DrDestruktor-jak kto woli. Ja lubię dyskretną, chłodną oksydę broni i nie pomalowałbym jej za nic na świecie :) A worek jest naprawdę leciutki, można go zwinąć do wielkości piłki tenisowej i schować np. do kieszeni plecaka czy kamizelki taktycznej. Można go również mocno postrzępić, np. drobnym papierem ściernym, przez co będzie jeszcze lepiej załamywał nienaturalnie płaskie powierzchnie. Poza tym po odpowiednim rozcięciu nachodzi na ramiona, ręce oraz dłonie, a nie każdy ma taki fajny camo jak ten na Twoim zdjęciu :) Jeszcze jednym minusem farby jest konieczność przemalowania broni przy każdej poważniejszej zmianie terenu walki. Worków można zrobic trzy albo cztery, każdy na inny koloryt terenu. Ale przyznaję-kamuflaż na Twoim zdjęciu bardzo mi się spodobał, wygląda na solidne i dobre maskowanie.