ARC
Użytkownik-
Posts
90 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by ARC
-
Uuuuu szkoda, chłopaki od ponad miesiąca mają niemal gotowy numer i nic? Jedyne co mi przychodzi do głowy, to brak kasy na drukarnię. Szkoda, mogliśmy mieć ciekawe pisemko z czymś do poczytania. Może spróbują pociągnąć wersję elektroniczną?
-
Z lenistwa powtórzę tylko to, co napisałem na forum zlotu. Dzięki za świetną zabawę. Jechałem na miejsce z taką pewną nieśmiałością, ale bardzo miło mnie zaskoczyliście, rejestracja i odprawa sprawna, choć start ze sporym poślizgiem w końcu, ale to też przez długi spacer na miejsca startowe. Sam scenariusz prosty i oczywisty. Nie było czasu się nudzić, ciut za mało ludzi na tak duży teren. Ale nawet pomimo naszej nieporadności i dopuszczenia do przejęcia sztabu organizatorzy sobie jakoś poradzili i dali kolejne zadania jak się domyślam nie przewidziane wcześniej ;-). Mięśnie do dziś czuję, nalatałem się, że aż miło. Wielki plus za utrzymanie czasu zabawy - im dłużej tym lepiej ;-). Trochę ubawu było z oznaczeniami. Jak patrzyłem na naszych ludzi skradających się na paluszkach lasem... i te różowe taśmy na ramionach ;-), no jak reflektory. Zdecydowanie bardziej przygaszone kolory polecam. Teren bardzo ciekawy, trochę trudny, trzeba patrzeć gdzie się staje, ale warto. Budynki, ruiny, rowy, gęste krzaki i las jak żywopłot - wszystkiego po trochu. Nie widziałem całego terenu, ale to tylko zapewnia większą zabawę następnym razem. Baza AWP świetnie umiejscowiona, szkoda, że więcej tam nie walczyliśmy. Kilka osób ładnie się ucharakteryzowało na klimatyczne postacie, miły akcent. Czekam na kolejne spotkanie i atrakcje jakie mam nadzieję wymyślicie. Dobrze by było, gdyby Xavras stał się kolejną obowiązkową imprezą w kalendarzu wyjazdów, czego Wam i sobie życzę ;-).
-
A kto im będzie krył plecy? Skrzydła? :wink: Ech, bo zrobi się z tego światowy zlot, nie Świętokrzyski, ale zapraszamy ;-).
-
Allach Akbar! W imieniu świętokrzyskich maniaków ASG serdecznie zapraszami na IV Świętokrzyski Zlot ASG. Termin tej zacnej imprezy planowany jest na dni 26-27 lipca. Zlot odbędzie się w miejscowości Ociesęki i będzie kontynuacją scenariusza z poprzedniej edycji osadzonego w realiach wojny domowej w Iraku. Ponownie niespokojna Basra otwiera swoje bramy... Szykujemy dla chętnych ciąg połączonych głównych scenariuszy, przerywanych mniejszymi (wcale nie mniej ciekawymi) zadaniami. Kasyno znów zaprosi hazardzistów, rosyjska ruletka pójdzie w ruch ;-). Tło historyczne Irak rok 2010. Kraj po opuszczeniu wojsk koalicji amerykańskiej ogarnia wojna domowa. Walka o prymat w Iraku pomiędzy dwoma największymi konkurentami do władzy, PIS (Partia Iraku Sprawiedliwego) i SLD (Szyicka Liga Demokratyczna) koncentruje się na przedmieściach Basry. Pierwsza potyczka nie przynosi decydującego rozstrzygnięcia. SLD wypiera wojska PIS z zajmowanych pozycji, ale okupiło to potężnymi stratami. Zdziesiątkowane oddziały SLD nie są w stanie „pokusić się” o zajęcie Basry, której „neutralności” wciąż broni silna Gwardia Basry pod dowództwem samozwańczego władcy miasta Umary XVII-ego. Przy nikłym poparciu społecznym mieszkańców (dołączana do przemówień propagandowych PIS składanka przebojów Abby okazała się strzałem w dziesiątkę :wink: ) atak na Basrę okazałby się samobójstwem na własne życzenie. Okopując się na zajmowanych pozycjach SLD radykalnymi hasłami wzywa wszystkie ekstremistyczne ugrupowania islamskie do walki z pro-zachodnim PIS-em. Apel nie pozostaje bez odzewu. Na neutralnym terenie w tureckim mieście Edrine, dawnej z jednej ze stolic Imperium Osmańskiego dochodzi do spotkania przedstawicieli radykalnych odłamów Hamasu, Hezbollahu, Al Kaidy i innych grup o terrorystycznym rodowodzie. Zawarty ponad podziałami sojusz powołuje do życia nową partię: „Porozumienie Osmańskie”(PO). Wkrótce do południowych przedmieść Basry zewsząd napływają bojownicy dżihadu. PIS nie pozostaje bierne na taki obrót sytuacji. Szybko mobilizują i koncentrują nowe siły na północnych przedmieściach Basry. Krwawe koło historii znów powraca do Basry. A Umara niezmiennie wszystkich zapewnia o swojej gościnności... Strony konfliktu PIS Ugrupowanie, których korzeni powstania należy się dopatrywać się w establishmencie dawnej nomenklatury partii BAAS Saddama Husajna. Odkładając na dalszy plan spory religijne obietnicami stabilizacji i podziału z zysków z ropy naftowej zyskała szeroką popularność w Iraku. Poza biednym południem kraju niepodzielnie dominuje w całym Państwie. Armia PIS-u to przede wszystkim armia iracka powołana i szkolona przez siły sojusznicze. Dobrze uzbrojona i wyszkolona, a cenne doświadczenie zdobywane na realnym polu walki automatycznie przekłada się na wzrost jej skuteczności. Powstanie PO i realna groźba odnowienia na szeroką skalę radykalizmu islamskiego spowodowała poważne dozbrojenie wojsk PIS-u o nowoczesną broń. To, że jest ona głównie pochodzenia amerykańskiego nie dziwi nikogo ...oprócz USA, które stanowcza zaprzecza wszelkim spekulacjom o mieszaniu się w wewnętrzny konflikt w Iraku... PO Powstałe na zgliszczach SLD reprezentuje ekstremistyczne ugrupowania religijne Bliskiego Wschodu. Według zamierzeń swych założycieli ma być „mieczem dżihadu”, a nieprzypadkowy wybór miejsca powstania ugrupowania oraz nazwa ma nawiązywać do mocarstwowych tradycji Imperium Osmańskiego, które przez wieki swego istnienia walczyło i siało postrach wśród niewiernych ludów. Wojska PO opierają się głównie na bojownikach islamskich zrzeszonych w mniejszych lub większych ugrupowaniach. Poziom ich wyszkolenia bywa różny, ale wspólne cechy jakimi jest determinacja , szaleńcza waleczność, odwaga oraz nieprzejednana wiara w zwycięstwo winduje odziały PO na poziom niezwykle groźnego i trudnego przeciwnika. Wbrew pozorom oddziały PO są bardzo dobrze uzbrojone i wyposażone. Nie od dziś wiadomo, że źródła finansujące radykalne ugrupowania słyną z hojnej i opiekuńczej ręki... Gwardia Basry Prywatna armia Kalifa Umary XVII. Silną ręką trzyma w ryzach Basrę , stojąc głównie na straży nie zawsze legalnych interesów Kalifa, który dorobił się potężnej fortuny min. na sprzedaży nielegalnej broni , handlu ropą i ...wynajmie gwardzistów. Kiedyś trzonem sił Gwardii byli najemnicy. Ale ich chciwość i marna reputacja powodowała zgrzyty u swoich chlebodawców, których zmieniali jak rękawiczki. W tym problemie nieoczekiwanie dla Umary pomocna dłoń napłynęła z Teheranu. Iran, który wycofał swoje poparcie dla SLD po przekształceniu się w PO, nie chciał stracić wpływów w Basrze i zaproponował ścisłą współprace Umarze. Jednym z warunków zawartego porozumienia była zasilenie Gwardii przez doborowe jednostki wojsk irańskich. W ten sposób Iran cały czas miał rękę na pulsie zbierając cenne informacje o stronach konfliktu. Umara zaś lekką ręka wynajmował gwardzistów, których lojalność i wysoki poziom wyszkolenia cieszył się sporym uznaniem wśród wynajmujących. Ewentualne straty szybko były uzupełniane przez Teheran... Mapa terenu: Co by WMASGU nie zaśmiecać, na wszelkie szczegóły i informacje o zlocie zapraszam na forum zlotowe http://www.basra.fora.pl
-
Ja byłem z tyłu oddziału i tych wywołań wszystkich nie słyszałem, ale jak to zrobiliście, że nam wierzyli i puścili dalej, a swoich po podaniu hasła rozstrzelali? ;-). - Mewa! - Beczka!! - ...i tak Ci nie wierzę! TRATATATA!! - Gość dostaje serię :wink: A z tym snajperem najbardziej się bałem, że wejdziemy na siebie i się pozabijamy. Byliśmy blisko, szczęściem nie zdeptaliśmy się. Co do Kompani Karnej, to spotkałem, fajne chłopaki, na pewno nie terminatorzy ;-), umierali dzielnie, bronili się do ostatniego tchu. Dostawali beznadziejne zadania, jak wykonać własnymi pazurami umocnienia nad Kopalnią i utrzymać się oczekując na posiłki, które nigdy nie dotarły. Jak co najmniej czterdziestu sarijczyków wyszło na nich z lasu, dzielnie bronili się na karczowisku, ze czterech z nich blokowało nas tam dobry kwadrans.
-
Impreza była warta podróży 10-14h, jedyna okazja na tak długie wyrwanie się z codziennego kieratu. Z mojej strony wyglądało to świetnie. Pierwsza noc. Ciągle świecący nam po oczach szperacz ustawiony na bazie Nerun wkurzył nas tak bardzo, że zwróciliśmy się do Wodza o pozwolenie na jego wyłączenie. O pierwszej 10 osób wyruszyło na opisany już wcześniej atak. Podkradanie się w zupełnych ciemnościach, z jednym noktowizorem, gdy wkoło kręcą się różne elementy... super ;-). Gdy zalegliśmy koło filarów, przeszedł tuż obok dwuosobowy patrol, ja ciągle w słuchawkach słyszę nawoływania snajpera i jego spotera którzy... się trochę zgubili ;-) i szukają się nawzajem. I wtedy włącza mi się alarm w zegarku - nastawiony poprzedniego dnia, by nie zaspać w pociągu... plama jak nieszczęście, mało kolbą nie dostałem. Znowu czeka nas przeskok przez drogę, goście na dachu ciągle jeżdżą szperaczem po okolicy, zaczepiają skrywające nas krzaki, czasem zatrzymują się na morderczo długą chwilę. Podkradamy się bliżej, po drugiej stronie drogi są dwa wspaniałe rowy ciągnące się na 30 metrów od bazy Nerun. Zanim weszliśmy do pierwszego z nich, słyszymy okrzyki, komendy i rozkaz wymarszu pierwszego oddziału - wszystko maksymalnie 30-50 metrów od nas. Nerun właśnie wyruszył do ataku na naszą bazę :killer: . Podchodzimy bliżej, denerwują nas co jakiś czas strzały i okrzyki, co się tam dzieje? A nic takiego. To Neruńczycy strzelają do siebie ;-). Pierwszej nocy mieli tyle ofiar friendly fire, że aż dziw, że było potem kim walczyć ;-). Spieszymy się, bo wybiją się nawzajem i nie będzie do kogo strzelać! W końcu jesteśmy najbliżej jak się dało, operator szperacza jest jak na dłoni, poniżej mały ruch, cała nasza dziesiątka przełącza na auto i ognia! Ponad 10 sekund w dach, po okopach i budynku, ja opróżniam lowcapa i rzucam 2 granaty. Spadły pewnie z 5 metrów przed okopami, ale zawsze więcej huku ;-). Niestety, przebiegając wcześniej przez drogę w ucieczce przed reflektorem zgubiłem duży stroboskop, miał im umilić wieczór, moja strata. Po tej kanonadzie szybki odwrót - wycofanie z rowu w krzaki, i szybko do bazy... za nami dziwna cisza, ani okrzyków, pościgu, o strzałach nie ma co marzyć. Ciekawe co sobie tam pomyśleli? ;-). Wracamy do obozu po trzeciej, chwila rozmowy, już myślę o powrocie do namiotu, gdy na odkrytym polu za naszym obozem eksplodują dwa ładunki. No tak. Pierwszy oddział atakujący naszą bazę. Ktoś pewnie pomyślał, że wyślemy ludzi na otwarty teren, by sprawdzić kto się tam bawi. Nic z tego, dokładnie wiadomo którędy najłatwiej nas zaatakować, na szczęście tuż po zmroku zaminowaliśmy cały skraj lasku przylegający do naszej bazy. 3 okopy są na tej linii obrony, chodzę po obozie budzę ludzi, namawiam kilku by zostali parę minut do odparcia ataku. Wszystko idzie zgodnie z planem, już po chwili słychać głosy z młodnika. Zaczyna się robić widniej, nadchodzi świt. Odpala jedna mina. W tym kierunku prują pierwsze serie z okopów, po chwili zaczyna piszczeć druga mina, trzecia... Głosy wroga słychać na samym skraju lasku. Opróżniam jeden magazynek za drugim, na szczęście po poprzednim wypadzie zostało kilka granatów, lecą do przodu, niezbyt skutecznie, jeden upada tak blisko najbardziej wysuniętego okopu, że człowiek tam się broniący lekko przygłuchł (jak mi potem opowiadał, upadł w dołek w piasku na skraju okopu, wszystkie odłamki poszły w górę). Strzały powoli zanikają, ranni zaczynają protestować, widać tylko jedną czy dwie czerwone latarki, reszty nie można rozpoznać że oberwała. Po chwili wymiana ognia ogranicza się do kogoś schowanego za kupą gałęzi na dość odkrytym terenie i być może niedobitków lasku. Można dać sobie spokój, wracam o 4.40 do namiotu, Po piątej słyszę jeszcze granaty ze strony naszego obozu, ale już nie wiem co się tam działo, może to przeorganizowane niedobitki próbują siać zamęt, idę w końcu spać ;-). To tyle z mojej pierwszej nocy, potem też było fajnie, ale to jak mnie najdzie wena kiedy indziej i nie zapomnę. Fotki dam jak w końcu wyjdę z pracy i się wyśpię, czyli pewnie za dwa dni... a są fajne filmiki z wymarszu Żółwia, ataku i sporo pamiątkowych fotek ;-). Dzięki wszystkim za wspólną zabawę, NAM68 za jak zwykle nieocenione prace inżynieryjne i zaangażowanie we wsparcie artyleryjskie, Miderowi za wykazanie się w roli dowódcy i staranie się, by każdy był zadowolony i nie nudził się, organizatorom za całokształt. A reszcie za całą resztę ;-). Miło spotkać starych znajomych i poznać nowych, do rychłego zobaczenia!
-
Tak wszyscy chwalą tą Zbrojownię, nie wiem za co? Jak tam poszedłem, to zobaczyłem kilka wielkich pudeł i całą ścianę pełną replik, obejrzałem sobie kilka, popytałem co i jak, wybrałem jedną, kupiłem, i jeszcze zniżkę dostałem! Tak powinno być w każdym sklepie ;-D. Dokładnie. I jeszcze nie pozwolili mi nakupować niepotrzebnych części, Olo doradził co warto wziąć i ile warte. Sklep ma ludzkie podejście do klienta i tak trzeba z nimi rozmawiać - jak z ludźmi ;-). Pozdrawiam, i obym długo nie musiał z Waszego świetnego serwisu korzystać, bo ponoć kałachy się nie psują :lol:
-
Mają http://www.cog-asg.com/index.php?main_page...;products_id=87
-
Ogólnie to każdy zlot na którym byłem, był najlepszy ;-). Ja wolę tak napisać, każde spotkanie, gdzie widzi się tyle przyjaźnie nastawionych uzbrojonych po uszy ludzi jest bardzo przyjemne, szczególnie jak po trzecim większym spotkaniu co i rusz ktoś Cię poznaje i pozdrawia, a Ty sobie przypominasz historie z nimi związane z poprzednich imprez ;-), robi się jedna wielka nostalgia. Organizatorzy włożyli masę pracy w obóz, w życiu nie słyszałem o takiej ilości nagród, scenariusz był wielotorowy, dobrze rozbijający siły obu stron i zmuszający do współpracy. Co z tego wyszło? To już inna sprawa ;-). Biorąc pod uwagę, że 90% ludzi było obcymi na tym terenie, nie było łatwo się znaleźć, zabrakło oznaczenia na mapie kilku punktów terenu, jak choćby ambon, wyraźnej granicy 4x4. Ale jakbyśmy byli dobrymi wojakami, to nie byłoby to żadną przeszkodą. Wyszły braki w posługiwaniu sie kompasem i oceny odległości (choć u nas w piątce próbowaliśmy tego używać, to ja cały czas byłem pewien, że jesteśmy ze 200 metrów dalej... ;-) ). Żaden scenariusz ani organizator nie przewidzi wszystkich możliwych wydarzeń, uczestnicy mają to do siebie, że zawsze wymyślą coś, co całą organizację postawi na głowie. Dzięki temu mieliśmy piękny szturm wzgórza. ONZ musiało sie świetnie czuć widząc sznurki ludzi zdążających do nich ze wszystkich stron :wink: . My czekając na kontratak też mieliśmy piękne widoki, świetna była koordynacja obrony przez obserwatorów ze wzgórza, którzy naprowadzali grupy przechwytujące na "skradającego" się nieprzyjaciela. Potem ciężki marsz przez moczary do Strefy i zepchnięcie wroga z pierwszego punktu umocnień na wyspę i dłuuugie ostrzeliwanie się na tym ostatnim bastionie, co oglądałem już z kolejki po cieplutki bigosik. Jeśli pamiętamy, ze to była pierwsza większa impreza (315 osób!) organizatorów, to wszystko było super, zapanowanie nad takim tłumem to nie przelewki. Opóźnienie startu, odrobina bałaganu, niedomówienia w trakcie batalii - w większości były winą uczestników i trudno było tego uniknąć. Jeszcze jedno, nie zapominajcie, że to było strzelanie Wielkiej Armii Świątecznej Przemocy! Samo to zobowiązuje do radosnego podejścia do wszelkich aspektów Zlotu. Za to ŻADEN Zlot nie zakończył się tak widowiskowo jak ten, wielkie brawa dla Mistrzów Pirotechniki :uśmiech: . Liczę na kolejne równie ciekawe imprezy na tym terenie. Do zobaczenia w polu. Fotki i jakieś tam filmiki.
-
Lepiej powiedzcie, czy któreś z nowych minimi się rozsypało? Widziałem spore obawy o nie przed zlotem, a tu czyżby czarna seria się skończyła i wszystkie 249-ki przetrwały próbę ognia? Ten który oglądałem w holu sprawiał solidne wrażenie.
-
No wiesz, ja z Maćkiem też mieliśmy kwaśne miny jak w odpowiedzi na komunikat, że nad bazą jest nieprzyjaciel i prosimy o trzech ludzi do pomocy usłyszeliśmy, że za pięć minut, jak zjedzą... ;-). Zupełnie jak nie nasze wojsko. Trochę koordynacji zabrakło po naszej stronie, ale ludzie doświadczeni wiedzieli co robić i jakoś szło. Najgorsze było czekanie w ciężarówce i czekanie na respa, i słuchać jak wyżynają resztę obrońców.
-
Przeżyłem i nie żałuję, że byłem. Od samego przyjazdu miła atmosfera, każdy mógł znaleźć dla siebie towarzystwo, poznać nowych ludzi i się integrować jak kto lubi ;-). W sobotę było kilku zawiedzionych za cichą pobudką. Po dwu godzinach snu przydałby się mocniejszy akcent na wyrwanie z łóżka. Śniadanko, odprawa, krótki instruktarz obsługi wyrzutni i co do zasad. Zabrakło streszczenia historii konfliktu, nowi uczestnicy mogli nie znać głębokiej genezy i dla czego powinni zaciekle zwalczać wroga. Sam odjazd na pozycję w czterech terenówkach był już świetnym rozpoczęciem, potem ustawienie obozu na jakichś mokradłach i rozesłanie na pozycje, ja pierwsze dwie godziny chodziłem po wale, wysoko nad naszą bazą, podchodząc czasem w połowę drogi do Katangi, ale wroga nie było, jakieś walki toczyły się tylko koło głównej bramy. Potem zostaliśmy odwołani z pozycji i wszystko co się mogło ruszać poszło jak kamikaze do ataków na bramę. Było powiedziane, że w bramie się nie strzelamy, ale Katanga sprytnie ją obstawiła i nie dała szans szturmowcom. Atak był ponawiany w nadziei, że skończą się im rakiety i samochody w końcu się przedrą. Wracając z kolejnego szturmu usłyszeliśmy, że atakują nam obóz, przeszli drogą, którą wcześniej właśnie obstawiałem z zespołem na wale ;-). Gdybyśmy mieli ze 3 miny, nie doszli by chyba. Desant z Land Rovera pomógł oczyścić bazę, z Maćkiem śledziliśmy jeszcze 3 Katangistów, jednego Macios pięknie zdjął, reszta się wycofała... znikli nam. A my wróciliśmy do bazy na smaczny obiadek, żeby też nam nie znikł. W tym czasie toczyły się jakieś walki za murami, ale nasze siły były podzielone i każdy musiał sobie radzić sam. Zebrane oddziały z bazy, z nową werwą po posiłku ruszyły z odsieczą w dwu wozach, ale po drodze wpakowaliśmy się na transportery Katangi, szybka wysiadka i walka na drodze. Jakimś cudem się wysforowałem do przodu, przegoniłem granatem wroga ze szczytu wzgórka i trochę do nich postrzelałem... i zginąłem, reszta naszych została niestety z tyłu i potem przez kilkanaście minut tłukliśmy się dookoła tego pagórka, było lekkie zamieszanie bo chyba niektórzy strzelali do swoich na wale. Nie wiem, byłem trupem i dostaliśmy polecenie przeniesienia się do nowej bazy, za murami - do radaru, który był naszą bazą podczas nocnej misji. I dopiero od tego momentu zaczęły się prawdziwe walki ;-). Ciągły szturm ze strony wieży, walenie przez żywopłot, po 2-3 granaty na raz lecące na pozycje, zachodzenie od tyłu, bałagan jak na wojnie. Wszystkich zaskoczyło dwu ruskich, którzy idąc od tyłu naszych pozycji klepali nas w ramiona mówiąc: "pagibł" :wink: , piękne to było, chwała im za kulturę! Szturmy na bazę Katangi... niezapomniane. Samochody na pełnym gazie waliły pod bazę, szybko wyskakiwaliśmy i ginęli, nie wiem jak mógł tam zostać jeszcze jakiś obrońca przy tylu szturmach. Gdy kazali w końcu jechać w środek obcej bazy, okazało się, że nie ma jak wysiąść, bo nas rozwalą, to kierowca zrobił dwa razy kółko wokół i przez ich bazę, zanim nie naładowali wyrzutni i nie rozwalili nam transportu. Wcześniej świetnie wyglądało, jak kilku katangistów ganiało za nami, byśmy nie mieli żadnej możliwości opuszczenia wozu ;-). Jak zwykle się rozpisałem, ale już kończę, nie ma co wszystkiego opisywać. Było świetnie, warto było jechać, cena 120/150 zł może być dyskusyjna, ale nie ma co żałować, zresztą same samochody, dostępne na każde zawołanie i uczynni kierowcy (dzięki im wielkie za cierpliwość, pokazy własnej odwagi i beztroski dla stanu naszych kości ;-) ), spora ilość granatów, posiłki, strzelnica, wszystko się uzupełniło i dało w rezultacie bardzo udaną dla mnie imprezę, wartą tej ceny. I to na co wszyscy czekają, fotki. W pierwszym pliku 50 mega zdjęć ogólnych. http://www.4shared.com/file/25443736/fa420...ekiel-ARC1.html Tu mamy 20 mega w 3 filmach. Pokaz działania wyrzutni na odprawie, pokaz strzelania z M249 znad głowy oraz demonstracja petardy wojskowej do zrywania asfaltu ;-). http://www.4shared.com/file/25444536/6411e...ekiel-ARC2.html Tu mamy zdjęcia głównie ludzi z drużyny, być może mniej interesujące dla ogółu. http://www.4shared.com/file/25405409/937d0...iekie-Inne.html Jeszcze raz dzięki Tadkowi i pozostałym koordynatorom oraz wszystkim uczestnikom po kolei za obecność i dobrą zabawę, do zastrzelenia na kolejnych! PS: Nie założyli mi kona na Warriorze, niech jakaś dobra dusza da linki do tych zdjęć i filmów tam w odpowiedni temat, dzięki z góry.
-
Gwoli ścisłości, wywód sygnowany moją kreaturką... avatarkiem, chciałem powiedzieć. Jest autorstwa Dextera125, ja niestety Aniu nie bardzo mam z czego wyssać tylu szczegułów, zresztą po zdradzeniu naszych tajemnic musiałbym się sam zabić ;-D. Lepiej nie wiedzieć, jak to naprawdę wyglądało ;-).
-
Foka, właśnie o ten podajnik chodzi, żeby wyciągał star ą, a blokował nowa łuskę ;-). Remov - dzięki, masz rację, nie znałem angielskiej nazwy, trochę pomogło, nie do końca, ale już mi się rozjaśniło i moge pokombinować ;-). Wymyśliłem sobie, czy nie dałoby się zrobić strzelby na oryginalne shelsy ładowane kilkunastoma kulkami BB ;-). Napędzana propanem lub CO2. Wątpię, bym to skończył, ale pokombinować można.
-
Dexter125 zaszczycił nas streszczeniem akcji, spisanym ze strony SLD. Może osoby z PIS zrewanżują się podobnym opisem? Start blackhawków wczesnym rankiem. Operatorzy zapakowani po uszy. Wyruszamy w trasę po drodze łącząc się z kolumną nadlatującą od strony Jaworzna. Wspólnie z Rainbow osiągamy po długim locie cel. Szybkie zarejestrowanie, rozpakowanie i oznakowanie Teamów. Otrzymujemy zielone opaski z naklejką „C” – czyli grupa COMO. Walczymy jako ekstremiści koranowi – SLD. Zbieramy sprzęt niezbędny do przetrwania i przemieszczamy się w kierunku wyznaczonej bazy. Z niej będziemy prowadzili akcje wypadowe na tereny Kalifatu oraz znienawidzonego PIS. Po dotarciu do bazy zastajemy przygotowane w okręgu stanowiska ogniowe z worków z piaskiem, gałęzi i zamaskowane mchem i jedliną. Jakież było moje zdziwienie gdy ujrzałem jedlinę tak rzadko spotykaną w Iraku…. Nie ważne. Naszym głównodowodzącym został Colonel. Szybko otrzymaliśmy pierwsze rozkazy. Kermit jako dowódca grupy szturmowej COMO przekazał nam, że mamy zablokować przejście w pobliskim lesie, tak by odciąć drogę ucieczki grupie gwardii transportującej skrzynie z cennym ładunkiem. Inna grupa miała założyć zasadzkę i ładunek przejąć. Po dotarciu na pozycje zostaliśmy ostrzelani przez niewiernych! Zgodnie z rozkazami nie nawiązywaliśmy długotrwałej walki. Ostrzeliwując wroga wycofaliśmy się na skraj lasu. Grupa „A” naszych dzielnych wojaków przejęła transport od Gwardii Kalifa. My czesaliśmy teren leśny szukając wrogich oddziałów które mogły by zagrozić bezpiecznemu dostarczeniu cennych skrzyń do naszej Bazy. W trakcie patroli głęboko na terytorium wroga często dochodziło do ostrej wymiany ognia. Nasi dzielni medycy leczyli nas narażając się na śmierć. Niechaj im Allach będzie łaskaw! Kolejny rozkaz otrzymaliśmy przebywając tuż obok zabudowań centrum miasta. Mieliśmy wesprzeć grupy atakujące budynki i kierujące się w kierunku banku. Niestety siły PIS wróciły i z furią zaatakowały nasze oddziały szturmowe. Zadaniem COMO było odcięcie linii lasu by wróg nie przeszedł. Następnie zostaliśmy wycofani do bazy celem przegrupowania się i uzupełnienia amunicji. Nasze oddziały ciągle uzupełniały stan osobowy atakujących miasto i broniących zdobytej rafinerii. Padło polecenie przeniesienia do niej głównego sztabu. Teren wokoło został zabezpieczony i kilka wejść od strony północnej zaminowanych. Dostaliśmy informację że gwardia Kalifa uderzy na wojska lądowe a my mamy odciąć im transport powietrzny. W tym celu musieliśmy zlokalizować bazy rakietowe w okolicznych lasach, dostarczyć do nich rozłożone rakiety, zmontować je na miejscu i utrzymać wszystkie stanowiska przez okres trzech godzin. Jedynie mechanik potrafił zmontować rakiety i odpalić je. Trzeba było zatem pilnować Fausta który pełnił w grupie COMO tę funkcję. Jego śmierć wiązała się z nie wykonaniem powierzonej misji. Rozstawiliśmy jedną rakietę, zabezpieczyli teren zostawiając kilku operatorów do obstawy. W trakcie transportowania na pozycje drugiej rakiety wpadliśmy na patrol wroga wielokrotnie przewyższający nas liczebnie. Rakieta została stracona. W trakcie walk o wyrzutnie wielokrotnie było ciężko i poszczególne grupy musiały wzywać pomoc z bazy. Wsparcie nadchodziło błyskawicznie. Niestety w lasach roiło się od wroga. Co rusz następowały huraganowe wymiany ognia. W trakcie obejścia terenu napotkaliśmy jedną osobę ze strony PIS leżącą obok własnej wyrzutni rakiet. Po postrzale Gorzki aresztował wroga i biegiem przetransportowaliśmy go do bazy. Okazało się, że był to dowódca jednego z oddziałów szturmowych PISaków. Został przesłuchany a gotówkę odebrał Gorzki w momencie pojmania. W tym samym czasie Faust z Webim wybili obstawę PISowskiej rakiety i wysadzili ją uniemożliwiając odpalenie. Po chwili odpoczynku w bazie dostaliśmy rozkaz rozłożenia kolejnej rakiety. Po chwili negocjacji przekupna gwardia została wynajęta do naszej obstawy. Poszli na rzeź za „biały proszek”. Sformowaliśmy kolumnę i wyszli ze sztabu. Tuż obok głównego wejścia za krzakiem natknąłem się na... strzelca z karabinem celującego w nas, był jakieś 0,5 metra od mojej lufy. Nie strzeliłem. Kermit odstawił go do sztabu na tortury i przesłuchanie. Niestety tuż za linią lasu napotkaliśmy duże siły wroga szykujące się do ataku na nasz sztab. Postanowiliśmy mimo ostrzału kontynuować misję. W tym czasie Wasz wyruszył w przebraniu kuriera do bazy wroga a jedna z grup szturmowych podeszła bardzo blisko bazy wroga gotowa do ataku. Wasz bez trudu wszedł do sztabu PIS i z torby zamiast przesyłki wyłoniła się broń. Zaskoczeni sztabowcy nie mieli czasu na reakcję. W tym samym czasie przygotowana wcześniej grupa szturmowa uderzyła na sztab PIS-u. Zdobyliśmy flagę przeciwnika, a także wszelkie ważne dokumenty. PIS nie był już w stanie prowadzić do walki własnych ludzi. Poddali się. Zapanowała radość w naszym sztabie. W porywie litości nie rozstrzelaliśmy nawet jeńców. Kolejna misja, kolejny dzień… Nad pustynią zestrzelono samolot przenoszący rakietę chyba atomową. Jej części są rozrzucone po całej pustyni. Obie frakcje chcą ją zebrać, złożyć i odpalić we wrogie pozycje. Rozpoczyna się walka na pustyni. Wśród niejednolitego ukształtowania terenu, posiadającego liczne doły, wzgórza, rowy i skarpy rozpoczyna się zażarta walka o części rakiety. W użycie idą granaty wszelakiego typu w dużych ilościach, pole walki co chwilę pokrywa gęsty dym świec maskujących ruchy wojsk. Serie świstając zbierają koszmarne żniwo po obu walczących stronach. Niekiedy oddziały walczą w odległości kilku metrów. Wszystkie części rakiety wpadają w ręce SLD, za wyjątkiem głowicy. Zostaje podjęta decyzja o frontalnym ataku lecz nagle jeden z gwardzistów przynosi skradzioną PIS głowicę i sprzedaje ją nam. Niech żyje handel! Rakieta musi zostać zmontowana i przetransportowana na miejsce odpalenia. Część oddziałów SLD oddala się na bezpieczną odległość by przygotować rakietę a druga część wycofuje się nieznacznie zaciągając kontratak wroga na wzgórze gdzie wcześniej przygotowaliśmy obronę. Wróg nie był w stanie podejść bliżej czy też zaatakować dowództwa składającego rakietę. Po chwili druga grupa z gotową rakietą dołączyła do obrońców wzgórza. Razem przebiliśmy się na pustynię, rozłożyli rakietę i przy zaciekłych atakach PIS odpalili ją kończąc tym czynem scenariusz zwycięstwem SLD. ALLAH’u AKBAR!
-
Witam. Mam problem ze znalezieniem łopatologicznego rysunku działania magazynku rurowego w strzelbach, jakichkolwiek przekrojów, bliższych zdjęć - nie ma. Proszę, może ktoś ma jakieś linki do materiałów.
-
Dzięki Hulki, a co ja mam powiedzieć, jak wchodzę do domu i słyszę takie zdanie: już wróciłeś? Myślałam, że dopiero za tydzień... No po prostu chciałem zarzucić plecak i wracać na piechotę...
-
Ciągle czytam i czytam i z podziwu wyjść nie mogę ;-). Ale coraz więcej pikantnych szczegółów mi dajecie, proszę o więcej! Nie mogłem wszędzie być, nie wszystko słyszałem. Najbardziej żałowałem pierwszej akcji z przejęciem transportu, jak w końcu mogliśmy wyjść za mury, to już nikogo w lesie nie było ;-(. Ponoć moje zdjęcia nie bardzo się ściągają, wszystko powtórzone - ale luzem, nie w paczce, jest tu: http://basra2.4shared.com/ Coś źle zrobiłem i trzeba oglądać lub ściągać pojedynczo, to mój pierwszy raz z tym serwerem ;-).
-
Salum alejkum, czy jak tam wołają ;-). Dzięki za tyle pozytywnych reakcji, nie spodziewałem się. A że nie jest możliwe, żeby aż tyle osób chciało być dla nas po prostu miłych - chyba szczerze się Wam podobało ;-D. Serdeczne podziękowania i wyrazy wdzięczności dla ALCO Ostrowiec i reszty ludzi, którzy przyjechali 1-2 dni przed Zlotem i pomogli się wryć w glebę i wysprzątać jej powierzchnię, dorobili rekwizytów, wykonali genialną tablicę przed wjazdem, przedźwigali tyle worków i przygotowali wstępnie bazy. To co potem z nich zrobili dowódcy, to już istne fortece. Szacunek dla gen. Pavulona i al Zabij, dowodzenie oddziałami z różnych środowisk wyszło im świetnie, przebywanie w sztabie i podpatrywanie jak rozstawiają ludzi było przyjemne. Podziękowanie wszystkim uczestnikom za obecność i dobrą zabawę, za wolę walki i właściwą postawę. Owszem, były przypadki użycia broni z dwu metrów, nieprzyznawania się, jest kilka nie miłych śladów po kulkach. Ludzie trafieni w ten sposób zachowali się dużo poważniej i doroślej, niż ci którzy strzelali, może wezmą z nich przykład. Co do samych misji, to jak zwykle były przyjęte zbyt optymistyczne ramy czasowe, okazało się, że każda misja mogła trwać dwa razy dłużej, a ostatni Condor nawet cały dzień. Gonitwa po pustyni i szybkie ucieczki w puszcze chyba bardzo Wam się podobały ;-). Dzięki roli Gwardii - podpuchom, zdradom i kradzieżom udało się na szczęście skończyć grę do południa, choć znowu kolejna misja i podmisje zostały na kolejny raz. A wypełniaczy czasu nawet nie mieliśmy szans użyć... Jeszcze się nie pozbierałem do końca, więc nie będą opisywał wszystkiego po kolei, i tak nikt tego potem nie czyta. Aż szkoda, że nie spamięta się imion tylu świetnych ludzi, dobrze, że choć zdjęcia mi po Was zostały. A właśnie... zdjęcia, proszę, oto mój urobek. Trochę fotek sprzed imprezy, filmik z testu wysadzenia rakieta i potem już Wasze twarzyczki i filmiki z paru fajnych akcji, szkoda, że miałem tylko taki nędzny aparacik. http://www.sendspace.com/file/n388qi A tu część tych samych zdjęć, znaczy że są POWTÓRZONE te co powyżej, tylko w wyższej rozdzielczości - bez obróbki. 07-07-07 Basra 2 - ARC 1.zip 07-07-07 Basra 2 - ARC 2.zip PS: Do prywatnych sukcesów dołożę to, że schudłem prawie 4 kilo, jeszcze 3 takie imprezy i będę wyglądał jak człowiek. PPS: Fasol, czekałem kto pierwszy zada to pytanie ;-). Tak się podobało, że nikt nie zainteresował się tym problemem. Jedno jest pewne - wygrali organizatorzy :uśmiech:
-
Stainless, piękna teoria ;-). Odkręć tłumik i przyjżyj sie jego wlotowi i wylotowi lufy w pistolecie. Zauważ, że przedłużenie lufy w tłumiku jest ruchome, najprawdopodobniej po dokręceniu tłumiak lufa w nim nie ustawia sie pośrodku - sprawdź, czy nie ma tam jakichś zadziorów, nierówności powirzchni które mogą to spowodować. Jeśli lufa w tłumiku jest przesunięta o milimetr-dwa względem tej w pistolecie, to rzeczywiście kulki mogą się rozpadać po trafieniu w takie przewężenie. Tyle mojej teorii ;-). Socom służył mi jako główna broń długi czas, nie powiedziałbym, że ma wady. Tylko, że to replika z charakterem :wink: .
-
Już bym wolał imtary ;-). Kulka naładowana ładunkiem elektrycznym oddawanym celowi. Nie ma przeproś, każdy piśnie jak dostanie ;-D. Pomarzyć można...
-
Przetestowałem trochę Pestek 0.25 w P90 z lufą 6.04, żadnych problemów w lufie i zwykłych magazynkach, ale w hicapie niestety ich chropowatość jest za duża i na 150 kulek miałem 3 zacinki, musiałem trzepnąć w maga z góry, żeby zaczął pobierać kulki dalej. Na błyszczących, gładkich kulkach nie ma tego problemu. I tak prawie nie używam hicapa ;-).
-
A one Ci się zacięły? Jesli tak, to masz odpowiedź ;-). Jeśli nie masz precki, powinny wystarczyć. Ja końcówkę swoich przesiewałem przez OBIrurkę by odrzucić "krzywe" i za duże. Tak 2-3 na 100 odpadało, pare minut roboty, ale potem strzelałem z lufy 6,04 i nie miałem żadnych zacięć, potem już uzywałem tylko Xtreme, GoldFire i teraz G&G.
-
Świdwin?? Kurcze, przespałem półtora roku w tamtejszych koszarach ;-). Może to jest problem, że to miasteczko koszarowe (czy może już nie? W takim razie mielibyście niezły teren do strzelań), i ludzie mają dość mundurów? Taka niechęć przechodzi na młodsze pokolenia. Przedmówcy mają rację: łapanka nic nie da, muszą przyjśc tacy którzy tego chcą, ale muszą wiedzieć, gdzie Was znaleść ;-). Artykuł w gazecie lokalnej jest dobry, podanie w nim adresu strony www i kontaktu na pewno zwiększy zainteresowanie. Plusem jest to, że gazetę trzeba umieć czytać ;-). Poza tym umiarkowane pokazywanie się w środowisku rówieśników, opowieści o swoim hobby. Jeśli to któregoś zainteresuje, może wpaść i zobaczyć. A jak już wpadnie... to po człowieku ;-). Z mojej krótkiej kariery wynika, że najwięcej nowych przyszło przez znajomych ze szkoły, jak z ich wytrwałością, to się dopiero zobaczy.
-
To ja jeszcze dorzucę od siebie, że wybrany model (ARD42x2BL) z powiększeniem 2x niestety trochę przyciemnia obraz, w aktualną pogodę to przeszkadza, na dworzu i tak jest półmrok. Latem pewnie będę chwalił tę cechę. Teraz zastanawiam się nad odkręceniem powiększenia (bo można), albo powrotem do lunetki, z którą fajnie się strzelało, ale głupio wygląda luneta 40mm na P90 ;-). Za tydzień sprawdzę bez powiększenia. A zielona jest cały czas OK, wygodna. Już się przyzwyczaiłem.