RedDevilAndrzej napisał: "ja jestem pod wrażeniem akcji sekcji IX i reszty z przejściem wzdłuż strumyka (o ile się nie mylę) i zajęciem bazy Osi pierwszego dnia. jestem pełen uznania , że weszli do wody w taką pogodę aby doprowadzić siły alianckie do zwycięstwa."
Nie przesadzajmy - do strumyka nie weszliśmy, aż tacy twardzi nie jesteśmy :)
ale sytuacji aby nawiązać walkę podczas wypadu sobotniego mogło byc kilka,
podczas skradania się słyszeliśmy głosy czerwonych gdy szykowaliście się do ataku na pozycje naszych kamratów ale cel był inny - zdobycie sztabu osi i wyjście wam na plecy - szkoda tylko, że scenariusz nie przewidywał takich manewrów jakie zrobiliśmy - byłoby to niezłe zaskoczenie dla Osi i rozciągnięcie frontu działań na dwa kierunki - wówczas nasze główne jednostki uderzeniowe miały by wieksze pole do popisu, ale stało się inaczej (dlatego żałujemy tego liniowego scenariusza).
W Niedzielę nasza jednostka postawiła głęboką flankę w stronę strumyka - okopaliśmy się w niedalekim lasku śliwkowym - po przepuszczeniu pierwszej linii szkopów, którzy przeszli obok niczego nie podejrzewając (około 5 chłopa tam było)rozpoczęliśmy wymianę kulek z głównym oddziałem Osi zachodzącym nasz sztab od naszej lewej (nas było około 7 a ich chyba ponad 20 chłopa) - skończyło sie na tym, że wyjeli nas wszystkich ale natrzaskaliśmy ich tam równo.
Gdy Oś zamkneła nas w okrążeniu została podjęta decyzja o heroicznej próbie przedarcia się z tego okrążenia i ataku prosto na sztab Osi - po porozumieniu się z fenderem (naszym GD) ruszyliśmy flanką od strony strumienia w kierunku sztabu Osi (znaliśmy jego położenie z wypadu z poprzedniego dnia) - niestety ja padłem podczas próby wyrwania się z okrążenia - jednakże swoją śmiercią oczyściłem kierunek marszu (bo zdjęty przeze mnie szkop ostatnią kulką mnie sfragował), ale reszta teamu ruszyła z buta i nie napotykając znaczniejszego oporu znaleźli się pod sztabem Osi - dopiero tam okazało się, że czerwoni wystawili jednostkę do obrony - podobno chłopaki przeżywali ciężkie chwile w strzelaninie z obrońcami sztabu - ale mamy po swojej stronie Jezusa, który sam (w dwóch rajdach na sztab) wykończył 9 chłopa :)
po respie udałem się w towarzystwie kamrata na sztab osi - tylko we dwójkę - (swoją drogą nie wierzyłem że może nam się cokolwiek udać - przy pierwszym patrolu osi byśmy padli, ale w drodze połączyliśmy siły z Jezusem (który sobie jechał zdobycznym uazem razem z dwoma trupami czerwonych) i po raz drugi zaatakowaliśmy sztab (uaza odesłaliśmy na nasze pozycje), tym razem skutecznie (wspólnie z posiłkami, które nadjechały w uazie).
pokrzywy były faktycznie nawet ponad dwumetrowe - ja sam mam 194 cm wzrostu a sięgały mi ponad głowę dobre 20-30 cm, jednak nie to było straszne - gorsze były krzewy róż i śliwek przez które sie przedzieraliśmy (kolce, poparzenia, porozrywane mundury i pozrywane sznurówki - ja sam ratowałem się jakąś linką żeby mi buty nie spadły) - ale sztab ostatecznie został zdobyty około godziny 13.
Wrażenia z niedzieli mamy więc niesamowite, po stokroć wynagrodziła nam sobotę
Jeżeli będzie następna edycja zlotu będziemy zaszczyceni mogąc ponownie się na nim pojawić - z perspektywy czasu patrzę, że źle zrobiłem nie godząc się na bycie głównodowodzącym Aliantów i przepraszam cię Fender, że postawiłem cię tym pod przysłowiową ścianą, ale spisałeś się znakomicie :) przyjmij słowa uznania ;) do następnego ...