Hejka!
Jest to mój pierwszy post na forum więc Witam wszystkich serdecznie.
Ogólnie pojęte symulatory lotnicze czy to cywilne czy wojskowe maja to do siebie że z realizmem maja tyle wspólnego co ser z kiełbasą. Czyli mają czy nie?
Nie wiem, dlatego powstał ten temat. Tak jak kiełbasa i ser są do jedzenia tak symulator może choć w niewielkiej części symulować rzeczywistość.
Zacznę od przykładu najświeższego. Sporo czasu spędzałem za "sterem" virtualnego mil mi 24, oraz mil mi 17 ( w przeróżnych wersjach ) jako dodatku do osławionego Microsoft Flight Simulator 2004. Ostatnio jakiś tydzień temu przy odwiedzinach u znajomych z eskadry ( rzeźnia w cod4 w 15 osób :) ) pochwaliłem się moimi "gadżetami" Pytanie jakie mnie nurtowało od jakiś 2 lat było tylko jedno: Jak się TO COŚ ma do prawdziwego sprzętu. Okazało się że wiele. Dwa miesiące poświęcone na rozpracowanie procedury uruchomienia nie poszło na marne. Różnice wynikały jedynie z modelu maszyny bądź z nieznaczących szczegółów, których przeniesienie na rzeczywistość niewiele by zmieniło a maszyna mogła by się poderwać :) Oczywiście jako niewierny Tomasz musiałem zobaczyć jak to jest naprawdę. I zobaczyłem. Doszło parę elementów natury technicznej ( oczekiwanie na wzrost temp, ciśnienia, itp ) oraz samych punktów proceduralno-papierkowych, które nieznacznie obniżają % zdolność symulowania w/w śmigłowców w grze.
Reasumując.
Wierne oddanie kokpitu mi 24 czy mi 17 po rozpracowaniu daje możliwość odpalenia maszyny ( co nie jest proste ani w rzeczywistości ani w symulatorze ) co w "realu" nie będzie miało nigdy miejsca, przez co ów symulator przybiera na wartości. Nie będę się wypowiadał nad właściwościami lotnymi w pixelowej rzeczywistości nie dlatego że nie miałem okazji sprawdzić w realnym świecie ( niestety tylko jako pasażer ) ale z uwagi na szacunek dla gry :).
Zapraszam do dzielenia się doświadczeniami z zakresu symulacji lotniczej.
pozdrawiam