-
Posts
4,092 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by thor_
-
W ramach jednej ekipy gdzie ludzie się znają nie ma problemu ;) Między innymi dlatego jak tylko uruchomię M14 wracam do bycia wielbłądem i noszenia dwóch długich replik (M4 i M14) na raz plus klamka ;) Trochę ciężkie to ale da się ;)
-
Czyli gdyby ktoś zaproponował Ciebie na jakiegoś milsima w systemie CCS u nas to ja się nie zgodzę. Dlaczego? Bo wymagam od uczestników podporządkowania się zasadom. Czasem żeby zrealizować pewne istotne elementy scenariusza za pomocą kart może organizator "zapewnić" pewien bieg wypadków. Jeżeli ktoś taki jak Ty oleje system to może rozwalić całej reszcie grę. Wiesz jak Wy zaprosilibyście mnie na swoją grę to przyswoił bym zasady i się do nich zastosował. To jedna z podstawowych zasad obowiązująca w MILSIMACH według mnie. Dokładnie tak samo jest na grach opartych na CCS i kartach. Przecież nie wiesz czy karta którą wylosowałeś to nie KIA albo WZW które też oznaczają od razu koniec gry. Żaden Offtop po to właśnie ten temat tu powstał. Może uda Ci się nakłonić nas do odrzucenia kart albo zastosowanie w nich jakiegoś elementu Waszych zasad ;)
-
Proponuje "podrzucić" temat miny z "kartki grającej" i sam pomysł wykorzystania "budzika" do symulowania transferu danych do działu "pomysły" Mogę to zrobić "z urzędu" ale myślę że to Twoje prawo ;) Może się taki temat/tematy ciekawie rozwinąć i coś nowego wnieść do wielu gier ;)
-
Jest kilka opcji. Pierwsza: Milsim w warunkach działań SF bez bazy tylko ciagły ruch i sprzęt "na sobie". W tym przypadku jak w realu niestety broń do plecaka i fajnie jak masz drugą albo któryś z kumpli ma. Druga: Milsim który zakłada istnienie bazy "stałej" gdzie można przyjąć jest jakiś magazyn ze złożoną bronią i w momencie powrotu do takiej bazy tak jak można uzupełnić amunicję, wodę, żywność tak samo można "wymienić" broń. Trzecia: Sytuacja kiedy wróg ma bazę którą można zdobyć lub na jakiś czas zająć wtedy "wymieniasz" broń na sprawną. Czwarta: Zabijasz wroga i "zabierasz" mu broń. Piszę o wymianie i zabraniu w cudzysłowiu bo oczywiście w tych sytuacjach poprostu zaczynasz używać swojej repliki.
-
Ok zgadzam sie macie takie zasady i jest Wam to wystarczajace. Ale w nawiązaniu do zacytowanego wyżej fragmentu: A jak w takim razie załatwić w takich "zasadach" delikwenta który urodził się "w czepku" i ma tyle szczęścia że na realnym polu bitwy np w ciągu jednego dnia dostaje 5-6 razy postrzały w stylu "draśnięć" i bierze cały czas udział w walce?? W Waszych zasadach takie rzeczy się ine zdarzają? Skoro "dwa postrzały i do domu" to nie ma miejsca dla takich "szczęściarzy" ? Właśnie w takich sytuacjach ja widze wyższość systemu "karcianego". Dlaczego? Proszę przykład: Przed grą losujesz kartę i wkładasz ją do kieszeni w oporządzeniu. W czasie patrolu zostajesz trafiony, padasz podchodzi do Ciebie medyk i sprawdza Twoją kartę. Masz RL (ranę lekką) zgodnie z zasadami medyk udziela odpowiedniej pomocy i wracasz do walki. Od medyka losujesz wcześniej kolejną kartę. Po kilku godzinach jesteś w bazie i nagle trafia Cię snajper wroga. Znów powtórka i medyk otwiera Twoją karte a tam znów RL i znów po procedurze udzielenia pomocy wracasz do walki. W nocy jeste sna warcie i potykasz się o własną broń-efekt trafiłes się sam. Znów medyk znów kolejna karta znów RL.... i tak można do końca gry. Ale... Może sieokazac że już pierwsza karta i pierwsze trafienie wyśle Cię do domu. Nie uważacie że to "bardziej życiowe" ?
-
Maciejs to jest kwestia indywidualna każdej osoby. Jeżeli wiesz, że pomaga Ci węgiel to zawsze go ze soba noś na wszelki wypadek. Jeżeli co innego to jak wyżej ;) Ja z reguły po kamizelce w wolnych miejscach mam upchnięte tego typu "pomoce" jakiś węgiel, kilka plastrów (poza apteczką której często zapominam ;) ) jakieś środki przeciwbólowe, aspirynę bayera rozpuszczalną którą jak czuję że warunki pogodowe daja w dupę zawsze wrzucam sobie do manierki z wodą, nie przeszkadza ale pomóc może. Myśle że to będzie kolejny pomysł na "poddział" "MILSIMA".
-
Piok: Jeżeli stać Cię na wywalenie kasy na MRE to weź ze soba minimum jedną "w razie "W"". Ja wziąłbym tyle żeby na nich oprzeć dwa posiłki dziennie. Poza tym na wszelki wypadek coś do "grzania" wody jakąś kuchenkę albo paliwka. Pamiętaj że dzienne zapotrzebowanie żołnierza określa się na około 3000-4000 kalorii Ale już w warunkach zimowych robi się tego prawie dwa razy tyle. Posiłki które zawierają więcej tłuszczu dłużej dostarczają energię. Jeżeli chodzi o żarcie to chyba podstawa. MRE sa o tyle "dobre" żę bez problemów masz ciepły posiłek bez zabawy w rozpalanie ognia, gotowania, mieszania, przelewania. Ale co człowiek to pewnie inna teoria ;) Do czasu aż sam nie przetestujesz kilku wariantów, kilka razy nie zmarznie Ci dupa i nie pogłodujesz (w granicach rozsądku oczywiście) tak długo żadne rady nie będa w 90% dobre ;)
-
Myślę że czas dołożyć nowe "działy" pod "milsim" min. "dowodzenie" :D Dowódca może nie znać ludzi "pod sobą" ale min. dlatego na milsimy wolę zapraszać całe ekipy/teamy bo w ramach takich "związków" ludzie się znają, nie boją się zameldować kumplom że właśnie osiągnęłi kres i musza odpocząć. Dlatego doództwo na milsimie to jedna sprawa (jeżeli chodzi o "sztab") a reszta to kwestia dolnych ogniw "Chain of command". Tak więc sytuacja taktyczna często potrafi "popieprzyć" najmisterniej ułożony plan patrolu. Ale trzeba umieć się dostosowywać. Nie pisze tego na podstawie własnych doświadczeń jako "dowódcy" bo na ostatnim milsimie udowodniłem wszystkim w ekipie, że moge robić wszystko ale nie dowodzić w polu ;) Ale zawsze jestem gotów podszepnąć przełożonemu że właśnie przyszedł moment na przerwę bo ktoś nie daje rady. Ale z drugiej strony jestem gotów spróbować wrzucić sobie na plecy kumpla jeżeli nie ma tego momentu na przerwę bo przeciwnik na nas siedzi.
-
Tylko że żeglarze nie muszą drałować przez np 12 godzin z ogonem na dupie albo nie muszą działać w sytuacjach kiedy w każdej chwili ktoś może im przestrzelić kubek z kawą. Ustalają sobie wachty i tyle. W warunkach "bojowych" musisz sie nauczyć wyłapywać te 10-15-30 minut które akurat daje Ci sytuacja. Nie da rady zaplanować nic. Chyba że jestes skoszarowany a jedyne zadanie to co 4 godziny patrol i powrót do bazy. Pierwsze 48H pokazało jak można szybko podupaść na morale właśnie w warunkach w których jesteś non-stop w "biegu" mimo że czasem udawało sie kilka godzin odpocząć.
-
Panowie prawda w tym temacie jest taka jak dupa, to znaczy każdy ma swoją ;) Każdy powinien znac swoje potrzeby, wiedzieć kiedy ile powinien w siebie wrzucić, żeby pociągnać dalej. Dla mnie bardziej istotnym problemem jest to w jaki sposób przygotować sobie ten jeden "duży" posiłek, co zrobić żeby w czasie gier trwających ponad 24H znaleźć sensowny kawałek czasu na ten właśnie posiłek. Większość milsimów opiera sie na zasadach działania oddziałow specjalnych/rozpoznawczych czyli większość czasu spędzamy w terenie, na nogach, niejednokrotnie dźwigając kilkanaście/dziesiat kg niepotrzebnego sprzętu na plecach. Nawet podjadając w trakcie przychodzi taki moment że albo damy sobie tę chwilę czasu albo za jakiś moment po kolei wszyscy zaczną na rozkazy odpowiadać: "Pi...lę, nie robię" ;) Dlatego bardziej chyba istotną rzeczą jest potrafić znaleść ten moment, i dobrze go wykorzystać, niż zastanawiać się czy warto jeść i co ;)
-
To proponuje spróbuj ;) Potem pogadamy. Kwestia strzelania w głowę jakoś nie robi mi różnicy. Nie raz oberwałem z różnych odległości i różnych replik. Czy to w czoło czy w noc czy w wargę o polikach czy brodzie nie wspomnę. Skoro jestes tak pewny że można nie strzelać w głowę bo tak sie umawiasz i jesteś pewny "swoich" ludzi to może pora zrezygnować z gogli ? ;) Z jednej strony postulujesz żeby potraktowac głowe jak korpus a z drugiej Nie widzisz tu małej niekonsekwencji ? Właśńie po to sa karty żeby nie bło niejasności. Co wylosowałeś to masz i tyle. Każdy strzął mierozny np w Twój korpus może trafić w rekę, nogę, głowę, plecy, bok itp. To wszystko ma jakiś tam związek ze "szczęściem" i dlatego nie widzę "potrzeby" respektowania miejsc trafień "doslownie" wolę karty. No i w przeciwieństwie do Ciebie bawiłem się w ersoft na zasadch o jakich piszesz czyli tam gdzie trafiasz tam "przyjmujesz ranę" na innych typu kazde trafienie "zabija" i w końcu bawię się kartami i porównując wszystko do tej pory wychodze z założenia, że karty są najsensowniejsze do imprez typu MILSIM. Tyla ;) Oczywiście możes zmieć swoje zdanie i go bronić ;) Ale mnie nie przekonasz ;)
-
Piszesz głupoty ;) Przy replice z prędkoscią wylotową kulki 0,25g rzędu 500-550 fpsów na te 60 metrów musiało by wiać tak dobrze ponad 4B żeby przeszkodzić kulce. A nie wspomnę o kulkach cięższych jak np 0,28 czy 0,30-33.
-
1) Zdania zaczynamy z wielkiej litery, 2) Pierwszym rozkazem odemnie byłby rozkaz natychmiastowego skorzystania ze słownika ortograficznego, 3) Co powinno cechować dowódcę? Jak przeczytasz cały ten temat to znajdziesz odpowiedź.
-
LUz mimo że sam mam "obiekcje" i pewne zastrzeżenia co do tego pomysłu, to może poprostu trzeba "dojrzeć" i kiedyś.. ;)
-
A nie słyszałeś o sytuacjach w których ludzie przeżywali z dziurą w głowie ?? Albo z nożem w głowie ?? Trafienie kulką symbolizuje sam FAKT TRAFIENIA a konkretnie określa rodzaj i "powagę" trafienia Twoje szczęście które masz albo nie losując pierwszą kartę systemu. Jak będziesz miał szczęście to przez całą grę będziesz trafiony 5 razy i za każdym razem będziesz mial karty z RL (rana lekka) Ale jak będziesz miał pecha to już pierwsze trafienie np w paznokieć okaże się WZW po otwarciu karty. Inna sprawa że karty o ile pamiętam mają określone miejsca trafienia i odpowiednie komentarze. W systemie MILES którego używają amerykanie do symulacji pola walki i ćwiczeń na kartach jest np coś takiego jak CELULITIS nie mam pojęcia po co ale jest. Jak myślisz po jakim trafieniu możesz to uzyskać?? :D Tak poważniej przypuszczam że to karta dla medyka która warunkuje sposób udzielania pomocy. Ale mogę się mylić. Sprawa chyba najistotniejsza. Żaden system symulacji pola walki nie odda REALNEGO POLA WALKI zwłaszcza w kwestii ODNOSZONYCH OBRAŻEŃ.
-
Ale to portal AIRSOFTOWY a nie LARPowy nie zauważyłeś? Mogłbym jak połowe z tych które tu przeniosłem. Ale po co? Żeby za dwa dni znów ktoś wrzucił scenariusz, który jak typowa gra na PCta jest liniowy i nie pozostawia ludziom miejsca na działanie? Sorki ale jak piszesz we wstępie: To zakładam, że pożytkując jakąś tam energię i twórczość swą w wymyślenie takiego wstępniaka, chciałbyś, żeby reszta była też na jakimś tam poziomie. Jeżeli uważasz że Rosjanie w czasie ewentualnej okupacji Polski w takim miejscu wystawili by dwóch strażników z krótką bronią to wybacz ale albo pisząc coś o Rosji, Polsce, okupacji i buncie miasta kompletnie nie czujesz tego co piszesz, albo... A to jest niestety "wyznacznik" w jaki sposób powstał ten "scenariusz". Po to powstał między innymi ten dział, żeby było miejsce na SCENARIUSZE ale powstał też, z zamiarem takim, żeby trafiające tu scenariusze były PRZEMYŚLANE a nie wyjęte z głupich gier albo wymyślone na przerwie 5cio minutowej w szkole. Dobra rada na przyszłość: Zapoznaj się z historią Polski i jej stosunków z Rosją czy też ZSRR i wtedy dopiero pisz o "rosyjskiej okupacji" w latach 20xx. Zapytaj też kogoś ilu strażników dziś w Polsce w wolnym i bezpiecznym kraju pilnuje najprostszych składów broni podległych wojsku.
-
Zgadzam sie i to jest podstawa. Pisząc "że nie jem kiedy inni jedzą" mam na uwadze tzw "główny posiłek". W ciągu dnia "pracy" jak pisałem batony, owoce i inne takie ;)
-
Granica avestańsko –brombracka 2007/2008. Jesteśmy na patrolu już drugą dobę. Do najbliższego posterunku mamy jakieś dziesięć kilometrów, w zasadzie nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło. Patrol podobny do tych, w jakich brałem udział podczas wielu dotychczasowych misji pokojowych. Las, czasem jakieś górki, ale generalnie kawał płaskiego terenu. Dowódca wysłał nas na kolejne zadanie w stylu „przejść od punktu A do B, pokazać się, że jesteśmy i czuwamy. Od 15 grudnia 2007, kiedy wylądowaliśmy tu na mocy nadzwyczajnej rezolucji Rady Bezpieczeństwa, do ostatnich dni był względny spokój. Co jakiś czas, może raz na miesiąc, zdarzały się jakieś incydenty między siłami Avestanu i Brombracji. Kiedy docieraliśmy na miejsce, było z reguły po wszystkim trochę łusek, jakieś ślady po walce. Raz, może dwa, chłopacy znaleźli ciała zabitych. Każdy taki incydent urastał do rangi wojny na arenie politycznej. I tak z tygodnia na tydzień sytuacja coraz bardziej się zaogniała. Co prawda to politycy nawzajem się oskarżali, wyzywali, grozili sobie i swoim rządom, tu jakoś nie specjalnie można to było odczuć. Tak więc kolejny raz depczemy ziemię w strefie buforowej i szukamy czegoś podejrzanego. Moje wątpliwości budzi w tej chwili jedynie misja badawcza firmy GeoXplorer. Nie wiem, o co chodzi, ale dziwne, że w takim miejscu, w tak napiętej politycznie sytuacji ktoś prowadzi badania geologiczne w zasadzie na samej granicy między państwami, które krok po kroku zbliżają się do stanu wojny. No, ale jak mówił James, nasz sierżant, „kasa i surowce do produkcji paliw rządzą się swoimi prawami. Nie przejmują się wojną”. Więc czasem wpadamy do ich obozu zapytać „jak leci” i wracamy do swoich zadań. Przynajmniej jest jakaś odmiana w „życiu”. Zatrzymujemy się na znak „stop” podany przez radiomana. Dowódca patrolu rozmawia przez radio i woła do siebie mapmana. Po kilku minutach ruszamy dalej, ale wyraźnie odbijamy na północny zachód. Hose, wielki mulat, który idzie przede mną, odwraca się i przekazuje mi informacje: „Idziemy na lotnisko, coś się tam dzieje. Nasłuch przechwycił transmisję z terenu lotniska i nie jest to transmisja brombracka...”. Do lotniska mamy jakieś sześć-siedem kilometrów... Zajmie nam to lekko godzinę. Na pewno z posterunku „Charlie” już wyrusza inny patrol, mają do lotniska jakieś dwa-trzy kilometry i będą tam za około dwadzieścia minut. Możliwe, że szybciej, o ile mają na miejscu samochody. Naszym zadaniem jest zabezpieczyć podejście do lotniska od strony granicy w taki sposób, żeby zatrzymać ewentualnych „obcych” chcących przedostać się do Avestanu. Nie lubię takich zadań... My poruszamy się z reguły w miarę szybko widocznie, mamy demonstrować naszą obecność. Ewentualny przeciwnik będzie się krył, ubezpieczał. Jak dojdzie do sytuacji, w której „oni” będą zdesperowani, zanim się zorientujemy, dostaniemy kilka kilogramów ołowiu. Oby kamizelki wytrzymały w razie czego i oby przeciwnik słabo strzelał. Po około trzydziestu minutach zatrzymuje nas dźwięk strzałów. Słychać je dość daleko przed nami, może kilka kilometrów to pewnie na lotnisku coś się wymyka spod kontroli. Po krótkiej rozmowie dowódcy przez radio ruszamy szybciej. Wygląda na to, że nasi potrzebują wsparcia. Po kilku minutach słyszę silniki śmigłowców... To chyba UH-1 brombrackich sił powietrznych. Dość konkretnie hałasują, czyli raczej się spieszą. Minęły nas jakieś dwa-trzy kilometry z lewej strony. Chwilę później słyszę charakterystyczny „trzepot – furkot” wirnika UH-60. To nasze śmigłowce lecą albo ze wsparciem albo po rannych... Do lotniska mamy jeszcze ponad dwa kilometry... Sytuacja na granicy brombracko – avestańskiej z miesiąca na miesiąc się pogarsza. Od incydentu z ósmego grudnia 2007 w zasadzie ani przez chwilę stosunki między rządami obu państw nie poprawiły się. Mało tego rząd Avestanu przedstawia coraz „wyraźniejsze” i „pewniejsze” dowody na to, że Brombracja ukrywa przed opinią publiczną świata próby badań nad nową bronią. Według władz Avestanu nie chodzi tu o nowy czołg, samolot czy karabin, ale o coś co może być bronią masowego rażenia... Może MOAB? Oskarżenia avestańskie coraz wyraźniej wskazują na prawdopodobieństwo badań nad tego typu bronią. Mimo obecności kontyngentu ONZ na tym terenie dochodzi do naruszeń granicy przez oddziały dywersyjne Brombracji. W końcu rząd Avestanu wystąpił do Rady Bezpieczeństwa ONZ z prośbą o zezwolenie na wprowadzenie do strefy buforowej przy granicy z Brombracją „pewnych sił” w celu zabezpieczenia granicy przed coraz częstszymi prowokacjami ze strony Brombracji. ONZ wydał zgodę na taki ruch avestańskiemu rządowi, zaznaczając jednocześnie, że jeżeli Brombracja wystąpi z podobną prośbą, też pozytywnie się do niej ustosunkuje. Poza tym ONZ nadal utrzymuje na tym terenie swój kontyngent. Od kilku dni trwają ruchy wojsk po obu stronach granicy. Jedyne obostrzenia, jakie nałożyła Rada Bezpieczeństwa na obie strony, dotyczą obecności ciężkiego sprzętu. Żadna ze stron nie dostała zgody na wprowadzenie na teren strefy kontrolowanej przez ONZ czołgów, BMP czy APC. Jedyne dopuszczone środki transportu to ciężarówki i samochody terenowe. W nagłych przypadkach, kiedy zależy na czasie w celu ratowania zdrowia, zezwolono na interwencję śmigłowców obu stron. Oczywiście tylko w ramach swojej przestrzeni powietrznej. Tak więc siły Brombracji po swojej stronie założyły bazę i z niej wysyłają patrole „uszczelniając” granicę. Tak samo Avestan przerzucił swoje jednostki w pobliże granicy i założył bazę polową. Oczywiście wojsko avestańskie również patroluje swoją stronę. Sytuacja jest bardzo napięta, minimum raz dziennie dochodzi do spotkań patroli brombrackich z avestańskimi, czasem dochodzi do wymiany ognia. Świat przygląda się rozwojowi wypadków. Czyżby miało dojść do kolejnej wojny w Europie? Od kilku dni różne państwa wysyłają swoich przedstawicieli do Tremest i Belgorodu w celu nakłonienia prezydentów i szefów rządów do nawiązania rozmów i podjęcia próby rozwiązania konfliktu drogami dyplomatycznymi. Niestety, jak na razie bezskutecznie... MilSim będzie rozgrywany na zasadach CCS (karty ran, limity amunicji, zasady regulujące pomoc medyczną na polu walki i poza nim), mechanika gry będzie dostosowana do użytych w grze środków transportu (samochody) w taki sposób, żeby wyeliminować ich uszkodzenie. Najprawdopodobniej, o ile uda się go przetestować i sprawdzić, zostanie wykorzystany nowy system walki z pojazdami - system, który umożliwi trafienie pojazdu, jego „uszkodzenie” bądź „zniszczenie” w sposób zgodny z zasadami gry, jednocześnie nie powodujący zagrożenia dla samego pojazdu. Oczywiście w czasie gry będzie utrzymywany „chain of command”, czyli każdy będzie podlegał jakiemuś dowódcy, który będzie podlegał innemu i tak do samej „góry”. Piszę to, ponieważ chcę uzmysłowić potencjalnym chętnym, że nierozerwalną częścią tej gry jest posłuszeństwo wobec swojego przełożonego, czyli wykonywanie rozkazów i poleceń. W grze obecne będą dwie strony: Avestan i Brombracja, obie działają na tych samych zasadach, na swoim terenie, i są podobne liczebnie i podobnie uzbrojone. Poza tym obecny będzie też kontyngent sił ONZ neutralny dla obu stron. Proszę o deklaracje ekip/teamów co do liczby członków. Proszę podawać rodzaj camo, żeby można było jakoś jednolicie ubrać obie strony. Podstawa: impreza tylko dla osób pełnoletnich, a organizatorzy zastrzegają sobie, jak przy poprzednich imprezach tej „serii”, weryfikację chętnych i odmowę zgłoszenia bez podania przyczyny. Nie chcemy, żeby jedna czy kilka osób rozłożyło nam grę. Miejsc trochę będzie, bo planujemy imprezę na jakieś 250 osób. Jak będzie więcej, też fajnie. Ale w związku z taką ilością, jaką zakładamy, tym bardziej będziemy poddawać każdego weryfikacji. Zgłoszenia proszę na priw do mnie albo do Khaoza. Ewentualnie w tym temacie. Gra odbędzie się 20-22 czerwca 2008. Teren gry to w przybliżeniu 100 km2. Teren: Bory Tucholskie. Proszę się nastawić na symboliczne wpisowe, które ma związek z paliwem do wykorzystywanych w czasie gry pojazdów oraz z kilkoma innymi możliwymi wydatkami. Kwotę podamy za jakiś czas (przełom styczeń -luty najpóźniej) Do czasu aż nie uruchomimy strony, na której będziemy rejestrowali chętnych, tu proszę się zgłaszać. Jak tylko ruszy strona „48H”, posprzątamy tu i w tym miejscu będziemy podawali tylko informacje związane z grą. Pozdrawiam.
-
Z własnego doświadczenia: Żreć się najczęściej chce wieczorem jak robi się zimno ale jeszcze sie jakoś funkcjonuje i ma się ochotę coś zrobić. W ciągu dnia na patrolach itp. pod ręka albo pewne elementy MRE (jakieś ciacho, baton, dżem, tofi batonik itp.) albo batony typu mars, snickers. Dobre są owoce suszone, (orzechów nie lubię bo włażą między zęby ;) ) no i oczywiście płyny. Często łapałem się na dłuższych imprezach na tym, że jak reszta ekipy jadła to ja sobie stałem/łaziłem ;) Ale jak masz co robić w dzień w terenie to nie maochoty i czasu na jedzenie ;)
-
To może zamiast w ersoft powinniście zacząć grać w szachy? Jakoś nie widzę szans na zabawę jak ktoś mi mówi: "Pójdziesz tędy, ominiesz tamten kamień potkniesz się o krawężnik potem wejdziesz tamtymi drzwiami do budynku. Po drodze się ukłonisz strażnikowi bo nie możesz do niego strzelać, on wpuści cię do środka i przekaże ci kod do rozbrojenia bomby bo nie moze stawiac oporu jak go widzisz... wiesz co w zasadzie nie musisz zabierać repliki..." Słyszałes kiedys o LARPach ?? To co tu podałeś to właśnie scenariusz do takich imprez...
-
Paul ależ nie ma problemu ;) Robimy milsima w którym każde pierwsze trafienie "zabija", gra trwa 48H i nie ma żadnych respów. I to będzie najbliższe realowi. Przyjedziesz jak dostaniesz zaproszenie??
-
Taaa w stanie wojny w czasie okupowani awrogiego terytorium do tego ROSJANIE ustawiają dwóch strażników przy magazynie broni z bronią krótką :mrgreen: :wink: Taa ciekawe jak to chcesz "rozwiązać"? Przy podejsciu z kliku kierunkó nie ma bata żeby widzieli wszystkich i wtedy każdy może powiedzieć "miałem Cię na muszce". To najbardziej durny pomysł jaki można wymyślić... No chyba że robimy gre w klimacie "FULL Love and Peace People"..... Dwóch strażników pilnuje składu broni... są w zasadzie nie uzbrojeni i do tego nie można ich poprostu "zdjąć" tylko trzeba im przyłożyć lufę do skroni i wytłumaczyć że mają się nie ruszać... No jaja Panie jaja... Zwłaszcza w Polsce i pod okupacją rosyjską :mrgreen: Chyba nie znasz kompletnie realiów rządzących Armią Czerwoną w trakcie wojny. :mrgreen: To tak w skrócie i na szybko ;)
-
Wiesz są tacy ktorzy i o psach czasem myślą.. kto wie może kiedyś i u nas się to "zdarzy"... ;)
-
I o ten ostatni sposób chodzi. Jest kilka wariacji na jego temat jeżeli chodzi o sposób "przejścia" pasa przy "przedniej" ręce. Ale generalnie chodzi o kwestię zwiększenia kąta "podparcia" i usztywnienia go poprzez pas-ramię do całej "pozycji" strzelca. Idealnie wykorzystuje się ten sposób w pozycjach "niskich" klęcząc czy siedząc wspierając dodatkowo "przednie" ramię na nodze.
-
Loooz ja poprostu jestem trochę skrzywiony ;) jeżeli chodzi o "krótkie" strzelanki ;) Co do terenów i kompasu, to często bawimy się na terenie który teoretycznie znamy bardzo dobrze... a jednak są sytuacje w których najlepszy nawet zmysł orientacji w terenie potrafi wyciąć człowiekowi niezły numer. I wtedy przydaje się kompas. Z własnego doświadczenia wiem że nawet jak chodzi się na grzyby po dobrze znanym lesie ale ma on kilkaset hektarów powierzchni warto mieć kompas. Sam kiedyś doświadczyłem uczucia paniki kiedy w lesie, w którym co roku bywałem na grzybach po kilkanaście/kilkadziesiąt razy, pewnego razu nie mogłem trafić do samochodu. Pół biedy ja (jakoś w końcu bym sobie poradził ale byłem z rodzinką w tym z mamuśką która raczej ze swoimi chorymi nogami nie byłaby w stanie ruszyć na wycieczkę przez las powiedzmy 10 km żeby dość "gdzieś". Jak masz na głowie kilku ludzi którzy w zasadzie są zdani na Ciebie w takiej sytuacji robi się dość szybko nieprzyjemnie. Zaczynasz liczyć za ile czasu będzie ciemno, czy wszyscy są dobrze ubrani żeby przeczekać w razie czego noc... Wiem brzmi dość niewiarygodnie ale Bory Tucholskie to miejsce gdzie naprawde jak masz pecha możesz bładzic przez dobry tydzień albo i dalej zanim trafisz do ludzi. To był ostatni raz kiedy pojechałem do lasu bez kompasu. Nawet mapa nie jest potrzebna jak masz jako taką orientację ale kompas zawsze się przyda. Dodam tylko że dobry kompas a nie taki który "jakoś działa" Są alternatywne sposoby ustalania kierunków ale... o mchu na pniach drzew zapomnij jak jesteś w środku lasu, zegarek i słońce/księżyc to bardzo dokładna metoda ale ma jedną wadę, nie lubi zachmurzonego nieba. Jak znasz zwyczaje owadów i zwierząt to czasem można to wykorzystać zwłaszcza mrówki i mrowiska. W każdym razie najbezpieczniejsze wyjście to mieć przy sobie kompas i przede wszystkim UMIEĆ SIĘ NIM POSŁUGIWAĆ.