Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

Ritter

Użytkownik
  • Posts

    450
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Ritter

  1. Cóż... napisałem "radzić", ponieważ mój ojciec przez wiele lat używał w pracy P64 a później dostał P83... Nie miał pochlebnej opini o tym drugim (choć jasne, że P64 też ideałem z pewnością nie jest...). Rozlatujące się WISTy, nieudane Beryle, BWPy które ostatnio odstrzeliwują głowy swoim załogom... Jak zwykle w Polsce... Obraz nędzy i rozpaczy. Po prostu nasi kochani politycy jeszcze nie wymyślili kto zapłaci za modernizację naszej armii. Może Unia powinna zapłacić, żebyśmy mogli wspierać Amerykę??? :lol: Był ostatnio taki genialny rysunek Mleczki - dwaj panowie pod krawatem, jeden z flagą Polski, drugi - Uni. Podają sobie ręce, Polak mówi - "Wy nam dajecie kasę a my Wam wartości moralne...". Pół godziny nie mogłem się pozbierać... :lol:
  2. Niezła jazda - WIST został wycofany z uzbrojenia jednostek jadących do Iraku... Chłopaki muszą sobie radzić ze starym Wanadem... http://www1.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,1543589.html
  3. Coś ostatnio nie mogę sie z Tobą zgodzić Pinky... Znowu pitolisz... :wink: Regulamin mówił jasno - żadnego alkoholu w podczas, tuż przed lub w przerwie pomiędzy strzelaniami. I moim zdaniem to jest jedyne rozsądne rozwiązanie. Jak niby chcesz sprawdzić ile dany gość wypił, skoro chcesz złagodzenia tego przepisu? Będziesz przed każdym scenariuszem biegał z alkomatem albo robił "test jaskółki"?!? 8O Już kiedyś o tym pisałem - nieśmiertelnych jest dość i bez picia. Po 2 piwach dorosły facet nie będzie jeszcze pijany (choć po całym dniu biegania może być różnie), ale z pewnością jego wrażliwość na trafienia ulegnie stępieniu. Druga sprawa - niech taki delikwent coś sobie zrobi, zabierze go karetka, okaże się, że jest po spożyciu - pomyślałeś o takiej sytuacji?!? Wyobrażasz sobie jaki to mogło by wzniecić syf wokół ASG?!? :evil: Na koniec - albo mi się zdaje, albo regulamin wszystkich ostatnich większych imprez jest oparty na tym co "Halcony" stworzyły na któryś tam zlot WMASG. Zarówno regulamin Janowa jak i Wędrzyna na tym zdaje się opierał. Więc chyba trudno mówić o zamieszaniu spowodowanym osobnymi przepisami dla każdej imprezy. Zamieszanie mogło wyniknąć tylko z tego faktu, że w niektórych przypadkach uczestnicy albo nie przeczytali zasad, albo nie potrafią sobie ich przyswoić (może stara szkolna metoda "przepisz to 50 razy" coś by dała?).
  4. Cóż, mi chodziło akurat konkretnie o zupełnie inną osobę, nie o człowieka ze zdjęcia w świetlicy. I ta osoba z pewnością strzelała się tuż po odłożeniu butelki. Zresztą zdaje się, że byłeś Macieju przy tym gdy zwróciliśmy gostkowi uwagę (o ile dobrze Cię kojarzę... mogę się mylić). Nie chcę już dalej drążyć tematu. Już wszystko, co sądzę na ten temat, napisałem. Wiem, że wtedy mogliście już mieć wszystkiego dosyć, a szczególnie kłótni... Podkreślam - nie jestem abstynentem, bardzo lubię dobre piwo... :)
  5. Do punktu 1 dodałbym, że ewentualne wycofanie się trafionego do "strefy zbiórki" (czy jak tam to nazwać) po oddaleniu się od niego "lini frontu" musi się odbywać tak, żeby nie wleźć znowu pomiędzy walczących. W wielu przypadkach trzeba będzie pewnie zostać na miejsu do końca scenariusza lub nieźle nadłożyć drogi, ale moim zdaniem warto tego wymagać. Poza tym kwestia techniczna - w trakcie rozgrywki na dużym terenie musi być ustalony jakiś głośny/widoczny i czytelny sygnał zakończenia scenariusza.
  6. To nie był jakiś jeden odosobniony przypadek. Chodzi o "całokształt" naszych doświadczeń z mediami na tym polu. Były one po prostu prawie w 100% negatywne. Niekompetencja, tendencyjne wycinanie wypowiedzi robiące durnia z człowieka który udzielał wywiadu, wyssane z palca informacje w artykułach, czasem wręcz zmyślone wypowiedzi osób, które w ogóle głosu nie zabierały. Nie wiem na ile to wszystko to był brak kompetencji, na ile celowe manipulacje, które miały teoretycznie podnieść "atrakcyjność materiału". Ale po wielu doświadczeniach z mediami po prostu w większości wypadków wysyłamy dziennikarza na drzewo. Chcemy w spokoju i bez wtrącania się ludzi z zewnątrz uprawiać swoje hobby. Podobna sytuacja jest w ASG. Wyobraźcie sobie, że materiał pokazujący "rozstrzelanie" czy jakieś inne epizody zostaje wyemitowany w telewizji, powoduje reakcję np. jakiegoś nawiedzonego posła RP, który zaczyna drążyć sprawę i starać się zakazać "tych chorych i niebezpiecznych zabawek"... Nieprawdopodobne? Byc może. Ale patrząc jakie rzeczy są codzienną rzeczywistością w tym kraju... Może nie aż tak?... Nie wiem czy należy się tym przejmować. Nie wiem czy tzw. opnia publiczna zwraca jakoś szczególnie uwagę na takie wiadomości. Choć tak jak mówiłem - groźna może być nie "opinia" tylko jakiś narwany polityk - wystarczy popatrzeć na te kraje europejskie, gdzie ASG jest częściowo lub zupełnie zakazane. Jesteśmy krajem w którym non stop wprowadza się jakieś nakazy, zakazy, obowiązki rejestracji, koncesyjki, podatki które niby nie są podatkami itd. itp. Nie tak dawno był przecież szum o to, czy przypadkiem nie będzie trzeba rejestrować zabawek ASG... Więc zagrożenie w/g mnie nie jest wcale takie nierealne... Ja tam po prostu chcę się nadal bawić w strzelanie z plastikowych kulek do moich kolegów (cóż za psychol ze mnie...) więc wyznaję zasadę, że im mniej medialnego szumu wokół tego co robimy, tym lepiej dla nas. Nie mówię, że mam monopol na rację. Może się mylę. Ale dotychczasowe doświadczenia skłaniają mnie do takiej właśnie opini. Mam nadzieję, że zostanę prawidłowo zrozumiany... :wink:
  7. Jeszcze trzy sprawy. Po pierwsze powiem organizatorom jeszcze raz, od całej grupy Gorylas SERDECZNIE WAM DZIĘKUJEMY PANOWIE! Po drugie - chciałem przeprosić chłopaków, na których nakrzyczałem koło mostu w czasie strzelania w niedzielę przed południem. Po wielu różnych wkurzających sytuacjach po prostu mi też siadły nerwy. Przepraszam panowie, to było niepotrzebne. Choć przyznaję, że zachowania "trupów" w ogóle często mnie irytują... Dla mnie to jest mocno niedograne w naszych zabawach. "Trupy" chodzące, "trupy" stojące razem z "żywymi" (weź się domyśl do kogo możesz strzelać, a kto Cię opieprzy "ja przecież nie żyję"...), itd. itp... Uważam, że lepszym rozwiązaniem niż łażenie po polu walki byłoby przeczekanie w pozycji leżącej na pleckach z karabinem wyrażnie skierowanym w niebo i na przykład jeszcze jedną nóżką podciągniętą i wystawioną kolanem w niebo - żeby już była absolutna pewność że gość odpadł z gry a nie "czai się". I tak leżymy grzecznie conajmniej do momentu póki walka nie przesunie się dalej (nie mówię, że koniecznie do końca scenariusza, ale to też by dodało klimatu). Po trzecie - to uwaga od Mateusza "Garetha", który teraz praktycznie do jesieni nie będzie miał dostępu do sieci. Chodzi o to kontrowersyjne "rozstrzelanie jeńców". Problem w tym, że zdaje się, że było filmowane również przez "pana dziennikarza". We własnym gronie możemy robić co nam się podoba i pod tym względem sytuacja nie była jakaś wyjątkowo "beee". Rozumiemy doskonale klimaty LARPowe itd. Tylko że gorzej może być dla nas, jeżeli to się wydostanie "odpowiednio przycięte" i opatrzone niezbyt dla nas przychylnym komentarzem na szersze, telewizyjne wody. Pytanie, czy organizatorzy mają jakąś możliwość zablokowania takiego "przecieku"? Zdaniem Mateusza było by to wskazane. Podkreślam raz jeszcze - chodzi wyłącznie o to, żeby takie rzeczy zostały między nami. Możemy się umówić na LARPa z różnymi "atrakcjami" (pod warunkiem akceptowania ich przez uczestników) wiedząc, że wszystko to "konwencja" i "zabawa". Ale dla postronnych widzów to może mieć bardzo negatywny wydźwięk a szukający sensacji dziennikarz będzie mógł z nas zrobić niezłych psycholi. Niektórzy z nas znają takie "akcje" z autopsji, z zabawy w średniowiecze... To jak dziennikarze potrafią pociąć materiał, poprzekręcać wypowiedzi, to po prostu sztuka... Pytanie - czy naprawdę jest się czym przejmować?... Gareth chciał żebym ten temat zasygnalizował, co niniejszym uczyniłem.
  8. Kilka uwag do VICTORY STRIKE Ogólna ocena imprezy - było super. Serdecznie dziękujemy organizatorom i mamy nadzieję, że jeszcze nieraz będziemy mogli się tam spotkać. Teren rozgrywek z nawiązką wynagrodził wszelkie minusy. Jednak nie było by pełnego obrazu imprezy, gdyby o nich nie wspomnieć... Podkreślam, że to co piszę poniżej absolutnie nie przesłania pozytywnego obrazu imprezy!. Uwagi dotyczące uczestników: 1) Brak dyscypliny. To doskwierało najbardziej. Długie, bezsensowne i donikąd nie prowadzące dyskusje doprowadzały mnie osobiście do rozpaczy. Byli wyznaczeni dowódcy, nie rozumiem dlaczego za każdym razem ktoś musiał mieć własne zdanie i głośno je wyrażać własnie wtedy, gdy dowódca grupy usiłował przedstawić cele i rozdzielić zadania. W ten sposób wszelkie "odprawy" przed scenariuszem zmieniały się w sejmik. Nic dziwnego, że w tej sytuacji dowódcom odechciewało się dowodzić, co w niektórych scenariuszach było boleśnie widać. Ja rozumiem, że to nie wojsko, ale skoro już ubieramy się w te mundury, ganiamy z replikami broni, to może też zaczęlibyśmy słuchać rozkazów, które mogą pomóc naszej grupie wygrać scenariusz? To takie trudne?!? K... ma... akcja w terenie to nie forum dyskusyjne! 2) Nieśmiertelni, cyborgi, etc. To chyba standardowy problem. Było wiele rażących przypadków. Dla naszej ekipy była to druga masowa impreza (dla większości naszych ludzi pierwsza), nie jesteśmy jeszcze do tego przyzwyczajeni... Zdażały się tak paranoiczne sytuacje z "nieśmiertelnymi", że ludzie mieli dość i schodzili z pola mimo, że nie byli trafieni. Jakiż rewelacyjny sposób na pokonanie przeciwnika - załamać go nerwowo swoją niewrażliwością na trafienia. Zdaje się, że pytanie "czy tak musi być zawsze" jest czysto retoryczne... 3) Zdejmowanie gogli przed zejściem z pola. Nagminne były sytuacje, że "trupy" wracające do budynku nr 1 zdejmowały gogle. Kompletny idiotyzm. W pewnym momencie już przestałem liczyć ile razy na terenie poligonu słyszałem "czego strzelasz baranie, tu są ludzie bez gogli !". Ku... ma... - co na terenie poligonu robili ludzie bez gogli?!? 4) Strzelanie w strefie "bezpiecznej". Wiąże się z poprzednim punktem. Odwórcenie sytuacji. Nikt nie powinien strzelać w tym miejscu (budynek 1). A jednak było to nagminne. Zresztą ktoś rozwalił tam lampę oświetlającą teren, o co żołnierze pilnujący poligonu mieli w niedzielę rano duże pretensje. Dlaczego przez czystą głupotę psujemy sobie układy w takim miejscu?!? Ja chciałbym się jeszcze kiedyś tam postrzelać. Widocznie niektórym idiotom już na tym nie zależy. 5) Alkohol. Ja rozumiem, że dla wielu osób takie wyrwanie się na weekend z domu to okazja do pobalowania. No i super. Wieczorem jak najbardziej i jak najchętniej. Ale absolutnie nie tolerowałbym picia tuż przed strzelaniem. Znowu były takie przypadki ("znowu" - w stosunku do Janowa). Chyba również pojedyncze, ale jednak... Do organizatorów: 1) Posiłek. Może to odosobniona opinia, ale szkoda, że na grochówkę (była świetna) trzeba było wracać do koszar. Jakieś 3 godziny w plecy, zanim całe towarzystwo obróciło w tą i z powrotem. Dodatkowo spowodowało to spięcia związane z samochodami... Rozumiem, że nie było takiej możliwości, ale gdyby udało się ten posiłek dowieźć do "Nowego Muru" zaoszczędzilibyśmy mnóstwo czasu i chyba też sporo nerwów (te samochody...). 2) Alkohol. Ja rozumiem, że organizatorzy nie chcą nikomu psuć zabawy, ale jak dla mnie delikwenci, którzy pili tuż przed strzelaniem powinni odrazu pakować manatki. I powinno to być jasno powiedziane przed imprezą (zresztą jest to w regulaminie każdego zlotu, jak wiele innych fajnych, a nie zawsze przestrzeganych zasad). Jestem w stanie zrozumieć, że po wybuchających przez cały dzień pyskówkach nie mieliście już ochoty toczyć nowych wojen... Ale jak dla mnie takie sytuacje powinny być "obsługiwane" bezwzględnie. Jak ktoś jest kretynem, niech bawi się z innymi kretynami gdzieś indziej. Rozumiem, że ciężko mówić "do widzenia" komuś kto zapłacił za udział w imprezie. Ale jak dla mnie punkty 9 i 11 "Regulaminu Porządkowego" (na którego stosowanie każdy zgłaszający się do imprezy wyraził zgodę samym zgłoszeniem) powinny być egzekwowane. Pomijając już, że taki mistrzu jest zazwyczaj mało czuły na ostrzał - niechby taki gość po piwku połamał się gdzieś spadając... ASG w Wędrzynie było by już "spalone", a organizatorzy mogli by mieć spore kłopoty... 3) DZIĘKUJEMY! Znam problemy związane z organizacją takich imprez, odczuwam to co roku na własnej skórze, choć nie przy okazji ASG. I wiem, że z wszystkich ludzi, którzy tam byli, straciliście najwięcej nerwów. Tym bardziej dziękujemy Wam za możliwość strzelania w tak wspaniałym miejscu. Oby udało nam się tam spotykać w przyszłości.
  9. Dlaczego? Na gruz muszę uważać, gdy należy szybko pokonać jakiś odcinek. Wtedy i tak nie celuję, tylko zasuwam i staram się nie dostać. Gdy poruszam się powoli, "czyszcząc" pomieszczenia broń zawsze jest przy oku. Wtedy kolimator jest niezastąpiony. Jak myślisz, w jaki sposób ostatnio "ściągnąłem" Cię gdy ledwo wychyliłeś głowę zza "otworu drzwiowego"? Napewno nie "z biodra"... :wink: Założę się o piwo, że z tej odległości strzał "z biodra", nawet wpomagany "laserkiem" nie trafił by Cię. A gdybym wpadł na Ciebie w czasie biegu, to ani kolimator ani laser nie był by do niczego przydatny. Odległość byłaby taka, że wygrałby ten, który pierwszy pociągnął by za spust... Moim zdaniem laser w naszych warunkach to prawie wyłącznie bajer. Wolałbym wydać tą kasę na porządną latarkę (choć te kosztują więcej...). Co do montażu - przejdź się na Piekary i obejrzyj. Mieli ten laserek i również latarkę tej samej firmy. Oglądałem latarkę - jeżeli jedno i drugie ma taki sam montaż (nie pamiętam, ale to mocno prawdopodobne), to można przyczepić ten laser również do lufy karabinka.
  10. Heh, oznacz porządnie! :wink: Prawdopodobnie na ten biwak dotrze większość naszej ekipy, ale jako że wyruszamy z Poznania między 19tą a 20tą, to na miejscu będziemy już po zmierzchu... dobre oznakowanie na wagę złota... :wink:
  11. To zdjęcie pochodzi z opisu CAR15 na Arnie's Airsoft. Zajrzyj tam, pewnie będzie podane co to konkretnie za szyna.
  12. Właśnie tak wyglądają. Łącznie z pudełkami. Na stopce mają napis KJWorks. W stosunku do Tokyo Marui są o tyle lepsze, że bardzo ładnie przyjmują gaz (w TM trzeba jakąś gumkę w zaworek wmontować, bo inaczej wystarczy mały ruch puszki w bok i gaz zamiast do magazynka, trafia w powietrze). Ale tak jak mówiłem - są ciut za grube do mojej beretki TM.
  13. Może to off-topic, może nie... Jeżeli moderator uzna, że przegiąłem to proszę skasować ten list. Do właścicieli beretek z KJ-Works, STTI (KJ produkuje dla nich) - mam do sprzedania 2 dodatkowe magazynki. Teoretycznie powinny pasować również do mojej beretki z Tokyo Marui. Jednak dość ciężko w niej chodzą (mimo że działają) - są ciut za szerokie i mają "opory" przy wkładaniu. Magazynki prawie nie używane (może po 50 kulek z każdego). Cena (chyba) atrakcyjna - 50zł/sztuka.
  14. Piszę tylko, żeby uściślić - G3 SG/1 produkcji Tokyo Marui, o którym mowa, ma dwójnóg "w standardzie". Fakt, że długi to on jest już sam z siebie... Bez żadnych dodatków w postaci tłumika czy czegokolwiek w tym stylu. Ale w końcu każdy ma to co lubi prawda? :wink:
  15. Moim zdaniem, to kwestia trefnej partii tych kulek. Rozmawiałem z kilkoma osobami na Zlocie o tym. Z tego co mówili, wszyscy mieliście kulki z jednej dostawy. Ja na naszych gorylasowych spotkaniach wystrzelałem przed Wielkanocą cały "słoiczek" tych kulek 0,20g (1000 sztuk) z mojego AUGa - bez żadnego zacięcia. W Poznaniu nie można było dostać nigdzie niczego sensowniejszego niż te Cybergun'y, więc w akcie desperacji zaryzykowałem. I problemów nie było. Zresztą nie tylko ja z nich strzelałem. Tak więc kulka kulce nierówna... :wink: Osobiście natomiast nie spotkałem się dotąd z kulistymi kulkami firmy KWC 0,20 (mówię o tych z przezroczystego "granatu"). Używałem ich tylko do gazowca, ale nawet w magazynku potrafiły się zaciąć. Granacik - fajna i pomocna rzecz przy wsypywaniu kulek do "rurki-ładownicy" przy AEGu. Ale kulki to makabra.
  16. Nasze fotki ze zlotu można obejrzeć pod adresem: http://www.man.poznan.pl/~ritter/Janow/ Miłego oglądania!
  17. Aj, niestety fotki otwierają się w malutkich okienkach, których za nic powiększyć nie można. ---- POPRAWKA ---- Fotki ładują się, tylko trzeba więcej cierpliwości... :wink: Okienko powiększa się po załadowaniu całości, sorry za dezinformację. ----------------------- Z tego co widzę po thumbnail'ach, o ile wzrok mnie nie zawodzi, jest też pomyłka w podpisach. Chłopaki w ghile-suit'ach to Bogusz i Grzegorz z ATT a nie Gorylasi. My biegaliśmy w flektarnach z AUGami (ja i Szymon czyli Smyk), trzeci - Damian, był w oliwkowym BDU i biegał z MP5-SD6.
  18. Dla ludzi z naszej ekipy był to pierwszy zlot ASG. Niestety mogliśmy zjawić się tylko w 1/4 składu. Jak to w życiu, nigdy nie jest idealnie. A najczęściej jest pół na pół. Tak było i tym razem. Nie żałuję, że pojechaliśmy na Zlot, spełnił on nasze oczekiwania dotyczące "zapoznania się z środowiskiem", poznaliśmy wielu świetnych ludzi. Niestety z drugiej strony następnym razem ciężko zastanowię się, czy szarpać się te 500km (8 godzin jazdy po polskich drogach) czy może lepiej zebrać naszą ekipę i postrzelać się na miejscu... Było sporo psujących efekt nieprzyjemych zgrzytów. A strzelania, to niestety nie było to, do czego już przywykliśmy bawiąc się w mniejszym gronie. Dlaczego - zaraz wyjaśnię. To nie jest tak, że wszystko co źle, to na organizatorów. Wiele niedociągnięć można wybaczyć z tego powodu, że pewnie była to dla chłopaków pierwsza taka impreza, którą robili. W dużej części za nieciekawe sytuacje byli odpowiedzialni sami uczestnicy. Po prostu zarówno ze strony organizatorów jak i uczestników były plusy i minusy. Po pierwsze - za nic nie rozumiem, dlaczego ostatecznie tak mało strzelaliśmy. I to moim zdaniem spada na barki organizatorów. Żadne ogłoszone "wyjście z ośrodka" nie odbyło się na czas. Wszystko rozgrywało sie pod rytm "ktoś jest na śniadaniu, a ktoś zaraz idzie na obiad". W piątek pierwsze sensowne strzelanie odbyło sie późnym popołudniem. W sobotę nie wytrzymaliśmy i sami poszliśmy z "Gęsiami" i "Cappucciem" do lasu (dziękujemy wam chłopaki za świetną zabawę!). Choć obawialiśmy się że to nie fair z naszej strony wobec organizatorów. Ale ile można było czekać... I ile można strzelać się między tymi samymi domkami, gdy w pobliżu kręcą się "cywile"?... (lub co gorsza - mieszkają...). To co najbardziej wkurzało - może nie jesteśmy przyzwyczajeni do realiów zlotowych, ale nie wiedzieliśmy, że trzeba przysypywać ludzi wiadrem kulek, żeby uznawali się za trafionych. Zdarzały się sytuacje tak paranoiczne, że "żywi", nietrafieni ludzie schodzili z pola, bo po prostu nie widzieli już sensu w dalszym udziale w scenariuszu. Jakże inaczej przy tej "normie zlotowej" wyglądał nasz mały niesubordynowany wypad do lasu w sobotę... "LoCap" wystarczał na scenariusz, żadnych niedomówień, pretensji, trafiony to trafiony i koniec. Do nikogo nie trzeba było wrzeszczeć "dostałeś k...", nikt nie twierdził że przeciągając półtorasekundową serią w poprzek lasu, trafił trzech z pięciu znajdujących się w ruchu ludzi... Co się działo w czasie "oficjalnych" scenariuszy, że tacy fajni ludzie, którzy wieczorkiem bawili się przy ognisku zmieniali się w osobników, z którymi nie było sensu się strzelać??? Nie rozumiem tego zjawiska. Choć mam wrażenie, że czasem na zakłócenie perepcji u niektórych osób mogło mieć wpływ jedno, drugie czy trzecie piwko przed akcją, lub pomiędzy akcjami. Ale może to tylko złe wrażenie. Żeby nie było niedomówień - nie jestem abstynentem i absolutnie nie mam nic przeciwko piwku przy ognisku wieczorkiem. Sam spożywałem go wtedy sporo. Ale od rana przed strzelaniem czy w trakcie - to niepoważne. I nie chodzi mi o jakieś zagrożenie, bo dorosły człowiek po dwóch piwach raczej nie stanowi jeszcze dla nikogo zagrożenia. Tyle że jak dostanie w akcji dodatkowo trochę adrenaliny, to nic dziwnego że nie czuje stukających o niego kulek. I psuje dobrą zabawę wszystkim dookoła. Po różnych wypowiedziach odnoszę wrażenie, że podobna "sytuacja" z nieśmiertelnymi powtarza się na każdej większej imprezie. I jestem pewien, że skończy się to tak, że najlepsza zabawa będzie na imprezach organizowanych "na zaproszenia", a nie na "otwartych zlotach". Kolejna irytująca sprawa po "nieśmiertelnych" - "trupy" łażące w poprzek pola walki (żeby nie było że nie widzę belki w swoim oku - moi też raz wycieli mi taki numer, że prawie mnie podeptali w trakcie walki, aniołki piep...). W czasie nocnego scenariusza "trupy" leżały koło walczących i paliły papierosy bądź świeciły latarkami zdradzając pozycje "żywych". Kretynizm. Albo taka akcja - siedzą sobie w nocy partyzanci. Wychodzi na nich w ciemnościach człowiek. Dostaje serię, opieradala nas bo jest przecież "trupem". Uniesionego w górze karabinu po prostu nie było widać. Ok, wypadek przy pracy, sorry. Za chwilę idzie dwóch gości, rozmawiają sobie, świecą latarkami... Ok też trupy, przeszli dalej, tylko po cholerę świecili po tych, co się właśnie usiłowali schować... No ale nic, czekamy dalej. Jeszcze moment, znowu idą jacyś ludzie, gadają, świecą - napewno też "trupy", nie strzelajmy bo znowu będzie opierdol. Pomyłka... oni są żywi, to wróg... Paranoja... w dużej części spowodowana tym, że ludzie nie potrafili wczuć się w sytuację albo też nie powiedziano im jasno jak się mają zachowywać po "oberwaniu", żeby nie psuć zabawy innym. Choć to ostatnie to żadna gwarancja, w końcu o fair play mówi się od zawsze, a "higlanderów" było w nadmiarze. Oczywiście nie wszystko było "be i do de". Tyle, że wspomniane wyżej problemy mocno nadpsuły zabawę. Dziękujemy wszystkim, za wspólną zabawę. Cieszymy się, że mieliśmy okazję Was poznać. Dziękujemy bardzo Markowi "Gale" z Yelnetu za pomoc przy MP5 Damiana. Dziękujemy bardzo Wayne'owi z Yelnetu, który "zabił" Szymona kupując mu skrzynkę "Żywca" w podziękowaniu za znalezionego HiCap'a. Zatkało nas :) Dziękujemy "Gęsiom" i Cappucciowi za świetne strzelanie podczas naszego nieoficjalnego, sobotniego patrolu. Dziękujemy organizatorom. Doskonale wiecie co nie wyszło, my ze swojej strony wiemy, że nie wszystko co złe to na Was. Tyle podsumowań. Mam nadzieję, że niektóre zgrzyty wraz z rozwojem ASG w Polsce zanikną. A co do zlotu - za jakiś czas i tak będzie pamiętało się tylko najlepsze momenty. Over & out - w tym wątku...
  19. Kilka miesięcy temu gdzieś pod Warszawą policja zrobiła nalot na warsztat rusznikarza, który współpracował z mafią (bodaj pruszkowską). Co znaleźli? Grawerowanego i złoconego Walthera P.38 (liście dębu, złoty cyngiel, i kto wie co jeszcze...), który należał do warszawskiego komendanta policji i SS Franza Kutschery. Pistolet wpadł w ręce oddziału Szarych Szeregów, który dokonał udanego zamachu na "kata Warszawy" w lutym 1944. Skąd broń wzięła się u "rusznikarza mafii"... ot zagadka... Zdaje się, że ma trafić na ekspozycję stałą Muzeum Wojska Polskiego.
  20. Wojtek się kryguje, to ja napiszę o co mu chodzi... może ktoś wpadnie na jakiś pomysł i poda jakieś rozwiązanie... Wojtkowi chodzi o "broń" do LARPów w pomieszczeniach. Ma być możliwie tanie, nie robić krzywdy. Siła uderzenia nie powinna być tak duża jak w "normalnych" gazowacach ASG - stąd mogły by to być te pistolety-elektryki TM, które są jednak u nas nieosiągalne. Przy tym jest jeszcze założenie, że "sprężyny" odpadają. "Karabinki" w wersji "mini" (które czasem są do dostania w Polsce) również nie wchodzą w grę. No to jasna specyfikacja potrzeb już jest. Może komuś coś przyjdzie do głowy?
  21. Aaaa... To co innego... A to ja przepraszam (wodzu, no co wódz...). :) Tu jest Polska, tu pełnej oferty Tokyo Marui nie uświadczysz. Że nie wspomnę o innych, mniej popularnych firmach. Nie ma lekko. Z tanich zabawek zostaje tylko "sprężynowy Tajwan". Podejrzewam że już sprzedawanie "dorosłych" elektryków w naszym pięknym kraju nie jest łatwym zajęciem, a na to czego szukasz chyba po prostu nie ma rynku zbytu... Czysta ekonomia, te zabawki są pewnie lepiej wykonane niż większość tanich gaziaków z Tajwanu. Ale po doliczeniu marży, cła i podatku będą miały cenę ze dwa razy wyższą przy zbliżonych lub może nawet gorszych osiągach... Kto ma w takiej sytuacji to kupować... Ale to temat do działu "Sklepy"... Życzę mimo wszystko powodzenia w poszukiwaniach... I jeszcze jedno - napisz wprost o co biega ( do jakich celów miały by być używane takie gun'y) może ktoś wpadnie na jakiś dobry pomysł.
  22. Wojek... jeszcze raz - zajrzyj do tego granatowego małego katalogu, który dostałeś w pudełku z Thompsonem. A jak nie dostałeś to na następne strzelanie przyniosę Ci swój... To jest zabawka bez blow-back'a (wiem, to do szcześcia wszystkim potrzebne nie jest). To chyba raczej dość stary model, zobacz na tej stronie jakie to ma magazynki na kulki (zdjęcie na samym dole). Ja nie pchałbym się w coś takiego. I z pewnością nie znajdziesz tego w żadnym polskim sklepie. Nawet na WGC go nie mają, a to już zdecydowanie nie świadczy na korzyść tej zabawki. Na stronie Tokyo Marui kosztuje w przeliczeniu jakieś 150zł, więc chyba nie ma się co spodziewać cudów (?). Lepiej przyjdź pogadać zamiast zawracać ludziom głowę na forum... :wink:
  23. Czaras... Proszę, następnym razem trochę odczekaj i przemyśl sprawę dwa razy, zanim siądziesz do klawiatury i wysmażysz coś podobnego... :evil: "Głupia decyzja"? Bo Tobie termin nie pasuje? A to pech... Właściwie to prośba ogólna... nie tylko do Ciebie... Całe poprzednie "zamieszanie" wynikło z tego, że wiele osób szybciej pisało niż myślało... Luz, spokój i dystans niech będa z Wami! :wink:
  24. Ritter

    M29/M8

    "Niewypał" w takim sensie, że H&K przez G11 prawie zbankrutowało...
  25. Sklepy sprowadzać tego raczej nie będą, bo to jest "conversion kit" a nie gotowy wyrób. Chyba że na specjalne zamówienie, a i bez tego to ma zapewne specjalną cenę... W dodatku nie sądzę żeby ten zestaw do przeróbki był produkowany w jakiejś oszałamiającej liczbie egzemplarzy - jak wszystko z Airsoft Club. Tak więc trzeba będzie osobno kupić G36C i osobno części do jego przeróbki z Airsoft Club. Co jak znam życie przerasta możliwośći finansowe 99% z nas... Chyba że TM się zmiłuje i za jakiś czas wypuści "dużego" lub "średniego" G36 i problem się rozwiąże... Ale narazie nic na to nie wskazuje.
×
×
  • Create New...