-
Posts
1,860 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Errhile
-
Szanowny Kolego Mider - postaram się wyjaśnić zagadnienie na spokojnie i kompleksowo. Będę więc wdzięczny za nie traktowanie tej wypowiedzi jako osobistej. Znacząca większość osób wypowiadających się w tym temacie zna problematykę racji polowych z praktyki (ja osobiście - niestety, na razie tylko z teorii). Znaczy się - jedli i eSki, i racje W, i MRE, i EPa, i jeszcze inne, i na podstawie doświadczeń uważają, że racje Arpolu ustępują racjom innych typów. Tak smakowo, jak i pod względem urozmaicenia, obfitości, wygody użycia oraz - co dla niektórych ważne - "współczynnika lansu". Racje Arpolu, w porównaniu z w/w racjami, są moim zdaniem, relkitem poprzedniej epoki w żywieniu żołnierzy. Reliktem innej filozofii myślenia. Nie oznacza to bynajmniej, że są złe per se. Są niedrogie, produkowane w Polsce (co uważam za zaletę - dostępne bezpośrednio od producenta i świeże), niewątpliwie dadzą się jeść, i nawet, jak sam piszesz, można się najeść. Rzecz w tym, że inne są lepsze, a my, airsoftowcy, nie jesteśmy w sytuacji żołnierza, skazanego na to, co wyfasował z magazynu. My możemy sobie pozwolić na wybieranie i wybrzydzanie w racjach polowych. I stąd takie przejmowanie się wygodą użycia, smakiem i urozmaiceniem zawartości etc. Ostatecznie, paręset lat temu "żelazne racje" stanowiło solone, suszone lubwędzone mięso i suchary, jedno i drugie często nadpsute, i jakoś można to było jeść i nawet wojować o takim wikcie. Ale czy dziś, mając od wyboru takie jadło, i rację W, nie wybrałbyś racji W jako lepszej, smaczniejszej i w ogóle lepiej przemyślanej? Skoro więc można wybrać coś jeszcze lepszego, niż racja W - czemu się nią zadowolić? Domyślam się, że arpolowska racja W spełnia całkowicie wymagania, jakie stawiasz przed racją polową - tak w zakresie smaku, jak i ceny (ważne, bo budżet każdy z nas ma, jaki ma). Zgadzam się, że - nawet najbardziej doświadczeni - użytkownicy forum nie mają monopolu na mądrość. Dlatego też namawiam Cię do zastanowienia się nad ich doświadczeniami i opiniami, i wyrobienia sobie własnych. W końcu w większosci nie wzięli tych wiadomości z powietrza. A wtedy - miło bedize usłyszeć kolejny głos w dyskusji na temat "co jeść i skąd to wytrzasnąć" :).
-
@ Mike Pawel - co do KP-9, używam jej od prawie roku. Sprawdza się. Ale konkretne pytania musiałbyś zadać, bo trudno mi zgadywać, co naprawdę chciałbyś wiedzieć.
-
Żebyś się nie zdziwił... :( Ja po wypadku dzwoniłem na 112, i dogadanie się z "panienką z okienka" okazało się trudniejsze niż sądziłem. Czy to ja jestem głupi, czy panienka niedouczona (chyba szkolą ich w prowadzeniu rozmów z osobami w szoku? Bo jak właśnie wylazłem ze skasowanego samochodu, to IMO mam pełne prawo nie być Einsteinem), tego nie wiem. Sam oceń, bo działo się to w Twoich okolicach, ok.20km na zachód od Gdańska.
-
Dobra, panowie - to gwoli instruktażu, poproszę Was o instrukcję postępowania w razie upadku z wysokości. Bo podstawy mamy tu ładnie opisane, ale na pewno ktoś będzie szukał informacji na wszelki wypadek. Zakładamy sytuację hipotetyczną: Delikwent zleciał z wysoka i gruchnął o podłoże. W sytuacji, kiedy podrywa się jak młode koźlę i ochoczo informuje, że nic mu nie jest - na mój zdrowy rozsądek nie mamy czym się przejmować. Ale nasz pacjent nie podrywa się, tylko leży i ewentualnie kwęka, że boli (albo i nie, jeżeli pzy upadku się "rozłączył"). Co robimy dalej? Ze szczególnym uwzględnieniem przypadków "kręgosłupowych", ale nie wyłącznie. W końcu - przywalił ostro o glebę, i lista przykrości, jakie go mogły spotkać, jest dłuższa. Na początek załóżmy, że tętno i oddech, na ile się jednego i drugiego możemy doszukać, są.
-
Hegemon, lekarzem nie jeste ale miałem taki przypadek w najbliższej rodzinie. Rentgenem. I to z interpretacją dobrego chirurga! Jeżeli rdzeń kręgowy nie jest uszkodzony, to pacjent powinien mieć czucie w nogach, ale to nie świadczy, że kręgosłup jest cały. Poruszanie, przenoszenie, etc może się skończyć przemieszczeniem i przerwaniem rdzenia. Do zejścia śmiertelnego włącznie. W/g zaleceń pierwszej pomocy w wypadku drogowym (kurs na prawo jazdy, niestety najświeższe moje wieści okołomedyczne) - zasze zakładaj, że kręgosłup jest uszkodzony, o ile nie jesteś pewien, że jest inaczej (co zwykle oznacza, "jeśli klient sam nie mówi, że wszystko ok"). Ale pewnie zaraz wypowiedzą sie tu mądrzejsi i bardziej fachowi ode mnie. I dobrze.
-
Panowie, a ja tak z pytaniem z trochę innej branży (mamy w firmie kłopot, a mnie poproszono o jego rozwiązanie): Jak uchronić okulary przed parowaniem (w sytuacji, kiedy użytkownik ma zakryte usta - maseczką przeciwpyłową)? - nie można użyć okularów (ani gogli) z octanową (lub analogiczną) szybą (koszty!), a tylko tanie okulary BHP (pierwszy mój pomysł był właśnie "to kupcie gogle Uvex'a i bedzie git, ale szef sprowadził mnie na ziemię ;)), - nie można wysmarować okularów niczym tłustym (oliwka, Cyprys, ślina), bo w warunkach zapylenia (a takie mamy na produkcji) momentalnie pył osiada wewnątrz szkieł, i widoczność idzie w diabły.
-
Ja bym proponował wydzielić temat poświęcony wyłącznie kleszczom. Unikanie, odstraszanie, rozpoznawanie, usuwanie, leczenie skutków. I w tych dwóch ostatnich kwestiach podbudowany wiedzą profesjonalną, bo jak nic ktoś wrzuci "fachowe" babcine metody ze smarowaniem kleszcza np. masłem (czego robić nie wolno). IIRC, koledzy kleszcze przenoszą kilka chorób, w tym boreliozę i odkleszczowe zapalenie mózgu. I na którąś z nich była dostępna szczepionka (gdzie, jaka, za ile, i na którą? To bym chciałwiedzieć choćby dla własnego użytku). Najfajniej by było, jakbyśmy uzyskali także informacje od kogoś, kto się ofiarami kleszczy zajmuje na codzień i profesjonalnie. Bo taki np. leśniczy ma je chyba wpisane w ryzyko zawodowe...
-
Śliczny jest, ale 8mm to morderca - widziałem, jakie wgniecenia z 6m robi na siatkowych goglach. Jak się u nas pojawi w wersji 6mm, to z przyjemnościa sobie kupię, bo wdzięczna rzecz i klimatyczna. No, chyba, że bedzie mieć osiągi dyskawlifikujące ją jako broń do CQB.
-
Jałowa dyskusja o naramiennikach i regulaminach WP
Errhile replied to de Villars's topic in Dyskusje ogólne
Bo wiesz, leżały takie bezpańskie, opuszczone, samotne... ;) (Przepraszam, nie mogłem sie powstrzymać) -
http://www.bookmaster.pl/ksiazka/41166.xhtml Widzę, że jakieś 20zł zaraz wzbogaci księgarza - kupię sobie jak nic, choć do noszenia w apteczce za duże będzie.
-
Seba - szacunek. To się nazywa profesjonalne podejście do sprawy (przeczytałem zlinkowany materiał). Jak dla mnie - koniec tematu, można go zamknąć w diabły i przeczyścić. A najlepiej powiesić na stronie materiał z linka. Wszystko.
-
Ale pompką typu Aspivenin (trochę takich urządzeń jest na rynku) to już chyba można, a nawet należy?
-
Jak długo wiesz, co kupujesz za te pieniądze, i na to się zgadzasz - ja nie widzę problemu. Tak, MilTec to nie jest dobry sprzęt. Z drugiej strony - od ponad roku uzywam ich kopii plecaczka arrmii niemieckiej jako miejskiego "plecaka do wszystkiego". W tej roli się sprawdza (i jak na sprzęt za 60zł, nieźle). W tern z nim oczywiście nie pójdę. Kupa ludzi używa kamizelek Pattern 83 MilTec'a. I chwalą. Bo to jest tanie, w miarę solidne (biorąc pod uwagę zużycie sprzętu na cotygodniowej strzelance), w miarę wygodne, no i lanserskie - "mam kamizelkę taktyczną". Co z tego, że nie jest to szczyt solidności, ekonomii, a na pewno lansu? Jeśli spełnia zadania i wymagania nabywcy, to jakość jest odpowiednia. Przykład z innej branży - powiedzmy, ze chcę sobie kupić samochód. Wymagania? "Ma wozić mój tyłek do pracy i z powrotem, mało kosztować i być tani w utrzymaniu" - Maluch z 10-tej ręki będzie jak znalazł. Owszem, jedzie dość wolno, superwygodny nie jest, zabiera mało ludzi i bagażu, i dziewczyn na niego nie poderwiesz. Ale... bije na głowę chodzenie na piechotę. Dołóż wymagań, a będzie trzeba podnieść cenę. Winduj wymagania i utrzymuj niską cenę ("takie rzeczy to tylko w Erze") a ucierpi stopień spełnienia wymagań. Oczywiscie bedą ci wmawiać, że jest ok. MilTec to po prostu taniocha, i póki się o tym pamięta (i kalkuluje - lepiej kupować szajs co roku, czy porządne raz na parę lat) - jest, IMO, ok.
-
Identyfikacja kamizelki
Errhile replied to jan_kreczman's topic in Kamizelki, ładownice, kabury, itp.
Ja Lubawy nie przerabiałem, tylko szelki-dusicielki. Pattern na pewno jest od nich lepszy. Co do ASG - kolega używał ponad rok, i bardzo chwalił (sprzedał w zwiazku z "brytyjskością" i przesiadką na PLCE) -
Identyfikacja kamizelki
Errhile replied to jan_kreczman's topic in Kamizelki, ładownice, kabury, itp.
Na moje mało fachowe oko - to jest Pattern 83, chyba w kamuflażu CCE, niewykluczone, że lekko przerobiony. ...Polak znow lata na drzwiach od stodoły ;) -
Jałowa dyskusja o naramiennikach i regulaminach WP
Errhile replied to de Villars's topic in Dyskusje ogólne
de Villars, dlaczego powołujesz się na regulamin? Właśnie regulamin najłatwiej zmienić. Pagony na ramionach - to fajnie, tradycyjnie / historycznie wygląda. Z oporządzeniem opartym na szelkach i pasie głównym mogło nawet wspólgrać. Ale załóż kamizelkę (oporządzeniowa lub ochronną) albo nieco bardziej rozbudowane szelki, i pagony są niewidoczne, a oporządzenie o nie zahacza i uwiera użytkownika w ramiona. IMO dobre może do munduru paradnego, ale w stroju polowym się już nie sprawdzi. Jeśli dostrzegasz jakąś tego zaletę, to bardzo proszę, wymień ją. Bo ja nie widzę żadnej. Brytyjczycy mieli przez jakiś czas (zdaje się, że najnowsze wzory od tego odchodzą) pagon na klatce piersiowej - konkretnie na wysokości mostka. Są szanse ;), że oporzadzenie (zwłaszcza pasoszelki PLCE) tego nie zasłoni, poza tym nie masz problemu ze stwierdzeniem stopnia rozmówcy, nawet, jeśli jest znacznie wyższy niż Ty. Dalej? Wiesz, używam UP 2007 Miwo i kamizelki KP-9. I najrozsądniejszym miejscem na identyfikatory (stopień, nazwisko, jednostka, cokolwiek jeszcze) wydają mi się kieszenie na rękawach, obszyte po wierzchu rzepem. Bo rzepy nad kieszeniami na piersi oporządzenie zasłania. Co więcej, rzepowe oznaczenia można też łatwo i szybko przenieść na panel administracyjny z przodu oporządzenia (jeśli się go ma). Wcześniej nosiłem tę sama kamizlekę i mundur moro (tak, ten LWP'owski) - i nie było szansy, żeby ktoś zobaczył oznaczenia stopnia spod szelek kamizelki. -
A mnie rażą niedociągnięcia scenariuszowe. I realizatorskie. Scenariusz: Mniejsza o brak profesjonalizmu - bo może to są po prostu gangsterzy, i jakiegokolwiek wyszkolenia nie ma co oczekiwać - ale scena, gdzie snajper czai się na dachu, a patrolujący okolicę gangster właściwie włazi mu na plecy, z bronią przy ramieniu? Nierealistyczne do bólu. Snajper, być może, nie słyszy skradającego się za nim typka z G36c. Ale czemu tamten podkrada sie do niego na 2-3 metry na otwartym dachu (widać to, gdy snajper opuszcza stanowisko - widać trupa)? Ani nie wzywa tamtego do poddania się, ani nie strzela (a ma czystą pozycję)... Realizacja: - drugi gangster, tez który z G36c wchodzi do budynku ma odwrotnie ząłozony kolimator. - coś, co mnie rozbawiło do łez: ostatnie ujęcie (snajper zakładający okulary przeciwsłoneczne) kręcona jest przy dużo słabszym świetyle. Cała sekwencja przy silnym oświetleniu (dzień), aż do momentu kiedy cel pada na siedzenie samochodu. A potem nagle ciemno (zmierzch?) i snajper zakłada ciemne szkła... Czekał tam do wieczora? Z bronią u ramienia?
-
:ok: I to jest właściwe, IMO, podejście do sprawy - tak trzymać!
-
Zapomniał P.T. Kolega wpisać jeden detal (pomiędzy punktami 4 i 5 tej listy): - odkrywa, że GB jest suchy jak pieprz. IMO to by się kwalifikowało jako rażące niedbalstwo ze strony osoby, która dokonywała kontroli repliki przed wysyłką. Errare humanum est, oczywiście, i ten, kto replikę składał mógł się pomylić: nie nasmarować GB. A potem była kontrola jakości u producenta - która też tego nie wykazała. Mam to rozrysować na diagramie Ishikawy? No dobrze, to w takim razie P.T. Kolega może przedstawić procedurę kontroli towaru przed wysyłką w ASG Shop'ie? Bo przecież zakładacie swoje plomby - na jakiej podstawie? a) na podstawie deklaracji dostawcy, bez sprawdzania sprawności / stanu repliki b) na podstawie przeprowadzonej kontroli produktu c) innej (jakiej?) Mamy tu do czynienia z klasycznym przypadkiem niezgodności: wymaganie klienta (sprawna replika) nie zostało spełnione. Klient jest nieusatysfakcjonowany. Klient nie złożył formalnej reklamacji, owszem - fakt. Jako, że klient postanowił zbadać dlaczego produkt jest niesatysfakcjonujący własnymi metodami badawczymi (co oznaczało utratę gwarancji - co do czego wszyscy są zgodni, i, proszę zauważyć, nie jest to problem będący przyczyną braku satysfakcji klienta). Tylko, że nie mamy tu do czynienia z problemem formalnej reklamacji i jej zasadności lub nie. Mamy do czynienia z brakiem satysfakcji klienta. Natomiast klient głośno i wyraźnie wyraził swój brak satysfakcji, wyłuszczając jego przyczyny. Oczywiście można w tym punkcie pójść w zaparte, i dowodzić, że klient jest sam sobie winny, i nie ma podstaw do uwzględnienia reklamacji (nawet, gdyby taka wpłynęła). Tylko, że ma to sens wyłącznie krótkofalowo. Bo, po pierwsze: ten, nieusatysfakcjonowany, klient, już do Was raczej nie wróci. Po drugie, inni klienci teraz będą się zastanawiać, czy korzystać z Waszych usług. A takim traktowaniem klienta, jakie widzę w wykonaniu P.T. Kolegi, sklep zdobywa sobie punkty w dziale Obsługa Klienta i Rozwiązywanie Problemów. I w tej chwili, w mojej (subiektywnej, nie przeczę) ocenie, są to punkty negatywne. Edit: Tuksiak był szybszy...
-
Zupki chińskie - jak słusznie Foka zauważył - wymagają zagotowanej wody. Poza tym, zajmują sporo miejsca (ile takich paczuszek potrzebujesz, żeby się najeść?) i są wrażliwe na rozdarcie (bo opakowania robią z marnej folii). Zupka typu "gorący kubek" IMO stanowi znacznie sympatyczniejszy wynalazek. Co prawda najeść się nią też nie najesz (ale też nie udaje dania) i też wymaga gorącej wody, ale stanowi sympatyczną popitkę do "suchego prowiantu", i rozgrzewa znacznie lepiej niż herbata (no i jakieś tam, w przeciwieństwie do herbaty, kalorie ma). Natomiast jest lekka i odporna na zgniatanie. ...w sumie z tego tematu wynika głównie, że jeśli prowadzić działania bojowe, to ze względów żywieniowych najlepiej robić to wyłącznie wewnątrz dobrze zaopatrzonego sklepu spożywczego ;)
-
Muszę posprawdzać, czy dało by się skombinować taki kawałek jedwabiu (czy nadal bywają jedwabne czasze spadochronów, czy dziś już tylko nylon?). Jedwab to nesamowity materiał: lekki, dający się ciasno składać, jednocześnie niesamowicie mocny. Błyskaiwcznie schnie. I - co jest zaletą niezbyt przydatną przy furoshiki - świetnie grzeje. A po co - cóż, kwadratowa chusta ma wiele zastosowań :)
-
Ach... a mamy butelkę? Na tyle czystą, żeby bełtac w niej coś co zaraz zetknie się z otwartą raną (czy choćby zadrapaniem)? Plastikową (urżnięcie dna w szklanej jest wykonalne, ale wymaga czasu i sprzetu, którego w warunkach polowych przynajmniej ja ze sobą miał nie będę)? Wybacz, że się tak czepiam, ale rola advocatus diaboli to jdna z moich ulubionych ról. Otóż, moim zdaniem, przyjmujesz założenie błędne - "to, czego będę potrzebował, znajdzie sie na miejscu". Ja podchodzę do tego ze strony przeciwnej: "na miejscu bedę miał to, co przyniosłem ze sobą (plus to, co z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością znajdę na miejscu - np. w lesie zawsze niemal da się skombinowac jakieś kije - na łupki, kule, nosze...)". Ale fsk, że to juz spór o drobiazgi. Generalnie sprowadza sie to do mojego twierdzenia, że jeżeli coś ma być szybko użyte, musi być dostępne natychmiast i bez dodatkowych przygotowań. Tabletki sa fajne, jeśli możesz sobie pozwolić na luksus rozstawienia "ambulatorium" - w warunkach rzeczywistych, jesli np. zmieniasz komuś opatrunki. Kiedy nie ma pośpiechu, i możesz poświęcić parę minut na przygotowanie całego sprzetu.
-
Spierał bym się, thorbjorn. Tabletki wygodniej się przechowuje, ale uzywanie... - musisz mieć wodę, - musisz mieć naczynie, w którym to rozrobisz (nie manierka, jeśli chcesz z niej jeszcze kiedyś korzystać... w każdym razie bez gruntownego szorowania) - musisz mieć czas, żeby to rozrobić (a przypominam, obok leży i marudzi kolega, wymagający opatrzenia). To ja wolę mieć tubkę czegoś, gotowego do użycia.
-
@Khaoz - a nie pamiętam, gdzieś pomiędzy 3 a 4zł. Na Allegro będziesz miał taniej, bo to przeważnie lewizna albo bardzo stare. Lewizna to problem moralny, ale staroci bym nie brał (niby nie ma się tam co przeterminować, ale strzeżonego...). Apteka = pewność :) @Foka - ale jeśli się je nosi tak jak ja, w kieszeniach na nogawkach munduru (UP z Miwo) to muszą być wodoszczelne. Taki drobiazg, a cieszy: w linii zerowej (mundur) mam 4 opatrunki. Są tak lekkie i tak rozmieszczone, że zupełnie ich nie czuję... a są :)
-
Kugar - ja się zgadzam, że to rewelacyjne buty i z chęcią bym kupił. Tylko dostać (nowe, kontraktowe, w cenie do 350zł) ciężko :/ Niestety - żaden ze wskazanych przez Ciebie sklepów nie ma ich w ofercie w tej chwili. Nawet jao "chwilowo niedostępnych". @ Wolf75 - zgadza się, BW 2005 Haix'a zapowiadają się baardzo fajnie. Tylko obecnie Rangershop proponuje je za prawie 600zł. Po prostu mnie nie stać.