Wit
Weteran-
Posts
217 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Wit
-
Dla jasności i unikania błędnego poglądu: jeżeli jakieś działania nie naruszają ustalonych norm prawnych, to są one legalne (sic!). Nie można zatem twierdzić publicznie, że ktoś działa na rzecz legalności AS, gdyż wskazuje to jednoznacznie, że AS jest nielegalne (czyt. niezgodne z prawem) i wskazuje, że miłośnicy/gracze/maniacy mają pełną świadomość nielegalności (niezgodności z prawem) swojego hobby/sportu/pasji, a zatem umyślnie to prawo naruszają. Taka interpretacja wypowiedzi miłej Koleżanki stanowiłaby dopieroż pożywkę medialną pod tytułem: świadome (umyślne) podejmowanie działań nielegalnych (sprzecznych z prawem). Wszystkie spotkania (rozgrywki) AS są legalne, gdyż nie naruszają żadnej z obowiązujących norm prawnych!!! Innym zagadnieniem jest sformalizowanie AS. Co starsi (stażem) użytkownicy tego forum być może pamiętają żarliwe dyskusje dotyczące utworzenia Polskiego Stowarzyszenia ASG (tak wówczas się powszechnie nazywało airsoft), poddany rygorom ustawy o stowarzyszeniach. Po wszelkich analizach SWOT zarzucono ten pomysł, jako przeszkodę w naturalnym rozwoju airsoftu w Polsce (działo się to w roku 2001-2002). Jestem pełen podziwu dla poczynań PYRY, zmierzających do ułatwienia funkcjonowania airsoftu. Być może jest to słuszna droga, by z airsoftu uczynić agendę LOK. Nie mam wyrobionego poglądu na ten temat. Jednakże by odniosło to zamierzony skutek, musiałoby stać się zjawiskiem ogólnopolskim, gdzie w statucie LOK'u znalazłyby się odpowiednie zapisy. To taka mała dygresja... :)
-
Zapowiedź brzmiała tak (podkreślenia moje): "Impreza ta ma Was zaskoczyć. Chcemy przygotować dla Was wyjątkowy klimat walki, którego długo nie zapomnicie. Co do scenariusza to prawdopodobnie będzie to kontynuacja scenariusza Operacji Qualludża 2005, jednak przebrania za arabów nie będą narzucane (ale proponowane). Przygotowujemy także bazę na terenie Zlotu Pojazdów Militarnych, która ma stać się wioską Airsoftu, która będzie stała tam do Waszej dyspozycji przez cały rok i będzie systematycznie rozbudowywana (dzięki uprzejmości stowarzyszenia zajmującego się organizacją zlotu w roku 2006)." I kilka wniosków, jakie można wyciągnąć z tej, skąd inąd sympatycznej imprezy: Organizacja jakiejkolwiek imprezy, a w szczególności airsoftowej, jest niezwykle trudnym wyzwaniem. Trzeba się temu poświęcić bez reszty na długo przed jej terminem. Te stwierdzenia nie stanowią pustosłowia, gdyż swego czasu podjąłem się zrobienia dwóch takich imprez, w Kobylej Górze i w Mikstacie. Srogo przeżyłem wszystkie wpadki, których było sporo, choć ogólnie opinie o tych imprezach były pozytywne. Imprezy wówczas w miarę się udały dzięki bardzo dużemu zaangażowaniu ze strony całej ówczesnej ekipy GWNh , zaś w przypadku Mikstatu, dodatkowo dzięki pracy Hargina i Brymera (pozdrowienia :D ). Po dwóch edycjach Bornego nadal pozostaję na stanowisku, iż prawdziwa impreza airsoftowa czy zlot (dawniej było to nazywane ZMASG) powinna dla swego pełnego powodzenia spełniać następujące kryteria: 1. Powinna to być impreza samoistna, a nie odbywająca się "przy okazji" czegoś innego, co może i wpływa na podkręcenie klimatu, ale imprezę rozbija kompletnie. 2. Osoby, które dobrowolnie (sic!) podejmują się zorganizowania czegokolwiek, nie mogą liczyć, że będzie to dla nich okres jakiejkolwiek zabawy. Wszak to one właśnie, implikując podróż wielu osób z całego kraju, powinny poczuwać się do moralnej odpowiedzialności, by przybyszy (ludzi, jakby nie było, zaproszonych na wspólną zabawę) przywitać, wskazać im miejsce, gdzie będą "mieszkały" tych kilka dni (kilkanaście godzin). 3. Baza noclegowa powinna być jedna dla wszystkich uczestników, a nie porozrzucanie ludzi w wielu miejscach tak, że w efekcie z jednej imprezy robi się kilka imprez niezależnych. 4. Baza noclegowa nie może być oddalona od miejsca operacji czy działań i powinna być osiągalna pieszo, bez konieczności jazdy samochodem. Wszyscy mamy świadomość, że niemal żaden z kierujących w sobotę do tego się nie nadawał (bez urazy, proszę, mam na myśli także siebie). 5. Scenariusz powinien być wszystkim znany w ogólnym zarysie i w wersji ostatecznej na co najmniej kilka dni przed terminem imprezy, a w przypadku przydzielania ról szczególnych, ich wykonawcy muszą je znać z jeszcze większym wyprzedzeniem. 6. Niezbędnym elementem dla integracji jest jakikolwiek wspólny posiłek, szczególnie przy jakimś ognisku, jeśli warunki pozwalają. Tak po krótce wyglądają moje wnioski na temat sposobu organizowania imprez airsoftowych. Sądzę, że nie ma sensu rozpisywać się na temat tegorocznej edycji Bornego. Nie jestem w żaden sposób rozczarowany, gdyż nie spodziewałem się cudu po zeszłorocznym spotkaniu. Jak wcześniej napisałem, wielką radość sprawiło mi spotkanie wielu osób, zarówno dawnych przyjaciół jak i nowych znajomych. Ubolewam, że warunki nie pozwoliły na lepsze poznanie jeszcze wielu innych osób, które znam z ksywek na forum jedynie. Szczególnie cieszę się z wzruszającej niespodzianki-prezentu otrzymanego od Gęsi. Wielkie dzięki :) Pozdrawiam i do kolejnego spotkania... W P.S. Wielka prośba do wszystkich, których będę miał okazję i przyjemność spotkać w przyszłości na imprezach. Nie mówcie do mnie "proszę pana"... :D
-
Miło mi było spotkać "starych" Przyjaciół. Cieszę się, że poznałem nowe osoby ... Poza tym było, jak było. Nie ma sensu rozpamiętywać, a należy jedynie wyciągać wnioski. W każdym razie zlot pojazdów militarnych był podobnie imponujący jak ten w ubiegłym roku. A ... "zlot" airsoftowy też...
-
Przykro
-
Mam zgoła odmienne zdanie, wynikające z pewnych doświadczeń (jakby nie było, dwa duże zloty). 1. Zorganizowanie jednodniowej strzelanki (jak zwał tak zwał) nijak się ma do organizacji zlotu z całym zapleczem. 2. Jeżeli już cokolwiek przedsiębrać, to zlot ogólnopolski (ogólnie dostępny lub na zaproszenia). 3. Na poczatek trzeba zdefiniować, czy zaplecze organizuje się na dziko (biwak, własne namioty), czy w jakimś miejscu dostosowanym do przyjęcie kilkedziesięciu - kilkuset osób (np. Mikstat, Kobyla Góra). 4. Teren operacji nie może być oddalony od obozu, gdyż oddalenie znacznie utrudnia sprawną organizację. 5. Zdefiniowanie właściciela - zarządcy terenu. Uzyskanie jego zgody. 6. Poinformowanie lokalnych władz (burmistrz, sołtys) i policji. 7. Kalkulacja kosztów. 8. Zapewnienie jednego posiłku wspólnego (grochówka) - katering jest wszechdostępny. 9. Scenariusze z wykorzystaniem informacji dostępnych na forum. Uwaga generalna!!! Należy przyjąć, że organizator zasadniczo nie bierze udziału w zabawie
-
Tak naprawdę to nikt nie chce nieletnich w airsofcie. I napisano już o tym kilka milionów słów na przestrzeni ostatnich czterech lat
-
Kiedyż to nadejdzie ten piękny czas, że kwestia małolatów zostanie ostatecznie rozwiązana :wink: ? Przedstawiciele młodego pokolenia, którzy tu się wypowiadają, nie potrafią jakoś zrozumieć, że pewne dziedziny życia są zarezerwowane dla osób dorosłych. Należą do tego: kluby go go, nocne bary, kasyna gry, koła łowieckie, palarnie opium :wink: Podobnież trzeba być dorosłym, by móc wykonywać niektóre czynności, a mianowicie ubiegać się o prawo jazdy, popełniać małżeństwo, zostać pilotem szybowcowym. Przyjmijcie szanowni młodzi, że również dla tylko i wyłącznie osób dorosłych dostępny jest airsoft i basta. P.S. Uważam, że wszelkie dyskusje na ten temat należy na tym forum drastycznie ucinać - przez eliminację niepotrzebnych tekstów.
-
Szanowni..., chyba najlepszą pożywką dla osobnika (czyt. Violento) wypisującego takie brednie jest totalny brak reakcji. Historia pokazała niejednokrotnie, że bardzo silną bronią jest bojkot, jeśli władze nie decydują się wysłać jakiegoś szkodliwego indywiduum na banicję. Są przypadki niereformowalności i chyba taki się objawił....
-
Przepraszam, nie miałem racji. Przelew zrobiony. Nie jest dobrym pomysłem przelewanie kasy za całe grupy, chyba, że ktoś wykłada za wszystkich pieniądze. Nabija to koszty prowizji bankowych za przelewy.
-
Formularz przelewowy mBanku wymaga podania danych adresowych dla przelewu. Podobnie chyba inne rachunki elektroniczne. Także przelew wpłacany w banku może nie zostać przyjęty bez tych danych ....
-
Kolega Witia spowodował, że poszperałem trochę po literaturze. W encyklopedii uzbrojenia II wojny światowej znalazłem przekrój Thompsona. Z przekroju wynika jasno, że zamocowanie kolby było stałe, a jakiekolwiek "manewry" w jej położeniu nie były możliwe. W chwili wolnej opiszę...
-
Może podasz jakieś źródła fachowe, opisy konstrukcyjne czy coś takiego na potwierdzenie Twojej tezy? Jakoś też nie spotkałem nigdzie informacji o możliwości regulacji kolby M1A1, choć nie twierdzę, że takiej nie było, jednak wnioski oparte wyłącznie na zdjęciu nie są, moim zdaniem, wystarczające.
-
Szanowni... Sporo już czasu nie wypowiadałem się na tym forum i taki stan rzeczy zamierzam utrzymać. Do odstępstwa skłonił mnie list, jaki dziś otrzymałem od jakiegoś sfrustrowanego taty małoletniego maniaka, a który, wraz z moją odpowiedzią, zacytuję na końcu. List ten jednak skłania do tego, by jednak uznać, że airsoft stanowi zabawę wyłącznie dla osób pełnoletnich. A oto korespondencja: Otrzymany list: "WITAM !!! mam tylko jedno pytanie . co zrobić z 17 latkiem który złapał bakcyla "tej zabaw"" i odbywa się to kosztem np.nauki ,a od rodziców wymaga podpisania oświadczenia ,z tekstem "jak nie to sam podpiszę " . Wszelkie pytanie "co to ?" "z kim ?" "gdzie?" są olewane. z poważaniem Piotr" i moja nań odpowiedź: "Szanowny Panie Piotrze, Jak rozumiem, chodzi o pańskiego syna - siedemnastolatka, który złapał bakcyla "tej zabawy" (w domyśle: airsoft) i zabawa pochłania mu czas, jaki powinien przeznaczyć na naukę. Grozi on jednocześnie (ten siedemnastolatek), że jeśli nie otrzyma od Pana i pańskiej żony, a swojej mamy oświadczenia, że wyrażacie Państwo zgodę na jego zabawę, to sam takie oświadczenie podpisze. Ostatnie zdanie Pana listu, a mianowicie: "Wszelkie pytanie "co to ?" "z kim ?" "gdzie?" są olewane." wydaje się znaczyć, że jesli będę pytał Pana, o kogo chodzi, w jakiej miejscowości Państwo mieszkacie itp., zignoruje Pan nie udzielając mi odpowiedzi. Otóż, szanowny Panie, list pański mimo skrótowej formy, niesie za sobą wiele treści. Zanim jednak je wyłuskam, zastanawiam się, dlaczego do mnie kieruje Pan swoje pytanie? Wszak nie jestem doradcą w sprawach relacji między rodzicami a ich dziećmi, a już najmniej odpowiada mi rola ewentualnego arbitra. Jednakże, by nie uznał Pan, że...używając pańskiego słownictwa, olewam sprawę, pozwolę sobie na przedstawienie kilku wniosków wynikających z panskiego listu, które, co stwierdzam z przykrością, będą stawiać w gorszym świetle Pana niż pańskie "pacholę". Pierwszy wniosek, jaki można wysnuć na kanwie Pana listu to ten, że jako ojciec nie potrafił Pan zaszczepić swojej pociesze właściwej hierarchii wartości. Wszak to Pan wraz ze swoją żoną jest odpowiedzialny za ukształtowanie charkteru młodego człowieka. Jeśli zatem on, mając lat 17, stawia wyżej zabawę niż zdobywanie wiedzy i tym samym zdobywanie podwalin przyszłego życia oznacza, że widocznie w niewłaściwy sposób kształtował Pan w nim tę hierarchię wartości. Przemawia za takim wnioskiem również to, że pociecha straszy Pana sfałszowaniem podpisu na wymaganym oświadczeniu. Przykro mi, ale ta groźba również w najgorszym świetle stawia Pana, jako, że przez 17 lat nie potrafił Pan zaszczepić w swym dziecięciu podstawowej zasady, jaką jest uczciwość. Pozwolę sobie moją odpowiedź pozostawić bez konkluzji.... I jeszcze jedna uwaga. Pisząc cokolwiek do nieznanej sobie osoby, radzę używać bardziej wyszukanego języka, a nie używać jakiegoś slangu... Pozdrawiam serdecznie i życzę sukcesów w wychowaniu dziecka... Witold "Wit" Kozownicki" Sedecznie pozdrawiam wszystkich Maniaków
-
http://www.czasostrzeszowski.pl/?dzial=gaz...24&publikacja=8
-
i tego wlasnie nie rozumiem, bo IMO organizator najbardziej powinien chciec je poznac Drogi Foko, Nie wiem, skąd ten wniosek. Krytyczne uwagi mające miejsce po Kobylej Górze, a także po każdym innym zlocie czy spotkaniu, były przez nas brane pod uwagę przy pracach nad Mikstatem. Są jednak uwagi dotyczące elementów, na które nikt nie ma wpływu. Takim elementem jest np. pogoda.. :wink: , brak wyposażenia w środki łączności czy zbyt mała ilość kulek na wyposażeniu...(podnosił to zresztą Hargin). Kolejnym elementem są tzw. nieprzewidywalne okoliczności. Nieprzewidywalne było np., że wycieczka przedłużyła swój pobyt - stąd zajęte, przewidziane dla nas, pokoje. Nieprzewidywalne było, że kilkanaście osób deklarujących przyjazd w sobotę rano, zjawiło się już w piątek wieczorem... Nie ma to brzmieć jako wyrzut czy pretensja. Po prostu, nawet przy wystarczajacej ilości czasu na przygotowania, wielu rzeczy nie można przewidzieć. Piszę to, by kolejni organizatorzy imprez mieli materiał do przemyśleń.
-
VII ZMASG, Mikstat 2004 STRICT RESPONSE przeszedł do historii. Dziękuję wszystkim za przybycie, udział w imprezie i fantstyczną atmosferę. Przepraszam za wszelkie braki i niedociągnięcia. Bez duchowego wsparcia wszystkich Maniaków, nie zdołalibyśmy zorganizować tego zlotu. Szczególnie dziękujemy: - Hargin'owi wraz z koleżanką małżonką, Alex'owi, Ivan'owi, Giersikowi, Brymerowi, PET'om i wszystkim, którzy przyczynili się do powstania tła fabularnego i scenariuszy; - Tytusowi, za pomysł zorganizowania zlotu i determinację w jego realizacji; - Regdornowi, za informacyjną obsługę zlotu; - Małgorzacie B. z ul. Gazowej za tajemniczą wpłatę, która została wyjaśniona wyłącznie przez przypadek.. :) Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie Wit P.S. Mam nadzieję, że droga do domu minęła Wam spokojnie i bezpiecznie
-
Chochla, podkresliłem, że jest to podane tytułem ciekawostki...rozważania mające charakter akademickich dyskusji... Ech...znowu żałuję, że gdzieś na tym forum się odezwałem. Jakoś część uczestników przyjęła sobie za pukt honoru pouczanie mnie, czy co...?
-
Ależ to jest oczywiste Mateo, ale z dzisiejszego punktu widzenia. W 1939 roku mocarstwa zachodnie postrzegały sprawę zupełnie inaczej jednak. Najprawdopodobniej zakładały, że III Rzesza będzie realizować Drang nach Osten i nawet wypowiedzenie wojny nie spowoduje rzezywistych działań wojennych. Tym samym zakładały, że jeśli Niemcy pokonają Związek Sowiecki, to będą zbyt wymęczone wojną i zawrą pokój, a jeśli dostaną na wschodzie łupnia, to też zawrą pokój z Zachodem, bo nie będą miały wyjścia. Na pewno ani Francja, ani Anglia nie zakładały, że po kampanii polskiej nastąpi zwrot na zachód. Taki sposób myślenia jaskrawo pokazuje Układ Monachijski. Co do ofiar I wojny - zapewniam Cię, że świadomość o nich była bardzo żywa. W odróznieniu od Ciebie, Mateo, przeżyłem już co najmniej 4/5 swojego życia, a urodziłem się 12 lat po zakończeniu II wojny światowej. Z dzieciństwa pamiętam, że wojna była stale obecna w rozmowach. Była zupełnie "świeża". Co do doktryny wojennej Wielkiej wojny, to z dzisiejszej perspektywy możemy stwierdzić, że sposób jej prowadzenia spowodował tyle ofiar. Kto jednak na poczatku wieku miał wprowadzić inną doktrynę? Przecież w porównaniu do Wojny Secesyjnej była to bardzo nowoczesna doktryna. Wykorzystano niemal wszystkie nowości techniczne ówczesnej epoki. Dlatego nie mozna chyba oceniać ówczesnej doktryny wojennej z perspektywy XXI wieku... A "sprzedali" nas w Jałcie dla tych samych powodów, dla których siedzieli za Linią Maginota - dla świetego spokoju. Przecież byliśmy tylko konturem na mapie... Dla ciekawostki: kiedyś rozważaliśmy z kolegami wytozenie powództwa przeciwko rządom: Francji, Wielkiej Brytanii i USA za niedotrzymanie gwarancji sojuszniczych oraz zawarcie niekorzystnych dla Polski umów miedzynarodowych. Tym samym żądanie odszkodowania za staty w okresie wojny oraz poniesione w wyniku zależności politycznej i gospodarczej od ZSRR, ale kto by wyliczył tę kasę.. :) ...
-
Na fakt, że nigdy nie mieliśmy dobrych sojuszników, wpływa niejako położenie geograficzne. Do tego dochodzą masze cechy narodowe, dobrze czy źle o nich mówić, ale na pewno nie ma w nich wyrachowania. Brak tej cechy spowodował, że nigdy Polska nie potrafiła wykorzystać swoich zwycięstw, czy też stanu, gdy stanowiła potegę. Innym elementem naszych cech narodowych jest wewnętrzne skłócenie, brak jednolitego poczucia narodowego i spore rozwarstwienie. Także poczucie "wielkopaństwa" i "sobiepaństwa". Znamienne jest, że jako jedyny kraj europejski, nie stanowiliśmy monarchii absolutnej. Wprowadzenie wolnej elekcji doprowadziło w efekcie do rozbiorów. Tu zgadzam się z Grabarzem w pełni. II wojna światowa raczej nie była spowodowana działaniami Polski. Była efektem zupełnej krótkowzroczności państw Ententy po Traktacie Wersalskim, a także ciche przyzwolenie na działania partii nazistowskiej w Niemczech. Wydaje mi się, że II wojna była nieunikniona wobec panującej w Europie i na Świecie sytuacji w latach 20-tych i 30-tych ubiegłego stulecia (heh, jak to brzmi - ubiegłe stulecie.. :) ). Brak konsekwencji w postepowaniu z pokonanymi państwami centralnymi, kryzys gospodarczy oraz paniczny strach przed rozprzestrzenieniem się bolszewizmu, doprowadził do ogólnie akceptowanej przez mocarstwa, polityki ustepstw na rzecz pokoju. W żaden sposób nie ugruntowana pozycja Ligii Narodów spowodowała, że z tą organizacją w zasadzie nikt się nie liczył. Nie bez wpływu pozostawała też neutralna postawa USA. Gdybając sobie (przy czym nasze gdybanie jest ułatwione, gdyz znamy wszystkie fakty), można oczywiście ułozyć scenariusz, według którego Polska wyszłaby korzystnie z wojny. Przede wszystkim, już po klęsce wrześniowej, zabrakło nam jednolitej polityki w Rządzie Londyńskim. Przecież i tam, nawet wobec okupacji w kraju, ścierały się grupy o róznych poglądach. Wystarczyło stworzyć jednolity blok narodowy, którego podstawowym hasłem byłoby odzyskanie niepodległości. I w tym właśnie momencie próbować dogadać się ze Stalinem. Utrzymując ciągłość władzy i doprowadzając zabiegami dyplomatycznymi, że Rząd Polski na Wychodźctwie byłby uznawany przez wszystkich aliantów, mozna było osiągnąć wpływ na ustalenia konferencji jałtańskiej. Ponadto, dogadując się w odpowiednim momencie z amerykanami, zaporę przed komunizmem można było (gdybam cały czas... :wink: ) stworzyć na granicy polsko - sowieckiej, a nie NRD-RFN. Przecież jest rzeczą oczywistą, że hossa niemiecka w okresie zimnej wojny była za pieniądze USA, a nie wynikała z niemieckiej pracowitości czy dobrego zorganizowania...ale odbiegam od tematu. Wracając zatem do zagadnienia II wojny - historyczym zwyczajem, nie potrafiliśmy wykorzystać politycznie żadnego sukcesu militarnego. A przecież Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie po inwazji, stanowiły znaczący argument, z którym każdy powinien się liczyć. Politycznie jednak nie zostało to wykorzystane. Politycznego wykorzystaia sytuacji powinniśmy uczyć się od francuzów, co do udziału których, a także postawy w II wojnie (Linia Maginota, Vichy) nikt chyba nie ma szczególnie rózniącego się zdania, a jednak w jakiś sposób współstanowili o przyszłym wyglądzie Europy na knferencji krymskiej. Ech.., nie przynudzam dalej...
-
Przepraszam, Koledzy, że wtrącę do dyskusji swoje zdanie. Otóż jakikolwiek sojusz z III Rzeszą czy Związkiem Sowieckim nie miał racji bytu przed 1939 rokiem. Względy oczywiste, a mianowicie w 1918 roku Polska odzyskała niepodległość, a głównymi zaborcami były Niemcy i Rosja. Nie małą rolę odgrywała też, świeża wciąż wojna polsko-sowiecka. Zatem w żadnym przypadku nie mogło dojść do jakiegoś porozumienia. Należy również rozważyć, że, bez względu na status polityczny, Rosja i Niemcy zawsze miały tendencje do ekspansji na ziemie polskie. Zatem jedynym możliwym paktem był ten, jaki zawarł Mołotow z Rbbentropem, a który poskutkował agresją sowiecką 17 września. Nawet, odrzuciwszy wszelkie racje, gdyby doszło do porozumienia z III Rzeszą, byłoby to kosztem "korytarza" i ustąpieniem Gdańska. Poza tym, ustępstwa takie nie przyniosłyby trwałych korzyści, a stanowiłyby chwilowe odsunięcie agresji. Teorie: "Lebensraum" i "Drang nach Osten" były już jasno wyartykułowane w Mein Kampf i nie można było się spodziewać jakichkolwiek ustępstw od nich w wykonaniu kanclerza, sprawujacego wszak władzę absolutną. Jedynymi więc, realnymi sojuszami były te, zawarte z Francją i Wielką Brytanią. Wszak po I wojnie, zarówno Francja jak i Wielka Brytania, nosiły miano mocarstw europejskich, zatem trudno o lepszego sojusznika. Aczkolwiek po Monachium, nie należało się spodziewać jakichkolwiek realnych działań ze strony "sojuszników" i kanclerz przewidział to bezbłędnie. Już sam fakt wypowiedzenia wojny przez "sojuszników" można uznać za spory sukces. Zawarty pakt Ribbentrop - Mołotow był ze strony Związku Sowieckiego jedynie odsunięciem w czasie agresji Rzeszy i taktycznym manewrem przesuwającym linie obrony na zachód. Stalin nie miał żadnych wątpliwości, że agresja niemiecka musi nastąpić. Co do przebiegu Kampanii Wrześniowej, to trzeba pamiętać, że wszystkie państwa europejskie w owym czasie, wyznawały doktrynę wojenną z I wojny. Nikt nie przewidział i też nie doceniał opracowanej przez OKW doktryny Blitzkrieg. Inną sprawą jest, że wdrażany od 1935 roku program unowocześnienia Wojska Polskiego był bardzo utrudniany przez obóz postpisułdczykowski. Marszałek bowiem do końca swoich dni był zwolennikiem armii starego typu. Przywództwo zaś w armii przypadło w większości zwolennikom teorii Marszałka (Śmigły-Rydz np.). Biorąc pod uwagę te aspekty mozna przyjąć, że Kampania Wrześniowa, pomimo ostatecznej klęski, była sukcesem militarnym WP, w porównaniu choćby z kampanią francuską, gdzie armia mocarstwowa nie mogła pochwalić się żadnymi sukcesami. Co do wojny fińsko-sowieckiej, należy brać pod uwagę, prócz aspektach wskazanych przez Chochlę, trzeba również wziąć pod uwagę, że w 1939/1940 roku armia sowiecka nie otrząsnęła się jeszcze po czystce i cierpiała na chroniczny brak oficerów. Co do "zdrady" sojuszników w 1939 roku, to była ona do przewidzenia na podstawie dotychczasowych zabiegów dyplomacji Francji i rządu JKM. Większą zdradą i krzywdą dla Polski były ustalenia konferencji jałtańskiej, gdzie "europejski tort" został podzielony bez uwzględnienia polskich interesów i polskiej racji stanu. Co do ewentualnych sojuszy: Polska - Niemcy, Polska - Rosja, to najlepiej odzwierciedlają ich mozliwość słowa gen. Sosabowskiego, gdy był rozważany desant brygady na teren Polski. Stwierdził on podobno, że nie potrafi zaręczyć, w którą stronę pójdą żołnierze po dokonaniu desantu. Na zakończenie tego wywodu dodam, że na skutek poniesionych ofiar w I wojnie, wszyscy politycy ówcześni działali w sposób zdeterminowany chęcią utrzymania pokoju za wszelką cenę (niedopuszczenia do konfliktu na skalę światową). Zatem pozwalano III Rzeszy na pełną remilitaryzację. Nie można również zapominać, że upatrywano w III Rzeszy, mimo wszystko, ściany zaporowej dla rozprzestrzeniania się bolszewizmu. Przepraszam za chaos wypowiedzi, ale temat na tyle obszerny, że do tej pory nie znaleziono wszystkich, właściwych wytłumaczeń. Podkreślam też, że przedstawiłem wyżej swój pogląd. Pozdrawiam...
-
Coś u Ciebie z historią nie bardzo Lukzari. Porównaj Kampanię Wrześniową z kampanią francuską to wyciągniesz wnioski, kto powinien mieć kompleksy. Komentarz bardzo nie na miejscu i bardzo źle o Tobie, Kolego, świadczy. Przykre, że znalazł się w tym wątku...
-
Szkoda, że temat "nie chwycił", gdyż rzeczywiście jest ciekawy, zwłaszcza w aspekcie uzbrojenia różnych armii biorących udział w wojnie. Swoją drogą ciekawe, dlaczego japończycy (TM na przykład) nie robią replik broni używanej przez armię cesarską w II wojnie światowej. Pistolety Taisho 14 czy 94 Shiki Kenju, PM Typ 100, czy karabin Arisaka wz. 38, stanowiłyby niezłą ozdobę każdej kolekcji. Poza tym w trakcie wojny było używanych bardzo wiele, mało popularnych i znanych typów różnej broni i rozwój tego wątku mógłby stać się ciekawym źródłem informacji... pozdrawiam...
-
""...Zdaję sobie sprawę, że post ten zostanie za chwilę "naukowo rozłożony na czynniki pierwsze" i "zmieszany z błotem". " Nie myliłem się... :) Ustępuję pola i nie będę polemizował dalej...Aczkolwiek zaczekam, zemsta bywa słodka... :wink:
-
Odnoszę wrażenie, że zamieszczanie niektórych wypowiedzi na forum, jest podyktowane wyłącznie chęcią wykazania swojej "wyższości intelektualnej" nad innymi uzytkownikami, chęcią wywołania czczej dyskusji lub wykazaniem, że inna osoba wypowiadająca się, jest niekompetentna. Jednym słowem, zamieszczane są, by "zamieszać". ASG jest wszak zabawą/hobby czy jakby inaczej nie nazwać i traktowanie tego forum ze śmiertelną powagą, dbałością o prawidłowe, z naukowego i formalnego punktu widzenia, używanie określeń, definicji czy nazw, jest chyba nieporozumieniem. Wydaje mi się, że dla 854 pozostałych, zarejestrowanych na forum osób, było zupełnie jasne, o co w tym dziale chodzi. I nie jest to łamaniem żadnych kanonów formalnych, że na potrzeby jakiegoś środowiska, przyjmuje się pewne skróty myślowe, szczególnie, gdy są one zrozumiałe i, w przeważającej większości, niekwestionowane. Sądzę dalej, że użycie sformułowania "broń ostra" zamiast "broń palna" nie jest, na tym forum, nie jest zbyt daleko idącą niezręcznością. Ale idąc tym tokiem myślenia (choć moja wiedza jest znikoma w tym zakresie), należałoby dodać "broń palna lufowa" gdyż nie sądzę, by ktoś zamieszczał na tym forum dywagacje na temat "broni palnej rakietowej". Konsekwentnie stosując zasady formalizmu, znowu można rozważać, czy nie jest to zbyt szerokie pojęcie. Wszak chyba nie znajdą się tutaj żadne rozważania na temat "myśliwskiej broni palnej lufowej" czy "odprzodowej broni palnej lufowej"...Zdaję sobie sprawę, że post ten zostanie za chwilę "naukowo rozłożony na czynniki pierwsze" i "zmieszany z błotem". Jednakże uważam, że stosowanie nadmiernego formalizmu, dbałości o prawidłowość terminologii czy definicji, mija się nieco z celem na forum, mającym służyć zabawie. Określenie "broń ostra" w żadnym stopniu mnie nie razi . Szczególnie, że nie ma tutaj ono jakiegokolwiek zastosowania zobowiązującego i nigdy nie będzie podlegało możliwości zastosowania swobody interpretacyjnej. Dla wyjaśnienia, ja tego działu nie nazywałem, jednak bez względu na swoją opinię, zachowując takt, nie określiłbym, że wymyślona przez kogoś nazwa brzmi głupio... Co do zmiany forum, choć ja także o tym nie decydowałem, to zmiany te nie są aż tak drastyczne, by mogły wprowadzać kogokolwiek w zakłopotanie, a tym bardziej szok. Pozdrawiam....
-
Dziwnie się składa, Pikace, że zawsze dotkniesz jakiejś "struny", która dziwnie źle na mnie działa oraz, generalnie rzecz ujmując, Twoja wypowiedź, pomimo "uśmieszków" i cudzysłowiów, jest bardzo obraźliwa w tonie. Juz samo użycie sformułowania "bełkot prawniczy" jest dużym nietaktem. Zapewne, jako omnibus, również masz szeroką wiedzę prawniczą, a także wiedzę z zakresu teorii legislacji. Zapewniam Cię jednak, że większość aktów prawnych powstaje w dobrym celu. Że jednak są one wykorzystywane w niecny sposób przez ludzi, to zupełnie inna sprawa. Zważ także, że prawnicy tylko współuczestniczą w tworzeniu prawa, jednak go nie tworzą. Jeśli zagadnienie, jaki organ jest twórcą prawa, jest Ci obce, mogę polecić kilka pozycji z tej tematyki. Fakt, że chełpisz się faktem, iż jeździsz samochodem osobowym, mylnie podając, że jest to ciężarówka, świadczy źle o Tobie i osobach, które wykorzystały dobre intencje ustawodawcy w niewłaściwy sposób. Fakt, że dodatkowo ten argument wykorzystujesz przeciwko prawnikom, jest tym bardziej nietaktem. I jeszcze na koniec: jeśli coś nie wygląda jak ciężarówka wcale nie świadczy, że tą ciężarówką nie jest...