Mi się też bardzo podobało. Budowa bazy, atak NSem na Nerun, misje zwiadowcze w teren, kiedy to wróg naszą zwiadowczą 2kę uznał za ofensywę Saryjską :).
Co do niedociągnięć: z pewnością był to brak oznaczeń kopalni. Walczyłem o 3 takie i wciąż nie wiem, która z nich jest tą prawdziwą. Poza tym terminatorstwo-grrr...czy to takie trudne przyznać się do bycia trafionym? Ludzie kryjący się w bazach często po prostu oglądali się od kogo dostali, i jeśli nikt się nie upominał o to, by wyciągnęli szmatę, walili dalej.
Sam byłem też świadkiem sytuacji, gdy podczas ataku na bazę snajper musiał wskazywać wrogowi miejsce, w które ten oberwał, bo przeciwnik ni cholerę nie chciał wyciągnąć szmaty. Dopiero po chwili perswazji z okrzykiem "No dobra..." oznaczył się na czerwono.
Nie podobała mi się także decyzja sztabu podczas ostatniej misji o 4 rano dnia wczorajszego. Najpierw kazano nam zdobyć pakunek z kopalni (podobno organizator sam pomylił miejsca i paczkę zostawił o 200 metrów za daleko) i powiedziano, że bazy nie mogą być atakowane, lecz w trakcie misji wycofano się z zakazu atakowania baz i Saria chyba nieźle wtedy dostała.
Zła była też wg mnie ta magiczna linia z magicznego specyfiku, za którą nie mógł się dostać żaden granat i żaden przeciwnik. To już skutecznie eliminowało przyjemność z napadania na stolicę wrogiego państwa, bo i tak nie można było z daleka wykosić wszystkich terminatorów kryjących się po kątach.
Kolejną sprawą były trupy, szczególnie na terytorium Nerun. Pamiętam, jak podczas pierwszej ofensywy (kiedy to podczas pożaru do bazy Nerun przybyły "zza płota" znaczne posiłki) Saryjczyk nie był w stanie trafić Neruńczyka z powodu mnóstwa
czerwonoszmatowców" kręcących się wszędzie bez celu właśnie. Wg mnie dowódcy poszczególnych obozów powinni wyznaczyć jakieś ustronne miejsce dla martwych (jak jeden NS w Sarii) lub po prostu partiami wysyłać ich do off-game'a.
Ogółem imprezka miła. Dużo fajnych akcji z równie fajnymi ludźmi. Przyjemna atmosfera przy wieczornym, integracyjnym ognisku. Ocena: 4.5/6 ;)