Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

Cortes

Użytkownik
  • Posts

    1,310
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Cortes

  1. Piotrze, na początek przymierzam się do gry bez elementów LARPa. Jak to się uda, to może następnym razem...
  2. Te koszule opisane jako WW2 są OK. Tak samo spodnie" M37" wyglądają dobrze. Do tego brązowe buty, opinacze, jeep cap, pas i piechur lub ranger już jest. Na resztę przyjdzie czas potem. Natomiast koszule M51 nie nadają się. Mam taką i nie wiem, co z nią zrobić. Zły krój i kolor, materiał za gruby, ze sztucznym dodatkiem.
  3. Na grach, których jestem współorganizatorem, dopuszczamy udział graczy ponizej 18 lat, pod warunkiem, że są pod opieką prawnego opiekuna. Nieraz było tak, że w grze brał udział ojciec z nieletnim (nawet 12 letnim) synem.
  4. Otrzymałem zaproszenie od grupy KVH GKDT, na grę ash. Termin 30-31.03.2019. Miejsce: Milovice, Czechy.
  5. Wyprawa czteroosobowym autem to ok 600 zł (z wpisowym)/osobę. Z przewozem replik nie było problemu. Chorwacja jest poza strefą Schengen, ale na granicy nas nie kontrolowali. A jeśli nawet, to skończyłoby sie na wypakowaniu auta i obejrzeniu wszystkich replik. Tak mieli koledzy ze Słowacji rok temu. Podobno policja czepia się noży i bagnetów.
  6. Zapytaj Szczura, może Ci coś takiego zrobi : https://www.facebook.com/Manufaktura-szczura-950868971670960/ Strzelanie z Panzerfausta jak ze śrutówki, to jest bez sensu, lepiej byłoby używać wyrzutnika TAG, tylko teraz nie są dostępne.
  7. Brak odzewu na nasze zaproszenia to efekt tego, że oni mają u siebie dostatecznie dużo gier i nie muszą sie tłuc kilkaset kilometrów do Polski. Ja w tym roku byłem w Polsce na 5 grach i 4 grach za naszą południową granicą. Gdyby nie kolizja terminów, to pojechałbym jeszcze na dwie. Jak u nas będzie taka tendencja we frekwencji (szczególnie wśród Niemców), to pewnie w przyszłym roku stosunek sie odwróci. To, że imprezy ash w Czechach i na Słowacji wyglądają inaczej iż u nas wynika z samego założenia. My mówimy "gra". I to jest rzeczywiście airsoftowa gra, w mniej lub bardziej historycznych mundurach i z użyciem mniej lub bardziej historycznych replik. Zazwyczaj jest to na zasadzie: my tu - wy tu, my się bronimy, wy atakujecie. No i jeszcze macie jakieś tam zadanie do wykonania, żeby można było uzasadnić tytuł gry. U nich rzadko używa się określenia "gra". Rzadko są określone kryteria wygranej. To jest cześciej nazywane "impreza airsoftowo/rekonstrukcyjna". To jest to, co ja proponuję jako semiMILSIM ash (albo jak to nazwał Dominik HMS -super). No i jeszcze jest oprawa imprezy. dbają o to sami uczestnicy. Wish wspomniał o dwóch Słowakach na "Monte Cassino". Ci którzy byli, to widzieli ich obozowisko. I tak to u nich wygląda. Współczesny namiot, to można sobie postawić na parkingu, koło auta, a nie na terenie gry. Jak się coś je, z odpowiedniej menażki i odpowiednimi sztućcami, a nie MRE z aluminiowej tacki plastikową łyżką. A najlepiej smakuje gulasz przywieziony w pole Oplem "Blitz" lub w koszu motocykla BMW. A jak w tle słychać strzały z niemieckiej haubicy, czy warkot niemeickaiego halftracka, to apetyt i motywacja do szybkiego jedzenia jest jeszcze wieksza. I jak tu ich zachęcić do przyjazdu do Polski? Może jak będzie jakaś wieksza impreza, to przyjedzie grupa "Wespe" z Ostrawy (czescy "Niemcy"), ale nie będę im wysyłać zaproszenia na imprezę, która pewnie się nie odbędzie (Ardeny). Skąd się wziął sukces "Kellys Heroes"? Przede wszystkim z magii miejsca. To przyciągnęło uczestników z wielu krajów. Co prawda większość nich ma tam jak rzut beretem. Z Czech, Słowacji i Węgier to naprawde niedaleko. Nie mówię, o słoweńcach, czy Bośniakach, bo oni mają bliżej jak z Koszalina do Piekar. Ale bez świadomości bycia w miejscu, gdzie kręcony był film i gdzie dziś widać, to co było na filmie, nie byłoby tam nas z Polski i kolegów z UK. Jak zrobić taką europejską imprezę w Polsce? Podstawa, to miejsce, które przyciągnie uczestników. Nie bardzo wiem, co to mogłoby być? Coś związanego z autentycznymi wydarzeniami historycznymi odpada, ze wzgledu na to, że nie było unas zachodnich aliantów. Może..., coś w Sudetach, klimaty "Ksiegi Szyfrów", ale to nic nie mówiludziom za granicą. Super Piekny klimatyczny teren, jak "Monte Cassino"? Takich w Czechach jest na pęczki i do tego pełnych prawdziwych bunkrów. Walka miejska? To chyba tylko na jakimś poligonie. Lądowanie z prawdziwego morza? To też poligon i chyba za duży koszt i do tego niegrywalne airsoftowo. Poza tym, kto podejmie się organizacji miedzynarodowej imprezy, jako osoba fizyczna? Ja nie! Za bardzo sobie cenię widok okna bez krat i korzystanie z własnego konta bankowego. To powinna robić jakas organizacja. I tu dochodzimy do nastepnego tematu, jaką jest Stowarzyszenie Historycznych Gier Wojennych!
  8. Jakie było zapotrzebowanie na gry z elementem LARPa, to pokazały "BiG Ben" i "Orzeł wylądował". Na" BigBenie" i "Orle..." były elementy LARPA przeznaczone ewidentnie dla "żołnierzy". Były wyznaczone zadania dla desantu, były sugestie co do do działań zwiadowczych, kontaktu z miejscowymi agentami itp. I co? Pierwszy kontakt z przeciwnikiem zamienił się w bitwę na pół nocy. Miasteczko, które miało być terenem skrytych działań, kontaków z agenturą i śledztwa policji (gestapo), stało się permanentnym polem bitwy. Duży Fort, który był głównym celem, w nocy nie był atakowany, ani nawet nie rozpoznany zwiadem. Dowódcy nie panowali nad swoimi ludźmi. Ci jak zobaczyli pierwszy fort ( w obu grach) to uparcie szarpali go, jak jehowy klamkę (dzięki Thompsonie za to porównanie :-) ) do końca fazy nocnej. Może to był nasz błąd, że organizatorzy/moderatorzy nie byli dowódcami oddziałów, ale wg mnie w grze dowódca nie może wiedzieć o szczegółach scenariusza i zadaniach przeciwnika, bo nawet podświadomie, bedzie korzystać z tej wiedzy. Po "Orle..." słyszeliśmy głosy, że siły stron nie były wyrównane, że pojawił się Kapitan Ameryka, że w niektórych miejscach w nocy nic się nie dzialo itp. Widać było po tym, że idea LARPA przez większość uczestników nie zastała zrozumiana. Najważniejsze było strzelanie i parcie na wygraną. A w LARPie czasem z założenia jedna strona ma przegrać, bo np nie wyobrażamy sobie świata opanowanego przez gigantyczne różowe króliki (a wierzcie mi, są takie LARPy) . Następna sprawa, to organizacja gry LARPowej. Żeby to miało sens, to wg mnie połowa uczestników powinna być zaangażowana w warstwę fabularną. To zaangażowanie nie powino wynikać tylko z powierzonych zadań scenariuszowych, ale być także spontaniczne (jak skorumpowanie niemieckich żołnierzy podczas "Operacji Kusza", pojawienie się amerykańskich lekarzy podczas "Orła..", czy wizyta Fuehrera na koniec "Big Bena" . To zaangażowanie może się przejawiać np. przez rezygnację z pewnego fraga w imię dalszego trwania gry. Reszta uczestników to powinien być strzelajacy i zdyscyplinowany dodatek. Piszę dodatek, bo warstwa fabularna musi być ważniejsza od airsoftowej. Dodatek musi być zdyscyplinowany, bo jeden niezdyscyplinowany "strzelacz" może położyć całą imprezę. Wg mnie, to minimalna liczba uczestników na taką grę to 60 osób. Przy moich założeniach, to jest nierealne. To że jest kilku entuzjastów LARPA (do których się zaliczam), to za mało.
  9. Założyłem ten temat, żeby nie zaśmiecać innych. Na poczatek dwie opinie: Dominik: Na LARP-a ASH zapotrzebowania nie ma. Ludzie przyjeżdżają na wygrzew, nie obchodzi ich fabuła i scenariusz, ma być strzelane. rybrafal: Ale pozwolę sobie nie zgodzić się z szanownym Cortesem, uważam że jednak zapotrzebowanie na elementy fabularne nadal w środowisku jest, ja chętnie wcieliłbym się w postać fabularną i równie chętnie takie postacie bym spotkał na polu walki i wiem że nie jestem osamotniony w tym względzie.
  10. Nie wrzucajmy dwóch grzybów w barszcz. Na razie skupmy się na grze w konwencji semiMILSIMa. Na temat LARPów można podyskutować w osobnym wątku. Tu powiem tylko tyle, że byłem współorganizatorem wszystkich trzech LARPów ash i mam swoje przemyślenia (zgodne zresztą z Dominikiem), na temat zapotrzebowania na takie gry.
  11. W ogóle niczego nie widzą. Chodzi mi raczej o Ardeny, tam z Niemcami cienko. Nie wiem, może trzeba pisać gotykiem, żeby zauważyli? Tutaj nie chodzi mi o deklaracje, czy ktoś bedzie, czy nie, tylko o to, czy jest zapotrzebowanie na grę w takiej formule. Jak zdecydujemy o organizacji gry, to otworzymy listę.
  12. Jest w ogóle problem. Coś ich mało.
  13. W czasie drugiego dnia imprezy odbyła się inscenizacja dla mieszkańców miasteczka i turystów. Dlatego uczestnicy nie mają okularów. Inscenizacja trwała ok godziny i potem gra wróciła na normalne tory, z użyciem replik airsoftowych. Wieksza część gry odbyła się poza miastem i na przedmieściach. Tylko finał na głównym placu i dwóch dochodzących do niego ulicach. W zeszłym roku mieliśmy udostępniony wiekszy kawałek miasta.
  14. Camper, wystarczy przetłumaczyć nazwiska na polski i wszystko będzie jasne :-).
  15. Wczoraj z powodu problemów z internetem nie mogłem dokończyć, ani edytować, wiec zacznę od początku: Chciałem rozeznać zapotrzebowanie na grę, w formie, jakiej jeszczeu nas nie było. Tytuł gry " Hermenegilda komm 1v.n.11" -.1 Scenariusz: - umiejscowienie historyczne: 2 połowa 1944 r, północna Francja, wybrzeże Kanału, -2. Strony gry: - Niemcy, wszystkie formacje wojskowe, cywile (ukryta opcja niemiecka), - Alianci: Brytyjczycy, Amerykanie, Polacy (PSZ), Wolni Francuzi, francuskie siły porzadkowe na bazie Resistance (stylizacja cywilna), -3. Temat akcji: Gdyby była warstwa fabularna, to byłyby takie postacie jak sierżant Johnny Blackbird i kapral Gustav Deer z wywiadu RN, sierżant Greg Saakashvlii i szeregowy Thommy Gean z oddziału T-Force US Army i wachmistrz Kalita z 1 Dywizji Pancernej PSZ (znany po wojnie w kręgach chicagowskiej Polonii jako Sgt Wallet). Byłoby też miejsce dla Natashy Firehead i Lidii Cherry. Po drugiej stronie lufy wystepowałby np. oberst von Vormann, czy agent Abwehry Lièvre (kryptonim Wolf). Ale ponieważ ( jak się przekonaliśmy) zapotrzebowania na gry fabularyzowane nie ma, to takich postaci nie będzie. Będą za to zadania do wykonania przez jedną stronę, i zadania przeszkadzania im dla drugiej. Jakie to będą zadania to chyba nietrudno się domysleć :-) na podstawie powyższego wstępu. A teraz najważniejsze pytanie do ewentualnych graczy: Czy byłoby zapotrzebowanie na grę wg poniższych założeń: Rozpoczęcie gry się przed zmierzchem w sobotę i zakończenie 12-15 w niedzielę (z doświadczenia wiem, że bliżej 12tej). Gra non stop. Bez przerwy na nocleg i posiłki. Gracze spaliby, przygotowaliby posiłki i jedli w polu, w czasie gry, na rozkaz dowódców. Nie byłoby powrotu w czasie gry na parking. Całe wyposażenie, żywność i wodę na kilkanaście godzin gry, należałoby wziąć ze sobą. Nie byłoby faz gry z przerwami na przegrupowanie. Ważnym elementem gry byłaby łącznoś radiowa. Moderacja ze strony organizatorów byłaby minimalna, tylko w przypadku niespodziewanych zwrotów akcji, które mogłyby "położyć" grę, zakończyć przed czasem lub w przypadku ingerencji czynników zewnetrznych. Faktycznymi moderatorami byliby dowódcy stron (nie bedący organizatorami), postepujacy wg otrzymanych przed grą rozkazów i wskazówek. Zakładam, że poczatkowa faza gry skladałaby sie głównie z manewrów i patroli, natomiast druga to już ostra walka do końca. Takie założenia wymuszają termin gry w ciepłej porze roku - maj, czerwiec. Co prawda brałem już udział w grach o podobnych założeniach w marcu i listopadzie, ale na taki hadkor przyjdzie czas, gdy gra się spodoba. Miejsce gry nie jest jeszcze określone, ale zakładam centralną Polskę, ze względu na dojazd uczestników. Kiedy zdecyduję o organizacji gry, to poprosze wszystkich o pomoc w znalezieniu terenu. Wymagania to obszar min 2x2km, teren urozmaicony, lasy, nieużytki, opuszczone żwirownie, porośniete zaroślami łąki itp. W miarę możliwości z rzeczką i mostem. Może jakieś dostępne budynki, bezpeczne ruiny. Nie jest potrzebna infrastruktura w postaci miejsc noclegowych, sanitariatów itp. Potrzebne jest tylko bezpieczne miejsce na parking i końcowe ognisko. Liczba graczy - jak największa, minimum 40 osób. Koszt - minimalny, tylko na jakieś drobne rekwizyty, chyba, że bedzie opłata za teren gry lub pojazdy. Proszę o opinie i uwagi.
  16. Johnny Blackbird, Gustav Deer, Tommy Cherry, Greg Saakashvili, Sgt.(wachmistrz) Wallet and other in action.
  17. Najprawdopodobniej będzie dostęp do terenu już w piątek wieczorem. Są tam ziemianki, w których może nocować kilkanaście osób, pole namiotowe, bieżaca woda i latryna. Jest miejsce na ognisko. To wszystko potwierdzi jeszcze Dominik, pewnie w poniedziałek.
  18. Springfield od Zebu: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10213682358957307&set=pcb.1808002375988955&type=3&theater&ifg=1
  19. Jakiś czas temu pojawiły się gumki Maple Leaf Wonder, dedykowane min. do replik w systemie VSR10. Czy ktoś miał już z nimi do czynienia i mógłby się podzielić swoja opinią. W opisie jest informacja, że przeznaczona jest do luf z "otwartym" oknem hopup - czy rzeczywiście źle działa z "normalną" lufą?
  20. 1. Strzelanie do medyków: Kiedy nim zostałem, to zanim kogokolwiek zdążyłem opatrzyć, musiałem dwa razy schodzić do respa. 2. Szczegółowe opisy tego, kto z kim miał jakiś spór: Był na to czas na końcowej odprawie i było ustalone, że sprawy są zamknięte i o nich nie piszemy.
  21. Ateraz mój komentarz do samej gry: - Organizacja - super. Przygotowanie miejsca gry (ukłon w stronę Michała) i sprawy socjalne (nocleg). Obyło się bez dużych obsuwek i przerw w grze. Marek w wszystko ogarniał w czasie rzeczywistym. - Scenariusz - ciekawy i modyfikowany w miarę gry, niespodzianki ( Żyd) - extrasuper). Rezygnacja ze skopmlikowanych zadań (żetony) wyszła na dobre. - Teren, szczególnie poza obszarem zurbanizowanym coraz ciekawszy - prawie dżungla z chmielowymi lianami. - Kilka spięć i terminatorka - chyba wyjaśniona na miejscu. Mimo tego, ze nie lubię gier w stylu frontu wschodniego ( z powodu, że moja stylizacja jest słaba i że nie mam serca do wydawania pieniędzy na jej poprawę, szczególnie jeśli chodzi o replikę broni, ( mój SWT znów się zepsuł)), to jestem zadowolony z gry i mile będę ją wspominał. Podziękowania dla ekipy z podkarpacia za zastrzyk nowej krwi najlepszego gatunku!!!
  22. Część posta skopiowana z tematu gry "Kluż". Wg mnie ash jest blisko LARPa i im wiecej jego jest, to jest ciekawiej. Borec odczuł to podczas przesłuchania, kiedy dostał się do niewoli. Żołnierze radzieccy mieli okazje być świadkami degradacji (z zerwaniem naramienników) i zesłaniem do karnego oddziału (w tym momencie jednoosobowego - skazany dostał tylko granaty), jak i rozstrzelania dezertera (kolegi, który musiał wcześniej opuscić grę). Sam też zostalem postrzelony przez komisarza, bo nie poderwalem sie do szturmu z innymi, tylkoostrzeliwałem pozycje snajpera. Nie wiem, czy po stronie niemieckiej były podobne sytuacje, ale jak nie było, to znaczy, że Abwhra, Gestapo i SD działają słabo :-). Mój apel do koleżeństwa: więcej LARPa i zabawy w wojnę, a mniej airsoftu. Więcej wczucia się w specyfikę WW2, a mniej polowania na fragi i unikania (nieprzyznawania się) trafień. Więcej fair play: równoczesne trafienie - bez kłótni - obie osoby schodzą na resp, tłumaczenie, że nie poczułem - to śmieszne, jak ktoś strzela serią z 20m, trafienie jedną slabą kulką - to znaczy, że snajper. O klasie gracza świadczy to, że potrafi przyjąć na swoją niekorzyść sytuację wątpliwą, lub sporną. I takich graczy chciałbym widzieć coraz więcej. Bo z przykrością stwierdzam, że w miarę wykruszania się starych graczy i przybywania nowych, sytuacja się pogarsza.
  23. komentarz do Klausa. W dziennej grze po ok 1,5 godziny zastąpiłem Apka w roli sanitariusza. Zanim zdążyłem kogokolwiek opatrzyć, to zastałem 2 razy trafiony i nikt nie mógł i pomóc. Następne moje akcje podobały mi się. Opatrywanie ciężkich ran (z litości zazwyczaj nogi) i tłumaczenie wyjącemu sołdatowi, że zastrzyk znieczulający jest tylko dla ciezko rannych, oraz postawa komisarza, ktory mimo ciężkiej rany, dzielnie zniósł opatrywanie zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Teraz uwagi ogólne: Wg mnie ash jest blisko LARPa i im wiecej jego jest, to jest ciekawiej. Borec odczuł to podczas przesłuchania, kiedy dostał się do niewoli. Żołnierze radzieccy mieli okazje być świadkami degradacji (z zerwaniem naramienników) i zesłaniem do karnego oddziału (w tym momencie jednoosobowego - skazany dostał tylko granaty), jak i rozstrzelania dezertera (kolegi, który musiał wcześniej opuscić grę). Sam też zostalem postrzelony przez komisarza, bo nie poderwalem sie do szturmu z innymi, tylkoostrzeliwałem pozycje snajpera. Nie wiem, czy po stronie niemieckiej były podobne sytuacje, ale jak nie było, to znaczy, że Abwhra, Gestapo i SD działają słabo :-). Mój apel do koleżeństwa: więcej LARPa i zabawy w wojnę, a mniej airsoftu. Więcej wczucia się w specyfikę WW2, a mniej polowania na fragi i unikania (nieprzyznawania się) trafień. Więcej fair play: równoczesne trafienie - bez kłótni - obie osoby schodzą na resp, tłumaczenie, że nie poczułem - to śmieszne, jak ktoś strzela serią z 20m, trafienie jedną slabą kulką - to znaczy, że snajper. O klasie gracza świadczy to, że potrafi przyjąć na swoją niekorzyść sytuację wątpliwą, lub sporną. I takich graczy chciałbym widzieć coraz więcej. Bo z przykrością stwierdzam, że w miarę wykruszania się starych graczy i przybywania nowych, sytuacja się pogarsza.
  24. Zee, jednak wolę, gdy jesteś sanitariuszem :-).
×
×
  • Create New...