Przede wszystkim dziękuję organizatorom za zorganizowanie imprezy. Wiem ile to było wysiłku i pracy. Gratulacje!
Dziękuję i gratuluję uczestnikom i zwycięzcom piątkowych zawodów sportowych. Następnym razem będą sprawniej zorganizowane ;)
Część obozowa zlotu była świetna jak zawsze, ja nie mam się do czego przyczepić, a w końcu latająca latarnia nie była winą orgów ;) Prawdziwym przebojem i części obozowej, i gry był czołg, choć w trakcie gry jedynie go słyszałem.
Poślizg czasowy na porannej odprawie jest standardem właściwie na każdej masowej imprezie, więc nie widzę powodu do narzekań, wystarczyło mieć tego świadomość i przyjąć to ze stoickim spokojem. Jak ktoś pojawiał się pół godziny przed zapowiedzianym terminem (a tacy byli) i stał 1,5h to nie dziwie się, że się zdenerwował, ale przynajmniej zdobył pewne doświadczenie w tej kwestii. Szkoda natomiast, że organizatorom nie udało się zebrać wszystkich informacji i rekwizytów w jednym miejscu i czasie. Co 15-20 minut musiałem odszukiwać swoich dowódców, żeby poinformować, że mają odebrać taśmy, pójść się oklejać obrazkami, odebrać pały, rozdać woreczki przeciwpancerne, poinformować o punktach, których mamy bronić. Lepiej by było gdybym wszystkie informacje i rekwizyty otrzymał na raz.
Złym rozwiązaniem była organizacja łączności na 5 komórkach. O tym, że mam mieć 5 telefonów działających w Orange dowiedziałem się w sobotę rano. Zdobyłem 3, z czego w dwóch padły baterie już po kilku godzinach. Rozmowy między sztabem a TFami są na tyle, krótkie, że można było sobie darować oszczędności i sztabowi dać jeden numer telefonu. Z tego powodu od początku były problemy z łącznością ze wszystkimi TFami i raz ona była raz nie.
No i najważniejsze - strzelanie.
Pierwszy raz miałem okazję dowodzić tak dużą ilością osób. Jakby nie liczyć był to batalion, którym zwykle dowodzi oficer z wieloletnim doświadczeniem i rozbudowanym sztabem :) Zdaję sobie sprawę, że dowodzenie mogło by być lepsze, o szczegółach za chwilę, ale naprawdę robiliśmy co mogliśmy :)
Zdecydowanie następnym razem jaśniej trzeba ustalić zasady dla cywili. Kiedy 30 "nieuzbrojonych" cywili trzyma na muszce nisko trzymanej broni moich ludzi, a oni nie mogą strzelać to coś jest nie tak.
Z niesmakiem czytam uwagi w stylu "było nudno, więc sobie poszliśmy". Jadąc na tak duży zlot trzeba mieć świadomość, że jest się trybikiem w machinie wojennej i czasem trzeba odstać kilka godzin tylko po to, żeby zapewnić możliwość wykonania zadania komuś innemu. Szczytem było to, że w sytuacji kiedy w drugiej połowie gry nasz sztab był regularnie atakowany jedna z drużyn stwierdziła, że się nudzi i idą "tam gdzie strzelają" zostawiając jedną flankę sztabu nie chronioną.
W sprawie sprzecznych rozkazów - nie wiem jak u Pyry ale u mnie po prostu były sytuacje kiedy te rozkazy miały sens. Jest to coś co się nazywa dynamicznie zmieniającą się sytuacją. Raz org odebrał mi czasowo dowodzenie nad TFem, który pełnił wartę wokół sztabu i wysłał go na drugą stronę mapy - musiałem cofnąć dopiero co wysłany TF, żebym nie został odsłonięty. Innym razem meldunki i ruchach przeciwnika na naszym zapleczu też zmuszały do nagłych zmian rozkazów. Tak wygląda fog of war. Moim zdaniem dla osób, które postępują na zasadzie "idę gdzie strzelają, olewam rozkazy" nie ma miejsca na grach powyżej 100 osób.
Niestety zasady respawnów wprowadzały chaos w liczebności sił i ich rozmieszczeniu, ale szczerze mówiąc nie wymyśliłem sposobu na uniknięcie tego. Chyba jedyną opcją jest czekanie w respie aż pojawi się 70-80% TFa, ściągnięcie żywej reszty i resp całego TFa, ale to może powodować siedzenie w respie przez kilka godzin. Natomiast wkurzało mnie to, że kiedy potrzebowałem ludzie okazywało się, że dopiero co z respa wyszło 30-40 osób i nikt nie przychodził zapytać gdzie mają iść. Po prostu szli w las, gdzie im wygodnie.
Z mojego punktu widzenia przerwa na grochówkę była darem losu. Pozwoliła uporządkować ludzi, bezpośredni kontakt z dowódcami i uporządkowanie sił. Start gry po przerwie już trochę nie wyszedł, ale to szczegół łatwy do poprawienia.
Kilkukrotnie dochodziły do mnie meldunki, które przekazałem organizatorowi, że przeciwnik ma w głębokim poważaniu zasady respa - trafiony wyciąga szmatę, oddala się 50-100 m od terenu walk, chwilę czeka i wraca. Chyba komuś zlot pomylił się niedzielną strzelanką. Powtórzę - dla takich ludzi nie ma na zlotach miejsca. Ilość nie oznacza jakości, a większość uczestników chce mieć głównie jakość!
Nie wiem na ile wynikało to z samowoli grających, na ile z samowoli dowódców TFów ;) ale praktycznie po 2h już nie wiedziałem kto gdzie jest na mapie. Owszem, miałem oznaczone pozycję poszczególnych TFów, ale oznaczało to tylko, że wiem gdzie znajduje się człowiek z telefonem. Jeden TF mógł składać się z 5 osób, bo reszta sobie poszła postrzelać, inny mógł być 40-osobowy, bo ludzie z respa się do nich przyłączyli. Były sytuacje kiedy punktu "na mapie" broniły 4 TFy, a dowódca prosił o wsparcie bo ma tylko 40 os.
I teraz mniej więcej napiszę co mieliśmy zrobić i jak to wyglądało, co może pozwoli ocenić niektórym czemu służyły ich "bezcelowe" działania.
Dla orientacji tu jest link do mapki: http://www.teamdelta.pl/mapa2009.jpg
Piszę z pamięci, więc może coś pominę, ale zadania jakie dostaliśmy:
- Chronić obozów uchodźców w sektorach Tanew i Warta
- Chronić wieżę TV w kwadracie T5
- Zdobyć i utrzymać sektor San
- co dwie godziny wysłać konwój ze sztabu do wieży TV po trasie podanej przez organizatora
- zniszczyć punkty podane w rozkazie (ok 5-6)
- spisać kod z punktów podanych w rozkazie (również ok 5-6)
- zniszczyć nadajnik przeciwnika w sektorze Wisła
- utrzymać wszystkie własne sektory pod kontrolą
- chronić punktów do zniszczenia i spisania przez przeciwnika
- ewakuować agenta Mossadu ;)
- zlikwidować wrogiego agenta
Z góry ustaliliśmy, że obóz w Warcie będzie broniony w miarę możliwości, ale najprawdopodobniej upadnie. Sektor San był nie do zdobycia i też z góry odpuściłem ten punkt. Za najważniejsze uznałem ochronę sztabu, wieży TV i obozu w Tanewie. Kartki/punkty których mieliśmy chronić były rozrzucone dokładnie po całym terenie gry oprócz sektorów Wisła i San. Kartki/punkty przeciwnika znajdowały się w sektorach Wisła i San, za wyjątkiem 2 w pobliżu hangarów w kwadracie M4 i dwóch w pobliżu wieży w T5. Te oddalone punkty zostały zdobyte, reszta była na zasadzie "jeśli się uda przy okazji".
Z informacji przed początkowej wynikało, że przeciwnik ma skoncentrowane siły w lesie na północ od sektora Bóbr - dwa miejsca koncentracji po obu stronach rejonu z hangarami.
Do dyspozycji miałem 10 TFów bojowych (+1 Medyczny). Początkowe rozstawienie:
1TF w ochronie sztabu
Po 2 TFy na ochronie obozów i wieży TV, przy wieży był TF Sap, który miał postawić pola minowe i działać jako piechota (uznałem, że pola minowe są na tyle małe, że nie opłaca się zdejmować pól minowych przeciwnika, wystarczy je omijać).
TF Recce startując z północnego skraju sektora Warta miał wykonać obejście i wejść do Wisły od północy.
2TFy miały zaatakować San i Wisłę wychodząc z Bzury.
TF Med zosał rozstawiony w sektorze Noteć, ale dość szybko został przesunięty do kwadratu R5 aby wesprzeć walki o wieżę i do końca pozostał w tamtym rejonie (o ile wiem został przesunięty do hangaru w T5, ale rejon ten sam)
To wyczerpywało zapasy TFów, więc obrona kartek została odpuszczona i miała się odbywać niejako "przy okazji".
Po rozpoczęciu gry okazało się że Tanew właściwie nie była atakowana, Warta była atakowana praktycznie ze wszystkich stron. Wieża TV najpierw stała luzem, później, praktycznie do końca gry, była atakowana non-stop. Tak jak wspomniałem bardzo szybko okazało się, że oznaczenia TFów niedużo mają z faktycznym stanem osobowym na miejscu. Po jakimś czasie okazało się, że dowódca zgrupowania w Tanewie pozostawił sobie 2 drużyny a resztę rozesłał luzem po terenie, o czym dowiedziałem się dużo później i to przypadkiem.
Około godziny czasu i wysłanie 3 gońców zajęło mi opanowanie sytuacji w rejonie na południe od jeziora, przy granicy Bzury i Sanu. W tym rejonie działały 3 TFy (ale znowu - nie wiem w jakiej liczebności), które nie potrafiły nawiązać ze sobą kontaktu, a wszystkie meldowały obecność przeciwnika. Podejrzewając, że walczą między sobą rozesłałem gońców i po ok 1h sytuacja została opanowana, choć tak naprawdę nie wiem co tam się wydarzyło.
Po przerwie na grochówkę, kiedy wiedziałem gdzie i jak wyglądają sprawy nastąpiło przetasowanie.
W Tanewie został 1 TF, przy sztabie 1 TF (zaznaczam, że TFy pilnujące celów stacjonarnych starałem się rotować co 2-3h. czasem się udawało, czasem nie), TF Recce znowu tą samą trasą poszedł na Wisłę, wieży broniły już 3TFy + TF Med, Warta była już dawno stracona i kontrola nad nią nie została odzyskana. 3 TFy atakowały na Wisłę i San od strony Bzury.
Mimo, że TFy walczące na południu miały duże straty i krążyły między linią frontu a respem udało się w ten sposób związać walką duże siły przeciwnika. Równie duże siły walczyły o wieżę TV i nawet gdy ta została chwilowo utracona nadal kazałem naciskać, żeby przeciwnik stamtąd nie mógł się wycofać. Efektem tego było powodzenie akcji TF Recce, który "obsłużył" 3 punkty w Wiśle i ewakuował agenta Mossadu :) Jednocześnie dwóm ludziom z sił atakujących na San udało się przekraść na tyły przeciwnika gdzie bezpośrednio zaatakowali sztab przeciwnika i mało brakowało a zabili by jego dowódcę.
Ostatnie 2h gry nasz sztab był regularnie atakowany z 3 stron. W pobliżu były inne budynki więc przeciwnik miał lekko ułatwione zadanie - nie musiał atakować z odkrytego lasu. Czasami kulki latały przez okna czy drzwi, ale wróg nigdy nie dostał się w bezpośrednie pobliże sztabu i ciągłość dowodzenia została zachowana, choć komfort trochę spadł :)
W trakcie gry dostałem kilka nowych zadań - likwidacja urządzenia zagłuszającego rozstawionego przez przeciwnika (wykonane siłą jednej drużyny z Tanewu), ewakuacja 4 ważnych cywili (prawdopodobnie nie udana, ktoś wspominał, że to zrobił, ale organizator nie potwierdził). Przez całą grę nie dostałem wytycznych do organizowania konwoju do wieży TV, więc żaden się nie odbył.