Cóż, mój problem jest już prawdopodobnie rozwiązany. Nie była to wina styków, kostki stykowej, kabli, baterii, a... ładowarki. Dałem tacie całego GB do pracy, żeby dał koledze, który z zawodu jest elektronikiem. Tamten sprawdził całego Dżirboska, i nic. Potem rozebrał ładowarkę, i, uwaga, była cała, dosłownie cała w środku spalona. Powiedział, że dobrze, że nie było pożaru :D Cóż, teraz zostaje kupno nowej ładowarki.
PS Baterię sam sprawdzałem na wsi, u dziadka jakimś ruskim miernikiem. Niby wychodziło coś w okolicy 9V, ale ostrzegam, że posługiwanie się ruskim sprzętem sprzed 20lat jest trudne :P
Pozdrawiam i dziękuję za pomoc.