Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

SebaSoltys

Użytkownik
  • Posts

    47
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by SebaSoltys

  1. Ja ze swej strony polecam Navcomma-a TK-760 - mały, poręczny, lekki, z dobrym akumulatorem. Jako że pokrywa pasmo 70 cm (400-470 MHz) jest dość uniwersalne bo można i korzystać z legalnego PMR jak i innych częstotliwości używanych w "świecie airsoftu" (FRS ,GMRS). Po dokupieniu anteny 1/2 fali (34 cm) radio świetnie sprawdza się zarówno w roli nasłuchowej jak i nadawczej (dwa zakresy mocy 0,5/5 W). O zasięgu maksymalnym nie powiem bo nie miałem jeszcze okazji zmierzyć w terenie zalesionym - jak na razie mogę powiedzieć że w trakcie trwania rozgrywek "Tomaszowo 2008" słyszałem większość komunikatów radiowych , nawet będąc na skraju wyznaczonego terenu, w lesie ( w mieście sprawdzona łączność radiowa z "hipermarketową PMR-ką" na odległość 10km). Zapewne antena 5/8 fali byłaby lepsza ale nie widziałem jej wersji "ręcznej" choć zastanawiam się nad zakupem lekkiej przenośnej rozkładanej wersji tej anteny do "sztabu". Po rocznej zabawie w ASG mogę, ze swej strony, stwierdzić , że do komunikacji w obrębie oddziału, z poszczególnymi osobami PMR-ki to aż nadto i nie ma sensu wydawać niepotrzebnie pieniędzy na coś więcej. Navcomma kupiłem ze względu na to, że uznaliśmy iż łączność radiowa między poszczególnymi osobami w naszej drużynie jest niepotrzebna - rozprasza uwagę, generuje zbędny "szum informacyjny" w eterze a i tak do właściwej koordynacji działań wystarczy kontakt wzrokowy i sygnały niewerbalne - natomiast brakuje nam dobrego radia do łączności "wyższego szczebla". Tak więc jeśli ktoś używa radia do łączenia się z innymi oddziałami lub dowództwem po czym wyłącza radio (ewentualnie pozostawia je tylko na nasłuchu-wchodząc w tryb oszczędzania energii) to 300 złotych wydanych na radio, antena długości 34cm i akumulator (którego raczej nie da się podładować "w polu") nie powinny być wadą. Jeszcze tylko jedna uwaga - zaobserwowałem że dużo większy efekt na polepszenie zasięgu i jakości łączności miała wymiana anteny na dłuższą niż używanie większej mocy (5W) - sprawa zapewne dość oczywista dla kogoś zajmującego się tematem radiokomunikacji ale dla mnie, jako laika - i być może dla większości bawiących się w ASG - będzie to cenną wskazówką.
  2. Nie było moim celem rozpoczynanie dyskusji o potrzebie udzielania pierwszej pomocy (bo jest to dla mnie oczywiste), ale że niektórzy przedmówcy opierają się na polskim prawodawstwie pozwolę sobie przytoczyć odpowiednie jego fragmenty w interesującym nas temacie: Ustawa z dnia 8 września 2006 r. o Państwowym Ratownictwie Medycznym (Dz. U. z dnia 20 października 2006 r.) Art. 3. 7 ) pierwsza pomoc- zespół czynności podejmowanych w celu ratowania osoby w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego wykonywanych przez osobę znajdującą się w miejscu zdarzenia, w tym również z wykorzystaniem udostępnionych do powszechnego obrotu wyrobów medycznych oraz produktów leczniczych 8 ) stan nagłego zagrożenia zdrowotnego- stan polegający na nagłym Lub przewidywanym w krótkim czasie pojawieniu się objawów pogarszania zdrowia, którego bezpośrednim następstwem może być poważne uszkodzenie funkcji organizmu lub uszkodzenie ciała lub utrata życia, wymagający podjęcia natychmiastowych medycznych czynności ratunkowych i leczenia; Art. 4. Kto zauważy osobę lub osoby znajdujące się w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego lub jest świadkiem zdarzenia powodującego taki stan, w miarę posiadanych możliwości i umiejętności ma obowiązek niezwłocznego podjęcia działań zmierzających do skutecznego powiadomienia o tym zdarzeniu podmiotów ustawowo powołanych do niesienia pomocy osobom w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego. Art. 5. 1. Osoba udzielająca pierwszej pomocy, kwalifikowanej pierwszej pomocy oraz podejmująca medyczne czynności ratunkowe korzysta z ochrony przewidzianej w ustawie z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks Karny (Dz. U. Nr 88,poz.553, z późn.zm) dla funkcjonariuszy publicznych. 2. Osoba, o której mowa w ust.1, może poświęcić dobra osobiste innej osoby, inne niż życie lub zdrowie , a także dobra majątkowe w zakresie, w jakim jest to niezbędne dla ratowania życia lub zdrowia osoby znajdującej się w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego. Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny "Art. 162. par. 1. Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3" Warto zwrócić uwagę na to,że : 1. Udzielać pomocy musimy ZAWSZE, jeśli tylko nie zagraża to naszemu zdrowiu i życiu 2. Podstawą pomocy jest powiadomienie odpowiednich służb ratowniczych 3. Udzielając pomocy jesteśmy, na czas jej trwania, objęci ochroną funkcjonariusza publicznego (dla każdego obeznanego z prawem wiadomo co to oznacza). Odsyłam też do ciekawego wątku analizującego te zagadnienia na innym forum : http://www.ratmed.pl/forum/viewtopic.php?t=4684
  3. Nie napisałem co ja bym zrobił, ale opisałem, do czego - moim zdaniem - mógłby się przydać quickclot. Nie pisałem też oczywiście odnośnie strzelanek airsoftowych, ani nie zachęcałem do użycia tego wynalazku przez osoby nieprzeszkolone. Po prostu zadałem sobie trud sprawdzenia czy quickclot jest używany przez kogoś w Polsce (okazało się że jest na wyposażeniu naszego wojska w Afganistanie) ,a następnie zapytałem się osoby która miała z nim kontakt jak ich poinstruowali odnośnie jego użycia. Nie, nie jestem chcirurgiem, chociaż z tzw. małą chirurgią mam kontakt dość często. Na pytanie co bym zrobił w sytuacjach opisanych powyżej odpowiedź jest prosta - starałbym się użyć wszsytkich dostępnych mi środków do zatamowania krwawienia. Czy robiłbym laparotomię w warunkach polowych - oczywiście nie (chociaż lavage z wykorzystaniem butelki soli fizjologicznej i zestawu do przetoczeń na izbie przyjęć już widziałem). Wskazując możliwość użycia quickclot-a miałem na myśli raczej urazowe przecięcie powłok jamy brzussznej z krwotokiem w jej obrębie. Powtarzam jeszcze raz aby być dobrze zrozumianym - NIE JEST TO ŚRODEK WYKORZYSTYWANY W PIERWSZEJ POMOCY ani przez osoby nieprzeszkolone, ani w normalnych warunkach (gdzie czas dotarcia służb ratunkowych jest względnie krótki). Traktuje quicklot jako wojskową ciekawostkę, która może kiedyś wejdzie do użycia w cywilu albo nie (a z tymi wynalazkami bywało już skrajnie różnie - przykłady to combitube czy zestawy do przetoczeń doszpikowych)
  4. Pierwsza pomoc wygląda zawsze tak samo- podałem proponowany schemat działania wcześniej więc nie będę tego powtarzać. Najważniejsze jest wezwanie pomocy ,zabezpieczenie miejsca wypadku i utrzymanie poszkodowanego przy życiu (schemat ABC, zatrzymanie krwotoku), cała reszta działań to już dodatek. Działania bardziej zaawansowane (tak w aspekcie diagnozy jak i postępowania) lepiej pozostawić osobom zajmującym się tymi sprawami zawodowo. Ja rozumiem że ciekawość niektórych jest nieograniczona i nawet mnie to cieszy ,ale nie sądzę że to forum jest miejscem aby dyskutować o tak wąskich zagadnieniach (odnoszę się do tematu złamań kości czaszki). Równie dobrze możemy zacząć dyskusję o odmie wentylowej czy tamponadzie serca - ale powiedzmy sobie szczerze że postępowanie osoby nieprzeszkolonej ,bez względu na to ile książek by któs przeczytał, w tych przypadkach nie byłoby bezpieczne dla poszkodowanego. Podstawowa wiedza jest potrzebna, swego rodzaju tępienie zabobonów też - i cieszy mnie że na forum WMASG jest na to miejsce - ale informacje specjalistyczne, bez podstawowej znajmości anatomii czy fizjologii mogą w najlepszym razie opóżnić właściwe przeprowadzenie pierwszej pomocy (poprzez "szum informacyjny") - a w najgorszym zaszkodzić (gdyby komuś przyszła ochota na testowanie informacji z forum na "materiale żywym" :) )
  5. W zasadzie jakiej sytuacji by nie wymyślić pierwsza pomoc na poziomie przedlekarskim jest taka sama - i tutaj akurat upadek z wysokości nie wprowadza jakiegoś specjalnego postępowania. Każde szkolenie czy kurs pierwszej pomocy, jaki by nie był ,nie tyle uczy nowych rzeczy (no chyba że to pierwszy w życiu) a raczej wiedzę systematyzuje czy wręcz upraszcza do absolutnie kluczowych poczynań. W moim przekonaniu warto zapamiętać pewien schemat : 1. Ocena miejsca wypadku pod kątem zagrożenia - czy można bezpiecznie wejść na teren wypadku (bo zwiększenie liczby poszkodowanych o osobę "ratownika-komandosa" nie ułatwi pracy nikomu) Jeśli TAK to wzywamy pomoc, zabezpieczamy/oznaczamy miejsce i przechodzimy do punktu 2, jeśli NIE (pożar, zadymienie, narażenie na porażenie prądem itd.) - wzywamy pomoc i zabezpieczamy miejsce wypadku (trójkąty ostrzegawcze na drodze, race w nocy itp) - i na tym kończymy nasze działanie - pozostając na miejscu do momentu przyjazdu odpowiednich służb) 2. Czy pozostawienie poszkodowanego w miejscu wypadku grozi jego nieuchronną śmiercią (płonący samochód, topielec w wodzie itp) - Jeśli TAK to przenosimy poszkodowanego w miejsce bezpieczne i przechodzimy do punktu 3, jeśli NIE to zostawiamy wszystko tak jak jest i przechodzimy do punktu 3 Na tym etapie nie interesuje nas czy poszkodowany żyje, czy ma uszkodzony kręgosłup itp. - bo jeśli jego płuca wypełnią się wodą albo on sam spłonie to nietknięty rdzeń kręgowy na wiele mu się nie przyda. 3. Sprawdzamy stan poszkodowanego i ewentualnie (jeśli jest taka konieczność) prowadzimy resuscytację do momentu odzyskania oddechu przez poszkodowanego, przyjazdu specjalistycznej pomocy lub aż padniemy z wyczerpania - innej możliwości nie ma I tu mała uwaga - jeśli poszkodowany nie oddycha a my nie potrafimy udrożnić dróg oddechowych w inny sposób niż odchylenie głowy do tyłu to wykonujemy tą czynność nawet jeśli oznaczałoby to potencjalne uszkodzenie rdzenia kręgowego (bo jeśli nie oddycha to i tak już jest, albo w krótkim czasie będzie martwy a dwa razy umrzeć się nie da) 4. Jeśli poszkodowany oddycha możemy sprawdzić inne obrażenia NIE RUSZAJĄC GO Z MIEJSCA (krwotok, złamanie itd) - i postępować odpowiednio do naszych umiejętności i znalezionych obrażeń. Co bysmy nie wymyślili najawżniejsze jest życie poszkodowanego - i nawet jeśli nasze działania narażałyby go na urazy czy kontuzje - najważniejsze dla nas jest utrzymanie krążenia i oddechu. Można skrócić to jeszcze bardziej : 1. Zawołaj pomoc 2. Zabezpiecz miejsce 3. Zabezpiecz podstawowe funkcje życiowe - schemat ABC (jeśli miejsce jest bezpieczne) 4. Dokonaj oględzin poszkodowanego (jeśli wykonałeś punkt 2 i 3) i postępuj dalej zgodnie z tym co znalazłeś. Oczywiscie jeśli ratowników jest kilku to można robić kilka rzeczy na raz - ale ten schemat jest tak uniwersalny jak tylko się da i powinien pasować do dowolnej sytuacji (oczywiście cały czas mówimy o pomocy przedlekarskiej)
  6. W warunkach polowych nie da się wykluczyć uszkodzenia rdzenia kręgowego. Objawy stłuczenia w zasadzie są identyczne z przecięciem, natomiast jakie to objawy zależy od wysokosci uszkodzenia ( w sensie odległości od mózgu)- ale byłoby o tym dużo gadania (nawet przeze mnie a neurologiem nie jestem). Dlatego każdy poważniejszy uraz traktuje się jako potencjalne uszkodzenie kręgosłupa do czasu aż diagnostyka wykluczy to podejrzenie . Trzeba pamiętać o rozróżnieniu - czym innym jest uraz rdzenia kręgowego (czyli wiązki nerwów odpowiedzialnej za czuice, poruszanie, odczuwanie bólu itp) a czym innym uszkodzenie części kostnej (kręgów) czy łącznotkankowej (więzadła, dyski międzykręgowe) które ten rdzeń chronią.
  7. Prod. : Tanio Koba Twisted Barrel Długość : 509 mm Kaliber: ? nie wiem, ale jest to chyba nieistotne w związku z zasadą działania lufy Replika: Steyr AUG TM Zacięcia : brak Używana amunicja: eXtrem Precision 0,2 i 0,25; - około 15tys szt. G&G 0,25 - około 5tys szt. Nie zauważyłem zmiany zasięgu w porównaniu z lufą TM, ale znacznie poprawiło się skupienie; lufa umożliwia przyzwoitą celność w zasięgu do 35m (stock, czarne kulki, celowanie jedynie przy użyciu wyregulowanych wcześniej przyrządów celowniczych).
  8. Szczepionka przeciw przenoszonemu przez kleszcze zapaleniu mózgu to FSME-Immun (dawka dla dzieci i dorosłych różni się ) ; cena urzędowa 60,69 zł Sprzedawana jest oczywiscie na receptę, w gotowych do użycia ampułkostrzykawkach. Schemat podawania (domięśniowo): Pierwsza dawka, po miesiącu do trzech miesięcy druga dawka; trzecia dawka po pięciu do dwunastu miesięcy po podaniu dawki drugiej - i to kończy cykl immunizacji. Dawkę przypominającą podaje się nie później niż trzy lata po ostatnim szczepieniu. Czy warto się szczepić? To pytanie można sobie zadać przy każdym innym szczepieniu. Ze względu na naszą zabawę jesteśmy grupą jak najbardziej narażąną na tą infekcję i choć - zazwyczaj - objawy są łagodne i rokowanie dobre to jednak wyjątki się zdarzają i w moim przekonaniu nie warto ryzykować - ale każdy niech oceni to samodzielnie. Z mojej, mocno subiektywnej prespektywy człowieka który troszkę widział w trakcie trzyletniej aktywności w studenckim kole chorób zakaźnych, żadne pieniądzę nie są w stanie zrekompensować powikłań neurologicznych i zaczynając moją przygodę z airsoftem właśnie rozpoczęcie tych szczepień, obok kupna porządnych gogli i nakolanników ,uważałem za absolutnie podstawową inwestycję.
  9. Pierwsza pomoc z założenia powinna być udzielana szybko, przy minimalnej wiedzy i umiejętnościach ratownika oraz przy użyciu absolutnie niezbędnych środków. Żadne komercyjne zabawki w rodzaju pompek w przypadku ukąszenia naszego jadowitego węża do nich nie należą. Powtórzę jeszcze raz, żeby nie było dalszych wątpliwości ,bo mam wrażenie że temat ten jest w jakiś sposób "samonapędzający" i bez względu na to co by nie zostało powiedziane i tak pojawiają się coraz to nowe pomysły rodem z westernów : Kolejność działań przy ukąszeniu przez żmiję zygzakowatą: 1. Wezwać specjalistyczną pomoc medyczną 2. Unieruchomić poszkodowanego /ograniczyć przepływ krwi przez ukąszoną kończynę. Ściągnąć z palców pierścionki i inne tego typu przedmiotu mogące utrudniać przepływ krwi przy narastającym obrzęku . 3. Zabezpieczyć ranę przed zakażeniem - nałożyć jałowy opatrunek. 4. Monitorować funkcje życiowe poszkodowanego i w razie potrzeby wdrożyć zabiegi resuscytacyjne według schematu ABC. W przypadku kiedy czas do uzyskania specjalistycznej pomocy jest odległy a poszkodowany jest przytomny można podać wodę do picia. Koniec; żadnych opasek, wyciskania, okadzania dymem, zalewania pszczelim woskiem , nacierania psim smalcem czy co tam jeszcze przyszło by komu do głowy. Dlaczego? Bo żadne "rękoczyny" przy ranie nie mają uzasadnienia medycznego, a niektóre są wręcz szkodliwe : - opaska uciskowa - po co , jeśli jad jest stosunkowo niegroźny (w aspekcie jego ilości dostającej się przy ukąszeniu), a do tego jest mieszaniną toksyn o działaniu neurotoksycznym, kardiotoksycznym i -co najważniejsze - hemolitycznym i proteolitycznym, co oznacza że miejscowe zwiększenie stężenie w tkance powoduje większe jej uszkodzenie; - nacinanie, wyciskanie, wysysanie rany - nie ma uzasadnienia z tego powodu, że większość jadu w ciągu kilku sekund już jest "wymywana" z miejsca wstrzyknięcia za pomocą krążenia chłonki i/lub przepływu via naczynia włosowate. Jakakolwiek manipulacja przy ranie zwiększa tylko ryzyko zakażenia. W ostateczności można zetrzeć jałowym gazikiem pozostałość jadu ze skóry (ale i tak jest to traktowane jako część postępowania przy każdym uszkodzeniu skóry wiec trudno uznać to jako działanie specyficzne akurat przy ukąszeniu). Dla niedowiarków materiały źródłowe (wersja angielska, ale postępowanie w Polsce - przynajmniej zgodnie z kursami toksykologii w jakich uczestniczyłem jest podobne): http://www.toxinology.net/zoobase/Exotic%2...era-latasti.pdf
  10. Od ponad 6 miesięcy używam ciemnych (czarnych) kuleczek. Przy każdym zamówieniu staram się zamawiać kulki tej samej firmy i gramatury w stosunku ilościowym czarnych do białych 3:1 - białe służą mi do regulacji przyrządów celowniczych (kolimator) oraz do kontroli hop-upa przed każdą strzelanką. Jako że pakuję do magazynków po około 40 kulek to staram się aby ostatnie 6-10 było białych - faktycznie poprawia to kontrolę nad zawartością maga, zwłaszcza w stresie i przy intensywnej wymianie ognia. Co do efektu działania - nie zauważyłem żadnej różnicy (w sensie pogorszenia celności) między różnymi kolorami (bo i dlaczego miało by tak być?) Do tej pory używałem zazwyczaj kulek firmy extreme. Białe kulki zawsze mnie denerwowały - nawet nie chodzi o matrixy" ale odkrywają przy strzale moja pozycję - a świadomie pozostając przy stockowym AUG-u TM i używając strzału pojedynczego - ma to wpływ na efektywność wykorzystania tej broni. Poza tym nie po to mam przyrządy celownicze i nie po to je kalibruje żeby celować po kulkach (założona lufa Tanio Koba Twisted Barrel o długości 509mm całkowicie satysfakcjonuje mnie w aspekcie skupienia na odległości do 35m) Pewnym problemem faktyczne jest pewien opór niektórych przed przyznaniem się do tego że zostali trafieni jeśli nie widzą kuleczki a 260fps (przy wadze kulek 0.25g) może nie być odczuwalne - dlatego na większe imprezy staram się dokładać nieco białych kulek tworząc namiastkę pocisków smugowych (i tak wtedy używam kontrolowanej serii więc stanowi to pewien kompromis między realizmem a mechaniką gry).
  11. W większości przypadków faktycznie wystarczą wymienione już sposoby tamowania krwotoków. Problemem mogą być, na szczęście rzadkie, sytuacje w której doszło do całkowitego przecięcia/rozerwania naczynia w trudno dostępnym do manipulacji bądź ucisku miejscu (np. tętnicy szyjnej czy udowej) lub krwotok z pękniętego narządu miąższowego albo naczynia krezki. Wtedy potrzebne są albo kleszczyki naczyniowe -lub właśnie quickclot. Tak sobie myślę że doskonale może się też przydać ten wynalazek przy urazie szyi z uszkodzeniem naczyń tarczycy (fascynujące jak dobrze unaczynione jest to miejsce).
  12. Posty w tym temacie pełne są bardzo skrajnych opinii i określeń "zawsze", "nigdy" itp. Zgadzam się z tym w całej rozciągłości jeśli ma być to jakieś jasno wyrażone stanowisko odnośnie zakresu postępowania przy pierwszej pomocy przez osoby nieprzeszkolone (lub przeszkolone w stopniu podstawowym), ale bałbym się uogólnień odnośnie konkretnych sytuacji. Zakładam że każdy nosi w apteczce to ,czym potrafi się posługiwać, a także - co ważniejsze - ma wiedzę kiedy należy tego użyć. Jeśli dodamy do tego pewne doświadczenie i wyobraźnię odnośnie konsekwencji pewnych działań lub ich zaniechania na miejscu zdarzenia to możemy by świadkami działań nie zawsze zgodnych z normami, zaleceniami itp. Bo życie weryfikuje różne teorie - a do każdego przypadku trzeba podejść indywidualnie. Możemy debatować o tym że czegoś nigdy nie należy robić na miejscu zdarzenia ale osobiście nie będę stał i czekał na pomoc jeśli konsekwencją mojego braku zaangażowania może być jakaś tragedia. Konikotomia przy użyciu scyzoryka i oprawki od długopisu - oczywiście (użądlenie w podniebienie miękkie po połknięciu owada, pełna niedrożność dróg oddechowych, czas przyjazdu zespołu R większy niż 10 minut); opaska uciskowa (nawet przy użyciu paska od spodni ) - a jakże (masywne krwawienie po przecięciu tętnicy , duża utrata krwi lub objawy rozwijającego się wstrząsu hipowolemicznego, brak możliwości zatamowania krwawienia innymi środkami); transport poszkodowanego z podejrzeniem urazu kręgosłupa szyjnego BEZ użycia jakichkolwiek innych metod stabilizacyjnych poza rękami ratowników - jak najbardziej (niebezpieczne otoczenie poszkodowanego - pożar, zadymienie, ryzyko wybuchu lub narażenia na zatrucie -np. wziewnymi truciznami). To wszystko tylko przykłady jak książkowo nie należy postępować a jednocześnie jak stosunkowo proste działania mogą uratować komuś życie. Noszę w apteczce jałowe rękawiczki, nici chirurgiczne, parę narzędzi (imadło, pęsetę, dwa małe kochery) paczkę z quickclotem , a na dłuższe wypady też laryngoskop z rurkami). Nie zabiera to dużo miejsca i będę ostatnim który pali sie do ich użycia (w końcu w ASG mam odpocząć od pracy 8) ), ale ...zawsze lepiej to mieć, tak na wszelki wypadek. Pewnie nigdy tego nie użyję ale przeraża mnie myśl że wiedziałbym jak coś zrobić ale nie miałbym czym. Czy to oznacza że zachęcam WAS do szycia ran w lesie - absolutnie NIE (będąc przekonanym że w pierwszej pomocy trzeba skupić się na działaniach podstawowych) . Ale nie podejmuje się tak kategorycznej oceny działań innej osoby w konkretnej sytuacji nie mając wystarczających informacji. Układając pewne schematy postępowania w pierwszej pomocy radziłbym częściej używać słowa "należy" niż "zawsze"nie mówiąc już o "nigdy" (zwłaszcza w stosunku do działań ludzi kształconych w tej dziedzinie) zostawiając pewien margines na nieprzewidywalność zdarzenia - jako że dobra pomoc to taka ,której celem jest uratowanie komuś życia/zdrowia a nie zrealizowanie wszystkich punktów z zaleceń.
  13. Mam wrażenie że zagadnienie zakażenia rany są trochę demonizowane (przynajmniej na tym forum) co w istocie sprowadza dyskusję do jakiejś formy licytacji na coraz lepsze środki chemiczne (w sensie siły czy wygody działania). Miało by to może sens przy całościowym rozpatrywaniu sposobu postępowania przy leczeniu rany ale jeśli bierzemy pod uwagę pierwszą pomoc to jest to niepotrzebne komplikowanie jednej zasady - zabezpieczenia rany przed dalszym zakażeniem, co sprowadza się do przyłożenia jałowego opatrunku (może być gaza , może być opatrunek koloidowy). Na skaleczenia przydają się jakieś waciki nasączone środkiem dezynfekującym ale traktuję to raczej jako dodatek niż zasadnicze wyposażenie. Jeśli rana jest głęboka lub rozległa i tak będzie niezbędna interwencja chirurga który właściwie potraktuje brzeg rany ( w sensie działania antyseptycznego), skontroluje dno rany - usuwając ciała obce i zabezpieczy ranę (nie zawsze jest to szycie). Dostaniemy też profilaktykę przeciwtężcową i antybiotykoterapię doustną. Żadne nasze działanie w obrębie rany tego nie zmienią - mam też wątpliwości czy mają wpływ na cokolwiek (w sensie zmniejszenia ryzyka powikłań). Oczywiście cały czas myślę o pierwszej pomocy w warunkach polowych - gdzie nie ma odpowiednich warunków (w sensie czystości czy odpowiedniego światła), działanie są prowadzone przez osoby nieprzeszkolone z użyciem środków nie zawsze dopuszczonych do takiego użycia (choćby ze względu na przekroczony termin przydatności do użycia czy niewłaściwy sposób przechowywania). Jeśli celem tej dyskusji ma być ustalenie jakiegoś sposobu postępowania który będzie prosty, dostępny dla każdego i będzie w zgodzie z aktualna wiedzą medyczną to dla mnie takim minimum będzie przyłożenie jałowego opatrunku na miejsce zranienia, właściwe jego zabezpieczenie a następnie transport poszkodowanego do najbliższego punktu opatrunkowego (z kontrolą opatrunku w aspekcie jego przesączania). Tylko tyle. Żadnych cudownych działań na miejscu - smarowania, wylewania, rozpuszczania itd. Zakażenie rany to nie jest proces natychmiastowy - to nie wstrząs czy krwotok które wymagają zgromadzenia i wykorzystania odpowiednich środków jak najbliżej i jak najszybciej miejsca urazu. Spokojnie można z tym poczekać kilka godzin. No chyba że chcemy zrobić wszystko na miejscu i do lekarza nie chodzić - wtedy mogę się zgodzić z większością rad moich przedmówców - mam tylko wątpliwości czy ta rekonstrukcja ( w sensie działań "combat medicine" ) - nie posuwa się za daleko. Co do przemywania rany - w zasadzie nie trzeba tego robić ( a na pewno nie należy wodą "ze źródełka") chyba że rana jest ewidentnie zanieczyszczona (ziemia, roślinność) i przeszkadza to we właściwym opatrywaniu (w aspekcie wizualnej oceny stopnia urazu i związanym z tym sposobem postępowania) - przegotowana woda z manierki nie powinna zaszkodzić - ja noszę do tego celu 250ml butelkę soli fizjologicznej - która może się przydać do płukania oka oraz do zabezpieczenia drożności dojścia dożylnego. Odnośnie tamowania krwotoków, użycia opasek zaciskowych i innych tego typu działań to są już odpowiednie tematy na tym forum więc tego nie rozwijam. Postępowania odnośnie konkretnych rodzajów ran (które mogą sie różnić miedzy sobą) - jak rany oparzeniowe , odmrożenia czy odleżyny przekraczają, moim zdaniem , potrzeby tego forum (jako nie będące częścią pierwszej pomocy)
  14. SebaSoltys

    CATS

    Moim zdaniem świadomy wybór między opatrunkiem usciskowym a opaską uciskową oznacza że opatrunek stosujemy przy każdym krwawieniu a opaskę tylko wtedy gdy inne metody zatamowania krwotoku nie dają zadawalających rezultatów (czyli grozi poszkodowanemu śmierć związaną z wykrwawieniem). Nie bez przyczyny stosowanie opasek jest uwzględnione w wyjątkowych sytuacjach - albo gdy krwotok jest trudny do opanowania z założenia (przy amputacji kończyny, masywnym zmiażdzeniu) lub gdy istnieje deficyt środków (ludzkich i sprzętowych) do właściwego postępowania z urazami (katastrofy z dużą liczbą poszkodowanych). Powikłania stosowania bowiem opaski uciskowej (choćby martwica tkanek za miejscem ucisku ) są do przyjęcia w ogólnym bilansie uratowania życia. Pamiętać przy tym trzeba że przy masywnym krwotoku bezwzględna ilość straconej krwi może być względnie mała a i tak może to doprowadzić do śmierci ze względu na rozwijający się wstrząs hipowolemiczny (czyli innymi słowy w takiej sytuacji mamy mało czasu na podejmowanie właściwych wyborów)
  15. SebaSoltys

    CATS

    W polskim prawie na razie nie ma wzmianki o standardach postępowania medycznego zarówno odnośnie diagnostyki jak i leczenia. Każdorazowo , w przypadku wątpliwości czy lekarz postąpił właściwie, sprawę ocenia sąd lekarski. Co do pomocy przedlekarskiej wydaję mi się że sprawę ocenia biegły sądowy. Wynika to z sytuacji iż podstawy prawne opisują tylko kto i w jakich okolicznościach musi udzielić pomocy oraz jaki ma być zakres tej pomocy. Na razie doczekaliśmy się tylko wytycznych a i to tylko w niektórych sytuacjach (chlubnym wyjątkiem jest właśnie medycyna ratunkowa). Wytyczne te są w istocie zaleceniami i są wynikiem obserwacji skuteczności danego sposobu postępowania w określonej sytuacji (stąd wytyczne te cały czas zmieniają się i będą się zmieniać nadal). Nie można być pociągniętym do odpowiedzialności za postepowanie niezgodne z wytycznymi (pomijam dość złożone i kontrowersyjne zagadnienia tzw. błędu medycznego ) - w każdym bądź razie nie ma to znaczenia przy pierwszej pomocy udzielanej przez osobę bez wykształcenia medycznego. Zupełnie inną sprawą jest to że warto znać te wytyczne (mam na myśli głównie te zatwiedzone przez Krajową Radę Resuscytacji) jako że znakomicie ułatwiają właściwe posŧepowanie skupiając się na takim działaniu które ma istotne znaczenie dla życia poszkodowanego (walcząć jednocześnie z mitem że pierwsza pomoc jest zagadnieniem przekraczającym możliwość pojmowania dla przeciętnego zjadacza chleba). Co do głównego wątku - w sytuacji gdy nie ma możliwości zatamowania masywnego krwawienia (z kończyny) i pozostałe możliwości (ograniczone wiedzą bądż zapleczem sprzętowym) zostały wyczerpane to opaska uciskowa pozostaje jedyną szansą uratowania życia i zadawanie pytania o legalność takiego postepowania (zwłaszcza w odniesieniu do pierwszej części mojej wypowiedzi) jest ,moim zdaniem, pozbawione sensu.
  16. I ja wrzucę swoje trzy grosze bo temat ważny a jakże przydatny. Na wstępie trzeba rozróżnić w urazach stawu zwichniecie (które polega na całkowitej - chwilowej lub trwałej utracie kontaktu jego powierzchni) od skręcenia - znacznie częstszego - które powstaje gdy ruch w stawie przekracza zakres fizjologiczny. Objawy są co prawda podobne - ból, obrzęk, ograniczenie ruchomości itd. - ale tego drugiego ,z oczywistych powodów, się nie nastawia. Przy udzielaniu pierwszej pomocy na szczęście nie ma to większego znaczenia - unieruchamiamy zgodnie z przytoczoną już zasadą Potta - czyli przy złamaniu kości dwa sąsiadujące ze złamaniem stawy ,a przy urazie stawów obie kości które ten staw łączy. Unieruchamiamy w pozycji która sprawia najmniej bólu, nawet mimo tego że nie jest fizjologiczna (chyba że nietypowo ułożona kończyna zaczyna sinieć - wtedy trzeba zmienić jej położenie celem polepszenia krążenia). Splinty to przydatna rzecz ale często wystarczy przymocować kończynę do ciała (nogę chorą do zdrowej a rękę do tułowia). Warto nosić dwie chusty trójkątne ze sobą - lekkie a przydatne do prowizorycznego unieruchomienia. Co do złamania otwartego to traktuje się je jak każdą ranę - najpierw zatamować krwawienie, a dopiero potem unieruchomienie. Uraz żeber (zarówno złamania jak i uraz stawu mostkowo-żebrowego) najczęściej nie wymaga żadnego unieruchomienia ale często ciasne bandażowanie zmniejsza nieco ból (trzeba pamiętać tam o odmie ale to już inna bajka). Często zaniedbywane jest unieruchomienie stawów międzypaliczkowych - a szkoda bo powikłania mogą być często dotkliwe - ja do tego celu noszę kilka szpatułek (palec na szpatułkę i całość zabandażować) Celowym wydaje mi się też w tym miejscu wspomnieć o najgroźniejszym dla zdrowia i życia urazie kostno- stawowym czyli uszkodzeniu kręgosłupa (dokładnie rdzeniu kręgowym który kręgosłup osłania), zwłaszcza w odcinku szyjnym. Zasady pierwszej pomocy są banalnie proste - minimum ruchu maksimum stabilizacji. Kiedy przy poszkodowanym jest kilka osób ,a istnieje podejrzenia urazu kręgosłupa ,to jedna z nich powinna własnymi rękami stabilizować głowę i szyję .Bez względu co trzeba wykonać (zatrzymać krwawienie, rozpocząć resuscytację czy przenosić) do zadań tego człowieka należy ochrona tego właśnie miejsca. Co do "polowego" unieruchomienia to nie ma rozwiązań idealnych - ja noszę kartonowe kołnierze (tanie, lekkie zajmują mało miejsca) ale często wystarczy przybandażować głowę do deski (jeśli ją macie :) ) - a najlepiej, jeśli to tylko możliwe nie ruszać wcale (wtedy ta oddelegowana osoba może sobie klęknąć w ten sposób aby unieruchamiana głowa znalazła się miedzy jej kolanami) Co do poprzednich postów rodem z portalów medycznych typu "lekarz mnie uszkodził" - standardem postępowania przy skręceniu jest unieruchomienie - w zależności od stopnia urazu od dwóch do sześciu tygodni ("Podstawy ortopedii i traumatologii narządu ruchu" T.Gaździk). Zupełnie inną sprawą jest konieczność późniejszej rehabilitacji ,oraz - ewentualnie - kontrola USG. Artroskopię wykonuję się głównie przy zabiegach odtwórczych oraz zwyrodnieniach i nie wykonuje się jej rutynowo przy diagnostyce skręceń z powodu dużej inwazyjności tego zabiegu. Rezonans magnetyczny to badanie przydatne, ale mało dostępne i drogie (przez to również nie nadaje się do rutynowego stosowania). Podstawą diagnostyki przy urazie stawów jest nadal Rtg (celem wykluczenia złamania) - oraz najważniejsze - dokładne badanie fizykalne.
  17. Nie wiem na jakim etapie ustawodawczym jest projekt rozporządzenia o ratownictwie medycznym ,ale według niego ratownik ma możliwość podawania wybranych leków bez obecności lekarza : http://www.mz.gov.pl/wwwfiles/ma_struktura...cz_28122006.pdf Inna sprawa że jak zaczynałem moją przygodę z medycyną to ratownik wiedział lepiej ode mnie co podawać a ja tylko z poważną miną kiwałem głową :) Ale co człowiek może wiedzieć na stażu podyplomowym ? :roll:
  18. Poczułem się wezwany do tablicy więc rozwinę swoją poprzednią wypowiedź. Co do opaski uciskowej to zaznaczyłem wcześniej że jest to ostateczność ale poruszanie tego zagadnienia ma o tyle sens że wykonać taki ucisk może wykonać każdy, nawet nieprzeszkolony w pierwszej pomocy świadek zdarzenia. Wychodząc z takiego punktu widzenia jeśli widzicie amputacje kończyny lub bardzo masywny krwotok (krew wypływa z rany pod ciśnieniem, zwłaszcza gdy zmienia on swoje nateżenie w czasie- zgodnie z rytmem serca) to łapie się cokolwiek jest pod ręką i podejmuje się próbę ratowania życia. Pomysły co jest lepsze a czego nie powinno się używać do ucisku są bez sensu w sytuacji gdzie mamy 30-60 sekund na to aby uratować komuś jego istnienie. Zacisk ma być skuteczny (czyli zachować wystarczającą ilość krwi do perfuzji płucnej oraz do zachowania skutecznego krążenia mózgowego). Zacisnąć skutecznie opaskę na kończynie może każdy a czy spwowoduje to uraz tkanek czy dystalne niedokrwienie kończyny nie ma to znaczenia bo lepiej uratować życie kalece niż mieć nieboszczyka z nieuciśniętą kończyną. Co do pomiaru tętna to powtarzam - nie ma sensu brać tego pod uwagę. Przy reanimacji opóźnia to udzielenie właściwej pomocy, przy masywnym krwotoku - niczemu nie służy i nic nie daje. (Swoją drogą wsþółczuję chętnemu pragnącemu odnależć tętno dystalnie na kończynie przy wstrząsie hipowolemicznym ze scentralizowanym ciśnieniem) Cały czas mam na myśli sytuację ekstremalną (zagrożenie życia) gdy pomoc udzielana jest przez osobę bez wykształcenia medycznego. Na jakąkolwiek pisaninę traci się cenny czas ,który pownien być przeznaczona na: 1. szybką i skuteczną pomoc doraźną 2. wezwanie pomocy fachowej 3. ocenę funkcji życiowych poszkodowanego (np oddechu) , innych urazów, informacji o uczuleniach czy przyjmowanych lekach ofiary (a często mamy mało czasu na pytania gdyż rozwija się wstrząs prowadzący do utraty przytomności) Jeśli po tym wszystkim mamy czas to można szukać pisaka i kartki - choć najczęsciej pisze się na ciele poszkodowanego - najlepiej na czole (to nie dowcip) - zwłaszcza gdy jest kilka osób do ratowania. Ucisk niepełny, z zachowaniem ograniczonej perfuzji tkanek należy wykonać przy opatrunku uciskowym (ucisk rany) gdy trudno opanować krwawienie, ale krwotok nie jest masywny lub utrata kończyny będzie kosztem jawnie niewspółmiernym do zagrożenia życia. I wtedy warto wiedzieć jakie jest ciśnienie krwi i tetno gdyż umożliwia to kompromis między uciskiem (czyli skutecznością działąń) a zagrożeniem utraty kończyny. Ale proponuje zostawić to osobom przeszkolonym w pierwszej pomocy. Tak więc podsumowując - jak widzicie kogoś bez kończyny, "sikającym" krwią to nie myślcie o głupotach, sciągnijcie pasek od spodni, obwiążcie kikut kończyny i zaciśnijcie tak mocno jak tylko potraficie (nie zapominając o wezwaniu pogotowia) - jeśli tylko zrobicie to skutecznie będziecie mogli porozmawiać z tym człowiekiem i zastanawiać się potem co można był zrobić lepiej. Co do ukąszenia (a w zasadzie wynikającego z tego dostania się toksyny do krwioobiegu) to całość działań ma ograniczyć jej wchłanianie się do krwioobiegu, przynajmniej do czasu podania odpowiedniej surowicy. W przypadku osób uczulonych bezwzględna ilość toksyny nie ma znaczenia; w przypadku ukąszenia jadowitych zwierząt tropikalnych często ilość jadu wstrzykniętego do rany wielokrotnie przekracza dawkę śmiertelną więc w obu tych przypadkach wysysanie nie ma żadnego sensu. Każda manipulacja przy ranie (zwłaszcza jakieś odsysanie) zwiększa przekrwienie miejscowe a tym samym szybkość z jaką toksyna wchodzi do krwioobiegu. Teza że zwiększenie krwawienia "wypłukuje" rad z jany jest kuriozalny i trąci przesądami ludowymi. Co prawda zaleca się pozostawienie rany po ukąszniu bez tamowania krwawienia ale wynika to z bilansu strat i zysków (bo manipulacja przy ranie zwiększa jej ukrwienie a dodatkowo ta część toksyny która jest na powierzcni może faktycznie być spłukana) ale nie słyszałem żeby zwiększanie krwawienia było skutecznym leczeniem. Można dywagować o zakładaniu opaski zmniejszającej przepływ toksyny ale co do działań miejscowych stoję na stanowisku iż ranę po ukaszeniu (czy ugryzieniu) należy spłukać czystą wodą i ewentualnie zabezpieczyć ją przed zabrudzeniem (jałowa gaza). A potem poszkodowanego przetransportować do szpitala ( w warunkach jego minimalnej aktywności ruchowej).
  19. Temat jest w zasadzie wyczerpany - i podsumować go można stwierdzeniem "mniej teorii a więcej myślenia). Po ukąszeniu chorego unieruchomić i do lekarza (najlepiej wezwać karetkę). Ranę przemyć czystą wodą i nałożyć jałowy opatrunek. Żadnego nacinania, wyciskania, wysysania - to tylko zwiększa ukrwienie rany powodując szybsze wchłonięcie toksyny. Co do łapania gada mam wątpliwości - jeśli da się to zrobić bez wpływu na postępowanie z poszkodowanym to w porządku, w przeciwnym razie to tylko strata czasu. W szpitalach i tak nie ma innej surowicy niż przeciwko naszemu jedynemu jadowitewmu weżowi (a najczęsciej trzeba ją ściągać). Inna sprawa że siła tego jadu jest mała i jedynie uczulenie na niego może dać sytację zagrożenia życia. Co do opaski uciskowej to sprawa jest dość prosta - stosuje się ją tylko w ekstremalnych przypadkach gdy nie ma innego sposobu na zatamowanie krwotoku. I jak widzicie amputowaną kończynę czy masywny z niej krwotok to bierzecie co jest pod ręką (sznurek, pasek itp), zakładacie na tyle daleko od brzegu rany aby ucisk był skuteczny i używacie maksymalnej siły aby odniosło to właściwy skutek. Nie ma sensu szukać idealnej opaski ,mierzyć tętna czy innych z tych rzeczy. A zdejmowanie jej przed prawidłowym zaopatrzeniem chirurgicznym i tak nie mas sensu i nie zleży od tego czy ma to zrobić lekarz czy ktoś inny. Godzinę zapisać warto, ale można też informacje o tym przekazać ustnie ratownikowi. Co do pomiaru tętna ,zwłaszcza u osoby ze wstrząsem to już jest książkowa fikcja (pomiar tętna wypadł nawet ze schematu BLS-u jako zbyt trudny dla nieprzeszkolonych ratowników). Pomijam zagadnienie zakładanie opaski uciskowej w przypadku masywnego krwawienia bez przerwania ciągłości skóry (np przy złamaniu kości udowej i krwawieniem z jamy szpikowej gdyż jest to dość trudne do ropoznania a o pomyłkę łatwo). Pamiętać należy że tkanki za miejscem ucisku są skazane na obumarcie i podjęcie decyzji o założeniu opaski może być uzasadnione tylko zagrożeniem życia. Dla mnie rozróżnienie terminu opaska zaciskowa czy uciskowa jest akademicką dysputą jako że trudno mi sobie wyobrazić sytuację że mam zatrzymać jedynie odpływ żylny zachowując tętniczy - chyba że to jakaś wydumana sytuacja gdzieś w dżungli z dala od cywilizacji.
  20. Moim zdaniem nie ma większego sensu odkażanie rany w warunkach polowych. Najważniejsze jest opanowanie krwawienia, potem zabezpieczenie przed dodatkowym zabrudzeniem a kończyć się to i tak powinno u chirurga (mówmy o dużych bądź głębokich ranach). W praktyce wystarczy spłukanie dużą ilością czystej wody (warto mieć manierkę z wcześniej przegotowaną), potem jałowa gaza i bandaż. Następnie przy opracowaniu rany można ewentualnie ją odkażać ale i tak sprawa kończy się podaniem antybiotyku doustnie jako osłony. Rana oparzeniowa, nawet bez uszkodzenia skóry traktowana jest jako rana otwarta (ze względu na zniszczenie jej właściwości ochronnych) i nie polecam ją zalewać czymś brudnym. Na skaleczenie wystarczy gazik nasączony środkiem odkażającym (np.Leko) i plaster. Większość dostępnych środków odkażających służy do odkażania skóry (czyli brzegów rany) z braunolem włącznie. Można i trzeba od tego robić wyjątki ale tylko w wyjątkowych sytuacjach (np złamaniach otwartych). Do rany wlewać można roztwór antybiotyku i nie polecam niczego innego - każdy roztwór bakteriobójczy oparty na utlenianiu będzie powodował martwicę tkanek a ta nigdy nie służy dobremu gojeniu. Powtórzę też coś co już było wspomniane - nie usuwa się nigdy ciał obcych wbitych w ranę w warunkach pozaszpitalnych - chyba że uniemożliwia to transport.
  21. Witam wszystkich forumowiczów - zaglądam na to forum już od pewnego czasu,a że temat jest dość ważny i do tego zgodny z moim wykształceniem to pozwolę sobie zaprezentować parę moich przemyśleń. Przede wszystkim ,moim zdaniem, przy przygotowaniu składu apteczki trzeba doprecyzować czy ma to być jakiś osobisty, podstawowy zestaw czy służyć całej grupie/ drużynie. W wersji indywidualnej ma to być tylko minimum aby taki zestaw był lekki, nie zabierał dużo miejsca i do tego był niedrogi - podstawowe elementy opatrunkowe jak plastry, jałowa gaza, mały bandaż, przydatne będzie też coś do odkażania ran ale nie cała butelka wody utlenionej, a parę nasączonych gazików (do kupienia w aptece). Do tego widziałbym wszystkie leki ,które osoba nosząca apteczkę stale lub doraźnie przyjmuje (nasercowe, przeciwastmatyczne, przeciwcukrzycowe itp).Z pozostałymi lekami byłbym ostrożny, można conajwyżej dodać paracetamol. Folia termiczna się przyda, rękawiczki i maseczka są opcjonalne bo chronią ratownika a nie ułatwiają pracy (maseczka ,moim zdaniem, wręcz utrudnia). Taki zestaw powinien mieć każdy, nawet jeśli nie umie z niego skorzystać (o ile to wogóle możliwe) - jako że po pierwsze może służyć ratownikowi w sytuacji gdy właściciel jest nieprzytomny, po drugie przydaje się jako dodatkowe źródło materiałów opatrunkowych przy dużych urazach. Apteczka zbiorcza może zawierać już co dusza zapragnie i jest limitowana tylko wyobraźnią , wiedzą i zasobnościa portfela właściciela. Dla przykładu ja swoją podzieliłem na 3 działy: 1. Materiały opatrunkowe - chusty trójkątne, plastry, bandaże, jałowa gaza, opatrunki żelowe, quicklot, kleszczyki naczyniowe oraz zestaw do szycia (obłożenia i rękawiczki jałowe, nici chirurgiczne, skalpel ) 2. Resuscytacja - rurki ustno gardłowe (wybrane), laryngoskop + rurka, zestaw leków dożylnych plus igły i strzykawki, gruby wenflon (do namiastki konikotomii) 3. Leki pozostałe - wybrane leki doustne i domięśniowe, głównie w aspekcie stanów nagłych. Sól fizologiczna (250ml - przydaje się do płukania ran oraz zwłaszcza do płukania oka) Większość z tych rzeczy jest ,jeśli nie umie się ich używać (zwłaszcza leki) absolutnie niepotrzebna a wręcz może być szkodliwa dla osoby nieprzygotowanej w ich użyciu (i ich obecność u mnie w plecaku jest swego rodzaju zboczeniem zawodowym). Bierzcie tylko to co wiecie jak działa i jesteście pewni że sytuacja będzie wymagała pilnego ich użycia. Dlatego, moim zdaniem, w apteczce zbędne jest to wszystko co można użyć po pewnym czasie od zdarzenia lub działanie jest niepewne (jak krople nasercowe czy żołądkowe, krople do nosa czy maści antybakteryjne). Jakiś sens ma No-spa czy polopiryna (przypominam że to to samo co aspiryna) ale to tylko wtedy kiedy to jakiś mil-sim i nie możecie spokojnie sobie tego wziąć w domu a nie chcecie przerywać zabawy. Z leków dla osób bez przeszkolenia medycznego spokojnie wystarczy paracetamol czy ibuprofen. Szyn nie mam ale to dobry pomysł i chyba sobie je sprawię.
×
×
  • Create New...