-
Posts
1,860 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Errhile
-
Advancer'y mają niezła wentylację, ale ICE jednak lepszą. Zwłaszcza, gdy chodzi o wkładkę korekcyjną :mellow: No i Advancerów raczej nie włożysz po cywilnemu jako okularów przeciwsłonecznych.
-
Z całym szacunkiem i sympatią, ale jeśli nie masz doświadczenia, to bezpieczniej jest nie porywać się na zbyt dużą imprezę. A jeżeli nie masz wyrobionej marki w środowisku, ciężko liczyć że się dużo ludzi zjedzie.
-
To może mieć sens, jeżeli będzie miał dużo tych innych od roboty. Powiedzmy, ze trzydziestu względnie karnych i ogarniętych ludzi, w tym jakichś sensownych podoficerów. Przy niezorganizowanej bandzie powiedzmy 10-15 osób - nie ma to sensu. OK, przy grze na cały dzień (w tej chwili wątpię żeby dało się grać dłużej niż 4-5 godzin... ale jak będzie lato, to czemu nie 8?) można by wprowadzić respawn w bazie np. o każdej pełnej godzinie (nota bene: warto skombinować zegar i / lub sędziego do ustawienia w bazie i wyznaczania, kiedy następuje resp - ludzie mają zegarki poustawiane bardzo różnie...). To z jednej strony zapewni dość czasu na namysł tym, którzy dali się bez sensu zastrzelić a z drugiej pozwoli im jednak pograć. Karty ran. Osobiście jestem sceptycznie nastawiony do tego pomysłu w ogóle (od razu jednak zaznaczę, że nie miałem możliwości brać udziału w grze, w której były by stosowane) i sądzę, że w tym scenariuszu się nie sprawdzą. Bardziej "strzelankowe" podejście z medykami ("pierwsze trafienie = rana, po opatrzeniu można grać dalej. Drugie trafienie = zgon, marsz na respa") mogło by dać lepszy efekt: mniej "kartokracji", więcej dynamiki (acz realizm bezspornie słabszy). Możesz oczywiście manipulować czasem respa / wyzdrowienia w zależności od powagi rany ("lekko ranni co każde 15 minut, poważnie ranni co pół godziny, umierający i trupy co godzinę" na ten przykład), tylko, że to po pierwsze komplikuje zasady, po drugie wymaga większej uczciwości od graczy (albo upilnują się sami, albo ktoś będzie musiał sędziować - dlatego właśnie wolę proste reguły, które nie wymagają sędziowania), po trzecie wreszcie tworzy kolejne dwa problemy: jak określić "powagę" rany (można kartami np. systemu CCS), i jak rozwiązać problem ewakuacji rannych i zabitych na tyły (do respa). Noszenie ich wymaga angażowania ludzi, którzy, jak im przyjdzie taszczyć nielekkich wcale kolegów kawał drogi, to zwyczajnie się zniechęcą albo padną. A jak sami będą łazić, to po czym odróżnić chodzącego rannego w drodze na resp, którego można odstrzelić (i który może odpowiedzieć ogniem!) od umarlaka, który też lezie na resp?
-
Sirius, ol' chap, młodziakowi doradzasz :) @ autor: Jeżeli masz bieliznę termiczną i / lub polar, świetnie. Zabierz je. W sumie trzeba by zapytać, jaka pogoda będzie jutro tam, gdzie mieszkasz. U mnie zapowiadają lekko wyżej zera i deszcz. Tak czy tak, podstawowa zasada jest taka, że ma Ci być ciepło, ale nie gorąco (ważna uwaga: w realiach airsoftowych często sporo się ruszamy, łatwo się przegrzać, jeżeli jesteśmy za ciepło ubrani). Pod spodnie może być warto założyć kalesony. Wielu graczy na górę zakłada normalną koszulkę, na to jedną lub dwie warstwy ciepłe (sweter, polar). Osobiście uważam, że przynajmniej jedna warstwa powinna być z golfem, żeby nie wiało w szyję. Bierz pod uwagę że jak się rozgrzejesz, to jedną warstwę ciepłą warto będzie zdjąć. Na to zazwyczaj kurtka mundurowa, choć mój kolega po prostu nie zakłada nic na polar i bardzo sobie chwali. Ja tam wolę, żeby coś (u mnie - kurtka mundurowa) chroniło ocieplacze przed wodą, brudem i kolcami. Oporządzenie ( Twoja kamizelka taktyczna) na wierzchu. Koniecznie czapka, przez głowę tracimy dużo ciepła. Rękawiczki też (chyba, że masz tylko takie z "dwoma palcami", bo wtedy może być problem z obsługą większości replik). Oczywiście buty raczej wysokie, niż niskie, i ciepłe a nie adidasy ;)
-
Hmm. Myślę, że sprawa rozbija się tu o niedookreślenie kilku kwestii, z których podstawową jest "co chcesz uzyskać / dla kogo ma być przeznaczony ten scenariusz". Czy to ma być sposób na nadanie jakiegoś sensu niedzielnej, piętnastominutowej łupance? Czy to ma być pomysł na kilkudniową (albo przynajmniej kilkugodzinną) grę o wysokim poziomie trudności (nie będę roztrząsał, gdzie kończy się co innego, a zaczyna milsim)? Respy, im są częstsze i łatwiejsze do uzyskania, tym bardziej ściągają nam grę w stronę łupanki. Gracze mniej myślą i mniej się starają kombinować, bo i tak po postrzale zaraz wrócą do gry. Brak respów przy długiej grze z kolei powoduje, że trupy wypadają z rozgrywki i... nie ma dla nich zabawy, a tego gracze też nie lubią (lata temu brałem udział w moim pierwszym LARP'ie fantasy, gdzie moja paczka miała pecha wpaść na "głównego złego" w 5 minut po rozpoczęciu rozgrywki, i zostać zasieczona w nierównej walce. No i co: tyle przygotowań, a po 5 minutach do domu? Dziś bym to wytrzymał, wtedy było to nie do przełknięcia - na szczęście interweniował sędzia i znalazł wyjście z sytuacji).
-
Na Taiwangun'ie są uchwyty do pasa mocowane na RIS. 16zł z jakimś ogonkiem :) Nie wiem tylko, na ile solidne.
-
Pik ma rację - Twoja gra, Twoje reguły. I temu nie przeczyłem nigdy. Problemem jest natomiast zawsze jak złożyć reguły: - żeby nie były zanadto skomplikowane, - żeby ich stosowanie nosiło choć pozory realizmu (inaczej graczom wyczerpie się zapas suspension of disbelief), - żeby "działały" same, bez nadzorującego ich stosowanie sędziego, obecnego przy każdym graczu non-stop. Naturalnie im mniej sędziowania potrzeba, tym lepiej. Nie można zrobić tak, żeby postrzał tylko ranił dowódcę, który wtedy dostaje się do niewoli - przecież strona przeciwna (rządowa kontra partyzancka) ma za zadanie go zabić a nie schwytać (chyba, ze zmienisz to założenie scenariusza na: przeciwnicy też mają go schwytać zgodnie z ideą Szefa "brać go żywcem, bo chcę go zabić własnoręcznie"). A kula snajpera w gąszczu nie jest podpisana. Pik, co do "mówienia prawdy" - rzecz w tym, że tylko dowódca rządowych ma powód, żeby kłamać w czasie przesłuchania. Dowódca partyzantów nie musi ukrywać prawdy (która brzmi "to nie ja dokonałem masakry, to ten łobuz po przeciwnej stronie frontu"). Oczywiście możemy założyć, że komandosi mogą go po schwytaniu przez godzinę czy dwie maglować, a zasady (jasne dla wszystkich uczestników!) wskazywać będą, że po godzinnym maglowaniu facet musi powiedzieć prawdę (się komandosi zdziwią, jak po godzinie zeznania nie ulegną zmianie :biggrin: ). Osobiście tutaj dałbym jednak, mimo wszystko, sędziego, który byłby obecny przy przesłuchaniu i pilnował, żeby gracze w "maglowaniu" nie przekroczyli umownych, zabawowych granic (a także przypomniał we właściwym momencie, że "panowie, godzina minęła, ten facet mówi prawdę"). Ale widzę jeszcze jeden problem natury logicznej: dlaczego komandosi mają w ogóle przesłuchiwać szefa partyzantów :icon_question: Na mój prosty chłopski rozum, działają na wrogim terytorium. Więc jak go już złapią, to (w przenośni oczywiście) do wora z nim, rura na lądowisko i spadać do bazy. To, że potem w bazie fachowcy aresztanta wymaglują i pewnie w końcu odkryją prawdę, to już się nie mieści w ramach scenariusza. Aha, kolejny problem: jeżeli zakładasz grę z respami, to czy dowódcy są wyłączeni z respowania się? Bo inaczej zastrzelony / wykończony dowódca powinien wrócić do swojej bazy i po 45 minutach wejść z powrotem do gry... I jeszcze jedno: ranienie i opatrywanie dotyczy tylko komandosów - dlaczego? I skoro obecność komandosów ma być zaskoczeniem dla pozostałych frakcji, to skąd ich żołnierze mają wiedzieć, że tego konkretnego gościa należy odstawić do własnej bazy jako jeńca? Sugerował bym wprowadzenie tej samej zasady wobec pozostałych frakcji ("zastrzelony" i odstawiony do własnej bazy przeciwnik nie może wrócić do gry, przynajmniej, póki koledzy go nie "odbiją" z obozu wroga), w ten sposób możliwe będzie wyeliminowanie przeciwników z gry. No i będzie zaskoczenie, jak w "obozie jenieckim" zaczną się pojawiać typki nie należące do strony przeciwnej (komandosi). Oczywiście ryzykujesz wówczas, że obie strony wykrwawią się tak, że zostanie tylko po kilku pilnujących bazy (i jeńców), i na polu walki nikt się już plątał nie będzie, bo wysłanie kogokolwiek do ataku będzie oznaczało pozostawienie własnej bazy bez obrony.
-
Ale.. jak się bierze do niewoli dowódcę (któregokolwiek)? Sam się nie podda. Partyzanci nie wiedzą o komandosach, więc mają wszelkie podstawy uznać ich za rządowych lub ich sprzymierzeńców - i ostrzelać. Komandosi też działają na podstawie założenia, że winnym / poszukiwanym jest przywódca partyzantów. Nawet, jeśli go złapią, dlaczego mieli by mu uwierzyć (choćby miał i pamiętnik)?
-
Downgrade elektryka jest technicznie proste: wymieniasz sprężynę na słabszą i tyle. A sprężyn na rynku mnóstwo, do wyboru, do koloru... Downgrade gaziaka jest dużym problemem, bo trzeba albo zmienić gaz na słabszy (przy modelu zasilanym z kapsuł CO2 - nie widzę takiej możliwości), albo przerabiać układ dozowania gazu - a to już jest trudne i jestem przekonany, że części do tego na rynku nie ma. W najlepszym razie - będzie to zabójczo drogie.
-
Repliki FN P90 istnieją, acz o wersji P90c pierwsze słyszę. Szybkie google-fu naprowadziło mnie na Fallout'a - z tego co widzę, tam było to normalne P90 w wersji z wbudowanym kolimatorem. Gaziak P90 - na dniach był news, że coś takiego będzie. Kiedy i za ile - jeszcze nie wiadomo. Ale to nie są tanie rzeczy, oj nie. Elektryki: Do 200zł chyba tylko "D90H" Wella, jeżeli gdzieś je znajdziesz. Znajomy miał, i wierz mi - nie warto szukać. Straszny syf. Do 500zł powinno dać się kupić "chińskie" P90 (występuje pod cała gamą nazw producenta, jest o nim obszerny temat na forum. Generalnie jest w porządku, choć wersję z kolimatorem ciężko dostać (miałem w ręku - kolimator był marniutki). Wersja TR (z szynami montażowymi) jest znacznie popularniejsza. Ok. 1000zł lub więcej trzeba będzie dać za - rewelacyjnego ponoć - P90 od Tokio Marui. W okolicy znam jedną sztukę, i jak wyszły chińskie, to właściciel zapłakał rzewnymi łzami - ponoć stwierdził, że chińskie nie są na tyle gorsze, żeby różnica w cenie miała sens. Istnieje jeszcze zdaje się P90 Sportline Classic Army, o którym nic nie wiem. Ale opinia o całej serii Sportline jest podobna: z daleka od tego... ...eh, LogaN był szybszy :)
-
Kolego, jeżeli masz tak mało pieniędzy, że nie stać Cie na porządną ochronę oczu, to daruj sobie to hobby. Nie stać Cię na nie. :bialaflaga: Możesz powiedzieć "nie stać mnie" (albo "szkoda mi kasy") gdy mówimy o wyczesanej replice, bajeranckim mundurze, świetnym oporządzeniu czy jakichś gadżetach - widziałem gości z pompkami za 60zł (ech, pamiętne Mossberg'i AGM, dziś już takich nie robią..), w dresach czy z magazynkami po kieszeniach - i radzili sobie świetnie. Natomiast nie wolno, powtarzam jeszcze raz, absolutnie nie wolno oszczędzać na bezpieczeństwie. A dobra ochrona oczu jest w airsofcie najbardziej podstawowym elementem zapewniającym bezpieczeństwo. :excl:
-
I naprawdę uważasz, że należy im to ułatwiać i popierać? :sciana:
-
A ja proponuję, kolego, żebyś dał sobie spokój na razie. I wrócił do sprawy w dzień swoich szesnastych urodzin. Lub nawet później.
-
Niektórzy używają ciemnych kulek, specjalnie, żeby nie były widoczne... :sciana:
-
O ile G36 od JG to dobra replika, o tyle sklep, który podałeś, jest do kitu. Zresztą i tak nie mają Giety na składzie. A z kałaszem APS'a to byłbym ostrożny, firma nowa, a ich repliki wyraźnie nie mają powodzenia. Poczytaj sobie na forum...
-
A to akurat bzdura. Dwa lata biegałem z Betą Specnaz z lufą 229mm i 350fps pod maską. Zasięgu miało dość.
-
Na ile ja ją widziałem w akcji, to nie "za słaba", tylko "fatalnie złożona". Egzemplarz, który miałem w ręku, bił na jakieś 15-20m (fakt, że kulki zasuwały jak głupie, czyli powyżej 350 musiał mieć). Dobry rusznikarz airsoftowy zapewne byłby w stanie sensownie toto poskładać, ale jestem przekonany, że parę złotych na części by poszło. Z czego wynika moja opinia: jeżeli jesteś nowicjuszem i chcesz MP5 do lasu, to nie JG - oni dobrze robią zupełnie inne repliki, MP5 im się nie udało. Cyma kiedyś robiła niezłe MP5'tki, trzeba by poczytać, jak im to wychodzi teraz.
-
Wolin... :sciana: A myślisz, czemu zacząłem od pytania, przed czym on chce się chronić :icon_question: Mnie się zeszłej zimy na chłód genialnie sprawdzała uszanka (tej, jak na razie, wystarcza akrylowa dokerka, ale u nas jeszcze nie jest bardzo zimno). A na maskowanie w śniegu - chyba najlepszy jest maskałat Bundeswehry z kapturem. Kiedy jednak przyjdzie do starć w terenie zabudowanym / tam, gdzie może coś na łeb zlecieć, względnie można rzeczonym łbem w coś przyfasolić - nie ma to jak "garnek" na czerepie.
-
Co prawda to prawda :hahaha: . Ale generalnie - ProTec nie byłby złym wyborem, nie sądzisz? ...jego chiński klon sprzedawany jako kask rowerowy też resztą nie (byle atestowany!), a widziałem je kiedyś za 1/4 ceny tak samo ciętego ProTec'a Classic Half-Cut, którego sam czasem używam. Tyle, że kolor był niebieściuchny jak niebo w bajce, ale od czego farba albo pokrowiec na hełm? BTW, kolega-BHP'owiec wypruł wkładkę ochronną z czapeczki BHP i wszył ją w kapelusz w typie boonie. Na spadającą cegłę nie wiem, czy by pomogło, ale na zderzenie z gałęzią w pełnym galopie raczej tak :happy:
-
Zależy, przed czym chcesz chronić głowę. Jeśli przed zimnem, taki zestaw wystarczy. Jeśli przed uderzeniami o twarde przedmioty w rodzaju cegieł - możesz zainwestować w hełm, ale tak naprawdę to powinieneś zainwestować w kask.
-
Ba, powinna też wchodzić do P90 (chyba, że ktoś gdzieś widział jeszcze mniejszą LiPo'lkę? Byłbym wdzięczny za informację). Co cieszy mnie niezmiernie, bo właśnie czegoś takiego szukałem.
-
Gadam: nikt z nas nie jest święty, nikt nie wie wszystkiego :happy: kiedy zeszło na szpej, faktycznie wziąłem Cię za zielonego (sporo tu takich mamy, niektórzy są w Strzelcu). Z drugiej strony przy Twoim doświadczeniu podejrzewam, że w kwestiach sztuki przetrwania czy taktyki małych oddziałów mógłbyś wielu z nas sporo nauczyć. Mam nadzieję, że nie poczułeś się urażony? Mam tez nadzieję, że moje wskazówki i przemyślenia cokolwiek pomogły (nauczyłem się w takich sprawach "głośno myśleć", co pokazuje rozmówcy jak i dlaczego doszedłem do takich wniosków - choćby i wnioski były błędne, sam tok myslenia potrafi dać nową perspektywę la całej sprawy :happy: ).
-
W takim razie spodoba Ci się pewnie Pattern 83: http://sklep.fort.send.pl/go/_info/?id=1508 - wbrew pozorom solidny, trochę tego krąży wśród znajomych i mimo lat użytkowania oraz wielokrotnej zmiany właścicieli nie rozpada się. Pojemność jest przerażająco wielka - ok.35 litrów wedle niektórych źródeł. A magazynki od M4 będą pasować. Aha, trzeba trochę popracować nad właściwym wyregulowaniem tej kamizelki dla siebie. Co prawda ja uważam Patterna za przestarzałe rozwiązanie, i niepotrzebnie rozbudowane jak na nasze warunki. Klamry i zamki są mocno średnie, ale to można wymieniać w miarę potrzeby. Choć jak już, to bardziej ufał bym LBV'ce: http://sklep.fort.send.pl/go/_info/?id=395 z tym, że to droższe rozwiązanie, bo należało by dołożyć do niej pas ALICE i ładownice na pasie (kabura na pistolet, pokrowiec na manierkę, cargo na kulki i co tam jeszcze potrzebujesz).
-
@ Damianosky - w takim razie pokrowiec powinien być OK. A zapięcie camela - ja go używam tylko przy myciu, normalnie zalewam przez zakręcane. Trzyma jak ta lala, o ile ja coś mogę o tym wiedzieć (już i leżałem na tym, i dynamicznie się turlałem po ścieżce: 80kg mnie plus jeszcze z 10-15 kilo szpeju). Te, które bierze USMC mają to samo zamknięcie, AFAIK. @ Gadam - w takiej sytuacji upchnął bym magazynki do RPK w ładownicach przypiętych na wierzchu (na zewnątrz) plecaka głównego. W ten sposób nie będą Ci zajmować miejsca na pasie, a na postoju (czy nawet w trakcie marszu - z pomocą kolegi) dadzą się łatwo wyjąć i przekazać, bez konieczności rozgrzebywania całego plecaka. Oczywiście, w sytuacji kontaktu zrzucasz plecak i potencjalnie cała jego zawartość, włącznie z zapasową amunicją, jest stracona. Z drugiej strony lepiej zrzucić plecak, niż dać się zastrzelić... Co do plecaka - właśnie dlatego od początku sugerowałem Ci chesta. Plecak możesz wziąć któryś brytyjski, jak pisałem. Wyeliminowanie nadupnika powinno ułatwić pracę z dużym plecakiem. W takim wypadku zadbaj, żeby mieć coś, co przejmie rolę chlebaka - np. plecak patrolowy (są kombinacje plecaków, np. Janysporta, gdzie plecak główny ma możliwość zamocowania plecaka dziennego na wierzchu) albo plecak składany z bocznych kieszeni od głównego: nie zawsze działasz z plecakiem głownym, czasem zakładasz bazę i działasz z niej. Przy okazji taki wynalazek mógłby pełnić rolę pokrowca na camela. A, obgadanie sprawy z kolegami to bardzo dobry pomysł. Na pewno mają już jakieś doświadczenie, a pewnie i własny sprzęt w kilku konfiguracjach, który mogą Ci pożyczyć do przymiarki. @ FreddY - jak Ci pasuje chest-rig od PLCE? O taki: http://sklep.fort.send.pl/go/_info/?id=1361
-
@ Mikunda - oczywiście, Source też jest solidny (ponoć w testach dla USMC przejechali camel Source'a - pełny! - samochodem, i nic. No ale to wyłącznie tytułem legendy ;-)). Dla mnie to nie kwestia solidności, tylko użytkowości. @ Gadam - pokrowiec na Nalgenkę, który mam, jest ciut mniejszy, niż Miwowskie uniwersalne średnie cargo. 2 kolumny PALS do mocowania (i trochę wystaje na boki, ale jak toto wieszasz na boku, to nie przeszkadza). Przeciętny pokrowiec na amerykańska manierkę zajmuje 3 kolumny PALS, jeśli dobrze pamiętam, i też wystaje na boki. Nalgenka jest trochę wyższa i tyle. Amunicja do RPK - 200 sztuk to 5 magazynków 40-nabojowych. Chyba bym wolał to, niż 3 bębny... Choć mnie cały czas nurtuje pytanie - jak bardzo "przy sobie" musisz to nosić. Bo tak mi się wydaje, że amunicja do RKM powinna znajdować się przy RKM, tak żeby być w dyspozycji strzelca. Jeżeli jesteś wyznaczonym amunicyjnym / ładowniczym (co zdarza się raczej przy cięższych kaemach), nie ma sprawy - twoją robotą jest pilnować się strzelca KM, bo Ty jesteś od tego, żeby mu naboje nosić. Jeżeli jesteś zwykłym strzelcem w drużynie - w chwili, kiedy RKM'ista będzie potrzebował noszonych przez Ciebie magazynków, Ty możesz być akurat o wiele metrów dalej. Osobna torba / ładownica na pasie ramiennym pozwoli Ci przekazać magazynki, gdy będziesz akurat przebiegał obok, bez konieczności szarpania się i wyciągania ich z ładownic na oporządzeniu. Oczywiście - to trzeba przemyśleć. Bo z drugiej strony przewieszona przez ramię torba to nie jest szczyt wygody przy noszeniu. Co do magazynków do głównej - dwa patenty do przemyślenia: - możesz pierwszy magazynek, ten w gnieździe, spiąć w parę z drugim. W ten sposób przyśpieszasz pierwszą zmianę magazynka, bo po prostu wypinasz pusty i wpinasz pełny, spięte razem. O ile nie jestem amatorem noszenia wszystkich magów spiętych, o ile ten pomysł od mnie przemawia. Minus - dodatkowy ciężar, no i spluwa jest nieco mniej poręczna. - ładownica na kolbę (nb. mam taką na zbyciu). Nie do każdego Kałacha podejdzie, ale jeśli tak - kolejny magazynek razem ze spluwą. Oczywiście - masa karabinu rośnie o masę magazynka, a i sprawna wymiana na magazynek z kolby wymaga wprawy. Worek: wyrzuć, bracie, tego syfa - kup Source (są na Capri). Woda nie śmierdzi plastikiem. Rurki z oplotem w kolorze do wyboru :-) Czarnego nie widziałem, ale oliwkowe, coyote i foliage tak (czasem jako dodatkowe akcesoria, ale zawsze). Pokrowiec / kieszeń - powinno siedzieć tak samo, masz do czego to przyczepić? Pamiętaj, że plecak na tym będzie się kiepsko nosić...