Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

SebaSoltys

Użytkownik
  • Posts

    47
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by SebaSoltys

  1. Moja propozycja na to forum: Wersja skócona: 1. Zdezynfekuj brzeg rany 2. Zabezpiecz ranę przed zabrudzeniem/ dalszym uszkodzniem - plaster/jałowa gaza 3. Jeśli to coś więcej niż skaleczenie wizyta na chirurgicznej izbie przyjęć 3a. Jeśli to skaleczenie, ale po 3 dniach wcale nie widać gojenia wizyta u lekarza poz/rodzinnego Wersja rozszerzona: 1. Postępowanie ogólne a) niewielkie , powierzchowne urazy skóry bez uszkodzenia głębszych warstw - odkażenie brzegów rany + plaster / steri-strip (ewentualnie chirurg ,patrz uwagi) b) małe, ale głębokie uszkodzenie skóry (rany kłute, głębokie nacięcia) - odkażenie brzegów rany + jałowa gaza/plaster + wizyta u chirurga c) rozległe (ale nie bez przesady :) ) uszkodzenia, ale płytkie - czyli przeważnie rozdarcia naskórka - odkażenie brzegów rany + jałowa gaza (ewentualnie chirurg,patrz uwagi) d) głębokie i rozległe rany - odkażenie brzegów rany + jałowa gaza + szybciutko do chirurga 2. Postępowanie szczegółowe i uwagi a) oparzenie traktujemy jak ranę, ale nie dezynfekujemy (conajwyżej chłodzimy) b) małe, ale głębokie rany mogą byc bardzo niebezpieczne - duże ryzyko wniknięcia głęboko bakterii i rozwoju zakażenia przy minimalnej szansie prawidłowego postępowania w warunkach polowych c) nawet niewielka rana twarzy przy nieprofesjonalnym postepowaniu może dać szpecącą bliznę - dlatego szybki kontakt z chirurgiem ogólnym daje oszczędności finansowe w stosunku do późniejszego kontaktu z chirurgiem plastycznym d) nie wyciągamy niczego z rany - pewnie wszyscy to wiedza ale i tak warto to powtórzyć; jak już jesteśmy niepoprawnymi fanatykami estetyki naszych uszkodzeń skóry to nośmy ze soba butelkę jałowej soli fizjologicznej i conajwyżej spróbujmy wypłukać zanieczyszczenia z rany za jaj pomocą e) dezynfekuje się brzegi rany a nie jej dno - co oznacza że do rany NIC NIE WLEWAMY ani NIE WSYPUJEMY; wyjątkiem jest wspomniana jałowa sól fizjologiczna (albo inny jałowy obojętny płyn). Generalnie płukanie rany to zabawa dla chirurga, a we wsypywanie dziwności do rany bawić się mogą tylko Ci co wiedzą co wsypują i znają ryzyko i skutki tego czynu. f) szyciem ran powinni zajmować się Ci, dla których jest to sposób zarabiania pieniędzy - nie mylic z szyciem dla pieniędzy innych rzeczy, czym - jak wiem, zajmuje się wielu na tym forum g) nawet niewielkie rany niosą ze soba ryzyko infekcji tężcem ;zazwyczaj im rana bardziej rozległa i głębsza tym ryzyko większe ; profilaktyka polega na uodpornieniu czynnym (szczepionka - co 7 lat), biernym (surowica) - przy każdym zranieniu jeśli są jakikolwiek wątpliwości co do oudpornienia czynnego ewentualnie czynno- biernym - duże rany, ciężki stan ogólny Profilaktykę przeciwtężcową jw. dostaniemy gratis od chirurga w nagrodę za pokazanie mu swoich mniej lub bardziej taktycznych uszkodzeń skóry Uwagi nie do konca profesjonalne ,ale sprawdzone życiowo: 1. Nie ważne czym dezynfekujemy te nasze nieszczęsne brzegi rany ,ważne aby mieć to przy sobie (zalecane posiadanie małej apteczki przy sobie) 2. Jestem zwolennikiem steri-stripów na małe rany cięte - jakoś wydają mi się trwalsze od plastra (moze poza opatrywaniem miejsc narażonych na tarcie) 3. Zawsze noszę ze sobą w apteczce podpaskę (świetnie wchłania krew z mocno krwawiacej rany - zakładany na jałową gazę) i parę tamponów przydatne do tamowania krwotoków z nosa. Poza tym są to świetne materiały na rozpałkę, a moja żona nie raz była mi wdzięczna za ich posiadanie podczas kilkudniowych wycieczek Pewnie o wielu rzeczach zapomniałem ale pewnie co bardziej dociekliwi szybko to uzupełnią.
  2. Jedno małe sprostowanie - anaki - kolor stolca to nie jest jedyne kryterium rozstrzygające jako wskazanie do hospitalizacji (ale to nie miejsce aby o tym debatować). Rozumiem ,że intencje miałeś słuszne, ale mam nadzieję, że czytelnicy tego forum wykażą się zdrowym rozsądkiem i do niektórych porad, zwłaszcza w tym dziale, podejdą z dystansem i w razie nasilenia dolegliwości (jakie by one nie były) zasięgną fachowej porady.
  3. SebaSoltys

    Nosze

    Ja od około 6 miesięcy noszę do lasu i używam takich: http://www.outdoorgb.com/p/tasmanian_tiger_rescue_mat/ z tym tylko zastrzeżeniem ,ze jak dotychczas używałem ich tylko jako hamak (i obym nie musiał się zapoznawać z ich funkcja ratowniczą). Ogólnie w miarę lekkie (jak na tego typu rozwiązania, bardzo "pancernie" wykonane, wygodne w przenoszeniu (ale najlepiej jak jest czterech noszowych). Posiadają swego rodzaju "kieszonkę" na nogi poszkodowanego, aby się on nie zsunął z noszy. Jak dla mnie idealne rozwiązanie dla ludzi szukających przemiotów łączących kilka funkcji użytkowych ( z zastrzeżeniem ich ograniczenie w każdym z tych działań).
  4. Z poglądem że lepiej nie ruszać bo można bardziej zaszkodzić walczę przez kilka lat mojej hmm działalności zawodowej - i mimo że nie jestem instruktorem kursów PP to pozwolę sobie nie zgodzić z przedmówcą (mówimy tu oczywiście o resuscytacji). O ile pomoc należy wezwać zawsze (na co jest coraz większy nacisk w kolejnych "edycjach" stanowiska PRR ) o tyle w tej konkretnej sytuacji nasze działanie może tylko polepszyć sytuację poszkodowanego - a nigdy jej pogorszyć. Dlaczego? - bo jeśli wymaga on resuscytacji to znaczy że jest już MARTWY - i bardziej martwy byc już nie może - a może być "bardziej żywy. Nawet jeśli wykonamy coś żle, niezgodnie ze schematem, niewłaściwie będziemy naciskać itd to i tak dajemu mu jakąś szansę - choćby trochę czasu - do przyjazdu specjalistycznej pomocy. Nie łudźmy się - jeśli dorosły człowiek nie oddycha i nie ma akcji serca to w większości przypadków nawet dr House bez defibrylatora niewiele zdziała, a to w połączeniu ze średnim czasem przyjazdu karetki reanimacyjnej (dla niedomyślnych - długim) ZMUSZA nas do tego abyśmy działali - nawet źle, nawet niezgodnie z wytycznymi. Nie zachęcam nikogo żeby kontestował czy spierał się z wytycznymi PRR - myślę że tam siedzą mądrzejsi od nas, a i oni opracowują stadardy w oparciu o dane światowe (głównie z USA). Zachęcam po prostu do zmiany myślenia - wedle którego : - ZAWSZE pomagamy nieprzytomnemu - ZAWSZE w sytuacji powyższej wzywamy pogotowie ratunkowe - ZAWSZE wykonujemy zabiegi resuscytacyjne u osoby pozbawionej własnego oddechu (im lepiej to zrobimy tym większą komuś dajemy szansę - a wszelkie kursy PP mogą pomóc nam to osiągnąć)
  5. Co do mutacji to nie wiem - ale nie powinno mieć to wpływu na skuteczność szczepionki ( z racji szczepień przypominających wykonywanych co 3-5 lat, w których producent może uwzględniać tą zmianę). Szczerze mówiąc nie wiem nic o mutacjach tego wirusa - ale też i nigdy szczepienie nie jest w 100% skuteczne , więc w tym niewielkim odsetku szczepionych a chorujących może się znależć (poza niepełną reakcją immunologiczną na szczepienie) również jakaś nietypowa odmiana wirusa (ale z tego co wiem pełny cykl to ponad 99% spokoju :) )
  6. Szczepionka nazywa się FSME-IMMUN , podaje się ją domięśniowo, dostępna jest tylko na receptę. Cały cykl szczepień składa się z trzech dawek, gdzie drugą podaje się 1-3 miesięcy po pierwszej, a trzecią 5-12 miesięcy od drugiej dawki. Do tego dochodzi szczepienie przypominające co 3-5 lat (cykl standardowy) O uodpornieniu po jednej dawce można zapomnieć, po dwóch już to coś daje - czasem zlecam szczepienie dwoma dawkami, rozdzielonymi 2 tygodniami czasu przed jakimś pilnym wyjazdem (ale i tak należy dokończyć cykl trzecią dawką). Jak to ze szczepieniami bywa wszystko opiera się na prawdopodobieństwie i przyjmując, że producent zaleca trzy dawki oznacza to że spokojni możemy być tylko po pełnym cyklu. Wniosek z tego taki, że szczepienie należy zaczynać jeszcze w zimie, aby zmieścić wszystkie 3 dawki przed wiosenno-letnim szczytem występowania kleszczy. A czy warto wydawać takie pieniądze na szczepionkę -każdy to rozważy sam - ja odkąd biegam po lasach się szczepię - choćby dlatego że na kleszczowe zapalenie mózgu leku nie ma... (są tylko szczepienia)
  7. Nie ma w tym nic dziwnego - w każdej dziedzinie wiedzy są jakieś podstawowe zasady od których w miarę przyswajania informacji zaczynamy dostrzegać wyjątki ; na końcu tej drogi i tak pozostaje logika i doświadczenie. W tym konkretnym przypadku najpierw jest zasada bezwględnego unieruchomienia kręgosłupa szyjnego przy urazach (i tyle powinno wystarczyć każdemu ratownikowi po kilkugodzinnym kursie lub....czasem tylko lektury for internetowych). Wyjątki można stosować wtedy kiedy ratownik wie kiedy odstąpić od zasad, zna konsekwencje swoich działań i potrafi zastosować alternatywne, lepsze w danej sytuacji, postępowanie. A po kilku latach nabywa się maniery pójścia na skróty i tłumaczenia innym : Uduszonemu na nic nie przyda się kręgosłup w nienaruszonym stanie, a żywego zawsze można próbować leczyć. Wypowiadam sie w ten sposób dlatego, że prywatnie jestem przeciwny omawianiu wyjątków od zasad, zwłaszcza w przypadku pierwszej pomocy, gdzie szum informacyjny wiecej zrobi złego niż dobrego i zamiast pomóc przyszłemu ratownikowi tylko go zablokuje. A jak kogoś temat interesuje to jeżdząc na kursy i pytając instruktorów i tak dowie się o wiele więcej (do czego zachęcam, tak jak nieraz to robili inni użytkownicy tego forum)
  8. Navcomm TK-760 + antena Diamond x-50 N - nie jest to może typowy zestaw przenośny (kłopot jest bardziej z długością anteny niż jej wagą), ale kłopot z przenoszeniem jest wynagradzany możliwościami tego zestawu. Polecam wypróbować każdemu kto narzeka że PMR to tylko zabawka i z racji zasięgu nie da się go stosować do zabawy na większym terenie. Nie ma porównania nawet z dobrą anteną 1/2 fali o dołączanej firmowo do TK-760 namiastce anteny nie wspominając. Kupowałem ją na allegro kilka miesięcy temu - chyba nawet u tego samego sprzedawcy: http://www.allegro.pl/item557113212_antena...a_f_ra_vat.html
  9. Od kilku miesięcy mam w swoim AUG-u batrię Li-Pol 7,4V(kupioną w sklepie modelarskim) ; w układzie jest mosfet Extreme-fire . Baterię ładuję ładowarką bez balansera (przeszła już conajmniej kilkanaście cykli łądowania). Całkowite napięcie oraz napięcie na poszczególnych ogniwach testuję takim małym bajerkiem (małe LCD z wejściem do balansera) - do kupienia za parę złotych na allegro. Ładuję do 8,2V - starcza na całodzienną zabawę (kilkaset kulek ,sprężyna m100)- szybkostrzelność większa niż na baterii 9.6V; jak do tej pory różnica na ogniwach jest nie większa niż 0.1V Zaletą wpiętego przez mnie mosfeta jest ciągłe monitorowanie poziomu naładowania baterii ( a w zasadzie napięcia pod obciążeniem jeśli dobrze to rozumiem). Gdy bateria jest rozładowana (raz celowo jej nie ładowałem) mosfet przerywa cały obwód, a karabin...po prostu przestaje strzelać - chroni to baterię przed zniszczeniem)
  10. Ostatnio kupiliśmy z kolegą paczkę i miałem okazję przetestować te kuleczki (0,27g). Co do zachowania samych kulek to jestem mile zaskoczony - do tej pory używałem G&G 0.25 i Extreme Precision 0.25 i na ich tle Biovale mają zdecydowanie większe skupienie i powtarzalność (zasięg wydaję się podobny). Co do reakcji na "siłe żywą" to nikt nie skarżył się po trafieniu, mimo moich pytań. Pech chciał,że trafiłem kolegę w twarz z 20m i po oględzinach żadnych dziur na skórze nie miał; bawimy się razem od pewnego czasu i z jego relacji wynikało, że nie zauważył różnicy w stosunku do mojej poprzedniej amunicji. Testy domowe na okularach Uvex I-vo, jakichś G&P i goglach Bolle 500 (z 1m) nie wykazały żadnych trwałych uszkodzeń (zarówno szybka jak i oprawki). Strzelałem z repliki AUG TM (tuning pełny FTK High Speed Modify - sprężyna m100), lufa precyzyjna Tanio Koba 363mm. Wadą tej amunicji jest niewątpliwie cena, dla mnie osobiście również ich widoczność (od roku używam czarnych kulek i niestety Biovale są bardziej widoczne, zwłaszcza w słoneczny dzień).
  11. Okult, po pierwsze nie jestem pewny czy robienie czegokolwiek pod szyldem airsoftu w tej sprawie ma sens - jakoś nie widzę w czym mogłoby to pomóc. Po drugie problemem nie jest prawo a jego często zbyt luźna interpretacja - zależna od woli prokuratora i/lub lenistwa sędziego. Tam gdzie wyżej wspomniani ludzie mają troszkę samokrytycyzmu co do własnej wiedzy z zakresu medycyny może nie jest mniej stresująco (bo każde wezwanie z moim nazwiskiem i tak powoduje u mnie uczucie jakby żołądek miał wyjść na spacer) ,ale (jak dotąd) jest jedynie formalnością bez bolesnych konsekwencji. Inna sprawa że ,moim zdaniem, po prostu trzeba pogodzić się z tym, że pewne zawody są bardziej narażone na roszczenia ze strony, nazwijmy to ogólnie, klientów. Ludzie mają prawo występować o odszkodowania, a czas beztroski po tępej stronie igły się skończył. Teraz płacę OC, pewnie niedługo trzeba będzie podpisywać umowę z jakąś kancelarią prawną - tak jak się to robi w innych krajach. Bo presja ze strony odpowiedzialności karnej raczej się nie zwiększy, ale cała "zabawa" z roszczeniami cywilnymi dopiero się rozkręca. Co do wzmianki o ochronie według praw funkcjonariusza publicznego podczas udzielania pierwszej pomocy - oznacza to w skrócie, iż po pierwsze nie możemy byc celem roszczeń cywilnych (czyli co byśmy żle nie zrobili i tak nie zapłacimy odszkodowania z powództwa cywilnego), po drugie każda agresja skierowana w naszą stronę jest ścigana z urzędu i nie wymaga wnoszenia przez nas doniesienia o popełnieniu przestępstwa (to bardziej w ramach prawa karnego)
  12. Kilka miesięcy temu zapragnąłem mieć burst w AUG-u i kupiłem mosfet z extreme-fire : http://extreme-fire.com/SW-COMPUTER.html Jak do tej pory spisuje się bez zarzutu.
  13. Przez 8 miesięcy miałem 510 mm lufę TK w stockowym AUG-u TM, potem przeszedłem na jej 360 mm wersję (po wykonaniu docelowego tuningu 1J ). W oby przypadkach jestem bardzo zadowolony z tej lufy. Nie jest ona jednak precyzyjna w pełnym tego słowa znaczeniu bo jej średnica wewnętrzna jest na pewno większa niż 6,04mm (wizualnie ,bez przyrządów porównywalna do stocku TM). Większe skupienie uzyskuje się jednak w tej lufie nie ze względu na jej średnicę ale mechanizm działania polegający na wymuszonym sposobie odbicia kulki w lufie , tak aby był to proces powtatrzalny. Z tego co zrozumiałem na zagranicznych forach (a przed zakupem przekopałem troszkę zasoby sieci) jest to lufa idealnie pasująca do specyfiki japońskiej, bo optimum swojego działania uzyskuje przy energiach sprężyny właśnie 1J (dużo ciekawych informacji znalazłem na stronach airsoftu filipińskiego i o dziwo... niemieckiego) Po prostu skok gwintu w lufie jest dopasowany do pewnych prędkości kulki powyżej której mechanizm wymuszonego odbicie nie tyle nie działa całkiem co działa po prostu gorzej. Tak więc raczej wątpie czy pasuje do zastosowań snajperskich - ale u mnie 3 kulkowy burst (mosfet extreme-fire) na 25 m wchodzi w średnicę 3 cm co przy energii sprężyny 1J (dokładnie 0,98) i tuningu szybkościowym - zestaw Modify (http://www.asg.com.pl/product_info.php?products_id=1943) jest całkowicie zadowalające do zabawy w ASG.
  14. Navcomm TK-760 + antena TAIL 1/2 fali = conajmniej 1km bezproblemowej łączności dwustronnej w paśmie PMR Navcomm TK-760 + antena stacjonarna DIAMOND X-50N = bezstresowa łączność w paśmie PMR między "HQ" a drużynami w terenie (antena lekka tylko niewygodna w przenoszeniu :) )
  15. Jak rozumiem, Foka, Twój ostatni post to takie małe szyderstwo :) A na poważnie nie ma co mylić zjawiska tolerancji na daną substancję z jakąś formą uodpornienia (choć zewnętrznie tak to może wyglądać). Przy wystąpieniu anafilaksji reakcja wynika zawsze z kolejnym, a nie pierwszym kontaktem z daną substancją (bo za odpowiedż immunologiczną odpowiadają przeciwciała ,które organizm wyprodukował po pierwszym kontakcie z alergenem). Zagadnienie to oczywiście jest szerokie i złożone (choćby ze względu na możliwość reakcji krzyżowych z różnymi substancjami) ale ogólnie można powiedzieć że sam kontakt z alergenem nie uodparnia na reakcję z nim ;planowy proces uodparniania np. na jad pszczeli prowadzony w warunkach szpitalnych operuje bardzo rozbudowanymi schematami powolnie rosnących dawek alergenu i ma się to nijak do próby uodpornień w warunkach "domowych".
  16. Ze swojej strony zgadzam się w całej rozciągłości z autorem artykułu oraz tym co powiedział thor - na poziomie oddziału kilkuosobowego, poruszającego się razem radio jest nie tylko niepotrzebne ale i wręcz szkodliwe. Myślenie że radio ułatwia komunikację gdy rozmówca jest w zasięgu wzroku ( a większości czasu i tak powinien być jeśli ma mieć miejsce jakakolwiek koordynacja działań) to raczej myślenie życzeniowe - bo kontakt radiowy wymaga właściwego doboru sprzętu, umiejętności się nim posługiwania i wbrew pozorom - większej ilości czasu niż sygnał niewerbalny. O takich kwiatkach jak włączone cały czas na nasłuch radio bez żadnej formy zestawu słuchawkowego, z daleka oznajmiające przeciwnikowi (po dźwięku jego własnych transmisji radiowych ) zbliżanie się jego właściciela aż żal wspominać. Poza tym nie wiem co oznacza radiowe fair play w airsofcie - przecież nasłuch przeciwnika to najlepszy sposób na zdobycie o nim informacji. Do tego dochodzi zabawa w dezinformację (człowiek z radiem gadający sam ze sobą wprowadzający przeciwnika w błąd chociażby co do kierunku podejścia) oraz zagłuszanie ( ostatnio przerobiłem pmr-kę z allegro na "szumo-nadajnik" działający na kilku kanałach pmr ) , a pewnie są i inne pomysły na utrudnienie życia przeciwnikowi posiadającemu radio. Podsumowując - jeden operator na oddział do łączności z bazą (zwłaszcza na większych imprezach ) - absolutnie tak, ale musi to być właściwy sprzęt , a właściciel musi umieć się nim posługiwać .
  17. Aż się boję czytać tych zaleceń survivalowych na dolegliwości żołądkowe - ale że przez przypadek tu wpadłem i mam chwilę czasu to trochę znowu pojeżdżę po mitach. Po pierwsze przy typowym zatruciu wymioty i biegunka są formą obrony organizmu przed toksyną - a dokonuje tego w najskuteczniejszy sposób czyli usuwając truciznę z organizmu. Jakiekolwiek działania które będą temu zapobiegać (leki przeciwwymiotne czy przeciwbiegunkowe) będą działać dokładnie odwrotnie ,a więc zatrzymywać toksyny w jelicie i albo ,ze względu na przdłużający się czas kontaktu z nabłonkiem jelitowym, go uszkadzać, albo więcej trucizny wchłonie się do organizmu (co zazwyczaj oznacza większy problem niż dolegliwości jelitowe). Ja wiem że prawdziwego survivalowca nic nie jest w stanie powstrzymać ale ,jeśli tylko nie uciekamy przed wrogiem w prawdziwej wojnie, to dajmy czas organizmowi na wykonanie pewnych fizjologicznych działań (a przynajmnij mu nie przeszkadzajmy) Jeśli objawy zatrucia trwają dłużej (trudno tu mówić o czasie ale powiedzmy że około 24h), albo pojawia się gorączka lub objawy odwodnienia to raczej mamy do czynienia z infekcją i wtedy radzą udać się do lekarza a nie znosić cierpienia w milczeniu obozując gdzieś w lesie. Co do innych porad: - jakiekolwiek jedzenie będzie podrażniać żołądek albo jelito - więcej cierpienia a i tak niewiele strawimy jako że perystaltyka jelita jest przyśpieszona a nabłonek jelita (który odpowiada za wchłanianie pokarmów) zazwyczaj w kiepskim stanie - przy infekcjach bakteryjnych jakikolwiek cukier pod jakąkolwiek postacia (napój, kaszka czy owoce) będzie tylko pożywką do namnażania się bakterii (co przedłuży chorobę) - cukier zawarty w pokarmach będzie (mechaznizm osmozy) ściągał większą ilość wody do jelit - czyli nasilał biegunkę i przez to odwodnienie - węgiel aktywny ma sens tylko w bardzo wczesnym stadium zatrucia, gdy trucizna jest w żołądku (póżniej większa jego częś raczej będzie pochłaniała żółć i soki trzustkowe), inna sprawa że w ocenie współczesnej toksykologii jego użycie jest dyskusyjne - nie wiem skąd mit o zbawczym wpływie Coca-Coli czy Pepsi-Coli na dolegliwości żołądkowo-jelitowe (może to zabieg marketingowy) - w każdym razie jako niemający żadnego naukowego potwierdzenia wymaga tępienia w społeczeństwie (napoje te to cukier ,kwas fosforowy i rozpuszczony dwutlenek węgla - czyli idealna :) kombinacja na rozdęte i podrażnione jelita i żołądek) Podsumowując gdy trafi się Wam zatrucie to należy pić jak najwięcej czystej wody-ale małymi porcjami (bo pół szklanki na raz to gwarantowany objaw wymiotny); może być słaba gorzka herbata, nic nie jesć i nie przeszkadzać naturze. A jak objawy trwają dłużej lub są bardziej nasilone - do lekarza.
  18. Odnośnie samego zagrożenia odnośnie ukąszeń owadów w naszym kraju to jest ono, dla ludzi którzy nie są uczuleni na jad owadów, raczej niewielkie. Problemem może być miejsce ukąszenia (szyja, jama ustna, okolice oka); co do ilości ukąszeń które może stanowić zagrożenia to nie są mi znzne jakieś konkretne dane, ale nie sądzę, że dla osoby dorosłej nawet kilka ukąszeń szerszenia byłoby niebezpieczne. Zupełnie inną sprawą jest reakcja uczuleniowa (do wsztrząsu anafilaktycznego włącznie) u osób uczulonych na jad owadów - ale nie ma to żdnego powiązania z ilością ukąszeń (czyli jedno użądlenie pszczoły jest równie niebezpieczne co dziesięć). Osoby uczulone powinny nosić ze sobą gotową ampułkostrzykawkę z adrenaliną (w Polsce handlowe nazwy: Fastjekt, Anapen) do kupienia oczywiście na receptę - bo jest to lek silny, niebezpieczny ,a osoba go podająca powinna mieć pełną świadomość przeciwwskazań i powikłań po jego użyciu. Z tego powodu nie zalecam jego posiadania przez osoby nieprzeszkolone ,gdyż można tym zrobić komuś dużą szkodę. Jeszcze większą kontrowersję stanowi użycie Hydrokortyzonu (dokładnie jego półbursztynianu bo taka forma jest przeznaczona do jego podawania dożylnego). Co prawda nikt nie neguje zbawiennego wpływu sterydów na hamowanie reakcji anafilaktycznej, problemem są natomiast coraz częstsze uczulenia na ten lek, zwłaszcza u osób chorujących na astmę aspirynozależną (to taka farmakologiczna złośliwość, że można wywołać wstrząs podając lek przeciwwstrząsowy); inną sprawą jest jego kłopotliwe użycie. W stanach zagrożenia życia w prakyce częściej wykorzystuje się Dexaven - syntetyczny glikokortykosteryd ,który można podawać domięśniowo (oczywiśce we wstrząsie i tak trzeba go podawać dożylnie). Powyższe informacje podaje jedynie jako ciekawostkę, bo nie zalecam posiadania i używania powyższych leków , chyba że dotyczy to samej osoby uczulonej - ale wtedy zapraszam na wizytę do swojego lekarza rodzinnego czy lekarza POZ - otrzymacie i poradę z wyczerpującą informacją i receptę na lek. Leczenie wstrząsu uczuleniowego (przynajmniej farmakologiczne) nie jest częścią pierwszej pomocy. Jeśli widzimy że ktoś się podejrzenie zachowuje po ukąszeniu dzwonimy po pogotowie, kładziemy delikwenta na ziemii i podnosimy jego nogi do góry (zapewniając spływ krwi do ważnych orgaów). I tyle - żadnego heroicznego działania w rodzaju podawania "załatwionej" adrenaliny czy hydrokortyzonu (chyba że się jest ratownikiem medycznym czy lekarzem -ale wtedy wiedza nie będzie pochodzić z tego forum). Standardowo po ukąszeniu czy użądleniu traktujemy miejsce ukąszenia jak ranę czyli przymywamy, dezynfekujemy okolice rany, zakładamy opatrunek . Jeśli pieczenie czy swędzenie jest dotkliwe można przyjąć doustnie 1 tabletkę leku przeciwuczuleniowego , dostępnego w aptece bez recepty - np Zyrtec. A jeśli pojawią się zawroty głowy, przyśpieszenie akcji serca (przyśpieszone lub niewyczuwalne tętno), wymioty, bladość skóry (często z towarzyszącym obfitym poceniem) czy wręcz utrata przytomności to postępujemy tak jak przy każdej sytacji zagrożenia życia (czyli telefon na pogotwie i standardowa pierwsza pomoc - schemat ABC).
  19. Mam taką lufę (509mm) w moim AUG-u już od pewnego czasu (sprężyna stock). Po pierwsze lufa jest rzadko spotykana, ale te recenzje jakie znalazłem na necie są pozytywne. Zasada jej działania polega na "wymuszeniu" powtarzalnego odbijania się kulki w lufie co ma zwiększać powtarzalność strzałów; nie wpływa na podkręcenie kulki (czyli współpracuje z hop-upem). Zalety: - zwiększa skupienie (co mogę potwierdzić) - nie jest lufą precyzyjną sensu stricte (nawet nie wiem jaki ma wymiar wewnętrzny ale wydaje mi się że nie mniejszy niż stock TM - ale opieram sie tu tylko na własnej, wizualnej ocenie) - co przekłada się na zmniejszoną możliwość zacinania (u mnie nie zdarzyła się nigdy, ale amunicja to Extreme i G&G) Wady: - nie współpracuje ze sprężynami silniejszymi niż 1J I tu mały komentarz - ograniczenie powyższe wynika z układu skrętów (gwintowania) które dopasowane są w ten sposób że kulka w lufie porusza się w swego rodzaju "korytarzu" powietrznym lub mówiąc inaczej jej tor lotu jest właśnie stabilizowany przez określony przepływ powietrza wokół kulki. W przypadku użycia większej mocy ilość "przepływającego bokiem" powietrza jest zbyt duża (zależne jest to od stosunku prędkości kulki do powietrza właśnie stanowiącego dla niej tą "poduszkę"). Według opinii na zagranicznych forach większe sprężyny może nie eliminują jej z użycia ,ale powodują że staje się porównywalna do "typowych" luf precyzyjnych. Czyli inaczej mówiąc przy energiach powyżej 1J jej działanie jest porównywalne do Systemy czy KM(ale im dalej od 1J tym gorzej) ,ale dopiero przy 1J (+-10%) jest od nich lepsza. Jest to lufa wymyślona i produkowana głównie z myślą o rynku japońskim i nie są mi znane żadne informacje na temat przystosowania tych luf do większych energii. Spotkałem się też z informacją że jej specyficzne działanie (polegające właśnie na kontrolowanym odbiciu w lufie" w zasadzie następuje już w lufie około 110mm, większa lufa w nieznaczny sposób zmienia już jej skuteczność (ale to będę mógł potwierdzić dopiero jak otrzymam przesyłkę z WGC z lufą 360mm i porównam do obecnej). Co do praktyki to trudno mi porównywać do innych broni ale ja jestem z lufy TK bardzo zadowolony. Na otwartym terenie, z 30m w trybie single uzyskuje średnio 8/10 trafień w cel wielkości puszki po piwie (bez nanoszenia poprawek - celowanie przez kolimator z użyciem czarnych kulek), w 5-kulkowym trybie burst (założony mosfet z extreme-fire) średnio 4/5 trafień w tych samych warunkach.
  20. Zrobię troszkę offtopa , ale w klimacie naszych rozważań - przytoczę anegdotę z czasów mojego stażu podyplomowego na oddziale intensywnej terapii. Podczas jednego z tzw. "testów przyłóżkowych" czyli odpytywań młodych, zbłąkanych i troszkę zalęknionych prawdziwą pracę "już-nie-studentów-jeszcze-nie-lekarzy" zadano mi pytanie jak reanimować 6-tygodniowe niemowlę. W przypływie dobrego humoru odpowiedziałem "skutecznie" i prawie się zachłysnąłem gdy otrzymałem odpowiedź "O.K."; kiedy uśmiech zszedł mi już z twarzy i zapytałem czy mam rozwinąć temat otrzymałem odpowiedź: Ufam że nie przespał Pan całych studiów - na patofizjologii, patomorfologii i pediatrii nauczyli Pana -z jakiego powodu to robić- na anatomii ,kardiologii i laryngologii -gdzie to robić- a na anestezjologii i ratownictwie medycznym -jak to robić. Pozosotaje -dlaczego to robić- ale to już sprawa sumienia oraz -jak długo to robić i co z tego wyniknie- i to jedno mogę Panu jeszcze pokazać" Dopiero wtedy zrozumiałem że to wszystko co dla mnie wydaje się oczywiste nie musi być oczywiste dla innych - ale zweryfikowały to dopiero moje pierwsze przygody z nauczeniem innych. Może mam zwichrowane poglądy na przekazywanie wiedzy medycznej - często wpadam w uogólnienia i uproszczenia - ale to wszystko w imię czytelności opisywanych zagadnień.
  21. Nie walczę z wytycznymi (BLS), postępuję według nich : http://www.prc.krakow.pl/wyty/wyt2005.html W Algorytmie ABC nie są wprowadzone oddechy początkowe - z powodów omówionych we wcześniejszych postach. Idąc dalej, : strona 22 rozdział 2 przed opisem sytuacji wyjątkowych, w tym i postępowania u dzieci : "Dla uproszczenia nauczania i zapamietywania należy przekazywać ratownikom niemedycznym, iż sekwencje działań stosowana u dorosłych można zastosować w przypadku dzieci, które są nieprzytomne i nie oddychają." Natomiast po opisie modyfikacji schematu BLS wprowadzających pięć początkowych oddechów : "(...)Te same zmiany dotyczące 5 początkowych oddechów ratowniczych i prowadzenia przez minutę RKO przed wezwaniem pomocy mogą przynosić lepsze rezultaty u ofiar tonięcia. Tych modyfikacji powinno się uczyć wyłącznie te osoby, które mają obowiązek udzielenia pomocy potencjalnym ofiarom tonięcia (np. ratownicy WOPR). Tonięcie jest proste do zidentyfikowania. Z drugiej strony przypadki, gdy do zatrzymania krążenia doszło na skutek urazu lub zatrucia alkoholowego mogą okazać się trudne do zidentyfikowania dla osób bez wykształcenia medycznego. Dlatego u takich poszkodowanych postępowanie powinno odbywać się zgodnie ze standardowym algorytmem." Może jednak napisze to czytelniej - forum WMASG nie jest miejscem w którym przeciętny adresat ma wiedzę medyczną pozwalającą na samodzielną ocenę sposobu postępowania medycznego , również w sytuacji nagłego zatrzymania krążenia. Informacje zawarte tutaj powinny być, moim zdaniem, tak sformułowane że nawet osoba bez jekiegokolwiek przeszkolenia medycznego powinna je móc wykorzystać w praktyce. Ideałem byłoby ,gdyby każdy Polak (czy choćby członek naszej społeczności airsoftowej) przeszedł podstawowy kurs PP - ale to jest nierealne. Skoro już mamy dział poświecony różnym sytuacjom medycznym to wolę nie pisać o wyjątkach bo to tylko zaciemni obraz sytuacji ale przedstawić takie zalecenia, jakie na podstawie mojej wiedzy i doświadczenia, nie zaszkodzą a mają realną szansę pomóc. W czasie studiów medycznych zapamiętałem dość ciekawą sentencję - iż możemy uznać że coś umiemy i rozumiemy dopiero wtedy ,gdy tą wiedzę jesteśmy w stanie skutecznie przekazać innym (pewnie to parafraza anglosaskiego : naucz się- praktykuj-nauczaj innych). I jeszcze jedno ,Kierek, ja zgadzam się w całej rozciągłości z wiedzą jaką przedstawiłeś - ale ,w moim przekonaniu, zaglądający na to forum to niewłaściwi adresaci tych wiadomości.
  22. To ja może teraz się wypowiem krytycznie co do poprzedniej wypowiedzi - moim zdaniem niepotrzebnie wprowadza ona zamieszanie co do standardu postępowania. Co innego dywagować co się może zmienić kiedyś i dlaczego się to może stać a co innego wprowadzać wyjątki od czytelnych i jednoznacznych zasad. Według mnie powinno się nauczać iż postępujemy zawsze tak samo (mając na myśli pierwszą pomoc) - ułatwi to zapamiętywanie i ograniczy wątpliwości przy stosowaniu wytycznych. Oczywiście możemy porozmawiać o samej wartości merytorycznej tych wyjątków - ale to dysputy do gabinetu lekarskiego w czasie spokojnego dyżuru a nie na tym forum - przede wszystkim dlatego że wymagają one pewnej ogólnej wiedzy medycznej; i tak na przykład : - urazy (jakie urazy? - wielonarządowe, rany penetrujące klatki piersiowej itd) - zatrucia (jakie zatrucia,czym, jaką drogą? - czy będziecie "dmuchali" gdy poszkodowany jest zatruty fosgenem czy tlenkiem węgla?) - dzieci (w polskim prawodastwie dziecko to osoba do 18 roku życia a trudno uzasadniać różnicę postępowania u 17 i 19-latka) Porażenia piorunem i podtopienia są może najmniej kontrowersyjne w tej grupie, ale też do każdego przypadku należy podchodzić indywidualnie). Co innego schematy ATLS czy PHTLS , a co innego absolutnie minimum wiedzy "forumowej", która moim zdaniem, powinna spełniąć trzy kryteria: - jednoznaczności - uniwersalności - prostoty w wykonaniu (bo w końcu ma to być praktyczna wiedza poznawana przez internet)
  23. Ja nauczyłem się już na drugim dyżurze że nie wkładamy swoich palców do ust poszkodowanego, zwłaszcza takiego co ma zdrowe i mocne zęby - bliznę mam do dzisiaj :) Inna sprawa że zazwyczaj dobrze wykonany rękoczyn(manewr) Esmarcha wystarczy do udrożnienia dróg oddechowych.
  24. Główną i zasadniczą przyczyną upraszczania schematów resuscytacyjnych jest zbierane doświadczenie odnośnie skuteczności pewnych zachowań. Okazuje się bowiem że to co może i sensowne a nawet niezbędne w szpitalu nie zawsze zwiększa przeżywalność poszkodowanych ratowanych przez osoby bez specjalistycznej wiedzy medycznej. Stąd obecnie tak duży nacisk na szybkie wezwanie pomocy (bo to dramatycznie zwiększa szanse - i nie chodzi tu tylko o obecność defibrylatora) oraz zwiększenie stosunku uciśnięć do oddechów (względem poprzednich zaleceń). Gdy dysponuje się wiarygodnymi danymi statystycznymi odnośnie zakresu udzielonej pomocy i jej efektu (a za oceanem się w tym lubują) można skupić się na tym co faktycznie coś daje, nawet jeśli ,logicznie rzecz biorąc, wyrzucone ze schematu czynności wydają się zasadne. W omawianym przypadku pomiar tętna powodował tylko niepotrzebne opóźnienie udzielenia właściwej pomocy (nie wspominając o efekcie"szumu informacyjnego" oraz lęku osób słabo przeszkolonych do jej udzielania "nie zmierzę tętna więc nawet nie wiem czy ktoś potrzebuje pomocy" itd)
  25. Jeszcze będąc w ogólniaku zadałem na lekcji przysposobienia obronnego - przy okazji omawiania zagadnienia resuscytacji - pytanie co zrobić jeśli nie mam telefonu, odległość do najbliższej osady jest duża a poszkodowany wymaga masażu serca. Odpowiedź była dość logiczna choć zapewne trudna w realizacji - dwa "cykle" resuscytacji, a następnie 50m z delikwentem na plecach i tak do skutku. Z perspektywy czasu oceniam to raczej jako anegdotę - zgadzając się z przedmówcami że obecne postępowanie kluczową rolę przypisuje wezwaniu specjalistycznych służb ratowniczych, a dopiero w drugiej kolejności masażu serca czy oddechowi zastępczemu. Ten ostatni może nawet w ogóle wypaść ze schematu patrząc na doświadczenia zza oceanu (jeśli założymy że karetka zjawi się do siedmiu-dziesięciu minut od wezwania to ważniejsze jest utrzymanie właściwej perfuzji mózgowej niż nieefektywne działania zmierzające do większego utlenowania krwi); ale to już tylko taka ciekawostka - jak na razie dmuchamy, jak już to było wcześniej wspomniane ,w cyklu 30:2 Co do badania tętna to faktycznie jest ono często dość trudne do wybadania, zwłaszcza w stresie, na mrozie czy w sytuacji wstrząsu poszkodowanego - stąd obecnie nie ma go w schemacie postępowania pomocy przedlekarskiej. Dla wszystkich którzy obawiają się rozpoczynać resuscytację (bo jak rozumiem taka była intencja pytania o metodę badania tętna ) mam dwie rady: 1. Nie da się zaszkodzić nieboszczykowi - czyli jak masz wątpliwości - masuj; martwemu możesz tylko pomóc - żywy zazwyczaj będzie starał Ci się przeszkodzić 2. Objawem bycia żywym jet reakcja na ból - uszczypnięcie skóry na mostku albo uciśnięcie płytki paznokciowej twardym przedmiotem rozwiewa większość wątpliwości co do zasadności wdrożenia postępowania ABC (oczywiście rady te proszę traktować jedynie jako uzupełnienie oficjalnego schematu) PS. Co do udrożniania dróg oddechowych - preferuję najpierw wykonanie manewru Esmarcha a dopiero w następnej kolejności,jeśli to okaże się nieefektywne, odginanie głowy do tyłu (choć w schemacie jest tak jak napisał to Kierek)
×
×
  • Create New...