ATT_Zboj
Użytkownik-
Posts
15 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by ATT_Zboj
-
Szkoda, że poczucie solidarnościi jakie masz Pinky nie znajduje odzwierciedlenia w uwagach kierowanych wobec Ciebie przez bronioną przez Ciebie osobę i w trakcie zlotu i teraz na Forum. Miałem okazję odbyć kilka rozmów z Kozim na początku bez audytorium z drobnymi pytaniami. Padło, że on sam wszystko organizuje, a wrzaski na współorganizatorów już na samym początku o wyimaginowane "zdradzenie" szczegółów scenariusza, na całą grupę już pierwszej nocy oraz na mnie personalnie po fatalnym "odliczaniu", gdzie ryknąłem przez jego wrzaski tylko "Może grzeczniej", na co był zresztą odporny, spowodowały, że i owszem - zacząłem jegomościa unikać, bo o czym mam z nim rozmawiać? Więcej też dyskusji po pierwszym dniu z tym panem nie prowadziłem, a dyskusja na FORUM na dalsze kolizje słowne zdaje się wskazywać. I owszem - po 2 scysjach wieczorem pierwszego dnia uznałem (i co tu kryć?), że temat wart jest umieszczenia na Forum. Jak widać z kilku innych postów i wielu rozmów na zlocie - nie tylko ja tak sądzę. Ale to już ma mniejsze znaczenie. Ciekawostka jest jjeszcze edna. Z ponad 45-ciu (?) osób obecnych na zlocie wyrazy uznania poza współorganizatorami sobie nazwajem wyraziło kilka osób. To mało, jak na udaną imprezę. Tym bardziej, że również kilka wypowiedzi jest sceptycznych. Gratuluję samozadowolenia. Personalne wycieczki przewijające się w tym wątku w stylu dostałeś 800 kulek i żyłeś pominę - to juz studium absurdu - będąc wysokim - stanowię spory cel, nie oznacza to jednak, że przy relatywnie wolno lecących kulkach każda wystrzelona w moim kierunku musi mnie trafić, jak coniektórym się marzy. Podobnie wciskanie mi w usta publicznego lżenia. Czy swawolna trawestacja moich sugestii dot. map i wyposażenia. Co ciekawe, o jakości danych dowódcom mapek itp. drobnych "wpadek" żaden z organizatorów nie pisnął słowem. Zresztą już coś pisałem o dyskredytacji. A im będzie dalej od zlotu, tym barwniejsze opowieści mogą się tu pojawić. Tak więc już na pewno EOT. Odpisałem jeszcze raz tylko z powodu uwag Pinkiego. Szkoda, że nie było Cię w pobliżu w większej ilości spornych sytuacji. Pewnie osąd osobisty - nie zasłyszany - byłby bardziej wiarygodny. ATT_Zboj
-
Kozi - kłamiesz. W dodatku nie przeczytałeś ani kompletu postów, ani własnego motto. Ale to nie zaskakuje. NAVI - tu się różnimy w podejściou do zlotu - Ty wolisz gadać i pić piwko, ja strzelać. Coś w tym dziwnego? Absolutnie masz jednak rację i pisałem coś podobnego, że na osoby nie zainteresowane strzelaniem nie ma sensu na zlotach czekać, jeśli nie pojawią się o godz. Z, przerwy na posiłki nie powinny trwać (jak trwały) po 3-4 godz. itp. Czyli w sumie nei widze rozbieżności w naszych poglądach. I co do nieszczęsnych mapek. Mam wrażenie że mało kto czytał co napisałem i/lub widział rzeczone "mapki". Kozi i ktoś z ASTT o ile pamietam na Zlocie wyjaśniał, że zawiniło leśnictwo. Trudno się mówi. Warto jednak o mapkę terenu zmagań zadbać. To był postulat na przyszłość. Dowódca nie może na połowie kostki czekolady ustalać rozlokowania własnego oddziału. Tak się nie da. Inne kwestie już opisałem. W zakresie tego, co się ddziało w scenariuszu 2, 3 i wielu innych podnoszonych przez Koziego "przykładach" powiem jedno - nie było Cię na miejscu, to nie zmyslaj. EOT. ATT_Zboj
-
Bardzo ładny opis. :-) Dzięki za miłe słowa. Drobna korekta co do scenariusza nr 3, bo akurat byłem w 2 ekipie czerwonych, tej co to się błąkała 2 godz. szukając przeciwnika. Rzeczywiście rozdzieliliśmy się na 3 oddziały. Główne siły miały ruszyć frontalnie na białych, 2 4-osobowe oddziały miały okrążyć dwoma trasami białych i zamknąć ich w kleszcze w okolicy nocnego strzelania. Problemy w łączności spowodowały, że nie otrzymaliśmy komunikatu od głównych sił o kontakcie z przeważającymi siłami NPL'a zaraz za obozem. W efekcie szukaliśmy przeciwnika 2 godz. (teren scenariusza był nieokreślony - w zasadzie wróg mógł być wszędzie) włażąc na górki, przedzierając się przez lasek i brodząc po bagnie. Po 2 godz. nieskutecznych poszukiwań i braku łączności z kimkolwiek postanowiliśmy (8 osóB) wrócić do punktu startu grzbietem wzgórza. Gdzieś w połowie do szczytu odkryliśmy pewne siły NATO, które zdążyły okopać się na grzbiecie. Szybko podjęta decyzja o podziale naszego skromnego pododdziału na siły "główne" w ilości 6-ciu osób atakujące wzdłuż grani i 2 dywersantów/driady (zamaskowanych ATT_Zwierzaczqa i ATT_Prowlera) do wykonania manewru oskrzydlającego poskutkowało barwną i skuteczną akcją czerwonych, którzy niemal doszczętnie zniszczyli okopane i oskrzydlające lewą flankę oddziały NPL'a przy 50% stratach własnych. Niestety zaraz po zdobyciu grani scenariusz przerwano, niemniej była to wspaniała bitwa. Poza w/w opisem, jedyna korekta to fakt, że to czerwoni znaleźli i napędzili kota białym. Biali zresztą zgodnie ze scenariuszem mieli się bronić i swoją obronę świetnie zorganizowali. Wystrzelonych kulek nie będę liczył, ale było ich wyjątkowo duuuużo. Gdyby nie zawiodła łączność, miałaby miejsce inna, walna bitwa. Stracilibyśmy jednak arcyciekawą bitwę o wzgórze. Szkoda, że główne siły pod dowództwem szefa czerwonych miały mniej szczęścia w tej akcji. Słysząłem tylko jeden krzyk Darka, że są pod ostrzałem. Ale nie mogłem się dowiedzieć gdzie. Zaś druga grupa okrążająca jeszcze nie dotarła do punktu kontaktowego, by móc wracać na oślep na skuteczniejszy ratunek.. :-) ATT_Zboj
-
Śliczna nadinterpretacja przedmówcy i wybiórczość postrzegania sytuacji. A tą w miarę dokładnie opisałem. W oczekiwanie na nocne strzelanie 1,5 godz. wliczyć należy pełen komplet partyzantów i czerwonych czekających 20-30 min. na białych (Twój team) i organizatorów przy bramie ośrodka.. Ogólnie dość często czekaliśmy na białych... przypadkiem pewnie część, do której należałaś zarówno Ty, Kozi, jak i kolega z Yelnetu. Jeśli takie standardy porozumiewania się preferowali biali, to już trzeba było pozostawić takie formy wypowiedzi we własnym gronie - sorka, to nie dot. całej ekipy białych, ale coś podział na zachwyconych i bezkrytycznych vs. sceptycznych i krytycznych przebiega wedle tej dyskusji po kolorze opasek. Wybacz, że nie zacytuję w komplecie, co w postulowane przez Ciebie cztery oczy usłyszałem szczytowego wieczoru od Koziego przed nocnym strzelaniem. "Spierdalaj" było najlżejszym zwrotem. Imho - no comments. I skoro nie trafiło dotąd, to spokojnie powtórzę. Chodziło o wskazanie braków organizacyjnych na przyszłość. Równocześnie jestem przekonany, że o chamstwie trzeba mówić. Inaczej się rozlezie jeszcze bardziej. Bo uznawanie go za naturalną normę i usprawiedliwianie prezentowane m.in. przez Ciebie jest typową polską patologią. Nie należy o tym milczeć. To był przykład różnic w poważnych i drobnych informacjach. O fasolce nie słyszałem, ale i nasz domek nie był strategicznie blisko położony. Ergo - po prostu brak było np. odprawy na otwarcie, o czym już pisałem w poprzednich postach. Radę z herbatką sobie daliśmy i nie w tym rzecz. ATT_Zboj
-
Jedną z żelaznych zasad walki werbalnej, w przypadku braku możliwości podjęcia meritum problemu, jest "zdyskredytować przeciwnika". Wystarczy obejrzeć pierwszy z brzegu film o amerykańskim sądownictwie. Świadka, prawnika, sędziego, biegłego... jeśli nie można pokonać argumentami - należy zgnoić. Podważyć w jakikolwiek sposób jego osobę. Jest wtedy szansa, że nikt go nie będzie słuchał, że nie da wiary niczemu, co zaatakowana osoba powie. To sposób na skierowanie dyskusji na kwestie zupełnie nie związane z meritum, z którym strona atakująca nie może polemizować. Panowie M&A zaprezentowali "ripostę", jakiej absolutnie się spodziewałem. Zresztą dokładnie po wrzaskliwej linii negatywnego _w mojej osobistej opinii_ bohatera zlotu. Miło mi jednak, że to, o czym krytycznie rozmawialiśmy w sporym gronie uczestników zlotu prywatnie, znalazło swoje powtórzenie w innych wypowiedziach na Forum. Celem naszych rozmów i mojej wypowiedzi nie była wbrew pozorom wycieczka pod adresem Koziego, choć na nią absolutnie i personalnie prywatnymi zachowaniami również wobec mnie zasłużył. Posty na Forum faktów nie zmienią, choć może ostrzegą przed ew. problemami w przyszłości z osobą organizatora. Ale ad rem. W rzeczonych dyskusjach doszliśmy do wniosku, że brak doświadczenia organizatorów kolejnych otwartych imprez skutkuje powtarzającymi się podobnymi błędami. Dyskusja o nich powinna więc mieć miejsce nie celem palenia czarownic, a jako zbiór obserwacji i osobistych refleksji. Primo - na zlot ASG jedzie się po to, by strzelać. To niezaprzeczalny, podstawowy cel imprezy tego typu. Integracja - jak najbardziej, piwo i kiełbaski - czemu nie! Ale... jak zauważył m.in. Ritter po całym dniu podchodów. Jeśli jedziemy na zapowiadane 8 scenariuszy dziennie, a wypalają 2, do tego na miejscu zbiórki pierwszego dnia pojawia się 75% uczestników punktualnie, a wymarsz następuje z 90-min. opóźnieniem, to nie da się tego zwalić na maruderów. W każdej ekipie znajdzie się grupa imprezowiczów. Niech imprezują, jeśli już przez pomyłkę trafili na zlot. Niech jedzą, piją, rurki palą... na zdrowie i do broni. Później pooglądają sobie zdjęcia. Secundo - uczestnicy imprezy, to goście organizatorów. Fakt ten wzmacnia odpłatność, ale i zapraszając inną grupę na swój poligon traktujemy gości z szacunkiem. Szefo absolutnie może i powinien okreslić co na danym terenie wolno, a czego nie. Może wręcz wyprosić psotnika, ale musi umieć się zachować. Gra oparta na fair play wymaga kultury nie tylko w chwili otrzymania postrzału. Ba! Plan imprezy otwartej powinien być przygotowany i przedstawiony uczestnikom, zaś niespodzianki - zabezpieczone technicznie o ile istnieje po temu potrzeba. Księżniczko - nikt nei mówił o planie imprezy dla każdego grającego z osobna, choć koszt odbitki ksero wynosi w punkcie usługowym kilkanaście groszy, więc to żaden majątek, prawda? Ale po dobrej mapce choć dla dowódców oddziałów to już wypada mieć. Latarek można wymagać, gdy przed zlotem powie się uczestnikom - "słuchajcie, będziemy strzelać w nocy, weźcie kaganki". Nic takiego nei padło. Ba! Nocne strzelanie nie było nawet zaplanowaną niespodzianką. Wyszło przypadkiem ze spóźnienia. Miało się rozpocząć o 20-tej, gdy można było liczyć maksymalnie na szarówkę, nie ciemność. Ale to już drobiazg. Brak informacji o scenariuszach widać wbrew pozorom i w Twojej wypowiedzi. Przykładowe bomby w nocnym scenariuszu posiadały 2 ekipy, czerwona i biała. Przy czym o ile nam się w rozmowach udało poskładać partyzanci mieli przejąć ładunki od czerwonych, a Ci unikać walki. Paradoksalnie - atakowali właśnie czerwoni, bo biali (np. 4 osoby 15 m. ode mnie, którezaszedłem od tyłu w ciemnościach) tylko siedzieli na pozycjach kilkanaście m ode mnie i narzekali min. "Bawić się nie potrafią, tylko w krzakach siedzą". A ja z braku światła - mogłem co najwyżej posłuchać i czekać, aż ktoś w naszym kierunku zaświeci. A jak zaświecono i puściłem kilka serii w widoczne jak na dłoni z tej odległości 2 pary pleców, to ani się ktoś przyznał, a tylko chwilę później skomentował jeden z uczestników grupy - "Chyba ktoś nas ostrzelał z tyłu". Światło wraz z serią w plecy wyjaśniłoby sytuację i pomogło wykluczyć trafienie bezpośrednie rykoszetem ostrzału z przodu przez krzaki. Tercio - scenariusz i dobry teren to podstawa. Teren był świetny. gratulacje wyboru. Na małym obszarze duża różnorodność. Scenariusza ocenić się nie dało z uwagi na 25% wykonania planu. Sądząc po intro - mógł być arcyciekawy. Dobry scenariusz powinien jednak realizować jego autor - możliwe że mam błędne informacje, ale scenariusza nie pisał podobno Kozi. On go jednak próbował wdrażać. Imho - nie czuł jednak bluesa. Dobrym pomysłem mogło być pozostawienie kwatermistrzostwa Koziemu - nieźle dawał sobie z tym radę, a animacji rozgrywek - autorowi pomysłu lub innej niż kwatermistrz osobie. Jak już pisałem - otwarty zlot ciężko zrobić jednoosobowo, a Janów nie był wyjątkiem. Zlot przygotowywało kilka osób - szkoda, że jedna zapragnęła skupić na sobie zdecydowaną większość uwagi nawet w drobnych sprawach wskazując, ze ma sama wszystko na głowie. Na prawdziwym podziale obowiązków zyskała by impreza - czyli wszyscy uczestnicy. Quadro - na imprezę jedziemy dobrowolnie i mamy się na niej dobrze bawić. Nie pojechałem, by ktoś mi wrzucał taczkę k... , zamiast przepraszam, spóźniłem się. Jeśli będę miał ochotę na gnojenie mojej osoby - zaciągnę się do Legii albo choć wybiorę się na rygorystyczny survival lub do jakiegoś niestabilnego kraju na świecie, gdzie nie lubią białych. * * * I kilka jeszcze drobiazgów. Nie napisałem, że nie warto było wyjechać do Janowa. Napisałem, że nie warto było wydać tych pieniędzy. Wyjazd traktowałem jak wiele innych osób, jako okazję do strzelania w innym terenie, poznania ludzi, nawiązania kontaktów, zobaczenia z czego się strzela itp. i w tej mniej więcej kolejności. Strzelania było zdecydowanie zbyt mało i bardzo żałuję, że nie udało się naszej grupie poszukiwawczej odszukać na wypadzie sobotnim Gęsi, Goryili & co. w lesie, choć szukaliśmy twardo przez godzinkę. Szkoda też, że scenariuszy udało się zrealizować tak mało. Te które wypaliły - w większości dawały dobrą zabawę. A przerwany nam 8-osobowy szturm grzbietu wzgórza był jedną z najsympatyczniejszych akcji, w jakich miałem okazję uczestniczyć. Kulek poleciała wtedy caaała masa. Nie chodzi mi przy tym o wysokość wpisowego, a jego zwrot w postaci oceny organizacji imprezy. Nie targuję się o złotówki z tytułu tego, czy owego. Ba! Za udaną imprezę mogę bez zastanowienia zapłacić więcej. Nikt nie rozlicza zwyciężców. Ale ze zlotem jest tak, jak z wizytą w restauracji. Rachunek płaci się przyjemnie tylko po dobrym posiłku. Jeśli posiłek był ekstra - suma schodzi zdecydowanie na plan dalszy, ba! dorzucamy napiwek. I to dokładnie o to mi chodzi w kwestii oceny, czy impreza warta była jakichkolwiek wogóle pieniędzy. A to, jaka górka wyrosła ponad kosztami zakwaterowania i ogniska pozostawiam już ew. dyskusjom osób biegłych w rachunkach gastronomicznych - o ile woógle jest po temu potrzeba. Chodziło tylko o fakt, iż wpisowe przewyższając koszty podstawowe o x% nie gwarantowało satysfakcji. I dlatego tylko wspominam o pieniądzach. ATT_Zboj Ps. dla Księżniczki. Odniosłem się jedynie do kilku kwestii Twojego posta, ale mam nadzieję, że pośrednio do całego. Dodam jeszcze drobiazg. Gdy przyjechaliśmy - naszywki jeszcze były. Nie otrzymaliśmy ich (całe ATT) z racji zbyt późnego zgłoszenai na imprezę. To cytat uzasadnienia wygłoszonego mi przez Koziego. Dodam, że nasz domek nie miał lodówki, czy kuchenki i nie mieliśmy jakiejkolwiek informacji, ze takie luksusy sa dostępne w innych domkach i można się usmiechnąć o przysługę. Osobiście wręczałem Koziemu na zlocie wpisowe (tak ustaliliśmy, by nie ryzykować opóźnieńw transferach) i Kozi wiedział, że wybierając wariant bez wyżywienia teoretycznie moglibyśmy być zainteresowani choćby ugotowaniem sobie herbaty. Cóż - w Janowie kupiliśmy czajnik bezprzewodowy, bo gapy zapomnieliśmy przezornie zabrać. Ale to już drobiazg. Tyle, że pokazuje różnice w dostępie do informacji. A dobra odprawa bojowo-kwatermistrzowska na początku zlotu załatwiła by i te drobne sprawy od ręki. Inne obserwacje pozostawię już poza Forum, bo i tak wklepałem sporo bajtów. Miejmy nadzieję, że przydatnych ew. w jakiejś przyszłej imprezie. Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję wszystkim za zabawę. A Koziemu życzę zastosowania swojego motta z podpisu. Tą samą lekturę polecam panom M&A. ATT_Zboj
-
Jest taki przewrotny zwyczaj - pochwalić co by się nie działo, a po fakcie - nie zgłębiać ewentualnych problemów. W efekcie krytyczne spostrzeżenia pozostają zazwyczaj sprawą prywatną uczestników, zamiast generować wnioski na ewentualne przyszłe imprezy. Ewentualnie - inni niech zazdroszczą? A myślę, że jest o czym podyskutować w oparciu o powszechną w rozmowach na Zlocie tezę, iż każdą imprezę robi kolejna nowa grupa bez doświadczeń własnych i nauki z wcześniejszych spotkań. Przez Zlotem. + Świetne intro - bardzo dobry klimat i podłoże do rozbudowania dowolnie złożonych - ba (!) nawet wielowątkowych scenariuszy. + Bardzo dobry kontakt z Kozim mailem przed imprezą. - Faktyczny brak dokładnej mapy z lokalizacją ośrodka. Obie dostepne na Forum mapki przedstawały wszystko, tylko nie lokalizację domków. A dojazd od centrum Janowa był w praktyce tak trywialny, że wystarczyło postawić choćby w Paincie kilka kresek wzbogaconych o odległości. Niemniej ruszyliśmy znając nazwę ośrodka - DUO. Początek. Z racji mapy niesłychanie pomocnym okazał się stojący na poboczu Policjant - "Wy na Zlot? Będziecie strzelać? Widzicie - ja wszystko wiem. Jedźcie prosto, w lewo koło hotelu Flisak i dalej prosto główną do ośrodka DUO". - Niestety w DUO okazało się, że trzeba się cofnąć tu i tu i tak dopiero trafiliśmy. Ciekawostką jest fakt, że dojeżdżając do DUO, przejeżdżało się koło wjazdu do domków, gdzie byłą położona baza. Niestety organizatorzy nie pomyśleli o postawieni przy drodze strzałki ze słówkiem ZLOT. To drobiazg, a pozwoliły mniej kręcić się po okolicy i oszczędził czasu wypytywanym osobom. Zakwaterowanie przebiegło jednak sprawnie, choć dowiedzieliśmy się, że z racji późnego zgoszenia nie mamy raczej szans na naszywki ze Zlotu, choć fakt ten nie zmniejszał naszego wpisowego (3 osoby), co przy wysokim jak na koszty kwaterunku wpisowym jest o tyle zaskakujące, że dorobienie kilku zapasowych naszywek powinno się mieścić w przewidywaniach i budżecie imprezy. Ani przed Zlotem, ani już na miejscu nei udało się otrzymać żadnych informacji o opisywanych na Forum kuchniach polowych itp. Można za to było przejżeć u Koziego cennik jakiejś dość drogiej zresztą pizzerii. W efekcie na 3 osoby wydaliśmy w Janowie robiąc zakupy tyle, ile wydalibyśmy na pełne wyżywienie w ośrodku 1 osoby. A nei oszczędzaliśmy zbytnio robiąc zakupy. Akcja. - To już niestety w większości organizacyjna porażka. 1. Brak map terenu zmagań. Dowódcy grup dostali w ilości 1 szt. na oddział ksero formatu A4, na którym teren zmagań stanowił trójkątny obszar wielkości... poprzecznej połowy kostki czekolady. W efekcie brak było jakiejkolwiek informacji o topografii terenu, czy możliwości rozplanowania punktów zbornych, oporu, itp. W efekcie teren poznawaliśmy chodząc po nim. Zasadnyczy obszar zmagań to kilkaset na kilkaset m, stąd na A4 można było świetnie go odwzorować, a jego wspaniała (poważnie!) różnorodność, aż prosiła się o możliwość taktycznego rozplanowania. 2. Przygotowania organizacyjne walk ograniczyły się w zasadzie do oznakowania czerwonych, białych i nie oznakowania partyzantów, wręczenia wszystkim identyfikatorów, by łatwiej było się rozpoznawać i zorganizowaniu przemarszów na teren potyczek. Dlaczego traktuję to jako minus? Bo to bardzo skromnie przy apetycie, jaki zrobiło intro wprowadzające w klimat operacji + hasło zlot ogólnopolski, a nie zwykła towarzyska imprezka lokalna oraz przy budżecie jaki dawało bardzo wysokie jak na koszty noclegów wpisowe. Przed wszystkim - z planowanych 8 scenariuszy dziennie - realizowano jedynie 2!!! Odziały były totalnie niedoinformowane co do celów operacji. Zaś podawane przed i w wczasie akcji informacje sprzeczne. Przykładowo ekipa czerwonych dostawała 2 "bomby" z dyrektywą - unikać walki, bomby przydadzą się później. Jedna z drużyn przeciwnych otrzymuje jednak zadanie zdobycia tychże bomb. Zupełnei inaczej wygląda obrona ładunku, a inaczej normalne strzelanie, gdzie ładunek nie ma znaczenia. Katastrofalne pomyłki dot. dezinformacji psozczeólnych grup w zakresie terenu, po jakich można się poruszać. W efekcie obrona opierana o nieprzekraczalna linię bagien zostaje złamana atakiem... z tychże bagien. W jedyn z pierwszych starć jedna z drużyn otrzymuje medyków, którzy nagle zaczynają sami się uleczać, co budzi zdziwienie innych uczestników gry, zaś część grupy przeciwnej dysponującej nieograniczonym respawnem w konkretnym miejscu schodzi z planszy zaklinając się, że otrzymali informację, iż respawnować mogą się tylko raz. Dezinformacja o tyleż zastanawiająca, że w grze brało udział ok. 40-tu osób, więc ustalenie zasad już przed 1. starciem nie powinno być trudne. 3. Scenariusze - nie dość, że odegrano ich ilość symboliczną, to jeszcze nie stanowiły jakiejś rozsądnej konsekwencji wydarzeń. Po zakończonym strzelaniu brak było podania wynikłej z wyniku rozgrywki zmiany sytuacji na polu walki wraz z jej omówieniem jako uzasadnieniem kolejnego etapu gry. Poszczególnym grupom nie zapewniono niczego poza opaskami, a przydałaby się np. łączność z dowództwem, czy oficerami łącznikowymi. W efekcie np. w 3-cim scenariuszu połowa czerwoonych szukała przez ponad 2 godz. przeciwnika po wykonaniu dość płytkiego obszarowo manewru okrążającego, podczas gdy siły "główne" wpadły dość szybko w zasadzkę i zostały rozbite. Gdy doszło do starcia drugiej grupy i sukcesywnej eliminacji białych - organizatorzy przewlekły w ten sposób troszkę scenariusz po prostu przerwali. Krok słuszny o tyle, że część graczy od 2 godz. w zasadzie leżała pod drzewkami, jednak równocześnie ponad 20 osób walczyło na wzgórzach. Brak łączności spowodował, że odwołane i posiadające łaczność radiową osoby schodząc - dostawały się pod ostrzał nie posiadających łączności z dowództwem pododziałów. W efekcie - kilka niepotrzebnych wymian zdań. W scenariuszu drugim - nocnym - kierując ludzi w nocy do lasu warto było im wręczyć choć po 3 latarki na grupę. Ich brak skutkował groźnymi dla zdrowia i broni upadkami w smołowatej w wielu miejscach ciemności i totalnie nieskutecznym ogniem bez możłiwości weryfikacji trafień. Sytuację ratowało kilka osobistych latarek, bo bez nich w zasadzie mogliśmy tylko poćwiczyć kolizje z drzewami i upadki w dołki - akcja toczyła się w najbardziej pooranej dziurami części lasu. Czemu tam? Nikt nie wiedział. + Świetnie dobrany teren, dawał wspaniałe możliwości rozgrywki. Szkoda, że z uwagi na skąpą ilość zralizowanych scenariuszy - w zasadzie nie wykorzystaliśmy tego potencjału. Dezorganizacja i chamstwo. 1. Rozegranie 2 scenariuszy z planowanych 8-miu uznać należy zdecydowanie za porażkę organizacyjną. Przyczynę takiego stanu rzeczy Kozi upatrywał w braku 100% frekwencji na miejscu zbiórki. Niestety - sam bywał notorycznie spóźniony, co organizatorowi nie uchodzi bez względu na przyczyny. Ba! Obecność 75% uczestników na miejscu zbiórki i nalegania na rozpoczęcie akcji trafiały w pustkę. 2. Absolutnie niedopuszczalnymi jednak były grupowe i publiczne chamskie i wulgarne wycieczki Koziego pod adresem uczestników i współorganizatorów. Kozi pozwalał sobie na absolutnie nieakceptowalne formy wypowiedzi już pierwszego dnia Zlotu. Spóźniając się półtorej godz. na 2-gi scenariusz (nocne strzelanie) zamiast przepraszam w stosunku do czekających na niego od 20-tej, do 21:30 kilkadziesiąt osób, zaczął wszystkich pouczać, ustawiać, musztrować, po czym doszedł do chamskich wycieczek traktując wszystkich, jak gówniarzy. Na zwróconą uwagę o grzeczniejszą formę wypowiedzi, zareagował wybuchem, a później osobistą, wulgarną wycieczką. Teksty w stylu "zamknąć mordy", czy "spierdalaj" absolutnie są niedopuszczalne i nieakceptowale w ustach kogokolwiek, kto podejmuje się organizowania czegokolwiek. Jeśli ktoś nad soba nie potrafi zapanować, powinien się leczyć. W ten sposób na pewno nei ma szans na dobrą atmosferę i zdobycie uwagi i szacunku uczestników, bądź co bądź dobrowolnej, odpłatnej i rozrywkowej w charakterze imperzy. Kozi zapomniał, że uczestnicy Zlotu to jego goście, płacący za udział coś więcej, niż kwotę na pokrycie samych kosztów, że często starsi i znacznie od niego poważniejsi nie wspomnę. Podsumowanie. Spotkania, wspólne strzelania, zloty i in. imprezy są kwintesencją zabaw, typu ASG. Do Janowa przyjechała masa świetnych ludzi, znakomite intro budziło zaciekawienie chyba wszystkich uczestników i tych, którzy dotrzeć nie mogli. Kapitalny teren gwarantował wręcz świetną zabawę. Z punktu widzenia imprezy wystarczyło przygotować dobrą mapę i kilka konsekwentnych, zawierających konkretne informacje odpraw. Po czym po prostu pozwolić ludziom strzelać. Niestety - Kozi nie dorósł do organizowania imprez. Zlot ratował fakt bardzo dobrych nastrojów i wzajemnych kontaktów jego uczestników. Sposórd organizatorów w ekipie czerwonych nieocenionym był Pinky - ukłon głęboki w jego kierunku za świetną zabawę i współpracę na polu walki. Imprezy aspirującej do miana Zlotu nie można robić w pojedynkę i na kolanie. Taką imprezę trzeba umieć przygotować, przewidzieć i poprowadzić. Kozi już na początku stwierdził, że ma tyle na głowie i sam nie może wszystkiego zrobić. Niestety w gronie grupy PAT nie widać było konwersacji, a jeśli była - zagłuszały ją skutecznie wrzaski Koziego - na swoich i na gości. Sumując. Zlot nie był wart wydanych na niego pieniędzy. Wyjechałem zdecydowanie zawiedziony i niewyżyty. Do Janowa pojechałem strzelać, nei pić kawkę i spędzać godziny na czekaniu na kolejne wyjście do lasu. Nie tak imho powinna wyglądać impreza tego typu. Na zwykłych weekendowych strzelaniach robi się dziennie w grupach np. ledwie o połowę mniejszych po 6-10 ciekawych rozgrywek. 2 strzelania w Janowie ujęły terenem, ale nie ilością, czy jakością. Scenariusze nie stanowiły jakiejśc konkretnej historii, która może zarysowałaby się, gdybyśmy wykonali plan rozgrywek. Ewidentną korzyścią ze Zlotu są natomiast nawiązane kontakty i kilka dni wyjazdu z domu - zawsze to odpoczynek, choć wyszedł mniej intensywnie, niż można było oczekiwać. Osobiście wiem jedno - na imprezę organizowaną przez Koziego więcej się nie wybiorę i chciałbym nei mieć nieprzyjemności spotkania tego pana już nigdy w terenie. * * * W/w uwagi mają charakter wybiórczych przykładów. Mam nadzieję, że w części spostrzeżeń organizacyjnych pomoga ew. wskazać, co by się przydało na kolejnych większych imprezach. Mój osobisty odbiór dezorganizacji i osoby gł. organizatora jest powodowany moim głębokim sprzeciwem wobec tego typu zachowań - w szczególności w wydaniu jakiegokolwiek organizatora. To nie były emocje chwili w wyniku trafienia, a po prostu styl codziennej wypowiedzi. Powyższe wydarzenia spowodowały, iż trzeciego dnia, po zrealizowaniu łącznie od pierwszego dnia ledwie 4 scenariuszy (sic!), zaś od rana 3-ciego dnia zabijając nudę (wobec zwyczajowego już braku wyjścia w teren o zapowiadanej godzinie) pozbawionym głębi strzelaniem się po terenie ośrodka, po prostu poslziśmy mała grupą na spacer do lasu szukając 2 innych grup, które na własną rękę poszły do lasu zabijać czas, wyjechaliśmy do domu wczesnym popołudniem. Pozostawanie dłużej po prostu nie miało sensu. * * * Niezależnie od mojego bardzo sceptycznego podejścia do tego, co ze zlotu zrobił Kozi, chciałbym bardzo podziękować współuczestnikom za świetną zabawę i trudność w realizacji zadań, które udało się jednak zainscenizować. Do zobaczenia na kolejnych imprezach. :-) Pozdrawiam, ATT_Zboj
-
Masz rację... Ale dziwy. Człowiek się całe życie uczy. Ale to nie pierwszy rpzypadek, gdy mnie wp niesmaczy. Mogliby zacząć reagować na spamerów, a nie trojany podrzucać przy oglądaniu stron. :-/ Niemniej - mapka załadowała mi sie błyskiem bez firewalla, ale... nie jestem po niej mądrzejszy, niż byłem. Jakoś widzę mniej więcej obszar powiatu, ale nie miejsce zlotu. A może kiepsko patrzę. Nic - poszukamy DUO na żywca. Z grubsza azymut znamy. A że brak bliższych wskazówek teraz, to jutro podzwonimy najwyżej do Koziego, jak odeśpi pierwszą noc organizacyjną. :twisted: ;-)= Zboj
-
Dokładnie i nie inaczej. Gigantyczna ramka na fotkę, ale bez fotki. Ale co się dziwić: img SRC="sdg.gif" height=1613 width=1655 Ustawiłeś w kodzie na sztywno rozmiar fotki, ale... zapomniałeś wrzucić do katalogu w/w gif'a. :-/ Gdyby nie sztywna rama bez obrazu, nie byłoby nic, poza "x". Zresztą nei wierzę, że u Ciebie sie wyświetla, a u mnie i Guna nie. ;-)= Zboj
-
Mhm, a naszą czerwoną łódzką rykszę wsadzicie do bagażnika, albo weźmiecie na hol? ;-) wofff, wofff. Spox, ja tylko się wyraziłem o tym, że skoro jest mapka z nazwami ulic, to w ciut większej rozdzielczości można by sobie przeczytać na 100% nazwy ulic na Śi, eS i Ty... ;-) Spox, trudno nie trafić w jedyną kałużę na planie. Ot, tak sobie marudzę... Bo z przyjemnością byśmy się już turlali na miejsce powolutku. Jednak Bogusz szyje jeszcze jakieś niespodzianki :-) Ups... już milknę. Zboj
-
Kozi zapomniał również wpisać (choć z racji naszego zgłoszenia w ostatniej chwili wspominam tylko z kronikarskiego obowiązku) część ekipy ATT z Łodzi w składzie Zwierzaczeq, Zboj i Prowler. Chyląc czoła przed autorem scenariusza wychodzi na-to, że będziemy chyba bić NATO - no, o ile ta fucha jest nie obsadzona jeszcze. :twisted: Niemiej typ formacji zobowiązuje. Ew. partyzantka - to także ma pewien sens dla ATT. Jak sądzę reszta ATT nie powinna zgłaszać sprzeciwów - kocham demokrację i jednogłośne decyzje. :-) Już się cieszę i czule spoglądam na zabawki. @;-)= Zboj
-
Może i u kogoś ten link gdzieś prowadzi. U mnie w próżnię. :-/ A mapka na Forum Koziego pokazuje tylko, że to jest gdzieś SW od miasteczka, nad jakąś kałużą. Ech "rozdzielczość". Spox jednak - trafimy na nosa. :-) Do zobaczyska Zboj