-
Posts
1,034 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by J.K.
-
Wow. Byłem pewien, że jestem niechlubnym wyjątkiem, a tu wychodzą takie jaja. Ano chciałem, ale posłuchałem rad znajomych i wyszło jak wyszło.;p
-
Radzę omijać MM Lubliniec. W airsoft bawię się już kilka ładnych lat. W tym czasie zamawiałem dziesiątki rzeczy z wielu różnych sklepów. Z tak wyniosłym, zadufanym i nieprzystępnym podejściem jak w MM Lubliniec nie spotkałem się nigdy. Z takim nierozumieniem tekstu pisanego spotykam się również po raz pierwszy. Nie wiem, jak wyglądałaby obsługa w sklepach on-line, gdyby za czasów PRL istniał Internet. Przypuszczam jednak, że właśnie tak. Firma została mi polecona niezależnie przez kilku znajomych. Miałem do wyboru ofertę jednego z prywatnych krawców, ale z uwagi na wiele pozytywnych opinii przekonało mnie do Miwo L. Zamówienie nie było specjalnie duże (3 podwójne ładownice do AK w DPM i jedna pistoletowa), więc postanowiłem zaryzykować. Cóż - to był błąd. Po trzech wyjściach do lasu (2 strzelania i patrol) ładownice wyglądały już tak: Od czasu zrobienia tego zdjęcia byłem z tymi ładownicami na dwóch kolejnych wyjściach, więc mają się już trochę gorzej. Nie zwykłem chuchać i dmuchać na sprzęt, bo kupuję produkty dobrej jakości, ale z takim czymś spotkałem się po raz pierwszy, jeżeli nie liczyć brytyjskiego chesta, który w całości był tańszy niż JEDNA zamówiona przeze mnie miwowska ładownica. Zresztą w przypadku chesta, intensywne tyranie trwało ponad pół roku w niekoniecznie sprzyjających warunkach. Tutaj ładownice wyblakły od trzymania w nich magazynków. Widziałem inny sprzęt z tej firmy. Nic takiego się nie działo. Naturalną koleją rzeczy postanowiłem reklamować towar. I wtedy się zaczęło. Dialog z firmą trwał ponad miesiąc. W tym czasie otrzymałem dwie odpowiedzi na moje maile, po uprzednim telefonicznym ponagleniu. Po miesiącu dowiedziałem się co następuje: - firma reklamacji nie przyjmie (jakby miała do tego prawo...), - zaistniała sytuacja jest niemożliwa, bo mają dostawcę z którym współpracują X lat, a ten dostawca jest świetny, - moja reklamacja jest bezzasadna, bo... nigdy nie było żadnej reklamacji z tego tytułu (sic!), - w ogóle to musiałem trzeć tymi ładownicami o beton, więc się nie liczy, - nie mogę mieć pretensji, że moje ładownice się zużywają, a inne nie, - gdybym zwrócił towar jako nieużywany po 10 dniach, to problemu by nie było, ale z racji tego, że go używałem, to oni nie biorą za towar odpowiedzialności (sic!!!), - "prawo prawem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie!", - a w ogóle to jak mi się nie podoba ich odpowiedź, to mogę iść do sądu. Zresztą screeny korespondencji poniżej: http://s6.ifotos.pl/img/Bez-nazwy_exnrpea.jpg Żeby nie było - nie jestem małą dziewczynką. Jeżeli kamuflaż zjedzie się do białości, to po prostu ładownice pomaluję, ale cholera - nie tego oczekiwałem po sprzęcie szytym na zamówienie. Wiem też, że te ładownice to pryszcz w porównaniu z innymi zamówieniami Miwo i sytuacja jest pewnie wyjątkowa (co widać po tym, jak żałośnie zarządzane są reklamacje), ale tu chodzi o pewne zasady. Przedstawicielom firmy nawet nie chciało się przeczytać ze zrozumieniem, na czym polega problem. Poza tym, odpowiedzcie sobie na jedno bardzo, ale to bardzo ważne pytanie - jeżeli firma robi taki problem z reklamacją trzech ładownic, wartych nędzne 150 PLN, to jak zareaguje, jeżeli trafi im się reklamacja kamizelki za 500, 600, 1000 PLN? Właścicielka firmy radziła mi "skierowanie sprawy na drogę prawną". A proszę bardzo - zgłoszenie do UOKIK jest na dobrą sprawę darmowe. Mnie na to stać. Ciekaw jestem, czy Miwo też się taki obrót spraw opłaca.
-
I to załatwia sprawę. Nie kupuje się używanych okularów i gogli. Nigdy. Dlaczego? Po prostu nie.
-
Lokalizacja w Częstochowie, mail to info@survivaltech.pl... To muszą być oni.
-
Ja wiem, że on z tą wieżą tak fajnie i futurystycznie wygląda, ale panowie - wynajdujecie coraz bardziej fantastyczne zastosowania dla pojazdu, który ma być czołgiem. Idealny do walk w mieście? A to poza rogatki już nie wyjedzie? Zresztą jako czołg całkowicie przekreśla go fakt bycia opartym na podwoziu BWP. Może zapytam inaczej - który z was wolałby siedzieć w tym Concepcie? A który wolałby w Leopardzie 2A6, albo w T95? No właśnie. Wiem, że wizja lekkiego czołgu, który szybko podjedzie, pierdolnie i zwieje, jako pojazdu do walki podjazdowej pobudza wyobraźnię, ale wiecie - już to przerabiano i w zasadzie z tego zrezygnowano.
-
Z każdym kolejnym postem cofasz się w czasie pod względem doktryny wykorzystania wojsk pancernych. Najpierw oscylowałeś w okolicy roku 2000, teraz wycofałeś się do IIWŚ.
-
Jeszcze 10 lat temu, w takim Pentagonie myślano podobnie jak ty myślisz teraz. W sensie, po cholerę nam taki kobyły? Przyszłość to mobilność! Lekkie formacje pakowane na Herkulesy, zrzucane gdzieś tam na drugim końcu świata na szybką robotę i pakowane z powrotem do domu to jest to! Cóż, inwazja na Irak pokazała jednak, że nie ma to jak 60 ton stali na gąsienicach, napędzanych milionem ton ropy. Owszem, takie szybkie, lżejsze pojazdy mogące wspierać piechotę w działaniach i przy okazji rozpieprzające to i owo cięższego, bardzo się przydają. Jako wypełnienie pewnej luki. Stąd też w ten sposób konstruuje się transportery i BWPy. Czołg to pojazd zupełnie innej kategorii wagowej i o całkowicie innym przeznaczeniu na polu walki. Poza tym na serio wierzysz w to, że pancerz w tym składaku będzie tak rewelacyjny, żeby odchudzić masę pojazdu dwukrotnie? Bo gabarytowo to on jakiś super kompaktowy nie jest. Poza tym, jeżeli pancerz jest taki lekki i wytrzymały, to nie lepiej zbudować czołg ważący te 50-60 ton, a chroniący załogę dwa razy lepiej? Mamy już całkiem niezłe KTO, powinniśmy kupować te Leopardy i w międzyczasie rozwijać własną konstrukcję, to może za 10 lat będziemy mogli pokazać już sensownego. Brakuje nam jeszcze konkretnego BWP.
-
Nie ma czego się obawiać. W razie czego zagonimy przeciwnika w krzyżowy ogień paragrafów.;] Jak wczoraj na jakimś kanale informacyjnym usłyszałem motywacyjne pitolenie premiera w sejmie, sprowadzające się w zasadzie do twierdzenia, że to tak naprawdę duch jest ponad materią i żołnierz polski da sobie radę w każdych warunkach, to brakowało mi tylko, żeby dodał "ja z synowcem na czele - i jakoś to będzie!". A ja - bez zastanowienia się - powiem ci już teraz. Tej zabawce brakuje dobrych 20 ton, żebyśmy mogli nazywać ją "czołgiem". O innych parametrach nie wspominam. Ogólnie - przy obecnych założeniach, ma on szansę na zniszczenie czegokolwiek, jeżeli nie zostanie przedtem zauważony. Pomijam już kwestię tego, że skonstruowanie czołgu to projekt na długie lata i grubą kasę. My na razie ograniczamy się do robienia takich "składaków". Obecnie nie potrafimy wyposażyć żołnierzy w przyzwoite oporządzenia, a rzucamy się na robienie czołgu. Po kolei. Owszem, Polska potrzebuje programów zbrojeniowych, ale niech to będą sensowne programy.
-
Dwa lata, Okota. To już DWA lata...
-
Od początku swojej "kariery" airsoftowej na strzelania chodzę w soczewkach. Kilka dni temu kupiłem okulary ESS z wkładką korekcyjną. Co prawda jeszcze nie byłem u optyka, bo to plan na kolejną wypłatę, ale myślę, że o soczewkach mogę powiedzieć kilka słów. Używam zwykłych, dwutygodniowych. Na korzyść soczewek przemawia to, że oszczędzasz na ochronie oczu. Nie trzeba bawić się we wkładki, optyków, fikuśne modele okularów z możliwością montażu korekcji wzroku i tak dalej. Kupujesz SPECS i masz z bani. Zwykłe, jednodniowe kontakty to dobre rozwiązanie na krótkie sobotnie jebanki. Jeszcze jak nie jeździsz za często to wystarczą na naprawdę długo. Problem pojawia się przy dłuższych wyjazdach. Przede wszystkim, jeżeli nie nosisz soczewek na co dzień (jak ja), a zaliczasz kilkudniowe wyjazdy, to masz przerąbane. Jednodniowe trzeba by wymieniać. Nie zawsze jest ku temu czas i miejsce. Z kilkudniowymi niby jest lepiej, ale ja po tych dwóch dniach czuję już konkretny dyskomfort, ewoluujący w chęć wydłubania sobie oka i pozbycia się problemu raz na zawsze. Do tego pływanie z soczewkami (zdarzało się) to ryzyko, podobnie jak dostanie się pod nią jakiegoś pyłu, paprochu, czy innego paskudztwa, którego w lesie nie brak. A po powrocie takie soczewki leżą w płynie i przy okazji następnego wyjścia w teren bywa, że za bardzo do niczego się już nie nadają i trzeba brać nowe. Po prostu wywalasz kasę w błoto. Z okularami i wkładkami jest tak, że wydasz kapustę raz, a porządnie i po sprawie na. Tylko szybkę ochronną trzeba wymieniać co te dwa lata. Z kolei te nieco odstają. Jak bardzo to zależy od twarzy. Ja mam ryj jak chomik, więc u mnie jest w miarę w porządku. Na jebanki można zakładać kask, maskę na ryj i wbijasz w takie dylematy. A na mil-simach to trzeba by mieć kosmicznego niefarta, żeby oberwać. A jak ktoś ma pecha, to wiadomo - i palec w dupie złamie.
-
Wiem, że to nieprofesjonalne i w ogóle herezja, ale dawno, dawno temu kolega miał podobny problem. Wybór padł na kapcie - tygryski z odciętymi podeszwami. O takie: Maskowało nieźle, a jaki lans.
-
Nie bardzo rozumiem, co masz na myśli pod pojęciem "dobrze kryć w ruchu". Jeżeli czołganie, to pasuje tu praktycznie wszystko, co przewidziano dla naszej strefy klimatycznej. Jeżeli marsz, to usatysfakcjonuje cię chyba jedynie peleryna-niewidka. W sumie nie wiem dlaczego poszukujesz kamuflażu typowo na łąki i polany (a po wejściu do lasu będziesz się przebierać?), bo tam można zamaskować się jedynie w pozycji leżącej/klęczącej, ale gdybym ja poszukiwał czegoś tak wyspecjalizowanego i to w dodatku na konkretną porę roku, to zdecydowałbym się na to:
-
A da się z tego szybko wyplątać podczas kontaktu?
-
Jeżeli planujesz zacząć od jebanek, to odpuść sobie kupowanie pierdyliona rzeczy na początek. Wystarczy ci jedynie replika z hi-capem, mundur, ochrona oczu, ochrona twarzy, kulki ze speedloaderem i bateria z ładowarką. Do tego czerwona szmata w kieszeni. Na obecną pogodę gadżety jak czapka, szalki i rękawiczki to pewnie masz. Jak w mało maskujących kolorach to dokup. Zamiast szalika/arafatki dobrze spisuje się szmata maskująca. Wszystko z tego zestawu, co nie jest używane do walki albo do ochrony ciała może leżeć w respie. Puste kieszenie do zagospodarowania "na później", nie wyglądają fajnie, a zabawnie. Zwłaszcza jeżeli mogą zostać odczepione. Wsztrzymaj się póki co z kupowaniem wszystkiego naraz jeżeli nie dysponujesz odpowiednimi środkami i nie wiesz co dokładnie jest ci potrzebne. Kupisz jakiś niepotrzebny badziew, albo sprzęt niespełniający twoich wymagań i będziesz potem żałować. Odpuść sobie chińskie hełmy. W szczególności te najtańsze repliki PASGT. Takie jest moje zdanie, ale są różne podejścia. Głowę o wiele lepiej ochroni markowy kask, przykładowo od Pro-Teca. Do pooglądania w Specu. Najlepiej zainwestuj w mid-capy. Co prawda real-capy i low-capy posiadają mniejszą pojemność, ale nikt nie każe ci ładować ich do oporu, a zawsze lepiej mieć zapas i nie potrzebować.
-
Przy czym należy pamiętać, że taki wkład neoprenowy to niestety półśrodek. Przed czymkolwiek bardziej niebezpiecznym niż leżąca na ziemi szyszka nie ochroni nawet w połowie tak dobrze jak skorupa nakolannika. Używam Alt już siódmy rok. Wygodne i barbarzyńsko łatwe w naprawie.
-
Ten węgiel aktywny po tylu latach to chroni przez zatruciami równie skutecznie co parasol przed ostrzałem artyleryjskim. Włókna azbestowe były wykorzystywane w maskach przeciwgazowych. W MP4 na pewno, więc w słoniach prawdopodobnie też. Azbest sam w sobie nie jest szkodliwy dla zdrowia. Materiał ten wykorzystywany był m.in przy produkcji wodociągów. Problem pojawia się w chwili, kiedy azbest zaczyna się łamać, ciąć i kruszyć. Wtedy faktycznie staje się to bardzo, ale to bardzo niezdrowe. Szczegóły do własnego poszukania na necie, ale jeżeli nie masz zamiaru kombinować przy pochłaniaczu, to raczej nie masz czego się obawiać. Prędzej się w tym udusisz niż zatrujesz. Jeżeli taka maska ma być elementem kolekcji i ma leżeć na półce, to wszystko w porządku. Do gier "z klimatem" nie polecam (chyba że po przeróbkach), zwłaszcza używanej z pochłaniaczem.
-
Pisałem o suspensorze, ale jeżeli stawiasz sprawę w ten sposób: To jedyne znane mi "wkładki" do "tych" okolic wyglądają tak: Nie wiem jak chcesz tego używać, ale wyglądają prawie militarnie, bo w zasadzie przypominają trochę naboje. To w takim razie do listy zakupów dorzuć jeszcze to: Jednak w tym wypadku nie jestem pewien, czy prawidłowo poinformowano cię na czym polega airsoft. Poza tym historycznie udowodniono, że największą pewność w przypadku ochrony krocza przed kulką daje to: Każde z rozwiązań ma swoje plusy i minusy. Niektóre chronią mocniej, inne słabiej. Poza zakresem ochrony zwróć też uwagę na cenę, producenta oraz prognozowaną wytrzymałość. A już tak całkowicie na poważnie - w czasie 8 lat, jak bawię się w airsoft NIE spotkałem się ani razu z przypadkiem uszkodzenia... Emm... tych tam dwóch na dole. Złamane nogi, złamane zęby, siniaki, kulki w skórze, poobcierane stopy - to czasami (rzadko) na rozmaitych strzelaniach i wyjazdach się zdarzało. Statystycznie mniej niż w innych sportach, które miałem okazję uprawiać.
-
Ależ bądźcie poważni.;p Zawodowcy radzą sobie z tematem w taki sposób: Ale nie martw się - w airsofcie odstrzelenie tego i owego raczej ci nie grozi. Jeżeli bardzo, ale to bardzo chcesz się zaopatrzyć na wszelkie możliwe ewentualności - nawet te najmniej prawdopodobne - to zakup sportowy suspensor (taki dla bokserów, szermierzy, judoków i szachistów), ale z doświadczenia zdobytego podczas fechtowania powiem ci, że spędzanie w tym całego dnia na strzelaniu będzie niewygodne, a poza tym bardzo mało praktyczne.
-
Pozwolę sobie przypomnieć, że: To forum nie służy do wyjaśniania spraw spornych pomiędzy klientem a sklepem.
-
Wyczyściłem temat i połączyłem go z poprzednim o Centrum Militarnym. Przypominam, że wątek dotyczy w/w sklepu, NIE ksywki Kermita, NIE ogólnych rozważań na temat natury handlu, NIE korelacji pomiędzy jakością serwisu, a jakością sklepu airsoftowego. W związku z tym proszę o wypowiadanie się wyłącznie te osoby, które miały z Centrum Militarnym kontakt i mogą powiedzieć coś istotnego na jego temat. Pozostałym dziękuję za chęć podzielenia się własnym zdaniem.
-
jw. A poza tym: No, bo w końcu nie od dzisiaj wiadomo, że podczas mil-sima zawsze jest czas na rozkładanie się z bambetlami, wyciąganie "odrobinki sałatki z pojemniczka po musztardzie (?)" i zabawianie się w kucharza. MRE w terenie nie jest obowiązkiem. Rację suchą do spożycia w każdych warunkach można złożyć innymi sposobami, ale raczej można zapomnieć o zjedzeniu czegoś na ciepło (co moim zdaniem wcale nie jest warunkiem koniecznym przez większość roku).
-
Konfiguracje Oporządzenia: Część III
J.K. replied to Yahalom's topic in Kamizelki, ładownice, kabury, itp.
@Errhile: W doborze oporządzenia (i w ekonomii) "to zależy" jest odpowiedzią na większość pytań.;] @Ryzbor: Helikon, jak to Helikon. Ekstraklasa to nie jest, ale miewa przebłyski. Ja to bym ich spodni w życiu do lasu nie wziął. Jakoś nie mam wtedy czasu zamartwiać się, czy mi w kroku pójdą, a może nie pójdą.;p Lepszy i przede wszystkim tańszy sprzęt można dostać bez problemów chociażby na Allegro. Do przenoszenia rzeczy to powinieneś mieć parkę/smocka, bo bluza mundurowa BW się do tego absolutnie nie nadaje (chyba że mowa o dokumentach i telefonie). W spodniach zmieści się tylko drobnica i lekkie, płaskie przedmioty. Ale tym się powinieneś martwić w przypadku dłuższych wypadów, bo na jebankach wystarczy ci jedynie amunicja, którą spakujesz do oporządzenia. Generalnie układ jest prosty - na sobie nosisz tylko niezbędne graty (amunicja, woda, podstawowe żarcie, narzędzia survivalowe, poncho/basha, opcjonalnie polar - w tej właśnie kolejności), wszystko pozostałe, bez czego możesz się obyć, ale ułatwia życie, wsadzasz do plecaka. Oczywiście wszystko zależy od pierdyliarda innych czynników - od posiadanego oporządzenia po indywidualne preferencje - ale tyle ci na początek powinno wystarczyć.;]