enzig
Użytkownik-
Posts
145 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by enzig
-
Co do krzesiw to wszystko jedno jakie, każde jest dobre, ja używam różnych i tych od Firesteel-(polecam) jak i tych prostych, zrobionych domowym sposobem i wzystkie działają tak samo, jest iskra będzie ogień, jak się ma dobrą rozpałkę wstępną to i pjedyńczą iskrą rozpali się szybko a jak rozpałka jest zła to i najlepsza (najdroższa) nic nie zdziała. Blok magnezowy jest OK, choć krzesanie iskier na rozpałkę jest mniej wygodne niż przy tradycyjnym krzesiwie. Co do rozpałek to dobre pomysły, wata, tampony itd. Ja wraz z krzesiwem tradycyjnym używam suchego kawałka mocno żywicznej sosnowej laski-dziadek mówi na to "skałka" wisi sobie takie coś wraz z krzesiwem, rozpala się świetnie i działa jak krzesiwo magnezowe. Zeskrobuje nieco włókien i łapie iskę za każdym razem odrazu, jedna taka laska starcza na kilka do kilkunastu rozpaleń do tego jest bardziej odporna na wilgoć niż tampony i wata. Proste i skuteczne!
-
Temat postu: "Istota survivalu, Czym jest dla was?" tym jest dla mnie a nie wg Zielonej Kuchni czy słownika- kolego!
-
Odrzućmy na chwilę stereotypowe myślenie o ekstremalnym survivalu opartym o fakty lub wymyślone historyjki typu: spadł samolot z nieba, rozbił się w dżungli lub na bezludnej wyspie i teraz mamy zajebisty wymarzony survival, radocha po pachy i z uśmiechem od ucha do ucha możemy się sprawdzić, bo dzięki bogu zabraliśmy ze sobą ten nowy wspaniały nóż przetrwania którym będziemy polować, budować oraz ble ble ble... Wg mnie Survival to przetrwanie, unikanie zagrożeń zdrowia i życia, to traumatyczne doświadczenie którego nikt z nas nie chciał by tak naprawdę przeżyć. Nie ma to nic wspólnego z turystyką terenową z plecakiem w lesie czy górach z kijkami trekingowymi czy zabawy z repliką w rękach ganiając tam i z powrotem po lesie. Skoro tak bardzo lubisz survival to lubisz też takie sytuacje: -przechodzisz przez jezdnie każdego dnia, ile to razy nie zdarzyło się że jakiś debil wjechał na pasy wymuszając pierwszeństwo przed pieszymi- co robisz? (survival-ujesz) -jedziesz autem i widzisz kretyna pchającego Ci się na czołowe- co robisz? (survival-ujesz) -idziesz nocą przez osiedle w podłej dzielnicy, wychodzi zza rogi wprost na Ciebie kilkuosobowa grupka nagrzanych gówniarzy- co robisz? (survival-ujesz) Powiedz szczerze czy lubisz takie sytuacje i emocje jakie nim towarzyszą? Powiedz też jaki sprzęt w kieszeni czy plecaku pomógł by Ci w takich sytuacjach- bo to w końcu upragniony prawdziwy survival. Ja to w lesie czy górach to czuje się jak w domu a codziennie w okolicach domu jak na survivalu.
-
Garść konkretnych informacji dotyczących uzdatniania http://survival.strefa.pl/uzd_wody.htm A tak ode mnie, to wszystko to co nie spadło z nieba lub nie wypływa bezpośrednio z ziemi uważam za skażone i gotuje, choć i gotowanie nie zabija wszystkiego co w wodzie może się znaleźć (zbyt niska temperatura wrzenia) Poza tym w survivalu "made in Poland" pozyskiwanie wody ewentualnie uzdatnianie to tylko chyba dla zabawy (i lub) wiedzy-umiejętności. Pełny camelbak (3l) plus manierka (1l) plus zapas w plecaku (2-3l) i po cholerę mam cokolwiek oczyszczać? W naszym kraju z takim zapasem przejdę wystarczająco daleko by spokojnie znaleźć pewne ujęcie wody-czyt. kran, sklep by uzupełnić zapasy.
-
Książka Łuczaja nie jest przewodnikiem po roślinkach tylko fachowym poradnikiem co z jakiej rośliny można uzyskać, sposób przygotowywania, przyżądzania itd. nie ma w niej żadnych opisów wyglądu, miejsc występowania i obrazków, jak by się komuś mogło wydawać. Musisz znać wcześniej roślinę lub ją z dobrym przewodnikiem zidentyfikować a najlepiej z 2 dobrymi przewodnikami by miec 101% pewności że to ta właściwa, by móć następnie posłużyć się książką Łuczaja, koleś nie uczy rozpoznawania roślin lecz ich używania. Mam ją i bardzo cenię, jak do dziś to żyje i żadno zatrucie mi się nie przytrafiło. Ale zasadniczo nie polecam, eksperymentów z roślinkami bez gruntownego przygotowania.
-
Co do filmów to się też zgadzam, ale wskazałem na literaturę a nie na filmiki o radosnym pomykaniu z nożykiem po krzaczkach :)
-
Moja propozycja Dla początkujących Spyderco Triangle, dla zaawansowanych kamienie, proste diamenty z Lidla też są bardzo dobre a w teren Benchmade tactical pro knife sharpener.
-
http://www.survival.infocentrum.com/s/fring.html zakładka źródła wiedzy/literatura
-
Ja ze swojej strony polecam noże Fallkniven. Bardzo dobre noże, laminat VG10 przykładowo A1, A2, S1 czy nawet mały F1 to idealne noże survivalowe, ciężkie doskonałe do rąbania, batonowania, przygotowywania posiłków, przygotowania schronienia ostatecznie walki. posiadają "fighterski" wygląd i zacięcie, noże niezniszczalne idealne. Ja osobiście posiadam model A1 z profesjonalną pochwą custom kydex. Nie zamienił bym tego noża na żaden inny i w sytuacji kryzysowej był by u mnie numerem 1.
-
OK Foka, skoro tak mówisz to zmieniam zdanie, nie polecam nikomu tej szajsowatej żarzącej się latareczki.
-
Fakt, Fulton to staroć "3 pokolenia wstecz" jak pisze Foka. Mój Fulton też miewa czasem humory, ale jakoś nie widzę następcy, niezniszczalna, prosta jak cep, deszczu się nie boi, świeci, klasyk.
-
polecam Fulton kontówke, super latarka i tyle!!!
-
A co w sytuacji gdy potrzebny jest śpiwór mały, lekki taki powiedzmy "kieszonkowy" co by w patrolowym plecaku lub butt packu (jak chcę się w samym oporządzeniu wybrać na wycieczkę) miejsca dużo nie zajmował i był w miarę ciepły. Co polecacie? jestem na etapie poszukiwań takiego mini śpiwora bo latanie z tobołami już mi się znudziło, tym bardziej jak się wybieram w teren na noc lub dwie.
-
Najniebezpieczniejsze są jednak owady, ja tam nigdy nie widziałem żadnego dzikiego psa, nie raz Bóg wie co mnie ugryzło i paluchy puchły w mgnieniu oka, jeden znajomy przy okazji zakrapianego karczowania, przespał się w lesie kilka godzin i jakież było jego zdziwienie jak się okazało później w szpitalu że na plecach i nogach ma ponad 60 kleszczy. Co do dużych zwierząt to nie jest do końca tak jak się mówi, że uciekają, czują człowieka na kilometry i są niezwykle płochliwe. W większości przypadków to prawda i z natury tak jest, ale zwierzęta tak jak i ludzie przyzwyczajają się w jakimś stopniu do obecności ludzi w lesie i nie wieją w nogi jak coś człowieko podobnego wylezie z krzaków, mamy przecież mase ruchliwych dróg przez lasy, coraz większą ilość aut do tego grzybiarzy, leśników, drwali, wycinki, hałasy pił łańcuchowych, gówniarzy i innej zarazy, zwierzęta przyzwyczajają się do tego tak jak człowiek do zmieniających się warunków środowiska i nie mają potrzeby natychmiastowej ucieczki. Dlatego natknięcie się na dziki, lisy czy sarny nie jest zjawiskiem żadkim i szczególnie niebezpiecznym, chyba że zwierze jest przestraszone, zaskoczone, chore jest w ruji lub ma młode. Co do tak powszechnemu straszeniu wężami to w większości to ludzka wyobraźnia wyolbrzymia problem. Ja w życiu nie widziałem żmiji a w lesie siedze prawie cały wiosenno letni sezon zarówno w lasach podkarpackich, bieszczadzkich jak i roztoczańskich, natomiast zaskrońców i padalców są całe masy, nie raz podczas wędrówki do kilku sztuk udało się spotkać. Wchodząc do lasu miejmy świadomość że wchodzimy do królestwa i domu zwierząt, tak więc należy szanować mieszkańców lasów i mieć świadomość ich obcowania i patrzeć pod nogi, bo nie one ale my jesteśmy intruzami. Wiem że może to kogoś urazić z forumowiczów, ale niestety w Bieszczadzkich górach i lasach najwięcej jest problemów z mieszkańcami Warszawy i co sezon jest to samo, żadnej kultury i wiedzy przebywania w lesie i górach nie mają, zawsze taki wlezie na miśka, posadzi dupe na żmiji lub ma szczęście spotkać wilka lub zgubi się w drodze na Połonine Wetlińską- co jest żałosne. Tak że jak ktoś nie wie jak się zachować w lesie to niech siedzi w domu.
-
Można zawsze wydziergać coś samemu jak ma się zdrowe ręce, pomysł i nieco wiary :)
-
Też popieram paso-szelkowe oporządzenia, szczególnie PLCE. Można bez problemu poskładać zestaw kontraktowy lub kupić całość, lecz przy oddzielnych zakupach istnieje duży deficyt pasów Main Belt.
-
Jak masz porzadną manierkę to nigdy ci nie zmięknie, gdy swoją wyparzałem (co było 1 etapem sterylizacji) wlałem po sam korek gotująca się wodę stała tak z dobre pół godziny i nie zmiękła ani troche i cholernie długo trzymała ciepło, ale tego paskudnego smrodu nie dałem rady wyeliminować.
-
Wymontuj i sprawdz. Sprężynka antirevelsala mogła się już wyrobić i nie stawia już oporu na zębatce, wymień ją jak możesz lub nieco odegnij by miała nieco więcej sztywności. Poskładaj wszystko do "kupy" jak się należy, sprawdz też podkładkowanie zębatki i łożysko.
-
Numer z żarówką od samochodu nie do końca się sprawdza i nigdy ci nie pokaże czy bateria jest właściwie naładowana czy nie, napięcie nic nie znaczy jak natężenie prądu jest zbyt niskie. Powiedz lepiej jak długo używasz tej baterii.
-
OOO, konkretnie i na temat-popieram :)
-
Gdzieś takie manierki tak tanio kupił, ja szukam i jakoś poniżej 50zł znaleźć nie moge- oczywiście mówimy o kontraktach.
-
ASGshop też oferuje takie tuningi ale M130 plus poszerzony uszczelniony cały bore-up, sama sprężyna cudów nie robi.
-
Myśle że 450FPS przy M140 powinieneś wyciągnąć bez problemu.
-
Zależy z jakim cylindrem
-
Wplątanie "tu i tam" w ghillu kawałków gąbki florystycznej utrzymuje dobrą sztywność i bardzo szybko można wmontować naturalną roślinność. Pomysł małpettiego też jest bardzo dobry.