No to coś z mojej strony.
Trochę przydługie ale bardzo wczułem się w klimat :)
1.07.07 - Otrzymałem telefon:
"-Spajder, mamy informację, że wróg szykuje zmasowany atak na Basrę...
...siły Gwardii nie są w stanie odeprzeć ich ataku... zresztą to przekupne szumowiny - sprzedaliby własną matkę za skrzynię rakiet i tuzin karabinów...... Musisz przygotować lądowanie naszych sił - rozpoznać teren, wykryć potencjalne zagrożenia, zrobić dokumentację fotograficzną.... Nie możemy być zaskoczeni....Liczę na ciebie!!..."
"- tak jest panie Pułkowniku! ruszam w drogę"
3.07.07 - Znalezienie opuszczonego miasta nie było trudne. Pomogły mi informacje od lokalnych handlarzy bronią. Nadal mnie zastanawia co takiego ludzie widzą w dolarach amerykańskich, że nagle stają się gadatliwi :)
Dotarłem na miejsce jakąś dobę przed przybyciem sił Gwardii. Zrobiłem pełne rozpoznanie terenu oraz wymyśliłem kilka forteli... Za pomocą szyfrowanego łącza satelitarnego umieściłem zdjęcia wraz z raportem na serwerze naszej organizacji.
http://rainbow.abtech.pl/foty/2007_07_03.ZIP
Nie spodziewałem się przybycia sił nieprzyjaciela tak szybko - na szczęście to tylko zwiadowcy. Po ich gestykulacji domyśliłem się co takiego planują - okopy, umocnienia, karabiny, rakiety, gotówka.... Byłem sam więc postanowiłem wrócić do bazy po resztę moich rzeczy oraz wrócić tu za 3 dni z małym oddziałem by ubezpieczyć lądowanie naszych wojsk....
6.07.07 - Został mi przydzielony mały oddział ludzi. To świeżaki - w oddziałach specjalnych rok, może dwa... To byli ludzie Klonu i SFOD-u. Większość z okolic Chrzanowa na południu Polski. Polubiłem ich, bo mieszkałem kiedyś niedaleko...
Jechaliśmy cywilnymi wozami przebrani za ekipę medyków z "Fundacji Pomocy Miastu Basra". Jechaliśmy przez nikomu nieznany teren. Trochę wyboisty, ale nie mogliśmy ryzykować wykrycia. Powoli zbliżaliśmy się do miasta co chwilę sprawdzając czy ktoś nas nie śledzi. Spodziewałem się, że Gwardziści to brutalni ludzie, jednak to co zobaczyłem przeszło moje najśmielsze oczekiwania... Ci brutale zarżnęli krowę, a jej głowa - jeszcze okrwawiona - spoczywała na tablicy miasta Basra...Przeleciały nam ciarki po plecach, a dłonie mocniej zacisnęły się na rękojeściach broni. Musimy być gotowi na wszystko.
Około 23:00 natrafiliśmy na blokadę zbudowaną z worków i drutu kolczastego. Widok umundurowanych gwardzistów trochę podgrzał naszą krew w żyłach, ale doskonale sfabrykowane dokumenty pozwoliły nam jechać dalej w spokoju. Po lewej stronie widziałem obozowisko - to gwardziści urządzają hulanki.
Zaparkowaliśmy daleko za miejscem przeznaczonym jako miejsce zrzutu naszych głównych sił. Szybko zamaskowaliśmy pojazdy i ruszyliśmy na miejsce lądowania.
Teren był zróżnicowany. Nic się nie zmieniło od czasu mojego rekonesansu. To właśnie kilka dni temu zaplanowałem miejsce lądowania. Rozkazałem chłopakom przygotować go po cichu i w ukryciu przeczekać chłodną noc. Miałem na tę noc niecny plan....
00:00 - Główna kwatera Gwardii. Nasz oddziałowy fałszerz jest mistrzem. Jako negocjator pokojowy sił ONZ [ :) ] dotarłem do najwyższej rangi oficerów. Zobaczyłem, że przybył do Basry także Pavulon - generał PISu - by pewnie przeciągać gwardzistów na swoją stronę oferując im wysokie stawki... Pewnie przywiózł ze sobą także broń - namioty były silnie obstawione.
Zacząłem działać.
Ustaliłem z dowódcą Gwardii - strażnika tego miasta - pewne rozwiązania pokojowe. Za pomocą kilku butelek alkoholu wkupiłem się w łaski generała PISu. Moim zadaniem była ogólnopojęta propaganda - wyolbrzymianie siły SLD, sianie pogłosek, plotek oraz bajek o sytuacji na świecie. Ale przede wszystkim - za pomocą alkoholu - przytępienie zmysłów Generała PISu - Abd Mustafa Ibn Pavulona.
7.07.07 - 9:00 Niestety moje oręże to miecz obusieczny - bolała mnie głowa. Dobrze, że przez 5 lat ćwiczyłem twardą szkołę walki i odporności na trucizny w Krakowskich akademikach - przydała się ta umiejętność. Jak mawiał pewien profesor: "Ból szybko minie po alka-primie" :) Mój oddział świetnie przygotował miejsce lądowania naszych oraz polową kwaterę główną.
Kilka chwil później nasi przybyli. Szybko i bez szemrania kilka śmigłowców wypluwało opięte w sprzęt oddziały. Dostrzegłem oddział medyków, inżynierów, saperów, oddział łączności. Piękny widok.
Nasz generał - COLONEL. Zdecydowanie wyskoczył ze śmigłowca. Miał ze sobą zieloną kopertę - rozkazy. Zameldowałem mu o całej sytuacji opisując wszystkie szczegóły. Na osobności przekazał mi tajne rozkazy:
- wprowadzić naszą walutę do obrotu
- wprowadzić narkotyki do użycia
- maksymalnie inwigilować posunięcia przeciwnika.
Generał wyszedł do zebranych żołnierzy, którzy dopinali paski w swoim oporządzeniu. Zgodnie ze specyfikacją zadań - rozdzielił wśród oddziałów medyków, inżynierów oraz karabiny wsparcia tworząc kilka samodzielnych, niezależnych oddziałów bojowych. Byłem pod wrażeniem jego aparycji i pewności siebie. Do każdego oddziału przydzielił radiooperatora by mieć ze wszystkimi oddziałami łączność. Na mapie objaśnił dokładnie zadania i grupa 50 osób w kilka chwil zniknęła w lesie...
Moje zadanie było proste - miałem kontynuować moją misję. Wziąłem fałszywą walutę by umieścić ją w banku. Szef gwardii z którym wypiłem wcześniej kilka kolejek z radością mnie przywitał i zgodził się na umieszczenie naszej waluty w banku. Przy okazji zobaczyłem jakie mają zabezpieczenia oraz stan gotówki w sejfie - jakieś 2-3 tys. Eurosoftów. Dowódca się ostro targował lecz udało mi się wynegocjować dobry procent. Pierwsza część była wykonana. Teraz należało podpuścić PISiaków by obrabowali bank.
wykupiłem od Dowódcy trochę informacji o transporcie Złota. Zakontraktowałem jednego gwardzistę, także dostarczył kilka pożytecznych informacji.
Poprzez radio słyszałem ostre rozkazy Colonela: zdobyć złoto....przysłać posiłki....przejąć skrzynie... To pewnie kompania "C" i "A" bawiła się z PISiakami :) - wszystko idzie zgodnie z planem...
Meldując w bazie wykonanie rozkazu widziałem mojego kolegę z oddziału przebierającego się za listonosza - to Qasz. Przypomniały mi się słowa mojego brata - starego weterana wojennego: "Zabij ich braci gradem pocisków - powiedzą że to przypadek. Zabij ich braci jednym strzałem, z bliska, gdy się nie spodziewają - będzie ich to bolało przez pokolenia..". Gdy zabierał torbę listonosza - domyślałem się co nastąpi :)
Po serii komunikatów na radiu wiedziałem już wszystko: "LISTY W BASRZE DOTARŁY NA MIEJSCE"....
Na efekty nie musieliśmy długo czekać. Rozwścieczeni PISowcy przypuścili atak na Bank.
Zrabowali kilka Eurosoftów i grube tysiące naszej waluty - Coloneli.
Walki trwały cały czas. Idąc przez miasto można było potykać się o zużyte naboje. Część naszego oddziału inwigilowała Kasyno. Ja kupowałem coraz więcej informacji od Dowódcy Gwardii. Zmęczony bieganiem postanowiłem odpocząć.
Nagle inżynierowie wyciągnęli rakiety ziemia-powietrze. AHA - pomyślałem - pewnie będzie leciał samolot :)
3 wyrzutnie w mig zniknęły w ciemnym lesie. Pewnie szukają dobrej pozycji na wzgórzach.
W międzyczasie padła decyzja o zmianie lokalizacji bazy wypadowej - meldowano o częstych podchodach wroga.
Przy okazji zmiany lokalizacji bazy Colonel dostał rozkaz o sianiu propagandy wśród ludności Basry. Nasi technicy przygotowali sprzęt audio - trzeba było go tylko chronić przed niewiernymi, którzy nie mogli znieść naszej propagandy....
Tuż po przeniesieniu całego sprzętu do Rafinerii, skąd można było pociągnąć prąd do odtwarzaczy - całe miasto wypełniły dźwięki propagandy SLD... Słowo Allaha wypełniało uszy każdego w mieście !! Może dlatego PISowcy nie wytrzymali i przypuścili ostry atak na urządzenia audio próbując je zniszczyć ! Nasi żołnierze byli dobrze przeszkoleni - pomimo strat obronili sprzęt przed zniszczeniem!
16:00 Siedziałem w sztabie pijąc ciepłą herbatę. Colonel był wściekły. Wynajęci Gwardziści zaczęli strzelać naszym po plecach! ZDRADA ! To szumowiny - nieważne kto, byleby płacił.... sytuacja wymykała się spod kontroli. Czas na plan "B" a raczej "N" jak narkotyki :) Już przy negocjacjach z Gwardzistami nie używaliśmy dużo gotówki. Propaganda radiowa udała się - okazało się, że chłopcy mają słabość do proszków - to właśnie w ten sposób uzależnimy ich od siebie !!!
Przychodzili coraz częściej i po coraz więcej. Narkomani zawsze są tacy sami :P
17:00 Oddział, z którym zabezpieczałem teren przed lądowaniem zameldował mi, że znajduje się w pobliżu bazy wroga. Musiałem działać.
Lekko uzbrojony udałem się w pobliże bazy wroga by dać się pojmać. Cóż za wspaniałomyślność Allaha - wpadłem w ręce samego Generała Pavulona :) Miałem tylko 100 Eurosoftów - oddałem bez szemrania - taka cena za informację była bardzo dobra.
Jako jeniec zrobiłem rozpoznanie ich bazy. DOkumenty, amunicja, pieniądze, flaga, broń, alkohol, zapasy żywności i wody... wszystko jak na dłoni. Generał rozpoznał mnie - domyślił się już dawno, że nie jestem negocjatorem pokojowym. Ale polubił mnie - za twardą głowę do ognistej wody :) Dzięki temu puścił mnie wolno - mogłem przekazać tajne informacje naszemu dowódcy oraz oddziałowi czekającemu w pobliżu bazy wroga.
Pół godziny później było po sprawie. Dokładne zlokalizowanie dokumentów pozwoliło naszemu oddziałowi zawinąć najważniejsze informacje - rozkazy, kody, częstotliwości łączności, koordynaty, a przede wszystkim FLAGĘ wroga !!
Rozwścieczeni PISowcy przypuścili ostry szturm na naszą bazę przeniesioną do Rafinerii.
Nasze oddziały wykonywały jeszcze zadania związane z wystrzeleniem rakiety ziemia-powietrze. Było nas niewielu w bazie... Zdobyta flaga i dokumenty mogły zostać odebrane....spojrzałem w oczy naszemu dowódcy - był opanowany. powiedział, że damy radę. Poprzez radio skoordynował powrót posiłków. To był majstersztyk !! Nagle z tyłu naszej bazy przybyły 4 oddziały które skończyły zadanie zestrzelenia samolotu i przybyli nam z odsieczą. Jakiż to widok jak 20 chłopa z dziką furią, wyrazem nienawiści na twarzy, podbudowani wykonaniem zadania strzelało w uciekającego wroga.....
Ten widok na długo zapadnie w moich wspomnieniach....
Chwilę później słyszymy słowa kapitulacji generała PISu. Wrócił do bazy...
Nie zastał flagi....rozkazów...kodów....
Na otwartym kanale poddał się w ręce Gwardi i SLD.
Basra była zdobyta....
Jeszcze słońce nie zaszło a cała nasza grupa SLD świętowała zdobycie miasta przy jednym ognisku.
Nawet sam Generał pił z nami z jednej butelki - świetny z niego kompan - nie tylko na polu walki. Strzelały petardy, lał się alkohol... W nocy Allah przecież nie widzi :)
Śpiewy i tańce przerwał o świcie komunikat ekipy zwiadowczej - zestrzelony wczoraj samolot nie był naszym celem ! Zwiadowcy zameldowali wysoki poziom promieniowania - prawdopodobnie to samolot cywilny przenoszący nieuzbrojoną rakietę z głowicą nuklearną dalekiego zasięgu. Wśród szczątków odnaleziono czarną skrzynkę. Z niej wyciągnięto cel podróży - lotnisko naszego wroga.
To oznaczało jedno: PIS nie poddał się w całości. Istniała jeszcze jedna baza wojskowa z lotniskiem, do którego miała dotrzeć rakieta. Dowiedzieliśmy się, że miała być wystrzelona w kierunku BASTRY po jej zajęciu przez nas - SLD. Allah nam sprzyja - znamy koordynaty ich bazy więc nasz Generał dostaje rozkazy od głównodowodzącego by odnaleźć rakietę i wystrzelić ją w kierunku bazy PIS by raz na zawsze zmieść niewiernych z powierzchni ziemi. Nastąpiła ogólna mobilizacja.
8.07.07 - Nasze oddziały wyruszyły o 10:00. Amunicja uzupełniona, woda i żywność również. Podbudowani wczorajszym zwycięstwem pomimo kaca szliśmy żwawo podśpiewując pieśni bojowe. Zwiad wykrył wroga. Drugi ścięte drzewa przez awionetkę.
Rozpoczął się wyścig z czasem. Powietrze wokoło nas wypełniły różne rzeczy:
- krzyki dowódców oddziałów
- gęste jak smoła fale radiowe przenoszące komunikaty o pozycji wroga
- niezliczone ilości amunicji
- jęki postrzelonych do których biegali medycy opatrując ich pośpiesznie.
Przeciwnik znał te tereny doskonale. Szarpał nas ostro. Mimo tego udało nam się zebrać kilka części rakiety. Brakowało tylko głowicy....
Tutaj ujawniła się słabość Gwardzistów. Pomimo iż po zdobyciu Basry zostali wcieleni zarówno do PISu jak i do SLD - pieniążki oraz narkotyki pozwoliły nam wykupić od nich brakującą głowicę. Jednak pieniądze mają w Basrze potężną władzę....
Gdy PISowcy zorientowali się że gwardziści przehandlowali najważniejszą dla nich część składową rakiety - byli rozwścieczeni!
Nigdy nie widziałem tyle nienawiści w drugim człowieku. Oczy, krzyki, wyraz twarzy - obserwowany przez moją lunetę - przestraszył mnie do szpiku kości.
Zapewne reszta naszych chłopaków poczuła to samo - każdy krzyczał : "ODWRÓT, ODWRÓT !!!. Jedynym schronieniem były wzgórza.
Nasi padali jeden po drugim. SZYBCIEJ! wycofaliśmy się spod morderczego ataku przeciwnika....
Zebrani w lesie potrzebowaliśmy nowego planu. Colonel szybko zmobilizował oddziały:
"-Panowie - Allah nam sprzyja. Mamy kompletną rakietę. Jeśli ją odpalimy - nikt już nie odważy się stanąć przeciwko nam! "
Odpowiedź była niesamowita! Wszyscy z nadzieją w głosie wiwatowali - ALLAH !! ALLAH !!
Przegrupowanie pomogło. Sukcesywnie zdobywaliśmy metr po metrze zarośli, drzew, pustyni oraz koryto rzeki. Używaliśmy granatów by wykurzyć z krzaków niewiernych.
Znów w powietrzu zrobiło się gęsto od fruwającej amunicji...
Po dotarciu na wzgórze przy skraju pustyni - miejscu idealnym do odpalenia rakiety - oddział inżynierów pod osłoną ognia karabinów oraz gęstego dymu uzbroili rakietę.
Niestety podczas lądowania zestrzelonej awionetki rakieta uległa lekkiemu uszkodzeniu. Inżynierów było tam 3 albo 4 - uwijali się szybko. Motali w kablach, lutowali, programowali...A wróg na nas nacierał...
Trwało to wieki zanim usłyszeliśmy świst odpalonej rakiety.... Udało się !!!
Zmobilizowani tym dźwiękiem ruszyliśmy z impetem w szturmujących PISowców. Już nie było ważne czy przeżyjemy - ONI na pewno nie.....
Kilka godzin później wezwaliśmy śmigłowce by odwiozły rannych i zabitych do domu.
Generał Colonel był zadowolony - zadanie postawione przed nim i jego żołnierzami zostało wykonane. Możemy wracać do domu.......
Jako pomoc sztabu Generała Colonela zabezpieczyłem wrogie dokumenty oraz całą gotówkę zdobytą przez nas w Basrze. Było tego sporo:
68 900 pieniążków, w tym 48 900 Eurosoftów, 20 000 Coloneli. W bazie mieliśmy maszynę do drukowania naszej waluty - Coloneli, więc zyski z wprowadzenia naszej waluty do obrotu na rynek lokalny były nieocenione. Poza tym wprowadzone narkotyki pozwoliły nam opanować Basrę - byliśmy jedynym dostawcą narkotyków oraz broni którą zostawił PIS. Dzięki uzależnieniu Gwardii od narkotyków możemy kontrolować lokalny rynek broni. Nasz głównodowodzący był bardzo zadowolony z naszych działań. ALLAH AKBAR !!
--------------------
Podsumowując:
- przegrali WSZYSCY którzy wiedzieli i chcieli - ale się nie zjawili
- wygrali WSZYSCY którzy przyjechali, ponieważ bawili się znakomicie.
Pozdrawiam,
Spajd.
P.S. Wojtass - z jakim powołaniem się minąłem ??