FschPzAbw
Użytkownik-
Posts
81 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by FschPzAbw
-
Luneta G36 w ASG, jest używana raczej jako substytut lornetki i można ją bardzo łatwo wymienić na używaną oryginalną. Obraz z oryginalnej wkładki jest nieporównywalnie lepszy, mimo lekkich zabrudzeń (mają drobny afgański piasek pod optyką, dlatego też są wymieniane po powrocie z misji). Jedynym mankamentem w ostrej broni, było parowanie optyki podczas eksploatacji w niskich temperaturach (zakaz oddychania podczas namierzania celu :icon_eek2: )
-
I pamiętnika, gdyby na blogu też go olali. :hahaha:
-
Spokojnie! Taka malutka szpileczka, a zobacz jak działa. To chyba miłość...rodzinna :icon_biggrin: Kubuś już nie fukaj. Praca w sztabie wymaga poświęceń. Wszystko to sprawa dobrej organizacji zaplecza. Raz się jest Orgiem, a raz tym kpiącym lub dobrze się bawiącym. Sam wybierasz. Peace i długie włosy, ale tylko pod pachami. Straconka pozdrawia.
-
Dzięki Grey, że oświeciłeś młodego, zamiast prawić mu morały jak to uczyniła generalna gubernia w gajerku. Nie ma głupich pytań, tak jak i nie ma złych żołnierzy. Są jedynie zblazowane odpowiedzi i gówniani szkoleniowcy. No może z drobnymi wyjątkami. Forum to nie aplikacje i wyścig szczurów, a coś w rodzaju dupnej rodziny chcącej realizować wspólne zainteresowania...niestety co poniektórzy o tym zapominają i próbują powiększać mądrym, acz nikomu nic nie przynoszącym pisaniem swoje przyrodzenie :icon_biggrin: Każdy z nas był kiedyś na początku tej drogi...pomagajmy, odpowiadajmy, a nie gnojmy!
-
Myślę, że Orgowie nie mieli by przeciwwskazań. Co do atrap, to teoretycznie po każdym strzale powinieneś się jednej pozbywać. Atrap było by szkoda. Może pomyśl o papierowych cylindrach wypełnionych piaskiem, albo buteleczkach z wodą. Pozbycie się po strzale balastu będzie mniej kosztowało i bolało. Do tego wszystko eko. No chyba że wolisz nosić...niż się prosić :biggrin:
-
Soman dobrze prawi. My som szwarne chopy, nic ino do cyca przyłóż. Ataki biologiczne nam nie groźne. Mamy atest na utylizację. Nawet sudocrema skołujemy. Śmigło na placu tyż bydzie. Bo hanysy, gorole i medalikorze jak jedna rodzina. Czekamy i liczymy na pozytywne zakończenie obrad.
-
A na ilu szkudnik lata, czy nadal się wozi?
-
Na współczesnym polu walki mamy coraz więcej do czynienia z komputeryzacją. Niestety w realu często ta nowoczesna technika zawodzi i jesteśmy zdani na nasze umiejętności z epoki kamienia... Kiedy nasi sojusznicy zablokują dostęp do sieci, do GPS, wprowadzą błąd lub dzięki bombom grafitowym pozbędą nas dostępu do prądu i możliwości ładowania akumulatorków. Co wtedy? Wojsko, może nie koniecznie w PL posiada całe jednostki składające się z bloków połączonych siecią, podzielonych na sektory, właśnie do wirtualnego ćwiczenia symulacji działań. Często współdziałają one z położonymi paręset kilometrów dalej realnymi zgrupowaniami, które poruszają się po poligonie ruchem konika szachowego, według wytycznych wirtualnej symulacji. To działa, jednak dla tych w polu, stojących w deszczu, śniegu i czekających na ruch, jest to nudne i mało budujące. To już lepiej stać wieslem lub wolfem pod jednym z bloków lub siedzieć w kantynie i czekać w ciepłym na zakończenie gry/symulacji szefów. W realu prawie żadne symulacje się nie sprawdzały. Pomysłowość człowieka w zabijaniu, podstępność, sytuacja w danym miejscu i chwili żyje własnym życiem i nie zna granic. Żaden komputer tego nie odtworzy. Dlatego milsim ma dawać cywilom wrażenie bycia żołnierzem, a byłym zielonym i misjonarzom możliwość poczucia zimnej stali w dłoni, obcowania z przyrodą, oderwania się od realiów wojny w cywilu i bycia znowu przez chwilę członkiem stada. Na milsimach, jeżeli ktoś chce to może dobrze wczuć się w klimat. To dopiero na milsimie dotarło do mnie jak łatwo jest zginąć...w realu. Dlatego dziękuję, że jestem w jednym kawałku i cieszę się na każdego milsima gdzie mogę powyższe uskuteczniać z jak najmniejszym bagażem elektroniki na sobie. W realu świecimy nocą jak pochodnie w lesie, nasze wysiłki są liczone w minutach. Bo kiedy nadejdzie atak z góry, przy obecnej technice zabijania...nasze milsimy są i pozostaną świetną zabawą, integracją i treningiem kondycyjnym. Jeżeli ktoś pracuje ciężko fizycznie, no to może 48H spędzone w kępie krzaków, w fotelu przed monitorem będą odpoczynkiem. Mi osobiście pękła by dupa i przypomniała o tym czego w tygodniu za dużo. Pozdrawiam wszystkich byłych, przyszłych i tych co by bardzo chcieli, ale woleli służbę zastępczą dla ocalenia swych długich włosów i pacyfistycznych poglądów.
-
Bo dziecka płaczą, psy wyją a stare lamentują...było bojowo, tylko ta ostatnia spokojna noc bez noktonękania mnie zdziwiła. Pewno się akumulatorki i woda pokończyły:-D Pozdrawiam i czekam na więcej. HANS TD
-
I ja w końcu zmyłem majówkowe kurze, błoto po czasie samo odpadło i spłukał je górski deszcz. Dziękuję wszystkim za fajną zabawę, wspólne brodzenie i Fokenstabmannowi za dowodzenie. Foka ty wiesz jak zaspokoić SPA i błotne kąpiele. Pozdrawiam i gratuluję snajperowi, który z dystansu około 150 metrów, w lekkim deszczu, ściągnął mnie przez okno na wieży, podczas obrony diamentów. Proponuję wystawić go do odznaczenia za upór i męstwo. Mimo widoku towarzyszy odchodzących wokół do Walhalli nie wycofał się! Pozdrawiam wszystkich bordowych...albo na sercu, albo na głowie...Nitka dzięki! Glück ab! HANS Team Delta
-
Fajnie, bawełniane gacie kontra egzekucja obiektu. Nikt nigdy na piśmie nie da przyzwolenia na tego typu zachowania. Priorytet to wykonanie zadania z uwzględnieniem strat własnych. Jeżeli sytuacja jest patowa, to zawsze wiezień może uciec (co jest jego żołnierskim obowiązkiem) czy go podczas ucieczki dosięgnie kula, to już na jego własną odpowiedzialność. Wojna to syf, bagno, 0 zasad i kasa, kasa, kasa. Bardzo brudna kasa, ale kupując flaszkę w biedronce jest już jak każda inna. Zasada jest prosta, albo my, albo oni. Chyba lepiej pojechać po akcji na urlop z rodzinką niż być przez nią opłakiwanym. Pamiętajmy, że historię piszą zwycięzcy. A mordują wszyscy tak samo. Gdyby to Niemcy wygrali, inni tłumaczyli by się ze swoich grzechów. Mając duszę najemnika jesteś otwarty na świat i nie bierzesz wszystkiego tak na serio. Liczy się kasa i grill z rodzinką w domu. Nie jesteśmy politykami, tylko maszynkami do wypełniani zadań. A w zależności od stron, tymi dobrymi lub złymi. Nie mylcie zabawy w ASG z realem i nie cytujcie proszę niepisanych zasad, których w ZDV nikt nie uświadczy. A wracając do bawełnianych gaci. Nosisz to, co ci pasuje. Ważne, żeby ci jaj nie obtarło i nie krępowało podczas wykonywania zadań...jakie by nie były. W ASG pozostań przy jajach i szczęśliwym powrocie do mamy. Polskie drogi są nie raz jak samobójcze misje, pełne kretonów, morderców i nieodpowiedzialnej gównażerji w tatusiowych rakietach z naćpanymi dupami na kanapie. Od razu, te niby dzikie zakątki przestają być dzikie i klanowe układy i hierarchie zaczynają nabierać sensu. W oczach ekosrologów i innych pacyciulików, wszyscy żołnierze są mordercami. Tak na prawdę to myśliwi mordują, patrząc bezbronnej zwierzynie w wielkie czarne oczy. Celując do uzbrojonego człowieka, wiesz, że on może być szybszy i to twoja głowa zawiśnie na ścianie. To nie mordowanie, to ruletka i zawód nie najgorzej płatny. Nie mylcie wojska z ZHRem, a ASG z wojskiem. ASG to tylko i wyłącznie zabawa i gra plenerowa i przy tym pozostańmy. Neutralizacje pozostawmy tym po fachu!!! I nigdy nikt nikomu nic nie mówił.....w dzisiejszych czasach liczy się tylko papier...i kasa.
-
Osobiście dobrze się bawiłem. Co prawda byłem mocno zmęczony objawami po...promiennymi, na szczęście Orgowie mnie poratowali i koniec rozgrywki spędziłem za kółkiem. Żołnierz ONZ jest żywą tarczą i tak też się czułem. Nie było nawet szans na strzały bądź komendy ostrzegawcze. Od razu musieliśmy przejść do konkretów. Szkoda, że baza ONZ nie była ulokowana na wzgórzu jak wioska. Ułatwiło by to obronę, obserwację przedpola i umożliwiło wypuszczanie patroli odwiedzających wioskę, a nie czysto samobójczych wypadów. Dzieciaki z ZHP mogły dostać parę motyk i wymaszerowywać do kopania grządek np. w okolicy niecki z wodą. Mieli by więcej uciechy i wglądu w zabawę. Sam teren bardzo ciekawy i z dużymi potencjałem. Na pewno będę częściej odwiedzać tą lokalizację, a dobre zaplecze jest kolejnym plusem. Poczęstunek był wyśmienity, a batonik na wjeździe miłym zaskoczeniem. Rozumiem RECONA co do kwestii zaufania. Podobnie podchodziłem do moich podkomendnych i to się sprawdzało. Jeżeli jednak który oszukał i to się wydało. Ponosił tego konsekwencje i długo trwała odbudowa zaufania i pozycji w grupie. Myślę, że wszyscy jesteśmy na tyle zdyscyplinowani i uczciwi, że kontrola na bramie nie była konieczna. Aczkolwiek kontrola, przetrzepanie niektórych pojazdów i przydział miejsca były by dobrą drobną częścią scenariusza. Terminatorstwo było i będzie. Chociaż przypuszczam, że mniejszy dystans do respa odseparował by tych 100% terminatorów od tych zmęczonych chodzeniem. Korzystanie z wychodka pod ostrzałem...bezcenne i wymagające wiele samozaparcia, dla jego obrońców! Podziękowania dla Organizatorów i wszystkich braci ONZowskiej niedoli.
-
Towarzyszu Mikunda Teoretycznie NIE. Po komendzie następuje strzał ostrzegawczy...następnie należy celować w nogi. Noga to BEIN. NasenBEIN to kość nosa BrustBEIN to kość klatki piersiowej Po zgodnym z regulaminem ONZ wykonaniem ostrzału, możemy być pewni, że lokales już bliżej nie podejdzie. W wypadku wycofywania się lokalesów, nie jesteśmy w stanie określić, czy takowy nie niesie przed sobą broni. Wtedy powtórka z rozrywki. Komenda, strzał ostrzegawczy i teraz proszę uważać. Nie zapominajmy, że jesteśmy żołnierzami ONZ!...następuje strzał w nogi. Najpewniejszym jest obustronny strzał w SchulterBEIN znaczy łopatkę. Pamiętajmy również, że lepszy wróg z kałachem przed nami, niż przestraszony lokalny wieśniak skrytobójca z widłami za plecami. Niech mafia ONZ będzie z nami, a Khmeruchom popękają rzemyki w sandałkach.
-
Zgoda, tylko czyje? :icon_eek2:
-
Żołnierze ONZ powinni zachowywać się neutralnie. Generalnie mają prawie takie prawa, jak cieć emeryt ochroniarz na bramie zakładowej. Mogą jedynie reagować w sytuacji bezpośredniego zagrożenia. Jeżeli atakujący zaczyna się wycofywać i odwraca do nas plecami. Jego broń staje się niewidoczna, wtedy nie możemy już do niego strzelać (teoretycznie). Jeżeli banda Khmerków otoczy konwój, należy się uśmiechać, rozmawiać, być czujnym, dostosowywać swoje zachowanie do stopnia eskalacji i modlić. Prawdziwy żołnierz ONZ powinien zapomnieć o szkoleniach i nabytych umiejętnościach. Będziemy jedynie błękitnymi celami dla snajperów i ubezwłasnowolnionymi kawałami mięsa w rękach polityków. Niech Orgowie mają nas w swej opiece, a Khmerkowie nie nakładają nikomu woreczków na głowę... Wracając do mapki. Gdzie będą zlokalizowane "Pola Śmierci"?
-
Daj znać czy wyjęcie gąbki coś dało. Mam podobny problem z okularami i myślę o nabyciu gogli z wentylacją. Najbardziej mnie wkurza, kiedy po forsownym marszu chcesz się przyłożyć do strzału, a tu nic tylko mgła i mgła! Może jakieś kuracja przeciw nadpotliwości dała by lepsze efekty? Mamy w śród nas doktorka?
-
I dla tego niektóre khmeruchy gonią potem z wyciągarką w d...po polu. Trenuj pośladki Kmerku, ON-Zakapiory w natarciu?
-
OK Tak czy nie, czymś dojechać muszę. Decyzja należy do was. Pisząc o wolfie masz na myśli tego austriackiego długiego PUCH-a z demobilu. Silnik 2,4 litra? OK Tak czy nie, czymś dojechać muszę. Decyzja należy do was. Pisząc o wolfie masz na myśli tego austriackiego długiego PUCH-a z demobilu. Silnik 2,4 litra?
-
Dla tego pytałem o discovery. Jak nie będzie piaskowania karoserii kompozytem to mogę się nim dokulać. Opcjonalnie jest też wojskowy defender XD wolf, ale oba mają tylko 2 miejsca bo z tyły wszystko wymontowane...same miejsca leżące (nas będzie jak na razie 4 sztuki). Jak by co to jestem do dyspozycji. A wy czym dysponujecie?
-
Rozumiem, znaczy jak w przewodniku ONZ owca. W razie zagrożenia 1 wojska ONZ stój bo strzelam....czekam... 2 wojska ONZ stój bo strzelam i strzał ostrzegawczy...czekam... 3 już nic nie muszę bo przeciwnik był szybszy...leżę i krwawię Żarcik...w realu ONZ to najgorsze co może spotkać żołnierza. Jako impreza zapowiada się naprawdę ciekawie. A czy handel skonfiskowaną bronią z lokalesami będzie dopuszczalny. Oni tak informacji za friko nie wydają, a wolą mieć coś do samoobrony niż wciąż na nas liczyć. A na pewno umieją liczyć... Co do pojazdów. Widziałem czarne Land Rovery Discovery na wyposażeniu ONZ. Macie już coś, czy wszystko z buta?
-
Czy strona ONZ ma być bierną i zachowywać się neutralnie, wystawiając błękitne "tarcze" w oczekiwaniu na pierwszy strzał przeciwnika. Czy może nasz immunitet zostanie jednak dochowany i będziemy mogli w spokoju przyglądać się masakrze na tubylcach? Obowiązują nas ścisłe reguły ONZ, czy uproszczona wersja spadochroniarza BW jest dopuszczalna? Staruszków i matki z dzieciorami przez aleję snajperów przeprowadzać raczej nie będziemy...
-
Filmik nakręcony przez kumpla z kompanii.