Sprawozdanie dowódcy TF3 Analii powstające z pamięci, stąd bez dokładnej lokalizacji w czasie, połączone z odrobiną wrażeń i obserwacji. Możliwe nieścisłości.
Rozpoczęliśmy od zajęcia Z10 i Z11, gdyż naszym zadaniem była obrona sektora Odra. W innych kwadratach rozstawiono czujki.. Wkrótce nawiązaliśmy kontakt z SSI i partyzantami, jednakże jako dowodzący siłami okupacyjnymi nie miałem zamiaru wchodzić w handlowe kontakty z terrorystami bez rozkazu z SD. W związku z tym nasze spotkania miały na celu zachowanie status quo na granicy sektorów Odra-Bzura. Rokowania prowadził starszy penetrator Ksiądz. Mimo sporadycznych potyczek w których obie strony ponosiły straty nie doszło do większych starć. Tak czy inaczej musiałem jednak nawiązać poważniejszy kontakt gdyż jeden z naszych ludzi, młodszy jebaka Kozmik, został wzięty do niewoli. Stało się to w sytuacji gdy w sytuacji, gdy w naszym posiadaniu był jeden z partyzantów – mimo, że nie powinien. Na skutek ograniczonych negocjacji jego stan zmieniał się jeńca z na „gościa”, by znów zmienić się , po wymianie ognia, na jeńca. Ja nie wiem, czy u partyzantów było tak źle, ale po krótkim czasie przyprowadzono mi kolejnych 5. Kilka minut wcześniej miałem jednak sytuacje z zabłąkanym żołnierzem Oralii, który po ubiciu jednego jebaki wylazł mi z krzaków i się poddał. SD wyraziło swą dezaprobatę i nakazało wypuszczenie jeńca. Puściliśmy wolno jego duszę (tu oświadczam, że starszy penetrator Ksiądz był tylko wykonawcą moich rozkazów). Sześciu partyzantów wymieniono za Kozmika i obietnicę spokoju. Około południa na naszych rubieżach zaczęły pojawiać się siły Oralii, jednak poza utarczkami patroli do większych walk nie doszło. Na rozkaz SD przeszliśmy do AA10 a następnie AA9 celem pobrania wody i zjedzenia obiadu. No i tu posiedzieliśmy dużo za dłuuuuuugo. Po pewnym czasie sąsiadujące TFy wymaszerowały, a do nas rozkazy nie nadchodziły. W związku z tym, gdy na skraju lasu zobaczyliśmy ruch, reakcja naszej piknikowej załogi (od 1,5h siedzieliśmy na słońcu lub w marnym cieniu nic nie robiąc poza gorszeniem naszej towarzyszki zbereźnymi dowcipami) była początkowo chaotyczna, lecz wkrótce posypały się setki kulek a TF3A odskoczył, o ile pamiętam, bez strat w pobliskie krzaki. I co? Nico – blue on blue – cholerne opaski .
Nareszcie nadeszły rozkazy – wynegocjować z partyzantami przekazanie Von Zakapiora za określoną sumę. „O w dupę” pomyślałem „znów się z nimi układać…. Przecież nie będę wracał na te same pozycje.” I to chyba był błąd. Zbliżały się ciężkie chwile dla TF3A (jest około godziny 15, chyba). Korzystając z faktu, że duże siły Analii obsadzały skrzyżowanie BB9 obsadziłem BB10, wystawiłem ubezpieczenia i wysłałem patrol w sile 5-6 na znaną nam granicę sektora Odra i Bzura, celem wykonania zadania. W tym momencie mieliśmy już straty ok. 10 %. Nie chciałem ryzykować całego TF, wiedząc, że partyzanci to zdrajcy i w ogóle to śmierdzą śledziem... Wkrótce wysunąłem czujkę na AA11 celem utrzymania kontaktu radiowego z patrolem. Nawiązaliśmy kontakt z partyzantami, umówili na negocjacje, lecz zamiast nich przyszły hordy Oralii. Miałem racje nie idąc TFem. Co więcej Oralia działała tak nieudolnie, ze nie była w stanie wybić całego patrolu. Trzeba było chłopaków wyciągnąć. Poszedł następny partol (w owym czasie nie byłem jeszcze dobrze zorientowany w sytuacji) a sam poprosiłem o przesunięcie na AA11. Dostałem zgodę. Ruszyliśmy… i w okolicy BB11 przemaszerowało przez nasze pozycje 20-30 trupów Oralii :| Porażka. Czujki zameldowały, że lasem, od SE, obchodzi nas 3-4 Oralian. Skrzyżowanie BB9 powinno być nasze ale najwidoczniej już nie było. Ruszyliśmy dalej w kierunku AA11. Kolejny raz zatrzymała nas grupa Oralian – tym razem żywych. Założyliśmy zasadzkę. W tym czasie wciąż pracowaliśmy nad ściąganiem rozbitego patrolu, patrolu drugiego, który wciąż starał się wykonać zadanie kontaktu z partyzantami, martwej czujki radiowej, itd. Straty już dawno przekroczyły 50 %. SD wydało rozkaz przejść na EE13 i respawnować się. No dobra – tylko jak, gdy połowę stanu mam rozrzucone na przestrzeni wielu setek metrów a najprawdopodobniej jestem otoczony? Od południowego zachodu zaczyna naciskać wróg, weszli w zasadzkę, walki trwają. Od północnego wschodu siedzi moje stado trupów (wolałem złamać zasady niż pogubić ludzi co mogło pociągnąć konsekwencję wykluczenia TF3A z gry na dłuższy czas, co zresztą i tak się stało, dlatego też chodzili swobodnie). Obrona okrężna przy zbyt małej ilości ludzi (5-6 osób) była już niemożliwa. Wydałem rozkaz przejścia trupów na EE13, przez las na azymut, tak by nie dostały się w krzyżowy ogień. Minutę, za późno – trupy dostały w lesie (swoją drogą ktoś ma strasznie nerwowy paluch). Oczywiście wielki krzyk się podniósł i o rety, lament pod niebiosa ;), co dziwne z obu stron. W czasie bowiem, gdy nasze liche siły odrzuciły TF przeciwnika (około 20 osób) atakujący od SW z AA11 i przegrupowywały się do odskoczenia do EE13 doszło ataku z kierunku NE z BB9. Ponieśliśmy dodatkowe straty, w tym mnie. Doszło niestety do przepychanki słownej między mną a przedstawicielem Oralii, przedmiotem której był fakt, że moje trupy szły bez przewodnika podczas gdy ich szły z przewodnikiem (jak mniemam, lecz pewności nie mam, to ten sam zespół, który jako trupy przeszedł przez nasze pozycje, rozpoznając nasze siły, a ich kamraci obchodzili nas lasem). Niestety, byłem w ciężkiej sytuacji, walczyłem już nie tyle o zadanie czy przetrwanie a o integralność TF rozrzuconego na przestrzeniu 0,25 km kwadratowego. Uciąłem dyskusję, choć generalnie miło by nie wyjeżdżać na mnie z mordą, bo mi się ciśnienie podnosi :) Tak, czy inaczej, pokój bracia na rok, mam nadzieję.
Przedarłszy się w okolice EE13 (napootykając przy tym wędkarze w środku lasy łowiącego w śmierdzącym bajorku) mieliśmy dość duże problemy z określeniem własnej pozycji, jednak mieliśmy czas by wreszcie się policzyć. Brakowało kilku osób. Większość wkrótce dołączyła . Straty wynosiły około 90 %. A tu nie mam młodszego jebaki Mariana. Po kontakcie z SD rozpoczęliśmy żmudne naprowadzanie zaginionego na naszą pozycję. Po dłuższym czasie dotarł. Uważam za wielki sukces TF3A wykaraskanie się z opresji bez utraty integralności. Dzięki temu, wróciliśmy do walki. Naszym nowym rozkazem było przygotowanie się do zajęcia sektora Odra wraz z dwoma innmi TF. Znów na azymut wyruszyliśmy w kierunku CC10 przez EE10. Zespół przeprawił się przez bagna i na granicy sektorów Odra i Wisła natknął sie na wroga. Natychmiastowo założono obronę okrężną. Gdy nasze kolejne TF zbliżały sie w okolice zasadzki Oralian wykonaliśmy prawie wzorowy IA Drill i oderwaliśmy się od wroga celem przekazania innym pozycji nieprzyjaciela. W tym momencie (17:00-17:30) dowiedziałem się jakie mamy hasło :) (zawaliliśmy tu chłopaki, można było przekazać SD prośbę o przekazanie innym). Stanowiąc prawe skrzydło natarcia i ponosząc ciężkie straty wyparliśmy wroga z zajmowanej pozycji. Kolejny rozkaz - przejść do sektora Warta, a wkrótce kolejny - obsadzić rubież w Y8 i Y9. Wkrótce nasze siły rozpoznały nieprzejaciela w UW8. Zapotrzebowano wsparcie lotnicze, a może powiedziałem artyleryjskie, w każdym razie nie otrzymaliśmy żadnego. Na lewy skrzydle Ślązaki ruszyły odbijać pilota, podczas gdy TF3A osłaniał ich likwidując próbę wyjścia na ich tyły i odpierając równocześnie falowe, lecz słabe, ataki Oralian. Ciężka sytuacja wytworzyła się na naszym prawym skrzydle gdzie TF4A ponosił ciężkie straty w walkach w rejonie XY8 (przez większość czasu nie wiedziałęm, ze to TF4A o który wciąż wypytywało sie SD). Tak czy inaczej wkrótce ponad połowe sił skoncentrowałem na prawym skrzydle, gdzie sytuacja stała się krytyczna. Dzięki jednak wzorcowej postawie młodszego jebaki Bazyla, który wykazał inicjatywę i wezwał znajdujący sie na naszych siłach odwód, prawdopodobnie z TF1 lub 2 (dziękujemy!), sytuacja na prawym skrzydle unormowała się a wkrótce nasze siły wkroczyły na niewielką głębokość do sektora Bóbr. Siły nieprzyjaciela z UW8 wycofały się w kierunku sektora Noteć. Przyszedł nowy rozkaz - przejść na hangar S12 (tu przepraszam operatora telofonu w SD, ze oparcie zamiast Sierra słyszałem Foxtrot :), też byłem zmęczony ).
No i zaczęła się lipna część manewrów. Po ustaleniu szczegółów między TF 1,2,3 i 4 ruszyliśmy na pozycje do ataku na sektor Noteć. Tyraliera niczym Pierwsza DP im. Kościuszki po Lenino, choć tym razem udało się wyprzeć wroga i to piorunem... ale to już nie ten klimat. Przygotowania do ataku na Kwisę, długie i powodujące rozprężenie. Mając doświadczenie z ubiegłego roku domyślałęm się, że Ślązacy zostaną wycięci w pień, więc byłem zadowolony, że znów atakujemy, z TF4 u boku, na prawym skrzydle, przez wał. Duża część naszych sił przeszła przez przeszkodę terenową, opanowała budynek po prawej stronie kompleksu wieży kontroli lotów i ruszyła czyścić resztę. Dostałem w połowie manewru po to tylko by zauważyć kolumnę TF1A i TF2A maszerującą w kierunku podkowy i bunkra. No nic, dostali rozkazy. Później coraż więcej trupów Oralii zaczęło sie zbierać w okół jednak i one częściowo odchodziły w tym samym kierunku. No nic, dostali rozkazy. Tu dowiedziałęm się, że część mojego TF szuka zagubionej giwery. Jednak pozostał część wciąż czyściła budyki z których wycofano już siły Oralii!! Walki przeniosły się na podkowę i hangar podczas gdy TF3 z częścią TF4 wciąż dzielnie wykonywał powierzone zadania. W tym momencie wiedziałem - impreza padnie szybko. I tak, też się stało. Zebrałem ludzi pod bunkrem i po początkowej chwili zniechęcenia zdecydowaliśmy się powalczyć w drodze do bazy. Zaatakowaliśmy linię lasu w sektorze Bóbr z wykorzystaniem zasłony dymniej, oraz, niestety, flary oświetlającej teren. Dynamika ataku klękła. Większośc wybito (cóż, przewaga liczebna była po stronie obrońców) niemniej jednak koledzy różnymi sposobami "wyłuskiwali"Oralian. Tu dowiedziałem się, że jednego z moich ochrzaniono za użycie latarki w nocy :D Tak czy inaczej, po kontakcie z SD ustalono, że postrzelamy jeszcze trochę i wrócimy. Wróciliśmy jako jedni z ostatnich.
starszy penetrator sztabowy Wukasz
PS. Baza gorsza niż w zeszłym roku pod względem klimatu ogólnego: plus za Toy Toy i knajpka a minus za brak miejsc na ogniska i opału oraz brak wody w niedzielę rano (ale to wina ludzi, prysznic sobie zrobili... ehh). Mimo, że część mojego TF coś tam nosem kręci ja bawiłem się dobrze, mam nadzieję, że SD nie miał większych problemów z TF3, troszkę się nauczyłem jak przygotować ludzi (zabrakło nam baterii do PMR, plaga TF3A) i że nie mam zamiaru następny,m razem organizować wyjazdu licznej grupy... Co do picia w sobotę - coż, co kto lubi ale warto pamiętać, że wymiękając nie tylko rozwala się imprezę co utrudnia życie organizatorom, którym warto podziękować nie tyle po zlocie co pomóc swoją postawą w trakcie. TF3A gotowy był do walki w zapowiedzianych godzinach choć po wieczornej strzelance- jebance morale mi i dużej części podupadło. Szkoda, że nie dane nam było przeprowadzić operacjo pod kryptonimem TURAS, szkoda, że nie dane nam było wykorzystać cyfrówki do realizacji zadania i szkoda, że teczka zgromadzonego materiału wywiadowczego na nic się nie przydała. Ale nie można mieć wszystkiego. Nie uważam weekendu za stracony
Gorące pozdrowienia dla Konfederacji z której wywodzili się moi sierżanci (starsi penetratorzy) Ksiądz i Holmes (Holms, jak to się pisze?), mojej opolskiej załogi, TF 1,2 i 4 z którymi zdażyło sie bliżej działać, jeszcze gorętsze podziękowania dla TD itd. :)
PS2 Niech ktoś z TF3A zrobi z tego mapkę, bo miałem formata.