marcu
Użytkownik-
Posts
68 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by marcu
-
ATTENTION ATTENTION. 1.Przedłużamy zapisy do Vietcongu do piątku!! 2.Przypominamy, że wpłaty należy dokonać do tego piątku-22 czerwca!! Wspomnienia spisane przez jednego z partyzantów Vietcongu, odnalezione przy jego ciele podczas ataku na Bazę Ogniową „Betty Lou”. 22 Styczeń 1968. Byli wysocy i głośni. Niektórzy bladzi, o niebieskich oczach i jasnych włosach, inni zupełnie czarni. Wszyscy uginali się pod ciężarem sprzętu który dźwigali. Mówili dziwnym językiem, pot spływał z nich potokami. Często byli brudni i zaniedbani, czasem po prostu cuchnęli. Każde spojrzenie jakie rzucali spod swoich zielonych hełmów było pełne arogancji połączonej z nieufnością. Przychodzili do wioski i zadawali te same pytania na które dawaliśmy te same odpowiedzi. Nie, nie było Vietcongu, nie, nie pomagamy Vietcongowi, nie, nie ma tu żadnej broni. Szukali, ale nigdy nic nie znaleźli. Albo dlatego, że byli naiwni albo dlatego, że bali się tego co mogą odnaleźć. Vietcong przychodził nocą. Byli w stosunku do nas uprzejmi i prosili o przysługi. Schować to, czy tamto. Zdarzało się, że zabierali nam ryż, ale w końcu byli tacy jak my, no i, jak mówili, walczyli za naszą wolność. Czasem nawet byli to ludzie których znaliśmy, z sąsiednich wiosek. Zachęcali nas do przyłączenia się do wspólnego wysiłku. Wciąż mówili o walce jaką toczymy z marionetkowym rządem południowego Wietnamu i najeźdźcami z Ameryki. Mówili o wielkich zwycięstwach jakie odnosili nad tymi 'najeźdźcami'. Nie do końca rozumiałem ich słowa. Ja i moja rodzina od zawsze mieszkaliśmy w tej wiosce, mieszkali tu nasi przodkowie i przodkowie naszych przodków. Spaliśmy na ich grobach. Byliśmy połączeni z naszą ziemią. Nasze ziemia była nami. Często słyszeliśmy odległe odgłosy walki – pojedyncze eksplozje lub głębokie dudnienie od którego drżała ziemia. Odgłosy te wywoływały w nas lęk. Jaka potęga mogła wprawić w drżenie ziemię? Nad wioską często przelatywały śmigłowce, ale wojna nie dotknęła nas nigdy bezpośrednio. Kiedyś, późno w nocy do wioski przyszło 3 żołnierzy Vietcongu. Jeden z nich był ranny w brzuch. Brudne szmaty przytrzymywały jego wnętrzności przed wylaniem się na zewnątrz. Żołnierze poprosili nas abyśmy zaopiekowali się tym człowiekiem, po czym zniknęli w dżungli. Miał może 15 lat. Umarł przed świtem majacząc coś o swojej matce. Tak bardzo różnił się od wielkich Amerykanów. Podarta koszula, czarne lniane spodnie i sandały zrobione z opony jednego z Amerykańskich pojazdów. Był niski i bardzo szczupły. Zachodziłem w głowę jak uniósł ten stary, rozsypujący się karabin. Pochowaliśmy go niedaleko wioski w nieoznaczonym grobie. Karabin ukryliśmy. Wówczas po raz pierwszy poczułem złość, gniew. Dlaczego ten młody człowiek musiał umrzeć? Kto go zabił i za co tak naprawdę umarł? Niedługo później Amerykanie znowu przyszli do naszej wioski. Tym razem nie pytali o broń ani o Vietcong. Tym razem bez słowa wyjaśnienia oświadczyli że musimy się przenieść do innej wioski, takiej gdzie jest bezpiecznie i gdzie jest już dużo ludzi takich jak my. Nie rozumieliśmy. Jak to mamy opuścić wioskę? Jak to przenieść się gdzie indziej? Przecież to jest nasza ziemia i cały nasz świat. Amerykanie ostrzegli, że cały teren stanie się strefą wolnego ostrzału, lecz wówczas nikt z nas nie wiedział z czym dokładnie się to wiąże. Większość ludzi pozostała w wiosce. Pierwszy wybuch obudził wszystkich. Potężna eksplozja wyrzuciła jedną z chat wysoko w powietrze rozrzucając szczątki wszędzie naokoło. Zaraz potem ze świstem przyleciał następny pocisk.. I następny i następny. Wszystko działo się tak szybko. Zapanował kompletny chaos. Podmuchy eksplozji miotały nami na lewo i prawo pomimo że leżeliśmy na glebie. W pewnej chwili jeden z ładunków eksplodował bardzo blisko. Straciłem przytomność. Kiedy się obudziłem, słyszałem wściekłe bzyczenie much. Wytarłem krew ze skroni, wstałem i rozejrzałem się dookoła. To co zobaczyłem sprawiło, że umarło we mnie wszelkie człowieczeństwo wobec Amerykanów. Bez słowa wykopałem karabin owego 15 letniego chłopca, ukryłem się na skraju lasu i czekałem. Kiedy nadszedł czas, pociągnąłem za spust. Kula przebiła stalowy hełm pierwszego Amerykanina. Stał jeszcze ułamek sekundy a ja patrzyłem jak krew spływa po jego twarzy. Przeładowałem i oddałem drugi strzał do drugiego, który zamarł w bezruchu. Tym razem z jego uda trysnęła fontanna krwi i natychmiast osunął się na ziemię wykonując piruet. Amerykanie w końcu odpowiedzieli ogniem. Ich przerażające granatniki wybuchały obok mnie a gałęzie były dewastowane przez ich karabiny maszynowe. Wystarczyły 2 pociski żeby powalić 2 Amerykanów. Teraz oni wystrzelili ich setki, a ja wciąż tu jestem. Wcale nie są tacy potężni. Nie zależało mi czy przeżyję, czy zginę. Życie we mnie umarło wraz z moją rodziną. Leżałem tak nieruchomo i czekałem na śmiertelny cios ale ku mojemu zdziwieniu po jakimś czasie ich ogień ucichł, a ja wciąż leżałem w płytkim rowie, nietknięty. Moja zemsta się nie dopełniła. Przyłączyłem się do partyzantów i od tamtej pory walczę. Walczę za siebie, za moją rodzinę, za moich przodków i ludzi z którymi pracowałem i żyłem przez tak długi czas. Dopóki choć jeden Amerykański żołnierz będzie stąpał po ziemi moich przodków, nie złożę broni.
-
Wszystkim niezdecydowanym przypominamy-termin zapisów kończy się za dwa dni, a listy są już w większości pełne. So get your ass up and join to NAM'N'ROLL! http://www.youtube.com/watch?v=0y4SNucf12U
-
By być precyzyjnym napiszę, że jest to zlot ASG z rekonstrukcją/stylizacją i elementami milsimowymi i larpowymi. Wielki miszmasz.
-
Goooood Morning Vietnammmm!!! Grupa NAM68 i przyjaciele z świętokrzyskiej społeczności ASG (Orgowie zlotu Basra) zapraszają na zlot osadzony w klimatach wojny wietnamskiej NAM'N'ROLL – First Tour". Zlot odbędzie się w pobliżu miejscowości Annopol (pow. kraśnicki) w ostatni weekend lipca w dniach 28-29.07.2012. Miejsce na którym planowane są manewry to podmokły teren przylegający do Wisły obfity w gęste zarośla, bagna, kanały rzeczne, błoto, jednym słowem: dżungla. Charakter zlotu ma zabarwienie bliższe milsimowi z małymi elemntami larpa, dlatego jest on skierowany przede wszystkim do osób przekładających klimat i realne odwzorowanie pola walki nad ilość wystrzelonych kulek. Nie obiecujemy gradu kompozytu, wręcz odwrotnie, ale możemy obiecać jedno, że będzie ciężko, klimatycznie i mokro. Jungle is not for pussies:) NAM'N'ROLL - First Tour Annopol (pow. kraśnicki) 28-29.07.2012 LINIA HISTORYCZNA Vietnam Południowy - okolice doliny An Lao. A.D. 1968 Konflikt między siłami popierającymi komunistyczne władze Demokratycznej Republiki Wietnamu (Wietnam Północny) oraz siłami Republiki Wietnamu (Wietnam Południowy) osiąga krwawe apogeum. Wchodzące w skład międzynarodowej koalicji Stany Zjednoczone sprzyjające rządom Wietnamu Południowego toczą walki na jego terytorium z oddziałami Wietnamskiej Armii Ludowej (NVA) oraz partyzanckimi oddziałami Viet Congu (VC). Wielka Ofensywa TET zapoczątkowana w styczniu przez siły zbrojne Wietnamu Północnego zbiera coraz bardziej krwawe żniwo po obu stronach. Nieprzyjazny, tropikalny teren, zdeterminowany wróg korzystający często z partyzanckich metod walk: - z tym wszystkim muszą się codziennie mierzyć Amerykanie. Teren Doliny An Lao, w którym usytuowana była amerykańska baza "Betty Lou" od początku ofensywy TET jest miejscem ciężkich walk, zwłaszcza oddziałów partyzanckich Vietcongu, które przy wsparciu Wietnamu Północnego rosły w siłę i coraz odważniej atakowały siły amerykańskie oraz ważne strategicznie wioski. Gęsta tropikalna roślinność ułatwiała działania w zwalczaniu nie przyzwyczajonego do walki w takim terenie amerykańskiego okupanta. Usytuowanie bazy US Army w wąskim gardle doliny uniemożliwiało przebicie się sił zbrojnych wojsk Północy na Południe kraju. Zniecierpliwienie władz komunistycznych tym obrotem skutkowało stopniowym zwiększeniem aktywności oddziałów Viet Congu w tym rejonie. Nad bazą "Beety Lou" zawisła realna groźba frontalnego ataku ze strony oddziałów VC i NVA. Dowództwo amerykańskie bazy ogłosiło pełną mobilizację. Dodatkowo w rejonie pojawiły się amerykańskie oddziały specjalne - Zielone Berety, mające z jednej strony utrudnić działania partyzantki, z drugiej nawiązać kontakty z miejscową ludnością, których przychylność i pomoc w walce z Viet Congiem coraz bardziej była doceniona przez dowódców US Army. W tym kotle wojny tylko posępna dżungla zachowywała nieodgadniony spokój. Rosła tu od zawsze, była tu i przed Viet Congiem i Amerykanami. Nieprzyjazna, niewzruszona, karmiła się się strachem i krwią, nigdy niezaspokojona... STRONY KONFLIKTU UNITED STATES ARMY Pomimo wieloletniego wsparcia finansowego, sprzętowego i w postaci personelu rząd Wietnamu Południowego nie był w stanie oprzeć się komunistycznej inwazji z północy. Z tego powodu, mając nadzieję na szybkie rozwiązanie problemu Republiki Wietnamu, w 1965 roku prezydent Johnson zdecydował się wykorzystać potęgę lądowych sił zbrojnych USA. Od tamtej pory liczebność wojsk USA w Wietnamie stopniowo rosła, aby osiągnąć ponad pół miliona w roku 1969. NORTH VIETNAMESE ARMY - VIETCONG Spontaniczny ruch społeczny powstały w celu walki z opresyjnym rządem Wietnamu Południowego. Bez wątpienia jednak Viet Cong był inspirowany i wspierany przez rząd Hanoi. Stosując dobrze zrównoważoną politykę terroru i propagandy Viet Cong rozprzestrzenił się na całym terenie Wietnamu Południowego skutecznie utrudniając kontrolę przez wojska rządowe. Od początku swego istnienia do ofensywy TET, kiedy doszło do znacznego rozkładu struktur organizacji z powodu olbrzymich strat, Viet Cong stosował strategię wojny partyzanckiej, licząc na „zmęczenie” strony Amerykańskiej. 5 SFGA - GREEN BERETS Głównym zadaniem Zielonych Beretów w Wietnamie było doradztwo i szkolenie sił Wietnamu Południowego. Dodatkowo prowadzili oni akcje cywilne w celu uzyskania wsparcia wśród ludności zamieszkującej tereny niezurbanizowane oraz plemion górskich zamieszkujących bardziej niedostępne tereny Wietnamu Południowego. Z pomocą tych grup Zielone Berety prowadziły skuteczne akcje wojskowe przeciwko komunistom. VIETNAMESE CIVILIANS Ludność cywilna Wietnamu Południowego znalazła się między młotem a kowadłem. Pomaganie jednej ze stron stwarzało niebezpieczeństwo represji z drugiej strony. Bezstronność była niemożliwa, dlatego w wielu przypadkach ludność cywilna starała się usatysfakcjonować obie strony, co również nie gwarantowało bezpieczeństwa. W rezultacie wielu młodych ludzi decydowało się stanąć po jednej bądź po drugiej stronie barykady Szczegółowe informacje na forum zlotowym: http://www.namnroll.fora.pl/
-
@Tymbark. Ja też siedzę już trochę w ASG i jedyny moment kiedy plecak faktycznie by się przydał to był milsim TET 2 i nigdy, naprawdę nigdy więcej. Pytanie czy to co chcesz do niego włożyć faktycznie na 100% jest ci niezbędne lub czy nie możesz wsadzić sobie tego gdzieś indziej. Chorujesz na plecak, ok, naturalna kolej rzeczy. Jeśli sobie to przetłumaczysz to poczekaj, zbierz inny podstawowy sprzęt a jak już nie będziesz miał co kupić to kup plecak. Przekonasz się, że wcale na normalnych strzelankach nie jest taki przydatny, raczej przeszkadza. Jeśli sobie nie przetłumaczysz to kup Alice medium pack, wywal stelaż, doszyj szelki alice, i kawałek materiału na klapę (np z kieszeni na radio) i masz piecieszadło, które będzie Cię męczyło aż kupisz oryginał :) A druga kwestia to na jaką jednostkę się stylizujesz? Wybór plecaka zależy również od tego.
-
Dodam swoje 3 grosze. 1. Jakość nie jest porażająca tak jak stwierdził Tomcajs. Najwyraźniejszą różnicą jest to, że oryginalne TCU mają proste nogawki a w MFH zwężają się do dołu. Różnica niezauważalna. 3. Jeśli masz w planie zakup oryginalnej bluzy to weź wersję spraną. Bardzo dobrze się komponuje.
-
Do usunięcia. brat był zalogowany..... :wink:
-
Ok, nie jest bronią palną, racja. Ale czy nasz granat nie jest to "pocisk wyrzucany ręcznie, wypełniony materiałem wybuchowym, substancją dymotwórczą lub inną substancją. Granat ręczny wyposażony jest w zapalnik czasowy lub uderzeniowy." Jeśli nie to kiedy się nim stanie? Co natomiast z kierunkową miną przeciwpiechotną którą będę nazywał claymore'm dla skrócenia? Stalowy pojemnik wypełniony grochem. Jest to broń (niekoniecznie palna) czy nie jest?
-
Czyli prawdziwy granat nie jest bronią bo też nie ma lufy?
-
Otóż to. Choć co to tematu rolki to też nie jestem w pełni przekonany.
-
Nigdy nie twierdziłem, że skorupa jest lufą, w ustawie jest mowa o "elemencie ją zastępującym".W terminologii fachowej może mieć to zupełnie inną nazwę, lecz wydaje mi się, że sama nazwa nie wnosi do dyskusji zbyt wiele, tak jak to, że skorupa jest w pełni legalna. A co do mojej złej interpretacji, co konkretnie jest w niej złego? To, że skorupa nie jest lufą? Nie przypominam sobie abym mówił coś o konkretnej konstrukcji i materiałach. Ale przyznam, że ładnie wybrnąłeś. Nie ważne. Pytanie było konkretne i liczę na konkretną odpowiedź. Jedną mam.
-
Jaja? Czasami lepiej jest mieć mózg... Forum nie jest od kłótni, chociaż niektórzy lubią. Ja tego nie wiem, dlatego pytam. Jeśli skrót m.w. oznacza materiał wybuchowy to moim zdaniem jak najbardziej jest on w niej. "materiał pirotechniczny" o którym wspominasz jest materiałem wybuchowym... Czyli rozumując twoim sposobem, mogę sobie zrobić takie "coś" co dzięki popularnemu Achtung'owi będzie miotało jeden śrut z małego łożyska i nie będzie to bronią, co za tym idzie będzie legalne? Granat ręczny (ten prawdziwy) jak się go klasyfikuje, co to jest w takim razie? Bo skorupa o ile mi wiadomo nie służy do kierunkowania lotu pocisku. Co do wytrzymałości, to pozwolisz, że nie będę komentował. Jeśli ktoś miał kiedyś styczność z młotkiem lub innym narzędziem warsztatowym (nie tylko w Castoramie) to nie zadawał by takich pytań. Przemyśl o co ci chodziło w tej wypowiedzi? Jakoś sobie nie przypominam, żeby "prawdziwy" karabin potrzebował baterii lub green gas'u... Nie jesteś osobą kompetentną do oceny mojej inteligencji więc nie płyń dalej w tę stronę. Mam nadzieję, że ktoś jest w stanie rozwiać moje wątpliwości w jasny sposób ( bez: "wpisz, se w google...")
-
Jesteś tego pewien? Nie mam zamiaru podważać Twojej wypowiedzi. Jak dla mnie: petarda ewidentnie jest tym materiałem miotającym. Inna sprawa, że nie jest do tego przeznaczona w oryginale. jest nim groch. rolka po srajtaśmie itp jest elementem zastępującym lufę to chyba jasne. A co do ironii w ostatnim zdaniu to była zupełnie nie potrzebna, bo niby jak inaczej mógł by wyglądać claymore z wykorzystaniem właśnie petardy?
-
Teoretycznie: Petardę umieszczam w stalowym pojemniku, wypełniam grochem/kulkami, odpalam zapalnikiem elektrycznym. Działanie może sobie już każdy wyobrazić. I chodzi mi o to czy w myśl ustawy o broni będzie to broń. Na mój chłopski rozum, jest to jak najbardziej broń. A co za tym idzie zwykły granat ASG zasilany petardą taką bronią również będzie. Czy tak?
-
Mówię granatach napędzanych petardą. Myślę, że już po przeczytaniu samego tematu można to wywnioskować.
-
Nurtuje mnie taki temat. Przeszukałem i nie znalazłem odpowiedzi. Jak to jest z tymi naszymi granatami? Są w pełni legalne czy nie? Następnie (w sumie najważniejsze) czy claymore lub inne rzeczy (granaty, miny itd) napędzane takim sposobem będą legalne? Pytania dla mnie trudne i ważne a ktoś może zna odpowiedź.
-
wyposażenie podstawowego riflemana z operacji pustynna burza
marcu replied to Dżordż's topic in Stany Zjednoczone
Mam pytanie- kiedy wprowadzili 6c do armii? Czy w ogolę kamuflaż mitchell pattern brown był używany jako kamuflaż pustynny? -
Ilu nas jest w tym środowisku? Czy ktoś bawi się w tych "złych"? Co kręci Was w tym konflikcie, archaiczność sprzętu, większe, lecz i tak już nieduże, znaczenie ludzkiego czynnika, czy coś zupełnie innego? Czy Wasza przygoda z Nam'em ogranicza się tylko do plucia kulkami w mundurze z epoki czy przyjemnością było by też życie zbliżone do tego w fire base'ach? Jak wyobrażacie sobie imprezę w tym klimacie? Te pytania nurtują mnie już od dłuższego czasu. Temat zakładam poniekąd w celu wybadania "rynku zbytu" a typową Nam'ową imprezę. Zacznę od przedstawienia swojej grupy. Jest nas w porywach 9 (7-8 osób stale), jak w każdej grupie ludzie mają podejście bardziej "pro", inni bardziej zabawowe. Działamy od ponad roku, więc stosunkowo niedługo. Zachęcam do dzielenia się opiniami. Pozdrawiam
-
Ciekawych rzeczy można się tu nauczyć :) Po takim lądowaniu Hitler ma jeszcze szanse. Może o to chodziło. Po prostu była to lekcja historii, która w piękny sposób pokazała co by się stało gdyby amerykanom podwinęła się noga w dzień D :)
-
Miło, że tylu chętnych. Zapraszam o TU :)
-
ZnAl :P A czego się spodziewałeś? Na magnes nie reaguje.
-
Jeśli chodzi o koszta to jesteśmy jeszcze w fazie negocjacji cenowych z poszczególnymi dostawcami. Dokładny koszt podamy w najbliższym tygodniu. Mogę powiedzieć, że na 100% cena nie przekroczy 40 zł, i na 50% będzie on oscylować w granicach 25-30 zł.
-
To powinno bez ostrzeżenia wylecieć... Blaszko, Lemon kombinowaliście coś? /Cobym posta nie nabijał - po przeczytaniu poprzedniego przysłowiowe "witki" mi opadły. / Medi.
-
Nie każdy. Marines używali kamizelki m55. Nosili je praktycznie zawsze. US Army używało kamizelek m52 i m69. Tyle, że na ogół wychodząc z bazy wywalali je w pierwsze lepsze krzaki :) Tak że wzorując się na Army nie musisz nosić kamizelki. Zamiast tego dołóż 3 razy tyle i kup plecak lekki :) :) :)
-
KART M58 na replikę snajperską - mój projekt
marcu replied to Sushi.50's topic in Karabiny wyborowe - opisy i tuning
Thor_, masz rację, ale Przecież Laylax produkuje tłoki z alu bo jak inaczej wytłumaczyć wagę 23g. Można kupić płytki teflonowy, chociażby na allegro i z niej zrobić ślizgi na tłoku. A co do trzepania to nie wiem jaka uszczelka tłoka najczęściej jest wykorzystywana w prawdziwych snajperkach (oczywiście Airsoft'owych)czy tak jak w Aeg'ach czy ta czerwona od Laylax'a( niestety nie do wszystkich modeli ona się nadaje). Wykonanie takiej uszczelki w jakie wyposażone jest większość wiatrówek zminimalizuje trzepanie tłoka o głowicę cylindra. Co do samego wykonania uszczelki: http://bron.iweb.pl/viewtopic.php?t=34406 aczkolwiek ja bym dodał jeszcze rowek w odstępie ok 1,5-2 mm od brzegu uszczelki, żeby sprężone powietrze dopychało ją ścianek cylindra dla szczelności.