Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

Gor

Użytkownik
  • Posts

    1,487
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Gor

  1. eee tam- da się zrobić bez problemu midcapy do BARa (5min), inne giwerki to już więcej dłubania ale w pół roku się da ;) PS: BAR ma magi do emki w skorupie BAR, wkręcone na jedną słownie JEDNĄ małą śrubeńkę, wymiana powinna trwać w porywach do 5minut z siorbaniem kawki po każdym obrocie śrubokręta :)
  2. Powała- może dla kilku osób będących w sytuacji powyższej przewidzisz rolę partyzancką V Kolumny niemieckiej? Szkoda żeby ich ominęło (oczywiście z utrzymaniem proporcji żeby nie zjawiło się 40% dywersantów :icon_wink: ) PS: W temacie dotyczącym broni dopuszczalnej sugeruję dodać jeszcze pistolet Browning High Power (dostępny od WE) Dlaczego to już odsyłam do źródeł :)
  3. Mieliśmy okazję (SSInc i Apokalipsa) wspierać działania oświatowe Muzeum II WŚw w Gdańsku- zestaw inscenizacji 'Wileńszczyzna 44' który miał miejsce 2.02.14 w Skansenie budownictwa ludowego w Olsztynku, gościł m.in kombatantów tamtych wydarzeń, no i zgromadził spore gremium widzów. Bawiliśmy się setnie i dość pożytecznie- zapewne to nie ostatnia nasza przygoda z rekonstrukcją. http://olsztyn.nasze...49776,t,id.html
  4. SSInc podejmuje wewnętrzną dyskusję nad zagadnieniem( strona polska) i podajemy dalej.
  5. Gor

    Kar98K

    kiedy ja pokpiwam z teorii w myśl której Radomiak nie klekotał- to odnośnie opinii Seppa :)
  6. A toś zapunktował Arturze Kazikiem- wielce doceniam i szanuję mego krajana :)
  7. Małe sprostowanko ad kampanii afrykańskich: 1. Miejcie na uwadze że Panzer IV miał dwie wersje F 1 i 2- ta druga miała długolufową KwK 75mm i jej pod El Rommel nie miał WCALE, za to miał masę PzII z działkiem 20mm oraz włoskich Carro Armato trochę- trzon stanowiły PzIII z armatą 50mm w wersji zdaje się L 2. Nie porównywałbym AK spod El z AK spod Kasserine bo tam właśnie Rommel PzIV F2 już miał, jak również kontyngent Tygrysków- kilka,ale za 'sztych włóczni' zawsze dały radę. 3. Arturo- ja wiem że oczyma wyobraźni widzisz Pattona jak na białym koniu ratuje losy Europy ale muszę Cię rozczarować- nas Polaków by nie docenił bo za dużo 'myślimy' jak na jego gusta podwładnych (oczywiście- miał wyjątki,ale tylko wyjątki) Nam na białym koniu wolność przyniósł nasz rodak Rokossowski :D A w kwestii marszałka Żukowa- pamiętaj o innej myśli strategicznej obu państw. Żukow nie mógł się wyłamać z doktryny generalissimusa i tyle- dla nich dywizje to były jeno cyferki i właśnie DLATEGO wojna skończyła się w pięć lat totalną porażką Fjurera, gdyby zostawić to na grzbiecie anglosasów to by sobie potrwało i skończyło się dla nas pustynią ponuklearną zapewne . Generalnie Koledzy- nie dajmy osobistym sympatiom i ocenom przysłonić wymiaru samych wodzów. To że nie lubię Monty'ego nie znaczy że ujmę mu umiejętności budowania wizerunku czy potencjału wojennego armii, z drugiej strony nie mogę Pattonowi odmówić porównania z Muratem, ale i z Goeringiem ;) Rommel miewał załamki jak pensjonarka a Żukow był bezlitosnym katem swoich ludzi (choć i ruskie z biegiem lat już nie szturmowali frontalnie a więcej manewru stosowali...no- TROCHĘ więcej ;) ) iiiiii tak daaaaleeeej. Co nie znaczy że jakbym miał 4sztuki Ronsonów i spadaków na ochotnika to bym tej trasy choć nie ugryzł i dlatego nigdy nie zagrzeję miejsca w korporacji ;) G.
  8. Jak znam życie wszystkie niedostatki z napiętym budżetem włącznie da się przezwyciężyć, ale wieczoru kawalerskiego przyjaciela 'od zawsze' po prostu nie wypada. Nie myśl że mi nie szkoda, ale reprezentacja jak piszesz jedzie godna zatem żadna dla imprezy strata :)
  9. Gor

    Kar98K

    czyli na Radomiaka się nie zda :D ;) Artur- pogadaj z Rudixem, pobawił się nieco swoim Karem od GG zanim go puścił w świat. Z tego co pamiętam chwalił sobie 'real-steel feel', ale z grywalnością było różnie. Rzekomo można z 20m nie poczuć pojedynczej 8mm kulki strzelanej na 450fps w klatę...
  10. Uff- nie wytrzymałem, muszę wtrącić pięć groszy. Za pozwoleniem asanów zatem: 1. Arturze- kończąc twą ostatnią myśl jednak nie wiemy ILE tego paliwa Shermany miały w bakach przejechawszy most ;) 2. Zawsze dziwił mnie wybór brytyjskiej jednostki do wykonania ŚMIAŁEGO i RYZYKOWNEGO uderzenia frontalnego w miejsce jankesów. Czy dlatego że bardziej krewcy, czy że znacznie (średnio) głupsi jednakże trza przyznać uesom że do szarż nadawali się znacznie bardziej. Sorry, ale całokształt historii potwierdza że herbata rządzi w bitwie defensywnej (batalistykę morską pomijam bo to inszość) 3. Nawiązując do powyższego popieram Artura że czy byliby to hamburgerowcy, czy też nasze chłopaki to wiedząc o co toczy się gra PO PROSTU BY SPRÓBOWALI!!! Zakładam że 4 Ronsony plus paru spadaków różnicy nie czyni, ale ze szwadronu konnych jadącego wąwozem szerokości tunelu metra nie miał prawa wyjść żaden żywy ;) Owszem, Michał ma rację że DZIŚ znamy układ sił- lord Carrington nie znał,ale i poznać nie spróbował i to musicie przyznać. Nie wiem jak często macie okazję pogadać ze współczesnymi 'misjonarzami' obcych państw, ale generalny trend jest taki że każdy chce służyć z Polakami bo czy im się pozwala czy nie pójdą pomóc swoim jeśli mają kłopot ;) 4. Montgomery był nie tylko chamem i weszką, ale również karygodnym szubrawcem czego dowodem jak obwinił (pospołu z Boyem) Sosabowskiego po akcji, jemu więc nawet czasu nie poświęcę. Co zaś do oceny frontmanów armii o których toczy się paralelna dyskusja przyznacie że w dobie mediów (ale i znacznie wcześniej) wodza ocenia się nie tylko po talentach strategicznych. Minęły czasy małego Korsykanina który czynami napisał kilka podręczników strategii i marketingu wojskowego. Patton nie był w polu wiele lepszy od Żukowa Arturze, a mores mieli podobny z tą różnicą że Żukow był 'wasze błagarodje' typem carsko- pruskim, a Patton połączeniem Pułaskiego, Murata i Clinta Eastwooda czyli postacią z filmu akcji. Każdy na swój sposób oddziaływał na wyobraźnię podległych mas i każdy miał taktykę słynnego niegdyś reprezentanta Polski Jacka Krzynówka 'cały czas do przodu'. A swoją drogą temat ten zasługuje na odrębny topic nie? Dominiku kochany- jeśli nie uważasz pogonienia hord herbatników przy pomocy 40 lekkich/średnich czołgów częściowo włoskiej produkcji ale jadących na oparach za sukces godny zagonu 7dywizji we Francji to ja się od Ciebie odkreślam dwiema grubymi krechami i żegnam się lewą stopą :) 5. I last but not least- krótka dygresja dotycząca wsparcia lotniczego aliantów z okresu 44-45. Owszem- na teatrze zachodnim było nieco sprawniejsze niż na wschodnim, choćby z racji przewagi ilościowo-jakościowej, ale i tak zarówno skutecznością jak i efektem psychologicznym nijak im do Luftwaffe w rozkwicie. Kończąc- bardzo lubię czytać i słuchać polemiki Artura z Dominikiem, mając przyjemność i zaszczyt znać obu osobiście i wiedząc jak innymi drogami potrafią chadzać, nawet szukając piątego dna (które niestety raz na czas lubi tam się pojawić) Pozdrawiam serdecznie znad sopli na palach Torpedo Versuchsanstalt Oxhoft! G.
  11. a mnie to się widzi pany że w każdej armii, lidze, szkole, obozie skautów, rekonstrukcji itede my jesteśmy i oni są, a oni to są zawsze jakoś tacy 'onsi' i nie zasługują na coś :icon_biggrin: No- do czasu jak znajdziemy wspólnego wroga, to może na chwilę są już bardziej 'swojsi' ale tylko do czasu jak nam się przypomni (nie tylko niestety polskie) powiedzonko Kazimierza Pawlaka 'Kargul to wróg, ale mój-twój- nasz! Na własnej krwi wyhodowany!' Wewnętrzna rywalizacja jeśli tylko trzyma zdrowe reguły wydatnie zwiększa osiągane efekty i podnosi poziom sprawności bojowej ot i co!
  12. Nawet nie zaglądam, termin od dawna zaklepany. Łudzę się że bym nie pojechał bo dystans, ale skoro na Śląsk dojechaliśmy PolskimBusem.... Jedźcie, poopowiadacie :)
  13. HA! Sławną widziałem kilka dni temu- wyłowiłem na czyjeś playliście Youtube, ale traf :) Oglądałem wywiad z Pasikowskim odnośnie 'Jacka Stronga' i generalnie propozycji filmowych. Pojawił się scenariusz pod wiele mówiącym tytułem '303' który rzekomo czeka cierpliwie w kolejce na biurku reżysera i ma spore poparcie producenckie- chyba chcą zrobić wreszcie porządne epickie kino wojenne u nas. Oby diametralnie różne od mojej ukochanej 'Bitwy Warszawskiej'. Byłoby coś poza skądinąd pięknym 'repeat please' na konto naszych ikarów. Heh... Linda z toną makijażu jako Zumbach... :D
  14. pomysły z transmisją ciekawe,ale niestety nieprzystające nijak do realiów pola 'walki' ash, prędzej do rekonstrukcji Lukas- jak organizacja kolego to bardzo chętnie te 10 osób ale nie dzień a tydzień wcześniej poprosimy, w przeddzień już jest zazwyczaj 90% ogarnięte :icon_wink: poza tym chłopy pamiętajcie że to teren wielkiego narodowego MAUZOLEUM- my chcemy uczcić obrońców grą, ale opory władz przed zorganizowaniem czegoś co nie jest bieganiem w mundurach do kamery mogą być spore więc jak trafnie określił Orzełek- nie podpalajmy się na próżno
  15. no wiesz- przy okazjach różnych miewam z kombatantami do czynienia dość regularnie ;) niestety- rozmowy w stylu podobnym do tego: -a ty gdzie byłeś?u kogo? - w 43-cim u 'Łysego' - taaa? a ja całą wojnę byłem prawą ręką 'Łysego' i ciebie jakoś nie pamiętam!! OSZUST! ZDRAJCA! etc etc etc... ech.....
  16. Widzę że dyskusja rozlewa się na różne obszary i czytam z zaciekawieniem. Chciałbym wtrącić wpływ faktora zwanego ogólnie 'psychologią tłumu'. Ludzie są jacy są- wszędzie znajdą się oszołomy (jedni w wełnianych turbanach inni w wełnianych beretach z antenką) i konstruktywni dobrzy ludzie. Jest również centralna masa całości, bardzo często przysłowiowo 'ciemna' i podatna na manipulację. Tłum to organizm a nie suma składowych, ma więc własny umysł i potrafi pchnąć nawet silne jednostki do uczynienia czegoś haniebnego. Hipnotyczna presja 'organizmu' tłumu czyni z cichego muzułmanina, przemiłego Rosjanina czy spokojnego i zorganizowanego Niemca krwiożerczego psychopatę gdy tylko pomacha im przed oczami 'wyższą koniecznością'. I tenże podrzyna gardło sąsiadowi mimo że osobiście to nawet go lubił, ale niestety- jwiedzie mu się lepiej niż innym bo zapewne jest Żydem, albo homosiem albo kolorowym, albo ... ETC ETC wystarczy spojrzeć na nieodległą w czasie i przestrzeni Jugosławię czasu wojny domowej (a te domowe są zazwyczaj najstraszniejsze) Nasz naród skłonny do pieniactwa, 'wypitki i wybitki' dwa razy sobie powtarzać nie da- staruszkowie cywile i nawet zasłużeni kombatanci okładający laskami ochroniarzy w obronie narzędzia walki politycznej zeszmaconych para-elit państwa: obraz ten zostanie ze mną chyba na zawsze jako paląca szrama na umyśle i dumie Polaka.
  17. no właśnie, dlatego po podsumowaniu kosztów raczej polecałby rozważenie stylizacji a później reko zwykłego piechociarza US jeśli już chcesz być UeSem :icon_biggrin: U spadaków tyle tych pierdółek, falbanek -brakuje tylko szyfonowych rękawiczek za łokieć i boa z piórek :icon_wink: Zbankrutujesz kolego! Tutaj dozbieraj 200 i kup, tutaj też 200 i tak dodatkowy tysiaczek się zbierze i tak sobie leci w górę suma.... :icon_razz:
  18. ano prawda najprawdziwsza, ale trzeba mieć zacięcie i chcieć- dzisiaj już ludziom się coraz mniej 'chce' a gołąbki same mają wlecieć do gąbki no,ale to raczej nie są ludzie z tego podforum :)
  19. nie, bo w lecie jest za wesoło i to nie przystoi do martyrologii Wyklętych, nie oddaje tragizmu tych chwil :P (ok, to też ironiczna przewrotność,ale założę się że pojawiłaby się nie raz w dyskusji gdybyś to zasugerował na forum publicum)
  20. no to ja poproszę namiary do tej Pani na priva,a wracając do tematu zapytam Cię Arturze w odniesieniu do Twojej pięknej wypowiedzi (owszem- popieram że 'pamiętanie o Alamo' ma wiele pozytywnych funkcji w narodzie) czemu u nas te porażki nie tylko się pamięta i opiewa,ale są powodem do przechwałek? Bo niestety tak jest. Przytaczając znów za Wańkowiczem (którego uwielbiam, a który był zupełnie przypadkiem chrzestnym ojcem mamy Orłosia :icon_smile: ) 'w armii polskiej mała jest różnica między bohaterstwem a tchórzostwem- ten sam żołnierz pod ogniem walcząc zostaje bohaterem, uciekając- tchórzem. W armii pokroju brytyjskiego jest dodatkowo szeroki pas ziemi zwany 'obowiązkiem'. Niestety my sami uwielbiamy się przechwalać lekcją bohaterskiej śmierci podczas gdy w tym samym wydarzeniu lekcja 'obowiązku' wypełniona była co najwyżej na tróję z minusem (Wańkowicz nie znał jedynek- zakładajmy więc że na dzisiejsze to dwója z minusem)' Ot i cały szkopuł- gdzieś tam w głowie czy duszy wpojono nam że wystarczy podkręcić wąsa i rozedrzeć rejtanowsko szaty lub dać się zarąbać żeby grzechy zostały odkupione u bozi a zapomniane w narodzie bo się w końcu 'oddało życie za...' Trąci mi to po trosze sposobem na życie szlachcica IIRP czyli odrobinę poczciwością zabarwionym warcholstwem. Jak to wyraziła mistrzowska pieśń Wiesława Gołasa 'rubaszny czerep, ale dusza-znany fakt!' Kurdesz no- pospolite ruszenie, partyzantka, każdorazowa ambitna negacja odrabiania pracy domowej z życia. Piękne czasy Księstwa Warszawskiego- wspaniała karta militarnej historii. Co z tego skoro obiektywnie rzecz ujmując chwalimy się okresem w którym robiliśmy za mięso armatnie w interesie dyktatora który nas regularnie .... no :) Równie dobrze można było zawczasu podpiąć się pod krucjatę Adolfa przeciw bolszewizmowi (ok- wyłączając przemysłowe ludobójstwo które stanowczo oddziela obu dyktatorów) Na jedno by wyszło. Nikt tak ładnie nie szedł na dno z okrętem, nikt tak nie dawał się na ochotnika mordować w ogniu km'ów (ruskich zaganiało NKWD) A my zamiast przeżyć by walczyć w przyszłości wciąż tylko te Termopile i Termopile :) Owszem-dziś nie jest u nas najgorzej i zgrzeszyłbym narzekając na całokształt, bo 'jakoś jest', z tym że mnie zawsze uczono że równa się w górę a nie w dół, a nasz naród chyba stać na wiele,wiele więcej. Czy się mylę?
  21. No ale tutaj mamy swoistą rozbieżność- bronimy do ostatka Westerplatte i zostawiamy Wichra na Helu dla dodania animuszu obrońcom (jestem w stanie zrozumieć kwestię dodania otuchy obrońcom wybrzeża- w końcu nikt się nie spodziewał że szkopom pójdzie AŻ tak szybko, nasz dywizjon niszczycieli miał wrócić do polskich baz morskich na czele brytyjskich eskadr płynących z pomocą.... Z drugiej strony mamy wyraźny rozkaz UNIKANIA walki z sowietami (Rydz) który spowodował że w oczach opinii publicznej dobrowolnie daliśmy się wyd...ć bo przecież wojny nie wypowiedzieliśmy. To nasze z przeproszeniem 'Zesraj się a nie daj się' z którego jesteśmy tak dumni zalatuje mi tanią wersją Bushido.. PS: Domin jak będziesz grzeczny to mogę ci pokazać wrak Wichra przy okazji :)
  22. btw- polecam http://forum.wmasg.pl/topic/15715-rekonstrukcja-historyczna-a-airsoft/ :)
  23. Drodzy Koledzy Troszkę czasu nosiłem się z zasygnalizowaniem poniższych treści, aczkolwiek skoro to podforum Ash/Reko i niejednokrotnie gryźliśmy trudne zagadnienia z zakresu samej historii, polityki historycznej, etyki itd. to nie znajduję lepszego miejsca do wymiany zdań na ten temat. W roku ubiegłym obchodziliśmy okrągłą 150 rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego i (bardzo prawidłowo) sprowokowało to nie tylko obchody, publikacje, produkcje filmowe itd. ale również wiele konkretnych dyskusji. Te zwyczajowe w kwestii wszelkich powstań 'po co?', 'dlaczego?', 'czy można było?', 'co by było gdyby?', 'kto sprowokował a kto skorzystał?' Pojawiło się też kilka które zwróciły moją szczególną uwagę. Odnosiły się nie tylko do faktów- domeny historii, ale bardziej do psychologii i szeroko pojętej historiozofii. Tezy które mam na myśli miały wspólny mianownik: skąd u nas- Polaków, kult klęski? Dlaczego tak uwielbiamy ginąć za ojczyznę skoro jak się wyraził Patton 'to ten drugi s..syn powinien zginąć za swoją'? Czemu mistyczny nimb otacza szlachetne klęski bardziej kusząco niż zwycięstwa? Nie wiem czy podzielicie moje spostrzeżenia, ale po trochu 'taplamy się' w przelanej krwi przodków- namaszczamy sobie nią czoła patrząc z dumą wstecz jak to oni potrafili iść na bagnety w ogniu karabinów maszynowych. Anglik nie pochwali się szarżą pod Bałakławą, mimo że poszli dzielnie i lojalnie wykonali rozkaz, (tępy skądinąd) Jankes zawsze będzie wolał Midway niż Pearl Harbor (nawet w ostatniej wybuchowej ekranizacji nie podarowali sobie rajdu Doolittle'a żeby pokazać że się odkuli) Ruski się nie będzie obnosił z miesięcami zbieranych od Niemca cięgów w 41' a o porażkach z rąk Rzeczpospolitej Obojga Narodów to możemy zapomnieć. Przykłady można mnożyć. Spójrzmy, zawężając na chwilę zagadnienie, na temat Września 39'. Owszem- powojenna komunistyczna Polska zacierała ślady po dawnym państwie Panów, ginęły pamiątki, dane (z racji charakteru kampanii a potem wojny wiele sprawozdań nie powstało, zostały zagubione lub okaleczone) i to tłumaczy sentyment kolekcjonerów do broni,barwy i tradycji polskiego żołnierza z Września (białe kruki, wykopki itd) . Do polskiej tradycji i myśli technicznej (spójrzmy nawet po cennikach szpeju do rekonstrukcji- bezsprzecznie najdroższy jest sprzęt do reko polskiego z 39' a czy jest go trudniej zrobić?a może materiały są droższe? Sprzedawca i producent wiedzą że damy za to więcej niż za np. battledress w którym zaczęliśmy coś wygrywać porządnie. Czemu?) Kocham te mundury i tą broń nie mniej niż inni, a jednak praktyczna strona mojej natury każe mi się zastanawiać dlaczego gdy znajomi zza granicy pytają o Polski Wrzesień vel Polish Campaign nie zaczynam od słów ' No niestety- byliśmy kiepsko przygotowani i daliśmy ciała strategicznie a często i taktycznie' a rozpoczynam od tyrady: Mokra, Krojanty, Hel, Bzura, Warszawa, Modlin, Oksywie (jasne- zaczynam oczywiście od Oksywia i Helu, nic nie poradzę ;) ) A najśmieszniejsze że nie tylko ja- postawę taką widzę u ogromnej większości ludzi mających jakieś pojęcie o temacie. Romantyczny naród? Wańkowicz w 'Monte Cassino' pisał że gdy spytać Polaka co widzi mówiąc 'Wojna' powie 'Szarżującą kawalerię' a Brytyjczyk na to samo odpowie 'Miliony wyprodukowanych konserw i koców' Owszem- nasz kraj od czasu przepierdzielenia swojej pozycji w Europie a w efekcie samodzielnego bytu w każdym konflikcie walczy o ten byt od nowa,a niektóre inne kraje po prostu były są i będą więc wojna to dla nich kolejny interes- w zależności od wyniku dobry lub zły. NIEPRAWDA- wystarczy popatrzeć na narody bałkańskie czy nadbałtyckie: regularnie były w strefie wpływów mocarstw i regularnie traciły tożsamość, a jednak wolni są od skłonności do opiewania porażek. Zastanawia mnie czy taki brak praktycznego podejścia do zjawisk nie przyzwyczaił nas do tego co w szkole nazywa się 'oceną za chęci' czy też w sporcie 'oceną za styl'. Wojna to nie łyżwiarstwo figurowe niestety, a jednak my nalegamy że umiemy umierać najlepiej na świecie. Pięknie gramy ale nie strzelamy goli, a jak już strzelimy to wpuścimy o jedną więcej. W świecie gdzie liczy się tylko i wyłącznie WYNIK to niebezpieczna tendencja.... Generalnie- zarzucam tu wieele rozmaitych nici i wątków pozostawiając taki dość nieregularny zlepek świadomie. Chciałbym pogrzebać w Waszych odczuciach czy teoriach- może i mi się poukłada nieco lepiej, w końcu jesteście ludźmi którzy znają historię z faktów a nie beletrystyki, macie poglądy, macie sentyment, macie swoje gusta- wszystko to w połączeniu z hobby które polega na ożywianiu tejże historii. W końcu- nasze dzieci uczą lub będą uczyć historii od nas (program historii w szkole jest żałośnie okrojony) będą nią nasiąkać w domu, będą kolejnym pokoleniem- tym któremu już żaden żywy świadek wielkiego konfliktu nie opowie osobiście. Wybaczcie przydługi wywód i zapraszam do wynurzeń G.
×
×
  • Create New...