U nas w oddziale jest osoba, która ma pewne naturalne potrzeby (dezoksyRAMBOnukleinoza zamiast normalnego DNA, siedzi w domu i naszywa różne szmatki na mundur, i ogólnie pragnie lepszy niż Solid Snake), więc staram się to jako dowódca wykorzystać...
Gdy potrzebuje zwiadu, zatrzymuje drużynę i wysyłam człowieka na rozpoznanie, gdy drużyna zajmuje pozycję obserwacyjno-defensywne. Zwiadowca idący na szpicy, jest po prostu człowiekiem idącym na szpicy, i wykonuje właśnie takie zadanie jakie powinien wykonywać - obserwacja tego co jest przed nim.
Według obowiązujących współczesnych doktryn taktycznych, praktycznie niedopuszczalne jest wysłanie na przód mniej niż "buddy team" czyli dwóch, ewentualnie jeśli mamy dużo ludzi można posłać i drużynę (bo 3 to już team/squad), oczywiście mówie o armiach w standardzie nato, nie partyzantce talibskiej ;-)
Natomiast w naszym asg zwykle zwiadowca rusza do przodu zdobyć informacje, i niepostrzeżenie wrócić, główny problem mam z tym że zwykle kampuje się gdzieś w lesie i zaczyna udawać właśnie Snakea czy innego Rambo.... ale to już kwestia dyscypliny.
Zwiadowca powinien wiedzieć jakie ma zadanie, nie podejmować żadnych akcji na własną rękę. Nasz zwiadowca używa broni krótkiej, jest dość poręczna przy skradaniu się (wiem np. ile kosztuje moje ramiona przeczołganie kilku metrów w LCV z długą Mką :-)), nigdy nie wysłałbym na zwiad człowieka z sprężyną, w momencie nawiązania kontaktu nie ma szans na suppresing fire potrzebnym do odwrotu....