Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

mAcieK 47

Użytkownik
  • Posts

    79
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by mAcieK 47

  1. Jak to wyglądało z punktu widzenia dowódcy LWP. Podział NATO / LWP czyli atak/obrona wynosił mniej więcej pół na pół. Usiłowałem na dowódców plutonów dać najlepszych ludzi od siebie, w celu usprawnienia współpracy sztab-reszta. Organizatorzy powiedzieli, że nie jest to możliwe, do czego odniosłem sie ze zrozumieniem. Rozkazy "poszły" w piątek ok. godz. 16.00. W niedzielę: Po podzieleniu na oddziały i odprawie dałem rozkaz do skrytego przemieszczenia się na punkty zrzutu, wykonania desantu i zameldowania się do sztabu. Piorytetem było skryte działanie, ponieważ nie chciałem, żeby zaalarmowani obrońcy dostarczyli na interesujący nas most ładunki wybuchowe. -W między czasie dostaję informacje, że skrzynka z łądunkami dla II Plutonu, niezbędnymi do wysadzenia działa wylądowała nie w strefie zrzutu (jak było zaplanowane), ale w pobliżu nieprzyjaciela w kwadracie F6 (informację przekazuję zainteresowanym).- Rozkazałem 4 Grupie Specjalnej, Plutonowi I oraz Plutonowi III udać się na punkt zrzutu razem ze sztabem. Po dościu na punkt zrzutu okazało się, że I Pluton się zgubił. Łączności z nim nie udało się nawiązać. Podejmuję decyzję o wykonaniu desantu i zabezpieczeniu punktu zrzutu. Próby nawiązania łączności z innymi grupami dawały nikły rezultat. Tylko z niektórymi grupami była łączność, ale i ta cały czas się rwała. Z niejasnych i przerywanych komunikatów od 2 i 3 Grupy Specjalnej zrozumiałem, że nawiązana została już walka z wrogiem. Daję w związku z tym przez łączność rozkaz dla wszystkich o przystąpieniu do ataku na wyznaczone cele. Sam z III Plutonem i 4 Grupą Specjalną (która wcześniej miała wykonywać ataki pozorowane na pierwszy most i lotnisko) postanawiam zaatakować most od południa i uniemożliwić dostarczenie z tego kierunku ładunków wybuchowych w celu wysadzenia mostu. Udajemy sie z 4 Gr. Spec. na szpicy w kierunku mostu. Po drodze proszę III Pluton o zabranie mijanych, leżących metr od ścieżki którą się przemieszczaliśmy ładunków wybuchowych. Po dojściu w rejon mostu okazuje się, że III Pluton się zgubił... Po nawiązaniu łączności (która też się rwała) III Pluton najpierw zameldował, że jest na pozycjach naprzeciwko działa (co okazało się cokolwiek "nieścisłe") następnie, że znajduje się na okopach. Wysyłam 2 osoby w celu nawiązania łączności i sprowadzenia III Plutonu z okopów (opóźnia to atak na most o następne 15 minut). Jednak na okopach nie ma nikogo. W tej sytuacji podejmuję decyzję o samotnym Ataku 4 Gr. Spec. na most. Wydaję także III Plutonowi rozkaz ataku ogólnie w kierunku wyznaczonego im do zdobycia działa. Jakieś 5 minut później widzę idące drogą od lotniska na most posiłki. Sztab razem ze swoją ochroną (o której już ktoś pisał :roll: ) liczący w sumie 3 osoby z 3 AEG-ami (mój, Juniora i Maksymiliana) atakuje tą grupę, odrzuca ją w kierunku działa i bierze jeńca. Przesłuchanie jeńca nie przynosi żadnych ciekawych informacji. Naciskani z kierunku lotniska dołączamy do 4 Grupy Spec. atakującej most (w tej chwili - 4 Gr. Spec. miała już straty - nasz atak chyba był słabszy od ich obrony :wink: ). Cały czas przykryci ogniem z kierunku mostu, dysponując już tylko 2 AEG-ami (mój padł) ledwo, ledwo (wzajemnie się bandażując) odpieramy pierwszy atak z godziny 6-tej. Następnego takiego ataku na "sztab i jego ochronę" :wink: nie udaje się nam odeprzeć. Idę na respawn. Tam dowiaduję się, że skrzynka, w której były ładunki do wysadzenia działa przez II Pluton wylądowała w pobliżu budynku koło pierwszego mostu. Atakując otwartym terenem na silną, ukrytą za budynkiem obronę 1 Grupa Specjalna i elementy II Plutonu (które wcześniej zgodnie z rozkazem zajęły działo) nie zdołały odbić tej skrzynki. Dowiaduję się również, że stosunkowo nieliczna 3 Grupa Specjalna prawie zdobyła interesujący nas most. Pomysł (niestety nie mój :wink: ), że skoro mamy jedno sprawne działo to NATO także nie powinno korzystać ze śmigłowców (taka sytuacja panowała prawie od początku, bo zdobyliśmy to działo stosunkowo szybko) nie znalazł u organizatorów zrozumienia. Dosyłane są NATO posiłki, a my czekamy bezczynnie. Po jakimś czasie scenariusz zostaje zakończony. Zaznaczam, że nie zamierzam nikogo krytykować, po prostu pisze jak to wyglądało z mojego punktu widzenia. Przyznaję, że największym zaskoczeniem było dla mnie nie funkcjonowanie łączności. Praktycznie uniemożliwiło mi to dowodzenie całością. Przyczyna leży chyba w zasięgu. Nie wzięcie takiej możliwości pod uwagę podczas planowania wszystkiego było chyba moim największym błędem. W sumie sporo się dowiedziałem i nauczyłem na tych manewrach i uznaję je za udane :wink:
  2. Tak tylko dla ścisłości: Wojtek (o ile o tym Wojtku mowa) ani też Krzysiek z Krakowa nie należą już (od około roku, więc na tamtym obozie również nie należeli) do oddziału KOS z krakowskiego ""Strzelca"". Natomiast to, że ktoś nosi nasze naszywki i przedstawia się jako osoba z oddziału, mimo tego, że został z niego usunięty (i jak świadczy to o jego kulturze) pozostawiam Waszej ocenie. Pozdrowienia
×
×
  • Create New...