Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

thor_

Weteran
  • Posts

    4,092
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by thor_

  1. thor_

    "Punkty Życia"

  2. thor_

    "Punkty Życia"

    Czyli generalnie masowy respawn :P ja opatruję Ciebie a Ty mnie :P Jakoś nie widzi mi się to :P No w takim tempie raczej żadko się porusza w strefie walki. Zależy czy szukasz, chowasz sie, czy spierniczasz bo autobus zaraz odleci :P Ech, nadal te marzenia o biggame'ach ;) Spoko spoko pożyjemy zobaczymy :D To z góry jesteście skazani na porażkę. 2km w 20min to szybki marsz, a na terenie przeciwnika, przy gęstej roślinności temp nie raz spada do 50m/h. Za szybki można uznać 500m/h. Chodziło mi o wyolbrzymienie różnicy jaką daje czekanie na kogoś a drałowanie (z jakąkolwiek prędkością) dalej na przód :P ...i snajper trafia medyka. Nikt go nie może opatrzeć bo jedyny medyk jest ranny, a więc umiera i wypada z gry. Następna zasadzka i oddział zostaje wybity, bo nie ma medyka. 24h gra kończy się po 60 minutach ;) Właśnie na tym polegac ma smaczek zrób wszystko żeby przeżyć czyli dbaj o dup*e medyka :D Nie bierz czasu realnego - jak na polu walki, ale weź poprawkę, że to ASG. Przy najbliższej strzelance usiądź sobie (nawet jako "trup") w jakimś miejscu na 4-5minut i zobacz ile przez ten czas się dzieje. 1minuta to max na co (IMVHO) w AS można sobie pozwolić. A dlaczego tak jest z tym czasem? własmnie dlatego że większość bawi się na zasadzie QUAKE czyli NAPRZÓD!!!! najlepiej dwie giwery w ręce na hełm wskaźnik laserowy i popeprzac do przodu bo przecież jak oberwę to bedzie respawn. I tak się to nakręca. Jeżeli zwiększy się ryzyko wyączenia na dłuższy czas z rozgrywki, dołoży się takich medyków o których trzeba dbać, to ani atakujący nie będzie się zbytnio spieszył bo sobie poleży na lini >demarkacyjnej< bez kontaktu z medykiem i możliwości powrotu do gry, jak i broniący się też będzie robił wszystko żeby jak najdłużej się bronić bez narażania się niepotrzebnie na odstrzelenie. Czyli nagle może się okazać że z powodzeniem czas na wszelkie akcje typu opatrywanie ran będzie się mógł wydłużyć. W AS czas popieprza dlatego że nie ryzykujesz życiem i dlatego wg mnie dobrze by było ograniczyć możliwość szybkiego powrotu do walki co powinno się odbić na taktyce i jakości rozgrywek. Zresztą na >naszym< podwórku chyab właśnie z takich powodów są nawalanki sobotnie i scenary niedzielne ?? czy się mylę :P Pozdrawiam
  3. thor_

    "Punkty Życia"

    Coby nie kombinować to wg mnie wersja odział 5-10 osobowy 1 medyk jest chyba najlepszym rozwiązaniem bez względu na to czy gramy w 24 godzinnego LARP-a czy w 60 minutową czysto taktyczną >szybką< grę. Jeden warunek TYLKO i WYŁĄCZNIE medycy mogą leczyć. Daje to dość spore obciążenie przy planowaniu najprostrzego manewru w polu w sytuacji styczności bądź prawdopodobnej styczności z nieprzyjacielem. Zastanawiałem sie co by było gdyby każdy miał jeden opatrunek do użycia w czasie rozgrywki i wyszo mi że >total bordello< by było. Załóżmy że organizujemy grę która ma trwać ponad 24 H w terenie i z założenia cała rozgrywka toczy się w >ruchu< gdzie zorganizować miejsca respawnów? i jaki czas dać na włączenie się do walki? Skoro za 10-15 minut akcja może się przenieść np o 1-2 km. Załóżmy sytuację gdzie w czasie patrolu do punktu B idzie 10 osobowy oddział założeniem są respawny po np 10 minutach można wrócić do gry. Wiemy że do punktu B zostały około 2 km przez las którego nie znamy dowódca ma mapę, i kilka osób ją widziało. Nagle pada jeden dwa strzały >z nikąd< znaczy się snajper. Ginie dwóch ludzi a snajper się zwinął i nie ma szans na jego znalezienie. Założeniem scenariusza jest dostać się do punktu B w określonym czasie (czeka tam np śmigłowiec który o okreśłonej porze startuje) I teraz mamy 20 minut na dotarcie do miejsca przeznaczenia 2 km stąd no i mamy dwóch kumpli którzy będą żyli za 10 minut. Albo czekamy na nich zawalając założenia scenaru albo ich zostawiamy i idziemy dalej (pół biedy jak któryś z nich zna mapę i teren :P ) A teraz ta sama sytuacja mamy medyka o ile życie staje się prostrze? kwestia dogadania czy niesiemy rannych, czy po leczeniu wracają w 100% do akcji ale mimo wszystko jakoś da się dalej planować i wykonywać zadanie. Nie pisze o sytuacji że nie ma respawnu ani medyka że trafienie np w głowę zabija i tyle bo dla wielu zabawa zapowiadana na 2 dni mogłaby się skończyć po pierwszej godzinie i co dalej? siedzą i robią kolację dla reszty? Pomijam fakt jakim jest budowanie klimatu w trakcie potyczki przez rannych którzy drą się >...!! MEDYYYYK!!!!...< >...!!DAWAĆ MEDYKAAAA!!!...< A im gorętsza potyczka, im mocniej zbudowany klimat i im lepsza zabawa tym ciekawsze stają się krzyki !! :D :D Powtórzę jeszcvze raz moje zdanie respawn OK ale w CQB ewentualnie w jakichś konkretnie przygotowanych scenarach. A każda dłuższa rozgrywka w klimacie współczesnego pola waki czy historycznego powina być planowana w oparciu o takie czy inne zasady użycia MEDYKÓW ale broń Boże nie w oparciu o indywidualne opatrunki. Chyba że bawimy się w jakieś działania na tyłach wroga małym oddziałem spec force gdzie z założenia każdy potrafi w podstawowym stopniu pomóc kumplowi ale to tez wymaga odpowiednich ustaleń. Np. zwiekszenia czasu potrzebnego na opatrzenie rannego z 30-60 sekund do np 2-5 minut. Pozdrawiam
  4. thor_

    "Punkty Życia"

    BlazakoV skro snajper nie potrafi sobie poradzić w zasadzce z 3 >szarakami< plus medyk to nie snajper a dup*a z niego :P Snajperzy powinni mysleć czyli...? Strzelasz z zasadzki trafiasz pierwszego i czekasz na reakcję (zakładam ze jesteś dobrze >schowany< koleś krzyczy medyk i podchodzi do niego medyk co robi snajper?? Załatwia medyka i po sprawie ma tylko dwa pewne cele. Teraz sytuacja podobna: Medyk moze być poza zasiegiem strzału snajpera więc trafiasz jednego ktoś musi go >odcholować< do medyka żeby nei narażać Medyka na ostrzał. Ale jak załatwisz 3 to niestety medyk musi się do nich wybrać albo ich tracimy :P Więc gdzie tu problem? Jak napisał Foka u nas działa to tak że każde trafienie rani. Ranny ma określony czas na otrzymanie pomocy samemu nie mogąc się przemieszczać. Jeżeli po tym czasie medyk nie będzie miał możliwości go >uzdrowić< bezpowrotnie ginie. Przede wszystkim takie postawienie sprawy tworzy coś jak namiastkę więzi między członkami danego oddziału. Medycy na tyłach, ranni muszą być wyniesieni/odcholowani do medyka i do tego trzeba jeszcze dać osłonę w trakcie >akcji medyk< kumplom. Jak zostawisz kolesi bez pomocy to za moment nie masz żadnej siły w oddziale zostajesz sam więc trzeba kombinować coby pomagać a nie naparzać naprzód bo jak dostane to >..ja tu jeszcze wrócę ze starszym bratem....< albo z kilkoma kumplami z puntu respawnu. Co jeszcze daje taki układ? Ano to że bardziej się uważa na potencjalne trafienia bo w zasadzie masz jedno życie a czasem medyk moze nie zdążyć pomóc. Pozdrawiam ps Jestem tu nowy więc wielkie podziekowania dla ekipy która wypracowała system medyków w Trójmiejskim ASG we własnym imieniu i myślę że w imieniu innych tyż :P
  5. thor_

    "Punkty Życia"

    Od razu przyznaję się że nie mam takiego doświadczenia jak Kret czy nasza trójmiejska Foka :P ale.... Ale śmiem twierdzić że można się bawić całkiem w porządku bez respawnów (z wyjątkiem CQB czy konkretnych zakładających potrzebę respawnów scenarów) co od jakiegoś czasu wg mnie udaje sie świetnie na co niedzielnych >imprezach< w Trójmieście. Jakoś nie widzę problemów z użyciem medyków (oczywiście na ścisle określonych i co najważniejsze PROSTYCH i PRZEJRZYSTYCH zasadach). W zasadzie to już nie wyobrażam sobie dłuższego scenariusza rozgrywanego >pod chmurką< bez medyków i z respawnem w czystym tego słowa znaczeniu. Oczywiście >budowa< i realizacja scenariusza musi być odpoiwednio przygotowana ale nasi wielcy miejscowi STRATEDZY i TAKTYCY posiedli tę moc i na 100% realizują każde spotkanie w taki sposób że nie chce się wracać do domu a tym bardziej myśłeć o respawnie. :D Dynamiczne strzelanki typu CQB (opieram się na przykładzie walk o dach kilka tygodni temu :D) faktycznie wymagają respawnu bo inaczej robi się wojna pozycyjna o pokoje :P Co do wsparcia... wydaje mi sie że albo bawimy się w na tyle duużych grupach że można od początku wydzielić grupę wsparcia która się opieprza a wchodzi wtedy kiedy jest potrzebna bądź scenariusz tego wymaga. A w wypadku zabawy w 10 osób żaden respawn nie załatwi żadnego wsparcia :P Pozdrawiam
  6. No i jeszcze jeden plus takiego >zdarzenia< :P Jest o czym w pracy poczytać i popisać :D Pozdrawiam i obiecuję już nie ciągnąć dalej tego wątku :P
  7. Zgadzam się że generalnie to mało kto bierze do bani takie informacje ale myślę że nawet jeżeli na miesiąc jedna osoba sie nad tym zastanowi to zawsze o jedną >zadymę< :P mniej :P
  8. W zasadzie to o nic :P tak se naisałem coby se posta nabić :P A tak na temat: :P Myślę że dobrze się stało że jeden taki przypadek zostął nagłośniony bo może ktoś następny podejdzie do tej kwestii ostrożniej. Proponuję ten wątek potraktować nie jako "najazd" na kogoś kto "źle" zrobił tylko jako sygnał i informację dla wszystkich którzy będą chcieli wymyślać nazwy swoich grup tu na forum coby troszkę czasu poświecili na przejrzenie nazw innych już istniejących i tyle. Pozdrawiam
  9. Proponuję "Commando Kubuś" myślę że się nie zdubluje :P Pozdrawiam :D :D
  10. Panie Kubo ja jestem zdania że skoro zakładam coś co ma mieć nazwę bądź co bądź własną w takim miejscu jak to forum to z czystej przyzwoitości sprawdzam zanim coś napiszę czy nie wpadł ktoś na taki pomysł wcześniej i nie chodzi tu o robienie zadymy tylko zwrócenie pewnym ludziom co wypadałoby zrobić czasem przed wykonaniem jakiegoś ruchu. Skoro uważasz że to źle to tak samo proponuję skończyć zezwracaniem uwagi na niużywanie funkcji "SZUKAJ" i meldowanie w takim przypadku o naruszeniu zasad. W każdej chwili warto używać głów i kwestia nazwy jest też takim kawałkiem czasu w którym warto najpierw pomyśleć, sprawdzić a może nawet zapytać i dopiero podjąć decyzję. Pozdrawiam ps A co do dawnych czasów o których wspomniałeś ktos kiedyś wpadł na takie głupie przepisy które regulują prawa autorskie, chronia pomysły (patenty), jak i zastrzegają znaki, texty, czy inne pierdułki więc myślę że warto o tym pamiętać i stosować coś co nazwałbym odrobiną przyzwoitości nawet w tak banalnych wydawaoby się sprawach. Swoją drogą myślę że ktoś kto popełnił tu w tym przypadku >plagiat< mógłby się "nawrócić" zrezygnować z nazwy i strzelić skruchę ewentualnie dogadac się np odnośnie założenia filii grupy "poszkodowanego" :D :D :D
  11. Tu nie chodzi o "niechęć" czy patrzenie z góry na "gównarzerię". Problemem jest odpowiedzialność PRAWNA za nieletnich uczestników zlotów i imprez. Wy jako "Młodzi" nie macie problemu jak coś się stanie. Problemy będa mieli "Starzy". Nawet w przypadku kiedy macie pozwolenie od rodziców, i z Waszej strony wszystko wygląda OK to w przypadku gdyby np któryś z Was złamał nogę wpadając na krowi placek automatycznie zaczyna się procedura szukania "dziury" we wszystkim co możliwe. I tu nagle My "Starzy" stajemy przed ludźmi typu policja, goście z ubezpieczenia i w końcu rodzice i musimy odpowiadać na pytania: Dlaczego na 100 osób były tylko 2 apteczki a nie 50? Dlaczego nikt nie był przeszkolony w zakresie udzielania pierwszej pomocy? Dlaczego ne było na miejscu karetki pogotowia? Dlaczego buty poszkodowanego niemiały atestu na "trawę wiosenną" tylko na jesienną? Dlaczego nikt nie posprzątał/przygotował miejsca zabawy wczesniej tak żeby ne było na czym sie pośliznąć? Dlaczego nie było gaśnicy ? Dlaczego trawa była mokra..?..... itd Więc nie patrzcie na to pod kątem lubienia/nie lubienia Was "Młodych" tylko pod kątem brania za Was odpowiedzialności. Za Was jako takich i za wszystko co wokół Was się dzieje. Pozdrawiam
  12. Czyli kwestia zakupów jak narazie za oceanem :( hmmm jakoś nie przyzwyczaiłem się jeszcze do zakupów na taaaką oodległość ;) Poczekamy może na jakieś święta pokaże sie w europie. Swoją drogą dobrze by było żeby gdzieś dorwać rzetelną "recenzję" tego tematu Tak czy siak dzięki migu
  13. CO do "scope not included" to olać mam taki fajny "amerykanski:) " w szufladzie to się założy. Kwestia czy ktoś to tu sprowadzi i ewentualnie kiedy :( Wydaje mi się po grzebaniu w necie że to chyba "gaziak" ale pewny nie jestem. Czas pokaże. Pozdrawiam
  14. http://www.airsoftgi.com/product_info.php?...roducts_id=1226 Ma wejść niedługo do sprzedaży w USA może i w europie sie pokaże niedługo? Szkoda że nic konkretnego nie napisali o tym "czymś" Pozdrawiam ps No i wrzuciłem to tutaj bo nie wiem czy to sprężyna czy gaziak czy aeg.
  15. Nie rozumiem dwóch ostatnich postów ale cóż może jestem inny :P:P Mój XM177 DoubleEagle jak narazie wypluł około 2000 kulek i żyje zer uszczerbku. Za następny miesiąc następny kawałek raportu :P
  16. Co nie zmienia faktu że na ich stronie cisza o tych SA80 :(
  17. Kilka lat temu (jakieś 10-12) w sklepach z petardami i fajerwerkami można było kupić "moździerz" Jako że organizowałem różne pokazy sztucznych ogni i takie tam miałem z tym doczynienia kilkakrotnie. Zanim napiszę co i jak działało w tym "moździerzu" wyjaśnię jedną kwestię PO NIECAŁYM ROKU SPRZEDAŻY ZAKAZANO TOTO SPRZEDAWAĆ. Więc po kolei. 1) Budowa "launchera": zwykła kartonowa rura o średnicy jakichś 6-8 cm grubość ścianki jakies 3 mm (podobna do papierowych tub jakimi się w podstawówkach wszyscy chyba okładali :P ) zaślepiona od dołu też kartonem, dugość jakieś 25-30 cm 2) Budowa "granatu": ładunek miotający wielkości mniej więcej połowy pudełka zapałek (nie wiem jaki proch był w środku), z podczepionym lontem długości jakichś 10-15 cm. "Głowica" wielkości piłki tenisowej (mniej więcej). Ładunek miotający przyklejony pod "głowicą" w taki sposób że wyglądało to jak balon z gondolą tyle że gondola bezpośrednio pod balonem a nie na linach. "Głowica" to materiał robiący ładne "wzorki" na niebie po wcześniejszym BOOOM :P . 3) Działanie: Zapalamy lont, wrzucamy do launchera nabój w dół ładunkiem miotającym i nie zaglądamy do środka :P. Po kilku sekundach wybuch wywala na jakieś 60-100 metrów "głowicę" która robi ładne efekty na niebie. Oczywiście rure trzymamy w ręce opartą o jakies konkretne podłoże dnem. Spostrzeżenia: Nie strzelałem tym po "płaskim torze" tylko zawsze balistycznie, raz przez nieuwagę (w Chojnicach chyba) zbyt płasko "położyłem" moździerz i pocisk eksplodował przy ścianie budynku na szczęście między oknami :roll: . Podstawowe spostrzeżenie:> dobrze że wycofano to ze sprzedaży bo na 100% ktoś zrobiłby sobie tym krzywdę. Fajna zabawka jak się przy niej myślało, ale na pewno nieodpowiednia do strzelania w kierunku ludzi. Nawet gdyby zrezygnowac z ładunku wybuchowego w "głowicy" na rzecz jakiegoś odpowiednio ciężkiego "stałego" pocisku (piłka tenisowa np.) to miałoby to chyba większa moc obalającą na 50m niż policyjne shotguny na gumki. Puenta: Da się zrobić moździerz piro bez żadnych problemów (z kumplem zrobiliśmy później kopię tego wynalazku i działał całkiem dobrze). Kwestia podstawowa nie można doprowadzić do sytuacji w której ładunek wyrzucany zablokuje "lufę" dlatego zawsze!! pocisk musi mieć mniejsza średnicę niż lufa a ładunek miotający musi być tak dobrany żeby zapewniał z założonymi stratami odpowiedni zasięg. Zresztą prawdziwe moździerze tez tak działają "brzechwy" czy inaczej lotki stabilizujące mają za zadanie przedewszystkim ustatecznić pocisk w lufie bo pocisk ZAWSZE ma mniejsza średnicę niż "kaliber" lufy. Tak więc rura np. z duraluminium-zaślepiona z jednej strony-ładunek miotający(petarda)-na niego pocisk OBOWIĄZKOWO OKRĄGŁY I MNIEJSZY OD ŚREDNICY LUFY i musi działać. Kwestie moralne zastosowania pozostawiam nie wynalazcom ale użytkownikom :twisted: Co do pomysłów na CO2 czy inne sprężone powietrze darujcie sobie chyba że macie możliwość nabijać butle sprężonym powietrzem bo ilość podjętych działań przed wystrzeleniem podczas rozgrywki ASG z takich wynalazków nie pozwolą wam się nacieszyć ze stosowania tego typu "broni" na polu walki. A siła dział kartoflowych jest na tyle duża, że w zasadzie dochodzą kwestie moralne takie jak przy PIRO -moździerzach. Pozdrawiam
  18. Izi skoro nie rozumiesz za bardzo samej idei pytania to sorki nic na to nie poradzę. Co do sposobów rozwiązania "strzału" tłoka to jest to może proste rozwiazanie ale nie najlepsze. Tak się składa ze wystarczy delikatne "rozstrojenie" prędkości podawanej przez silnik a siły sprężyny i niestety cofający się tłok trafia na poczatek zębów zanim osiągnie "koniec" ruchu. Dlatego ktoś kiedyś wymyśłił takie wynalazki jak mimośrody i temu podobne żeby móc w inny sposób załatwić tego typu "ruchy". Izi przepraszam że uraziłem twoje biedne inżynierskie serce :( postaram się więcej tego nie robić. Albo mam lepszy pomysł nie czytaj moich postów skoro tego typu "dywagacje" mogą doprowadzić do twojego zejścia :P Nie chciałbym mieć na sumieniu jakiejkolwiek śmierci tu na forum :P :P Zastanawiałem sie nad mechanizmem pseudo mimośrodu który pozwoliłby po naciągnięciu tłoka "odsunąć" go w bok żeby zeskoczył z zębatki. (do zrealizowania tylko w zakresie ognia pojedyńczego) Po strzale trafiałby spowrotem na koło zębate. Do iziego :P tak se pomyśłałem że gdyby ktoś kiedyś nie wpadł na GB to do dziś bawiłbyś sie w wojnę biegając z karabinkiem z terkotką na korbkę albo wydająć "odgłos paszczowy" tratatata. :D Ok wiem co chciałem wiedzieć (bez rozbierania kolejny raz spluwy) i mam temat do przemyśleń. Dzięki Stiff i Stolar no i oczywiście Izi :P :lol: Pozdrawiam
  19. Przyznam się że nie oglądałem dokładnie zębatek w GB i jakoś tak wydawało mi się że kwestia strzału jest jakoś inaczej rozwiązana, nie "kawałkiem be zębów" tylko może czymś na zasadzie mechanizmu powodującego zejście tłoka z koła. Nic to trzeba to robebeszyć i doookładnie obejrzeć. Jeżeli faktycznie jest tak że wycinek koła nie ma zębów i w tym miejscu tłok "wraca" to jedyne rozwiązanie to zwiększenie średnicy koła. Dzięki i pozdrawiam
  20. W gear boxach bezpośredni zespół "napina" tłok poprzez współpracę koła zębatego z "listwą" zębatą będącą częścią tłoka. To na jaką "odległość" zostanie cofnięty tłok zależy od długości listwy na nim bo o ile dobrze rozumuję to koło go napędzające kręci się "nonstop" (ogień ciągły), lub obraca się o X obrotu przy pojedyńczym. To X musi wystarczyć na naciągnięcie i następnie "zluzowanie" listwy tłoka. Stąd moje pytanie (czysto w tej chwili teoretyczne): Czy jeżeli teoretycznie zakładając/przedłużając "listwę" zębatą na tłoku możnaby spowodować dłuższą pracę tłoka a co za tym idzie możliwość zwiększenia ilości sprężanego powietrza w AEG-u ?? Powiedzmy że przerabiam GB w taki sposób że zębatkę napinającą tłok cofam o 20cm w stronę kolby (teoretyzuję), w miejsce standardwoego cylindra montuję przedłużony, w niego zapodaję tłok z przedłużoną listwą. Czy taki układ pozwoliłby na "zassanie" dodatkowych 20cm powietrza? Jeżeli się gdzieś mylę (chodzi mi o zasadę pracy tłoka w GB) to prosze o wyprowadzenie z błędu. Pozdrawiam
  21. Mam pytanko w związku z zapowiadającym się grzebaniem w XM177. Czy wymieniając lufę na nową jest sens przedłużyć ją do długości odpowiadającej założonemu tłumikowi dźwięku/płomienia ?? Czy tylko do końca "stałej" części lufy zewnętrznej ?? Raczej nie planuję "wzmacniać" sprężyny bo po kiego ma trafić szybciej GB. Pozdrawiam [ Dodano: 12.10.2005, 22:16 ] Nikt sie nie ustosunkował do pytania więc założyłem wedle uznania nową lufę i jutro pierwsze przestrzelanie planuję jak będę po napiszę co i jak. W obecnej chwili "nowa" lufa ma długość do połowy tłumika zobaczymy czy będzie ok czy trzeba będzie skracać. Pozdrawiam [ Dodano: 13.10.2005, 22:08 ] A wiec lufa o długości 47 cm to duuuże przegięcie, pomijam fakt że kulki faktycznie leca za każdym razem w to samo miejsce(celność ok) ale skuteczny zasięg z około 20-25m spadł do jakiś 6-7m. Te 47cm wstawiłem na 'wariata" bez obliczeń i z ciekawości, no i mam za swoje :P. Nie wiem skąd tu piszący biorą w tej replice długość cylindra tłoka = 5cm ?? Panowie jak liczycie to bierzcie do obliczeń długośc "pracy" słupa powietrza w cylindrze a nie długość tłoka. W najlepszym układzie GearBox cofając tłok przed strzałem odsuwa go od ściany cylindra o jakieś 2,5 cm więc żadne 5cm tylko 2,5. I przy takich wartościach okazuje się że chcąc spełnić wymagania (objętość powietrza w cylindrze >= objetość powietrza w lufie) trzeba zostać przy lufie oryginalnej :( ewentualnie przedłużyć ją o kilka cm. Ja mimo wszystko będę swoja skracał systeatycznie o kilka cm aż osiągnę satysfakcjonujące mnie wyniki w najgorszym uładzie wrócę do dlugości oryginalnej lufy tyle że będzie "precyczyjna" znaczy o lepiej dopasowanej średnicy. Jutro dalsza część prób "ogniowych" po skróceniu lufy. Pozdrawiam
  22. Jestem zielony jesli chodzi o elektryki od środka w zwiazku z tym prosze mnie poprawić jak coś będę chrzanił :) Więc gearbox plasticzany współpracuje z plasticznym elementem tłoka napędzając go. A metalowy? czy w miejscu "współpracy zębatek GB element wspólpracujący tłoka tez jest metalowy? Albo może cały tłok? Bo ja to widzę tak plastik wspólpracujący z plastikiem, czy poliweglan z poliweglanem pod wzgledem wytrzymałościowym o ile są to "dobre" tworzywa jakościowo powinny "dłużej" żyć w miejscu wspólpracy niż układ metal-tworzywo z reguły ten drugi element z tworzywa szlag trafia. Ale nie wiem jak wygląda miejsce "przesyłu" napędu na tłok w GB metalowych. Pozdrawiam
×
×
  • Create New...