Osobiście ciężko mi cokolwiek na temat tej imprezy powiedzieć, gdyż całą przesiedziałem w HQ. Narobiliśmy się tylko z kolegami przy jej umacnianiu (niepotrzebnie warto dodać), by potem ewentualnie móc skuteczniej odpierać ataki wroga (którego o dziwo nawet nie zobaczyliśmy). Dlatego też po północy, zniesmaczeni ciągłym czekaniem, wyłożyliśmy na to wszystko fajki i uprzątnęliśmy piaskownicę z naszych zabawek. Nie było to miłe z naszej strony, ale cóż... Nie po to się jedzie kawałek drogi, by posiedzieć z repliką w dłoniach - tak to ja mogę i w domu.
O zdarzeniu z ową panią nie będę się nawet rozpisywał. Pewne granice zostały przekroczone i powinno się to spotkać z jakimiś konsekwencjami. Po prostu wstyd.
Ehh, no cóż. Jedni pewnie powiedzą, że nieudane spotkanie jest winą plag egipskich, drudzy zwalą wszystko na orga, a ja powiem, że tak to już bywa - nie zawsze wszystko wychodzi jak należy. Na koniec chciałbym pozdrowić całą moją ekipę, organizatorów, pana, który przez prawie 2h nas prowadził do bazy (ale w końcu doprowadził) oraz tajemniczy Ninja Sqad, którego dowódcą był Ikari. :D
Pany z Vietcongu nie otrzymają mojego błogosławieństwa, bo nie dostarczyli mi rozrywki! :-F
PS. Żartuję, Was też pozdrawiam. :P
@Baryp i mtpc: Ja na bluzie mundurowej mam naszywkę US. Navy, więc mam nadzieję, iż zechcecie się ze mną jeszcze bawić. :*