczną stronę organizacji, nie można nic zarzucić. Nie dosyć, była ona nawet na wyrost. Widać było, że organizatorzy byli na miejscu, posiadali zaplecze logistyczne i starali się najlepiej wypełniać swoje obowiązki. Szkoda niestety, że nie przełożyło się to na jakość całej imprezy - tam gdzie bezpośredni wpływ organizatorów nie sięgał. Nie chcę dokonywać ocen. A już na pewno nie ich pracy. To co z perspektywy uczestnika wydaje się białe, z ich punktu widzenia może być czarne (znają wszystkie założenie i mają całościowy obraz sytuacji). Wiem z praktyki. Odniosę się więc tylko do faktów jakie zaobserwowałem i moich odczuć(subiektywnych). Summa summarum, nie bawiłem się źle. Ale to jedynie końcowych "strzelanek jebanek" (tzw. etapy 2 i 3 wg posta Majkiego) i ludzi walczących obok mnie zasługa. Bo jeśli chodzi o scenariusz (bazowy), to trafny okazał się kryptonim Bordello bum bum... Konfrontacja rzeczywistości wirtualnej z realną, przypominała (z mojej pozycji) raczej festiwal kina czeskiego, niż (cyt.) "manewry taktyczne", "symulację walki". Na pewno zaś mogła odbiegać od wrażenia o imprezie, jakie na podstawie informacji zamieszczonych w sieci mogły wyrobić sobie osoby, które nie znają "specyfiki" krakowskich rozgrywek. Coś takiego (wg "moich" standardów, doświadczeń i obserwacji innych imprez o podobnej ilości uczestników) jak organizacja dowodzenia i koordynacja na szczeblach pododdziałów nie istniało! A to podstawa każdego sprawnego działania. Bezpośrednim tego następstwem był mniejszy czy większy, ale odbiegający od "normy" (przynajmniej tej, którą ja znałem - do tej pory), chaos. Nie chcę przekłamać, ale odniosłem wrażenie, że spora część d-ców/podoficerów wzięła się z przysłowiowej łapanki. I to by odpowiadało z grubsza przebiegowi imprezy. Więc gdzie mówić o taktyce, czy symulacji walki? Następnym razem gotów jestem tym osobom udostępnić np. podręcznik d-cy plutonu zmechanizowanego. Pomóc nie pomoże, ale powinno dać jakiś ogląd na to co mamy "symulować" (bo przecież nie na strzelankę jebankę przyjechaliśmy, a bycie d-cą/funkcyjnym to wyższe wymagania i mniej zabawy - czy się mylę?). Bogu dzięki u nas Reg na szczeblu centralnym jeszcze jakoś to w całości trzymał i na ile mógł, te braki nadrabiał - za co należy mu się uznanie. Ale zasłyszane opowieści o tym jak wyglądało to po drugiej stronie... Na szczęście gdy zakończono scenariusz i sprowadzono resztę imprezy do "jebanek" zaczęło to wyglądać lepiej (pomijając tragicznie długie przestoje). Co tylko potwierdza złotą maksymę ZRÓB TO KUR... PROSTO!. Ilość reguł, zasad i skomplikowanych pomysłów jest wykładnikiem burdelu jaki z nich wynika. Sam przerabiałem kiedyś, a wczoraj też było widać. Nie ma sensu komplikować na starcie. Tracić czas na ustalanie reguł, których nie da się wyegzekwować/nie egzekwuje się*. Nie ma sensu wprowadzać wielu tzw. "smaczków" dla samej sztuki, bo to jest budowanie domu od dachu. *) np. mierzenie V wyl., którego ja i ~20 osób, z którymi rozmawiałem ani widzieli, ani doświadczyli. Oczywiście nie sugeruję, że go nie było. Myśmy po prostu go nie widzieli, a rozglądaliśmy się dość dobrze. Widzieliśmy za to kilka M700 w rękach ludzi wchodzących na imprezę, ale skoro nikt z repliką pow. 450 fps miał nie być dopuszczony do gry, to jestem spokojny... Na koniec została najmniej przyjemna sprawa. Tylu terminatorów i kombinatorów "na raz" oraz takiej bezczelności niektórych jednostek nie widziałem do tej pory (a stuknie niedługo 9 roczek w tej zabawie) jeszcze nigdy i nigdzie! TO CO SIĘ DZIAŁO TO WSTYD DLA KRAKOWSKIEGO ŚRODOWISKA WOBEC CAŁEJ POLSKI! Dlaczego? Ponieważ impreza była anonsowana jako ogólnopolska i przedstawiciele innych środowisk na nią przyjechali. Ale przede wszystkim dlatego, że gros osób, o których mowa (w tym wypadki najbardziej bezczelne), była z Krakowa. Rekapitulując - nie potrafiliśmy jako środowisko zapewnić pewnego poziomu (obiektywnie, w stan faktyczny, przyczyny, etc. nie wchodzę). Nie winię za to organizatora, choćby nawet chciał uczynić cokolwiek w celu wyeliminowania tego zjawiska, jego skala (w połączeniu z normalnym i nienormalnym zamieszaniem) była taka, że nic nie dało się zrobić. Natomiast nie jest prawdą, że nikt nie zgłaszał żadnych "problemów". Proszę byśmy nie mijali się z faktami - sam robiłem to kilkukrotnie, w tym raz Wiktorze w rozmowie z Tobą. Największym kuriozum był zaś fakt, że wiele - o wiele za wiele - osób z Krakowa stwierdzało, że to NORMALNE (!) i przechodziło nad tym do porządku dziennego... Wyliczanie kto, co, jak i gdzie daruję sobie i Wam. Z dwóch powodów. Po pierwsze, zajęłoby to naprawdę sporo miejsca. Po drugie nie warto, bez sensu. Jak ktoś się ch... urodził to skowronkiem nie umrze, choćbym tu drugiego Pana Tadeusza napisał. Natomiast nadmienię (uprzedzając) że doskonale znam specyfikę AS, a umysł mam chłodny jak łysy mamut i bardzo daleki jestem od pochopnego formułowania wniosków. Podsumowując: praca organizacyjna, wszystko to co bezpośrednio zależało od organizatorów tuż przed i już w czasie imprezy, niektóre pomysły (np. spadochroniarze) - bardzo dobre (w skali szkolnej). Wrażenie ogólne (suma wszystkich czynników) - mierny. Przynajmniej w mojej skali porównawczej (dostępna w profilu ;) ), biorąc pod uwagę zaangażowane siły i środki. I niestety, choć nie ma mowy o "roszczeniowej postawie" wobec organizatorów (bo nie tylko od nich to zależy), to jednak uczestnictwo w imprezach o tej ilości osób nie jest dla mnie novum i stwierdzam z autopsji, że efekt finalny może być lepszy a chaos mniejszy. Jak zawsze oczywiście. Ale nie nazywajmy tego proszę "Milsimem" czy "próbą zbilżenia do Milsima" - bo z całym szacunkiem dla włożonej przez organizatorów pracy i wysiłku uczestników - koło milsima to to nawet nie leżało. Na koniec podziękuję chłopakom ze Śląska, z którymi działaliśmy. Jak zwykle ...bawiliśmy się dobrze. :) Pozdrawiam KZ EDIT: "chochlik drukarski".
-
Młody to zdziwiony... :lol: Poza tym: 1. Dziwne, że w Nd, zawsze jeździli w Sb. ;) 2. Jeździć (pojedyncze wozy) mogą (nie twierdze, że będą) po całym obiekcie (konfrontacja teorii z praktyką) więc ostrożność pod tym względem będzie trzeba zachować (doświadczenia własne). 3. Pozdrówcie ode mnie sierżanta M. ;) Rok temu, nawet na 3 dni przed J2005, też się zarzekał, że obiekt będzie wolny. :wink:
-
To powinieneś się cieszyć. Dopraszanie się o to zakrawa na masochizm.
-
Oglądałem przedmiotowy program. Dziwna to forma ekspiacji - przez media... Czy była ona potrzebna wobec opinii publicznej? Nie. Nie przysłuży się to niczemu dobremu. Temat nie był zbyt medialny i już "przysechł". Mówiąc brutalnie - nie rusza się gówna, bo może zacząć śmierdzieć. I na jego rozgrzebywaniu cały program się streścił. Tysiąckroć lepszym rozwiązaniem byłoby nie wypowiadanie się - nawet gdyby TV koniecznie chciała robić ten program z hutą w tle. a opowiadanie na tej kanwie o AS, ogólnopolskim ...zgroza. Kiedy stwierdzono, że w wyniku przeszukania u jednego z "bohaterów" zabezpieczono części broni i amunicję oraz przedstawiono mu zarzuty o nielegalne posiadanie amunicji to już lekko mnie zelektryzowało. Więc wypowiedź sprowadzająca AS do etapu na drodze eskalacji pomiędzy komputerem a zabijaniem, już mnie specjalnie nie zdziwiła. Kwiatek pod tytułem "w ASG się bawić", zmilczę bo do teraz zastanawiam się jak można bawić się w pistolet na kulki. Przedstawienie AS jako przedłużenia gier komputerowych pogratulować... Pominę milczeniem inne kwiatki, jakie tam się znalazły, polegające na pseudo-auto-nobilitacji tych "panów", które mnie powaliły. Śmiechem. Ale kiedy po tym wszystkim słucham o "szkoleniu w celu udział w ogólnopolskich manewrach AS" to się głęboko zastanawiam czy coś się komuś nie przestawiło. Dla mnie w każdym razie, gdybym był na miejscu organizatora jakiejkolwiek imprezy AS, znając cały kontekst sprawy, byłaby to rekomendacja jednoznaczna i do zaproszenia ww. nie zachęcająca. Jedno "bohaterowie" osiągnęli - zaczęto o nich mówić. Bo to przecież właśnie o popularyzację samego siebie w takich inicjatywach chodzi. Po prostu zwykła ludzka próżność. Raz dorosła, raz szczenięca - ale próżność. Tylko dlaczego robi się pod przykrywką AS? Równie dobrze można iść na pedalską paradę, też odbywająca się pod hasłem "Niech nas zobaczą" i potem oglądać się w TV... Jest przykre zdarzenie, ucinające zasadność jakichkolwiek dyskusji nad popularyzowaniem AS przez media. Właśnie pokazano jak to się kończy... PS Ktoś wie kto to był ten "starszy" pan, który opowiadał, iż nie ma stowarzyszeń AS w PL? Bo poza błedem merytorycznym, to mi nie pasował do tego cyrku (gdzie AS grał rolę chrześcijan).
-
Dopsz... chociaż jeszcze przed chwilą chyba nie odczuwałes z tego powodu znaczącego dyskomfortu. :roll: A ciętej riposty nie będzie, bo merytorycznie wyczerpałeś zagadnienie w pierwszym akapicie swojej wypowiedzi. Zaś bawić się w przepychanki, najzwyczajniej mi sie nie chcę. Wolę spędzać wieczory w ciekawszy sposób. ;) Nawet jeśli Interlokutor namiętnie wyraża chęć zabawy w kopanie się z koniem (co wnoszę na podstawie słownictwa i specyficznego toku rozumowania). Pozdrawiam KZ
-
No, to może być pewien problem... ;)
-
Może podobnie jak Thor jestem beznadziejnym przypadkiem, ale nie wierzę w "dowódczy talent na kulki wyssany z mlekiem z matki". Kwestia podręczników - pomiając że dla PB gdzies coś takiego widziałem (zaraz mnie Foka spacyfikuje ;) ) - AA. Abstrakcja i absurd, nijak mający się do wyuczenia pewnych zachowań i nabycia określonej wiedzy. Niekoniecznie metodą prób i błedów, także na podwórku AS. Tylko dowodzic nie tylko trzeba umieć - trzeba miec też kim. Bo z piasku bicza nie ukręcisz... I dalej w temacie: Jakich to "ekspertów" (pomijając serwisantów :) ) mamy w AS? A można poprosic po polsku? Bo moja bardzo myśleć i ja głowa od tego zaraz rozboleć, ale nadal nie rozumieć o co biegac w ta słowa. ;) Pozdrawiam KZ
-
A jakie imprezy masowe organizowałeś, jeśli można spytać. Co do organizacji, wyjazdów, etc. - poczytaj forum. Od bieżacych wątków (Berget) po archwialne (Camo). Btw. wiesz, ze jest tu taki dział jak imprezy zagraniczne? Pewnie ktoś jezdzi skoro ktoś go postawił i w nim pisze. :ściana: Chyba, że się mylę. To proszę zdjąć fasadę masońskiej konspiracji i mnie poprawić. Btw. - jeśli mogę spytać - skąd w Twoim nicku 1987?
-
Sadzę, iż opracowanie tego zagadnienia leży w zakresie Twoich możliwości. Nie chcę więc odbierać Ci tej niepowtarzalnej okazji do wykazania się troską o poziom merytoryczny forum. Jednocześnie możesz potraktować to jako sugestię nt zawartości drugiego Twojego posta na tym forum. Pozdrawiam KZ
-
Myślę, że go opacznie zrozumiałeś Reg(bo o ironizowanie nie posądzam ;) ). Po pierwsze, biedaczek chce wiedzieć (chyba) czy polskojęzyczni reflaktowaliby na taką impreze. Bo wszakże imprez Tadeusza, czy (tfu ;) ) Camo - że o Niemcach (sic! ;) ) na niektórych rozgrywkach w PL nie wspomnę - tak naprawdę nigdy nie było i to wszystko sprytnie zaaranżowana blaga. Po drugie, on przecież chce dobrze. No a "wy' weźcie i zróbcie coś z tym. Jak zwykle...
-
Ameryki to Ty raczej nie odkryłeś...
-
Ciekawe ile postów nabili sobie inni użytkownicy pisząc to co wcześniej (-> poprzednia strona) napisał już Kuba. :lol: Tak merytorycznie, to powyżysze stwierdzenia (bis repetita placent ;) ) chyba zamykaja tę dyskusję? Przynajmniej ja odnosze takie wrażenie.
-
Rebbe D. - krynico mądrości (choć królewiackiej ;) )' date=' jakżeś mógł odebrać młodym wilczkom radość ponownego odkrywania Ameryki. Sprawa dawno już nie będąca nową, kontrowersyjną ani tym bardziej nierozwiązaną (OT lokalno-filozoficzne pomijam), ale jak stwierdzono w pewnym klasyku polskiego kina... [i']Młody to zdziwiony.[/i] Pozdrawiam KZ PS Niestety takie są efekty jak się siedzi we własnym sosie i nosa na zewnątrz nie wytknie (a choćby tylko poszperwszy po bieżących wątkach na forum). O tempora! O mores! ;)
-
Mer - Ty tego najwyraźniej nie rozumiesz. ;) Taktyczny wzorek na ryjku ma się harmonizować z układem plam kamuflażowych na mundurze. I wtedy jest taktycznie i klimatycznie. A jak sie mundur upaprze w błocie, to nie widać dokładnie wzoru maskującego i jest do dupy. Poza tym pralki nie lubia piasku. Przeciez to wie każdy kto oglądał We were soldiers... ;) Mam nadzieję, ze coś tym wywodem pojaśniłem. :luzik:
-
Karabin zamiast siłowni...
Kuba replied to albi78's topic in Airsoft w Polsce / Rules and law in Poland / Польские праk
Jezu - znowu... -
Tak, z pokorą muszę posypać głowę popiołem i przyjąć jakże słuszna i tak subtelnie zawoalowaną krytykę Kolegi_Super_Bardzo_Ważnej_Osoby. Mam nadzieję, że uda mi się odpokutować moje winy rzetelną pracą. W istocie merytorycznym będzie zapoznanie się z zagrożeniami jaki czychają na nas w czasie wypraw w teren. Jak już zauważył Kolega_Super_Bardzo_Ważna_Osoba w lesie i na łące możemy natknąć się na zwierzęta. Jednym z nich może być Lis (Vulpes vulpes). Lis należy do rodziny psów. Nogi (stawki) ma cienkie, krótkie, tułów długi, ogon (kita) ma długi i puszysty, pysk długi i wąski z czarnym wietrznikiem i wąsami, oczy skośne, uszy krótkie stojące na boki. Futro lisa jest kasztanowo brązowe lub kasztanowo żółte. Dolna część pyszczka, podgardle, pierś, podbrzusze, wewnętrzna strona nóg - biała, a koniec ogona (kwiat) - biały lub czarny. Podgardle, pierś i podbrzusze u niektórych odmian są popielate lub czarne. Zewnętrzna strona uszu oraz dolna część stawek - czarne. Futro ma włos dwojaki: przewodni - długi, błyszczący oraz gęsty, krótki puch. Przeciętna długość lisa mierzona razem z kitą wynosi około 115 cm (95 - 135), w tym kita ma około 40 - 50 cm. Wysokość około 35 cm (35 - 40), masa około 7 kg (4 - 8 kg). Lisy żyją zarówno w lesie, jak i w polu. W lesie lisy obierają miejsce suche (wzniesienia), nawet piaszczyste, zarośnięte gęsto krzewami i młodnikami. W polu mają ostoję w krzakach i zaroślach (tarnina) lub jarach dziko zarosłych, czasem nawet w zbożu lub na odsłoniętych wzgórzach. W miejscach swoich ostoi lisy kopią rozległe nory (nawet 20 - 30 m długie) często z kilkoma wlotami. W środku nory znajduje się komora (większe pomieszczenie), gdzie lisy odbywają cieczkę i suka szczeni się. Nora ma wiele bocznych korytarzy. Lisy mają zwykle kilka nor, przy czym jedna stanowi ich stałą siedzibę, a inne dają im tylko chwilowe schronienie w niebezpieczeństwie lub w czasie niepogody. Lis jest leniwy w kopaniu nor i dlatego często korzysta z nor borsuczych, a nawet zamieszkuje z nim razem (czasami wypędza borsuka). Lis jest mięsożerny. Główne jego pożywienie stanowią myszy, ale zjada także żaby, jaszczurki, ryby, raki, ptaki, jaja ptasie, króliki, zające, a nawet koźlaka. Nie gardzi również padliną. Ponadto zjada jagody i owoce (gruszki, jabłka) oraz ślimaki, dżdżownice i larwy chrząszczy. Lis pełni w lesie funkcje sanitarne (sanitariusz). Spośród zwierzyny łownej chwyta bowiem przede wszystkim sztuki chore i słabe. Lisica w okresie karmienia młodych wyrządza duże szkody wśród zdrowej zwierzyny, głównie młodzieży. Lis żeruje zasadniczo w nocy. Jeżeli jednak nie spodziewa się niebezpieczeństwa, to rozpoczyna polowanie nawet już od południa lub nieco wcześniej (zwłaszcza w zimie, ponieważ trudniej mu jest zdobyć żer). Największe szkody robią lisy w lecie, kiedy to stare muszą dostarczać żeru młodym. Wtedy zakradają się nawet do zabudowań gospodarczych, aby zdobyć drób lub złapać oddaloną od zabudowań kurę itp. Lis swoją zdobycz upolowaną lub znalezioną padła "zarzyna" podobnie jak ryś, odgryzając najpierw łeb. Po nasyceniu się niektóre kawałki żeru zakopuje "na zapas" i w późniejszym czasie wraca w to miejsce. Cieczka lisów odbywa się w styczniu i lutym. Liszka przygotowując się do cieczki już w grudniu zaznacza swój rejon śladami zapachowymi (odchody, mocz i wydzielina z gruczołów ogona) na pniach lub kamieniach. Wypędza z tego rejonu inne liszki i młode lisy. W tym okresie kilka nieraz psów lata za sukami, gryząc się między sobą. Sam akt kopulacji następuje przeważnie w norze, gdzie zbiera się nawet kilka psów. Ma on przebieg podobny jak u psów domowych; sczepienie się trwa ok. 20 min. Po okresie cieczki psy odchodzą od liszki. Liszka pomiata po 7 1/2 tygodniach (51-53 dni), tj. w kwietniu - maju, 4-7 szczeniąt, czasami nawet więcej (do 12 sztuk). Szczenięta rodzą się ślepe i dopiero po 14 dniach otwierają oczy. Suka jest bardzo troskliwą matką i przez pierwsze dni po oszczenieniu się wcale nie wychodzi z nory. Potem wychodzi tylko późnym wieczorem dla zdobycia żeru. Pies jest dbałym ojcem i znosi młodym żer. W 4-6 tygodniu młode zaczynają wychodzić z nory dla wygrzewania się na słońcu lub zabawy. Młode w ciągu pierwszego miesiąca żyją tylko mlekiem matki. W drugim miesiącu matka znosi im myszy, ptactwo i drobną zwierzynę, ucząc je jeść mięso. Przynosząc zaś często żywą jeszcze zdobycz, uczy je polowania. W końcu lipca liszka razem z młodymi przenosi się z nory w pole, głównie w zboża albo trzciny i zarośla, i tam zaprawia je w samodzielnym zdobywaniu pożywienia. Młode (niedoliski) w późnej jesieni opuszczają rodzeństwo i zaczynają samodzielny żywot. Lis żyje do 15 lat. Lis prowadzi życie bardzo ruchliwe. W zasadzie większą część doby kręci się w poszukiwaniu żeru (myszkuje). W norze siedzi tylko wtedy, gdy wypoczywa oraz podczas deszczu, silnego i mroźnego wiatru, zawiei śnieżnej, opadania liści w jesieni, letnich upałów oraz w okresie cieczki. Chroni się także do niej wyczuwając nadejście burzy, w razie niebezpieczeństwa lub będąc niepokojony przez zbieraczy grzybów i jagód. W pogodny dzień lis wypoczywa na powierzchni ziemi, wśród krzaków, wysokich traw lub kamionek. W zdobywaniu żeru jest bardzo wytrwały i czujny. Długo wysiaduje przy mysiej norze, a pisk myszy słyszy nawet z dużej odległości. Lis poluje w dwojaki sposób: cichym podchodzeniem lub na czaty. W pogoń za zdrową zwierzyną na ogół się nie udaje. Lis jest bardzo ostrożny i nawet pewną zdobycz porzuci, jeżeli dostrzeże jakieś niebezpieczeństwo dla siebie. Ma nadzwyczaj dobry słuch i wiatr. Nawet z odległości kilkuset metrów złapie odwiatr człowieka lub zwierzyny (wyłożonej padliny). Wzrok ma raczej słaby, dostrzega przede wszystkim przedmioty ruchome (podobnie jak zając). Lis chodzi zwykle wolno (sznuruje), węsząc z nisko opuszczonym łbem. Od czasu do czasu tylko rozgląda się, umie jednak biegać szybko (dyndować) i zręcznie kluczyć wśród krzaków. Stara się chodzić stale w ukryciu i osłonie zarówno w lesie (od gęstwiny do gęstwiny) jak i w polu, korzystając z rowów, bruzd, krzaków, wysokich traw, upraw i innych osłon. Trop lisa przypomina trop małego psa, jest jednak bardziej wydłużony i węższy, pazury dłuższe i wyraźnie odciśnięte. Odcisk łapy przedniej ma wymiary około 5-6x7-8, tylnej około 4-5x6-7 cm. Trop lisa jest tak charakterystyczny, że kto go raz zobaczył nie pomyli się już nigdy. Gdy lis biegnie truchtem pozostawia prawie idealnie prostą linię tropów (rys.d) i mówi się, że sznuruje pozostawia trop podobny do zajęczego, w galopie nieregularny (rys.c). Zimą , przyspieszając po świeżym opadzie śnieżnym widać ślad wleczonej kity. W okresie godowym za jednym tropem suki widać tropy kilku podążających za nią samców. a) pełzający B) drobiący c) skoki d) "sznurujący" Kał lisa ma kształt podłużnych wałeczków, zaostrzonych na jednym końcu o średnicy ok. 1,5-2 cm i długości 5-6 cm. Latem odchody lisa zawierają pestki czereśnie lub wiśni. ŹRÓDŁO Informacje powyższe dlatego są istotne z punktu widzenia tematyki wątku, iż lisy mogą przenosić wściekliznę. Jest to wirusowa, zawsze śmiertelna choroba zakaźna zwierząt (niektórych ssaków), mogąca przenieść się na człowieka (antropozoonoza). Nazwa "wścieklizna" wywodzi się od przebiegu jednej, lepiej dostrzegalnej, z form choroby. Cechuje ją znaczne podniecenie i agresja ("wściekłość"). Wściekliznę nazywa się też czasem wodowstrętem (łac. hydrophobia), co jest odbiciem jednego z objawów choroby, mianowicie mimowolnych skurczy mięśni na widok lub sam dźwięk wody. Wścieklizna jest chorobą wirusową spowodowaną przez ssRNA(-) wirusa Rabies virus (RABV) z rodziny Rhabdoviridae, rodzaju Lyssavirus. Występuje w 7 biotypach, z czego przyczyną zakażeń zwierząt naziemnych są głównie wirusy biotypu pierwszego. Pozostałe biotypy są zazwyczaj przyczyną wścieklizny nietoperzy. Wszystkie biotypy są patogenne dla człowieka. Rezerwuar zarazków stanowią zarówno ssaki dzikie, jak i domowe. Z pierwszej grupy wymienić należy: lisy, jenoty, borsuki, nietoperze, inne zwierzęta mięsożerne, a także gryzonie i zajęczaki. Grupa ta ma obecnie największe znaczenie w rozprzestrzenianiu choroby. Do drugiej natomiast: psy i koty. Druga grupa miała pierwotnie duże znaczenie, lecz obecnie ze względu na masowe szczepienia zwierząt domowych zagrożenie jest niewielkie. W krajach tropikalnych wścieklizna może być rozprzestrzeniana również przez żywiące się krwią zwierząt nietoperze z rodziny wampirów. Do zakażenia (zwierząt lub człowieka) dochodzi na drodze kontaktu bezpośredniego - przez pokąsanie lub oślinienie. Możliwe jest, choć u człowieka rzadkie, zakażenie na drodze powietrznej (kropelkowej i pyłowej) aerozolem odchodów nietoperzy w jaskiniach. Do wystąpienia choroby dochodzi u około 20% wystawionych na ekspozycję - szczególnie osobników pogryzionych na pysku/twarzy, szyi, klatce piersiowej lub pokąsanych głęboko. Odnotowano także infekcje przez przeszczepienie organów od zmarłych dawców z nierozpoznaną wścieklizną. Chorobę cechuje długi okres utajenia średnio od 1 do 3 miesięcy - skrajnie od 10 dni do ponad roku. Chory człowiek jest także zakaźny dla otoczenia. Przebieg choroby u wszystkich gatunków zwierząt jest w zasadzie podobny. Możemy wyróżnić dwie postacie wścieklizny: postać gwałtowną oraz postać cichą - porażenną. Wirus wścieklizny atakuje komórki układu nerwowego, ze szczególnym tropizmem do komórek istoty szarej mózgu. U ludzi, w początkowym okresie (około 2 miesięcznym od chwili zakażenia) występują objawy ogólne. Dominują tu zmiany, uczucie mrowienia wokół miejsca pokąsania, a także gorączka, ból potylicy, zmęczenie oraz rzadziej halucynacje, torsje. Zwierzęta często w tym okresie - fazie inkubacji, zmieniają swoje zwyczaje głównie przez zmianę trybu życia z dziennego na nocny i vice versa, a także przestają być wrażliwe na bodźce bólowe. Po kilku dniach u ludzi i zwierząt występuje nadmierne pobudzenie lub - skrajnie, porażenie (tzw. cicha wścieklizna). U chorego stwierdzić można mimowolne skurcze mięśni (konwulsje), ślinotok oraz wodowstręt. Zejście śmiertelne następuje w około tydzień od wystąpienia objawów. W przypadku diagnozowania człowieka wystawionego na ekspozycję w krótkim odstępie czasu większe znaczenie od potwierdzenia choroby ma ocena prawdopodobieństwa jej wystąpienia. W tym celu stosuje się głównie wywiad epidemiologiczny. Jednocześnie rozpoczyna się, jeżeli zwierzę zostało złapane: przyżyciową obserwację (trwającą 15 dni) weterynaryjną (zwierzęta domowe) lub pośmiertne badanie mózgu zwierzęcia (zwierzęta dzikie i agresywne zwierzęta domowe). Przyżyciowa diagnostyka człowieka jest możliwa (wykorzystując m.in. metodę PCR), lecz dość często pojawiają się w badaniu wyniki fałszywie ujemne. Wirus w ślinie zwierząt jest jednym z objawów ostatniego stadium wścieklizny. W przypadku psów żaden spośród tych, u których pojawił się wirus w ślinie, nie będzie żył dłużej niż 10-12 dni. Dlatego jeżeli pies przeżyje 15-dniową obserwację będzie można wnioskować, że: w momencie pogryzienia wirus nie znajdował się w ślinie,* pies nie mógł zakazić człowieka. Pośmiertne rozpoznanie przeprowadza się używając testów serologicznych i próby biologicznej. Do dzisiaj nieznany jest lek przeciwko wściekliźnie. Jeśli nie wystąpiły objawy choroby podejmuje się próbę zastosowania uodpornienia bierno-czynnego polegającego na podaniu surowicy i serii szczepionek podawanych w mięsień naramienny lub podskórnie (dawniej szczepionkę podawano w mięsień brzucha ze względu na specyficzne ukrwienie - nie stosuje się już tej metody). Uodpornienie uzyskane na drodze biernej ochrania chorego do momentu uzyskania odporności czynnej. Chorym szczepionym wcześniej nie podaje się surowicy. Możliwość czynnego uodpornienia organizmu możliwa jest dzięki długiemu okresowi wylęgania. Chorego człowieka, u którego wystąpiły objawy izoluje się głównie w celu zapewnienia mu spokoju; stosuje się leczenie objawowe. Do tej pory odnotowano mniej niż 5 przypadków wyzdrowienia chorych ludzi, u których pojawiły się symptomy choroby. Zwierzęta zwykle się usypia. ŹRÓDŁO Innym zagrożeniem, z którym możemy spotkać się w terenie jest pożar. Pożar to niekontrolowane rozprzestrzenianie się ognia, które stwarza zagrożenie dla ludzi i obiektów objętych pożarem. Warunkiem zapoczątkowania i przebiegu procesu jakim jest pożar (podobnie jak w procesie spalania) jest istnienie czworokątu spalania: materiał palny - utleniacz - ciepło - skomplikowane reakcje łańcuchowe. Pożary należą do grupy najważniejszych zagrożeń zarówno czasu wojny, jak i pokoju (pożary naturalne i wywołane działalnością człowieka). Najbardziej znanymi metodami walki z pożarem jest użycie środków gaśniczych.Do powszechnie stosowanych środków gaśniczych zaliczamy: wodę, pianę, piasek, gazy i proszki. Do gaszenia małych przedmiotów lub powierzchni nie większych niż 1m². służą koce gaśnicze. Natomiast do 'tłumienia' iskier i żagwi przenoszonych przez wiatr służą tłumice. ŹRÓDŁO Kolejnym zagrożeniem, które może nas spotkać w czasie bytowania w terenie jest powódź. Powódź jest głównie skutkiem wezbrania rzeki mogą ją wywołać miejscowe ulewy i deszcze nawalne. Wezbraniem nazywa się podniesienie stanu wody w rzece w wyniku wzmożonego zasilania lub piętrzenia wody przez zator lodowy lub śryżowy, nagromadzenie pni i gałęzi drzew, a nawet nadmiernego rozwoju roślinności w korycie rzeki. Wezbranie jest zjawiskiem hydrologicznym, natomiast powódź jest zjawiskiem o charakterze przyrodniczo-gospodarczym. Powódź jest to wezbranie rzeki przynoszące szkody człowiekowi i gospodarce narodowej; stanowi jedną z klęsk żywiołowych. Nie każde wezbranie wywołuje powódź, lecz każda powódź jest spowodowana wezbraniem. Powódź może być wywołana nagłym odpływem po deszczu nawalnym (intensywny odpływ wód powierzchniowych); ma zasięg miejscowy, a jednym z jej skutków jest wzmożona erozja gleby. Wezbrania wód płynących wiążą się z charakterem środowiska fizyczno geograficznego kraju, a szczególnie z urzeźbieniem i klimatem danego obszaru. Wezbrania są wywołane: na wiosnę-szybkim spływem wód roztopowych powstałych z zimowych opadów śniegu, latem-obfitymi opadami spowodowanymi napływem ciepłego i wilgotnego powietrza zwrotnikowo-morskiego. Dodatkowo sprzyjają wezbraniom i potęgują je w zimie-zatory lodowe towarzyszące spływowi kry lodowej i zatory śryżowe, natomiast w lecie-występują opady ulewne (w górach i na wyżynach). Inny charakter mają wezbrania w ujściach rzek do morza są spowodowane działaniem sztormów morskich, jak również podniesieniem się stanów zarastających rzek nizinnych wskutek bujnej wegetacji roślinności wodnej w korytach. W naszej strefie klimatycznej występuje kilka rodzajów wezbrań i powodzi, zależnie od pory roku, a głównie od przyczyn je wywołujących. Wezbrania i powodzie półrocza zimowego (XI-IV), przeważające nas terenach nizinnych: -roztopowe ® , wywołane nagłym topnieniem śniegu na nizinach; -lodowozatorowe (Zl), spowodowane piętrzeniem wody przez zator lodowy; -śryżowozatorowe (Zś), występuje na rzekach nizinnych, powstaje na skutek zatkania przekroju rzeki zatorem śryżowym; -sztormowe (S), powstaje na wybrzeżu morskim w ujściowych odcinkach rzek przy sztormach od morza (następuje zalewanie obszarów przybrzeżnych). Wezbrania i powodzie półrocza letniego (V-X), przeważają w górach i na wyżynach: -opadowonawalne (On), krótkotrwałe i miejscowe, spowodowane gwałtownymi ulewami (wyżyny); -opadoworozlewne (Or), trwają dłużej i są o szerokim zasięgu (góry). W zależności od natężenia zjawiska wyróżniamy: wezbrania i powodzie zwykłe, sięgają poziomu średniej wielkiej wody (występują co kilka lat), oraz katastrofalne, sięga najwyższej wielkiej wody (w skrajnym przypadku przekracza ten poziom), występuje co kilkanaście lub kilkadziesiąt lat. Główne przyczyny występowania powodzi to niekorzystne warunki atmosferyczne, niewielka zdolność retencyjna dorzecza, spowodowana niewłaściwym jego zagospodarowaniem (wyrąb lasów, nieodpowiednia uprawa roli, brak retencji dolinnej i in.). ŹRÓDŁO Należy także wspomnieć o zagrożeniu ze strony opadów atmosferycznych, szczególnie gradu. Grad - opad atmosferyczny w postaci bryłek lodu (nazywanych gradzinami lub gradowinami) o średnicy od 0,5 cm do nawet 5 cm. Opad gradu następuje zwykle w ciepłej porze roku z silnie rozbudowanych chmur typu cumulonimbus i bywa połączony z obfitym opadem deszczu. Obfity grad ze szczególnie dużymi gradowinami, tzw. gradobicie, może spowodować znaczące straty, w szczególności w rolnictwie (zobacz: klęska żywiołowa). ŹRÓDŁO Wzmożone zaś opady mogą powodować powstawanie osuwisk botnych, a nawet lawin błotnych lub błotno-kamiennych. Ze zjawiskiem tym wiążą się tak przerażające opisy, że w trosce o dobro młodszych odbiorców pozwolę je sobie pominąć. Na koniec zaś trzeba wspomnieć o piorunie kulistym, z którym także z pewnym prawdopodobieństwem możemy się zetknąć. Wyglądem przypomina świetlistą kulę o średnicy od kilku do nawet kilkudziesięciu centymetrów, poruszającą się w różnych kierunkach i wydająca przy tym dźwięki takie jak warczenie czy syczenie. Może mieć różne barwy (najczęściej białą, żółtą lub bladoniebieską). Trwa zwykle od kilkunastu do kilkudziesięciu sekund. Występuje przeważnie w trakcie burz, ale istniały przypadki jego wystąpienia także w słoneczną pogodę. Nie jest wybitnie jasny, świeci w przybliżeniu jak stuwatowa żarówka. Dlatego też jest bardzo jaskrawy w nocy i trudny do zauważenia w dzień (może być brany jako złudzenie optyczne). Naukowcy nie są pewni procesu jego powstawania, niektórzy nawet negują jego istnienie. Podobny efekt (choć trwający maksymalnie 0,3s) osiągnięto jednak w laboratorium, w dodatku na dwa różne sposoby: odparowując różne substancje za pomocą mikrofal, przykładając napięcie 5000V do wody prowadząc w ten sposób do jej odparowania. Drugi z nich jest prawdopodobnie procesem formowania się pioruna kulistego w przyrodzie. Sam piorun kulisty jest potwierdzonym zjawiskiem fizycznym i jako taki nie jest zaliczany do zjawisk paranormalnych. Niektórzy twierdzą, że łatwo przechodzi przez szkło, ale odbija się od innych przedmiotów. Uderzone, czasem wybuchają. Teoretycznie mogą zabić. Największy zauważony piorun kulisty miał ok. 1,5m. Najmniejszy – 1 cm. Wykonano wiele zdjęć na całym świecie, lecz bardzo mało filmów. ŹRÓDŁO Tuszę, iż wyczerpujące i rzetelne informacje o możliwych zagrożeniach przyczynia się do ułatwienia bytowania w terenie wszystkim czytelnikom tego wątku. Nie śmiem bowiem przypuszczać, iż w wyliczaniu tu zagrożeń chodzi o coś innego niż pęd do wiedzy. W szczególności zaś na pewno nie jest to ani paranoja ani brak wiedzy. Wszak to, że nikt nie porusza tu tematów istotnych da bytowania w terenie wynika jedynie z tego, że są one wszystkim wypowiadającym się powszechnie znane. Każdy z nich mógłby wypowiedzieć się o różnych sposobach rozpalania ogniska i jego rodzajów, przygotowania biwaku, zabezpieczania sprżetu przed wpływem czynników atmosferycznych, użycia pałatki/poncha lub suszenia odzieży. Są to rzeczy tak oczywiste, że dla podtrzymania wątku rozmowa toczy się w formie beztreściowego bicia piany o kleszczach, niedźwiedziach, boreliozie i złych użytkownikach co to się na tym wszystkim zawczasu nie poznali. Przepraszam... Z pionierskim: Wsiegda Gotow! KZ
-
Porównaj wymiary dyszy stockowej z uszczelnioną, ale przede wszystkim sprawdź czy prawidłowo zamontowałeś część i szynę dosyłacza.
-
Boże a Wy dalej swoje... Nie bardzo rozumiem po co w ogóle dyskutować nt terenu' date=' skoro są ważniejsze kwestie. Do zrobienia - nie sejmikowania. Tak - sądzisz, że skoro poprzednio nikt z tzw. organizatorów, nigdy nie potrafił tego załatwić, to teraz przytrafi się cud? Zresztą kto by się przejmował - dostaniesz w zamian piękną, całoroczną, wioskę ASG.
-
Czy możesz pogłębić swoją myśl? Nie żebym się czepiał' date=' tudzież suponował, że mamy styczność z kolejnym rozwydrzonym szczeniakiem. Jeno brak mi przesłanek kiedy piszesz... ...albowiem póki co to ja właśnie za stratę czasu uważam pierdolenie o tym jaka to borelioza, kiła i ADIS niebezpieczne są i jakież to leki się przeciw nim ordynuje. Bowiem nie jesteś chyba lekarzem, aby wskazywać metody diagnozowania i leczenia. Czy może się mylę? Jedyne zaś co robisz, to bijesz w tarabany, tworząc OT w tym wątku, i pisząc na temat tysiąckroć przewałkowany już w sieci. Czymś jeszcze chciałeś się z nami podzielić? Wszak jest tyle istotnych tematów - od najlepszej antypoślizgowej podeszwy poczynając... Btw. Może moderator wydzieli dzieciom temat o złych kleszczach, nietoperzach i wampirach, jakie można napotkać w polskich lasach. Każda psychoza i pianobicie muszą mieć swoje miejsce w ekosystemie...
-
Ale za to będziemy bardziej taktyczni...
-
Tylko jakoś średnio widzę skuteczność takiego rozwiązania.
-
Zaiste, współczesna wojna jest kluczowym argumentem przy rozważaniach o lokalizacji imprezy AS. :wink: Pośmiali się, to teraz poważnie. Istotnie, różnorodny i odpowiednio duży teren jest jednym z czynników rzutujących na jakość rozgrywek. Jednak nawet najwspanialszy obiekt nie pomoże, jeśli organizator nie ma pojęcia o organizacji imprez i gier AS lub też ma to zwyczajnie w dupie. Symptomatyczne w tym kontekście jest to, iż np. w Mikstacie dało się bawić - całkiem nieźle - bez "rzeki, ani niczego podobnego" i mimo, że terenem był "nudny, płaski las". Niebagatelną rolę odgrywa także kwestie bezpieczeństwa. Oczywiście możemy też bawić się wśród walących się budynków, i biegających wokół cywili. Niewątpliwie bardzo pomoże to w kreowaniu klimatu "współczesnego konfliktu zbrojnego toczącego się w mieście". Reasumując - kwestią nie jest teren, lecz pomysł na jego wykorzystanie. Jest wiele czasu, można więc zastanowić się nad także takim aspektem sprawy jak ew. zmiana lokalizacji. Jednak kluczowym jest nie miejsce, a pomysł i sposób przeprowadzenie imprezy. Może tym razem warto byłoby postarać się o coś więcej niż dotychczasowe: My z synowcem na czele i jakoś to będzie... A do tego potrzebny jest zdecydowany i kompetentny organizator, a nie sejmik za pomocą forum. Dlatego zastanawia mnie po w ogóle co ta dyskusja. Jeśli ktoś chce podjąć się organizowania imprezy i czuje się na siłach, niech to robi, ew. zwracając się o pomoc czy opinię w konkretnych sprawach. Jeśli nie, to czemu ma służyć ten watek , założony na rok przed imprezą i pozbawiony choćby zarysu jakichkolwiek konkretów. Po co? Czy aby nie po to aby rozmyć pewne kwestie? Bo do tego się to będzie sprowadzało, wraz z przyrostem ubitej tu piany.
-
Na tej zasadzie należy wymieniać okulary po każdym trafieniu. Wszakże nigdy nic nie wiadomo (również nie czepiam się ;) ) Tak, ale po pierwsze mowa o teście - jak to ująłem - finalnym. Tolle lege... Po drugie wiatrówka ma raczej większą "siłe", nieprawdaż? Jakieś wnioski na tej podstawie?
-
Generalnie można się zastanowić nad finalnym testem za pomocą słabszej wiatrówki, z jakiejś rozsądnej odległości. Jeśli badany egzemplarz to wytrzyma (sensu zapewnienia ochrony, nie zaś nieodniesienia uszkodzeń), to raczej nie ma replik mogacych dane okulary uszkodzić. Jest chyba logiczne, że jeśli po trafieniu pojawiają się ślady "osłabienia" okularów, to je wyrzucamy i kupujemy nowe. Natomiast zdecydowana większość trafień w ww. nie niesie za sobą ryzyka istotnego obniżena ich wytrzymałości. Pozdrawiam KZ