-
Posts
152 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by KubaJozefek
-
"Caen 1944" - Raszówka k. Legnicy, 18 kwietnia 2026 r.
KubaJozefek replied to Mati86's topic in Imprezy ASH
Jak Domino wspomniał, Villiers-Bocage brzmi fajnie, ale też Akwizgran jest świetnym pomysłem na grę (mimo, że to amerykański Stalingrad to myślę że jakieś elementy wojsk brytyjskich można by dodać jak np elementy korpusu inżynierów czy wojsk pancernych). -
"Caen 1944" - Raszówka k. Legnicy, 18 kwietnia 2026 r.
KubaJozefek replied to Mati86's topic in Imprezy ASH
Można iść w kierunku bitwy pod Falaise. Dzięki temu obie strony mogą atakować i bronić się w ciągu całej imprezy. -
Jako były rekon i właściciel szpeju US, mogę powiedział, że chodzenie w koszuli M37 i kurtce M41 wcale nie jest takie nieprzyjemne. Polecałbym zakup takiego zestawu lub dla zmniejszenia kosztów tylko kurtkę M41 lub samą koszulę. Jedyny problem z koszulą M37 jest taki, że gryzie. Ja nie miałem takiego problemu, bo moja przed zakupem była zmiękczoną w pralce ale inne mogą gryźć. Można to poniekąd rozwiązać ubierając pod zwykły t-shirt.
-
Nie wiem jak wygląda kwestia wynajmu, ale fajnie się grało na imprezie Dominika zorganizowanej w Pstrokonie, koło Zduńskiej Woli. Wiem, że to nie teren kolegów z Małopolskiego ASH, choć można by tam zrobić grę w weekend i myślę że kosztowo i terminowo mogło by być to lepsze. Najlepiej jakby się wypowiedział @Domin007 jak to wyglądało na jego imprezie.
-
Jeśli potrzebujecie zdjęcia szpeju, to możecie luknąć na focie z imprezy "Linia Gotów - Ankona 1944".
-
"Bolimów 1915" - Borzewisko k. Sieradza, 7 grudnia 2024 r.
KubaJozefek replied to Domin007's topic in Imprezy ASH
@Domin007jeśli pojadę to myślę że tak, jako Franz. -
Czołem kompania! Zwykle się nie udzielam tutaj, bo i czasu na jeżdżenie na ASH nie ma tyle co kiedyś, ale tym razem się udało. Na evencie byłem zastępcą @Wade1051, biorąc na siebie dowodzenie drugim plutonem. Współpraca była bardzo owocna, bez kwasów i bardzo sobie ją chwalę. Jeśli chodzi o truposzmaty, to sam jestem winny, że swojej zapomniałem. Dlatego postępowałem zgodnie z zasadą, że jak dostałem to głośny krzyk "dostałem", ręce do góry a czasem nawet karabin do góry. Dawało to pożądany efekt, bo może tylko raz oberwałem będąc rannym. W kwestiach ogólnych to nie mam zastrzeżeń. Ludzie w miarę się słuchali rozkazów, nie było ich kwestionowania czy grymaszenia. Nie było też ociągania się z wymarszem, atakiem czy innymi działaniami. Albo jeśli były to nie zauważyłem tegoż. Bardzo pilnowałem, by ludzie się nawadniali. Zbyt dużo razy widziałem skutki odwodnienia na eventach i starałem się by w przerwach, czy na spawnie gracze przy mnie, wyciągali manierki i pili wodę. Co do samego przebiegu gry. Szanuję wynajęcie busa, widząc jak długo jechaliśmy, to byłby spory kawałek do przejścia, szczególnie w taki upał. Faza I: Tutaj zaczęliśmy bardzo ostrożnie. Może nawet za ostrożnie. Został wysłany zwiad, po czym za zwiadem poszedł jeszcze jeden gracz a dopiero za nim reszta oddziału. Zwiad dość szybko zepchnął czujki niemieckie. Pewnie też dlatego udało się uniknąć zasadzki, jeśli takowa się szykowała. Po wypchnięciu przeciwnika, przyszedł czas aby zaatakować same lotnisko Viterbo. No i tutaj było pierwsze zaskoczenie. Ze względu na łatwe zepchnięcie czujek, chyba zbyt pewnie się poczuliśmy, bo zaatakowaliśmy wzdłuż drogi, z lewej i prawej strony. Skończyło się to katastrofą i atak był kompletnie nieudany. Po przegrupowaniu, doszliśmy do wniosku, że atak z lewej jest niewykonalny. Były tam umocnienia polowe i najpewniej ustawiony MG42, choć słyszeliśmy go z rzadka. Drugi atak był nieco inny. Z lewej strony zaatakował dowódca @Wade1051, z mniejszymi siłami jako wabik, natomiast ja z resztą, poszliśmy szeroką ławą, bardzo szeroką ławą z prawej, prawie wchodząc na okoliczne wzgórza. Dochodząc do wzniesienia, wykonaliśmy skręt o 90 stopni w lewo po czym nastąpił gwałtowny atak. Możliwe, że miałem mylne wrażenie, ale albo poszło nam tak dobrze, albo Niemcy wycofali część sił, bo dosłownie zmietliśmy przeciwnika z planszy. Poszło nadzwyczaj dobrze, także po oczyszczeniu umocnień z przed lotniska zaatakowaliśmy samo Viterbo. Zaatakowaliśmy to raczej złe słowo, bo po prostu weszliśmy bez oporu na płytę lotniska. Opór był słaby, raczej pojedynczy niemiaszkowie ostrzeliwali się, także problemów tutaj nie było. Potem nadszedł kontratak, ale też odniosłem wrażenie, że @Lukas42albo większość sił wycofał na następne pozycje, albo nie skoordynował ataku. W każdym razie, nie mając już praktycznie amunicji (obsługujący BARa miał tylko 5 kulek w ostatnim magu), udało się 10 min utrzymać lotnisko, mimo posiadania połowy sił. Po utrzymaniu celu, nastąpiło przegrupowanie aby pomóc naszym kochanym Herbatnikom zająć wzgórze. Była to ironia sama w sobie, bo na początku, dostaliśmy przez radio od nich info, że nie mają spacerek bez żadnego kontaktu, a potem okazało się, że są pod ciężkim ostrzałem i potrzebują pomocy. Nastąpił wymarsz do miejsca zaznaczonego krzyżem na mapie, po czym wyruszyliśmy w stronę wzgórza 173. Wychodząc na tyły niemieckie dokonaliśmy gwałtownego i zaskakującego ataku, co skończyło się masakrą przeciwnika, przy małych stratach naszych. I tutaj kolejny raz sodówa uderzyła do głowy, bo choć zdobyliśmy umocnienia, to dobrze się nie okopaliśmy i w kontrataku Niemcy przetrzebili nas jak ser szwajcarski. Jeden Niemiec, dosłownie jeden z mauserem, sprzątnął paru z nas w kilka minut. Także tutaj się nie popisaliśmy. Uratowało nas niemieckie dowództwo, które postanowiło wycofać swoich ludzi. Gdybyśmy uderzyli wcześniej, a przeciwnik miał więcej czasu, to można by było z naszych trupów robić nowe sandbagi. Także sprzyjało nam to, że zbliżał się czas na II Fazę. Faza II: Coś co zaczęło się jak stara dobra wojna manewrowa, skończyło się w zasadzie jak wielka wojna. Choć bardziej bym to określił jak wojna na wyniszczenie. Ciężko inaczej określić atak aliancki, kontratak niemiecki, kolejny atak aliancki i tak dalej. Plany były, taktyka była, działania w polu też były. Choć na każdy nasz sukces Niemcy odpowiadali silnym kontratakiem spychając nas prawie że na pozycje wyjściowe. U mnie frustracja się nasilała, ale tylko ze względu na replikę, która odmawiała posłuszeństwa. Ludzie dwoili się i troili, byle tylko wykonać cel. Niestety, zabrakło u nas koordynacji oddziałów. Mimo posiadania radia, nie było komunikacji żeby jakoś to zgrać i wyprzeć wurstżerców na ich pozycje wyjściowe. W tym miejscu, zmęczenie i irytacja dały o sobie znać, bo właśnie pod koniec drugiej fazy, było najwięcej narzekań na terminatorkę, nie wyciągania szmat etc. Ciężko mi opisać, co się działo w czasie tej fazy gry, bo był duży chaos. W pewnym momencie zaproponowałem, skoro Niemcy bronią środka, bunkra i atakują wzgórze, to czy nie zaatakować wzdłuż drogi siłami US. Atak był zaskoczeniem, tylko nie daliśmy znać Herbaciarzom, że przystępujemy do szturmu, dlatego doszło do krwawej wymiany ognia, gdzie oba oddziały: aliancki i niemiecki w zasadzie wybiły się do nogi. Mimo wyparcia w końcu Niemców z umocnień, nie udało się zdobyć portu. W tym miejscu zaznaczę, że nie miało znaczenia ile było PMów na stronę, ile MGiet czy 4taktów. Rzeź była równomierna po obu stronach, także jeden PM więcej czy mniej nie zrobiłby tutaj różnicy. I mówię tutaj jako fetyszysta 4taktów, także możecie brać moje słowa na wiarę. Ogólnie, to jestem zadowolony z gry (byłbym bardziej gdyby nie moja replika), mogłem wbić się w szpej, pokrzyczeć na żołnierzy (ashowcy to zwierzęta także trzeba ich trzymać krótko) i pobiegać po lesie przy akompaniamencie bzyczących kuleczek. Jak tylko czas pozwoli to będę zjawiał się częściej na eventach. Z tego miejsca chciałbym podziękować wszystkim za przybycie i za grę. Dobrze było znowu Was zobaczyć i pograć z Wami. PS. Miałem tylko kilka zdań napisać a znowu wyszła ściana tekstu.
-
Witam, sprzedam cały szpej piechociarza US. W skład zestawu wchodzą: hełm powojenny M1 kurtka M41 (obszywana na 2 dywizję piechoty) koszula M41 (nie gryzie!) pas M36 3x ładownice riggerskie pouch na bandaż pouch na kompas szelki spodnie M41 z pasem spodnie HBT buty service shoes haversack M1928 saperka manierka i menażka z pokrowcem (pokrowiec powojenny, reprodukcja uszkodzona ale mogę dorzucić) M1 Garand (G&G) z pasem z 6 magazynkami Możliwe że coś zapomniałem, ale jak coś znajdę to pójdzie to w zestawie. Nie sprzedaje osobno. Za wszystko chciałbym 1,2k PLN ale dla ASHowców można zejść z ceny. Zależy mi żeby się pozbyć tego bo planuję sylwetkę UK. Zdjęcia mogę rzucić jak ktoś chce
-
"PACYFIK! TARAWA!" - Pstrokonie k. Zduńskiej Woli, 8 VI 2024 r.
KubaJozefek replied to Mekar's topic in Imprezy ASH
Nie rozumiem gdzie jest problem? Zakładasz koszulę, spodnie hbt i jak masz kurtkę hbt i szlus. Po co psuć klimat mundurem szpadackim to nie mam pojęcia. -
Chciałbym podziękować wszystkim za świetną grę, klimat i imersję frontu wschodniego wielkiej wojny. Stylizacja była na wspaniałym poziomie, co mnie zaskoczyło w pozytywnym znaczeniu. O dziwo, prócz walki było dużo innych aktywności: trochę bazgrałem po mapie, wydawałem listy czy żołd, była kontrola terenu/perymetru, rozmawianie z oficerem strony przeciwnej czy targowanie się z Panem Goldbergiem (wyszło tak realistycznie, że poczułem powiew talmudu). Sama walka też była bardzo dynamiczna, bardzo bezpieczna (!) co samo w sobie jest ewenementem w świecie asg, a ludzie naprawdę się starali. Także w mojej ocenie było 10/10, polecam allegrowicza.
-
"Market Garden 1944" - Ścinawa nad Odrą, 20 kwietnia 2024 r.
KubaJozefek replied to Mati86's topic in Imprezy ASH
Witam, czy są zdjęcia lokacji? Jak ona wygląda (ale nie z mapa tylko na miejscu). Czy byłaby też opcja zobaczyć już na mapie obszar gry? -
Ze swojej strony chciałbym podziękować Dominikowi i Robertowi za organizację imprezy. Bawiłem się świetnie. No i oczywiście każdemu uczestnikowi z osobna, za przyjazd, za szpej (poziom rośnie z gry na grę co cieszy serduszko niegdysiejszego rekona) i za praktycznie brak kwasów. Obyśmy się zobaczyli na następnej grze!
-
Raport z walk na linii Mareth. Dowodzący naszymi siłami Leutnant Loperenco, podzielił nasze siły na dwa oddziały, odpowiednio N1 oraz N2. Początkowo Leutnant chciał dowodzić całością oraz osobiście oddziałem N1, jednakże po zastanowieniu, powierzył mi pieczę nad odziałem N1. Naszym zadaniem było utrzymanie ufortyfikowanej linii, zwanej linią Mareth. Chroniła nas ona od południa przed nieprzyjacielem. Prócz umocnień stałych i polowych, czy zasieków, broniły nas również pola minowe. Choć nie z początku. Przez chaos w sztabie, okazało się szybko, iż pionierzy nie zdążyli położyć min, a jedynie ustawili tabliczki ostrzegawcze. Nasze pozycje zostały nagle zaatakowane przez straż przednią VIII Armii brytyjskiej. Gdy tylko nasi ludzie załadowali magazynki i ustawili się na pozycje, nadciągnęli żołnierze brytyjscy. Lewa flanka była osłaniana przez podmokłe tereny oraz ustawiony nieopodal bunkier. W bunkrze tym znajdował się Schütze Seph z karabinem maszynowym MG42, wraz ze swoim ładowniczym Antonem. Środek pozycji broniły dwa prowizoryczne bunkry ze strzelcami uzbrojonymi w karabiny powtarzalne oraz pistolety maszynowe. Prawą flankę zamykali włoscy sojusznicy, pod dowództwem kapitana. Mieli za osłonę okopy oraz niewielkie oazy z palmami. Brytyjscy żołnierze zaatakowali szybko naszą lewą flankę. Walki trwały krótko. Ponieśliśmy nieznaczne straty. Po krótkim czasie natarcie brytyjskie przeniosło się na środek oraz prawą flankę. Lewa flanka również była mocno naciskana przez wroga. Straty rosły w szybkim tempie. Leutnant Loperenco krążył po polu bitwy, starając się ustabilizować front. Gdy walki na chwilę ustały, dowiedziałem od Leutnanta, iż nie udało się położyć min. Dlatego otrzymałem rozkaz, aby przedostać się do włoskich sojuszników na prawej flance i wraz z nimi, oraz częścią naszych sił, rozpocząć kombinowane natarcie z dwóch kierunków: lewego oraz prawego. Po jakimś czasie dołączyli do nas strzelcy broniący środkowego sektora. Cel operacji miał na celu wypchnięcie awangardy przeciwnika aby dać czas pionierom, którym przewodził Joachim, do położenia min. Po usłyszeniu gwizdka ruszyliśmy naprzód. Brytyjczycy, okopani, strzelali w naszych nacierających ludzi. Straty rosły. Na szczęście włoski paramedico, uwijał się jak w ukropie aby nas uleczyć, aby można było kontynuować natarcie. Mieliśmy szczęście, gdyż Brytyjczycy ponieśli wcześniej poważne straty i nasz atak zakończył się sukcesem. Po założeniu min i odparciu nieskoordynowanego kontrnatarcia brytyjskiego, na dźwięk gwizdka wycofaliśmy się na pozycje wyjściowe. Później doszło do kolejnych brytyjskich ataków. Zaczynała kończyć się nam amunicja. Leutnant odesłał Włochów do oddziału N2 aby razem przeprowadzili natarcie na pozycje Amerykanów. Wykorzystali to Brytyjczycy i przebili się na naszej prawej flance. Więcej sił nieprzyjaciela zaczęło wbijać się w nasze pozycje. Próbowałem ze swoimi ludźmi zaatakować od strony oazy na prawej flance, korzystając z zasłony dymnej. Początkowy atak szedł bardzo sprawnie, niestety dostaliśmy się pod ogień nadciągających posiłków brytyjskich. Wycofaliśmy się ze stratami w kierunku sztabu, po czym doszły nas dźwięki eksplozji. To Brytyjczycy używali ładunków wybuchowych do niszczenia naszych umocnień. Po tych wydarzeniach Leutnant wydał rozkaz: skracamy front, bronimy się na nowych pozycjach. Zaczęliśmy kopać nowe pozycje obronne. Mieliśmy kupić czas, aby oddział N2, wzmocniony posiłkami włoskimi, wypchnął Amerykanów. Dałoby nam to możliwość przenieść sztab dalej od brytyjskich pozycji. Broniliśmy się dzielnie zadając nieprzyjacielowi straty, jednakże ponosiliśmy również wysokie. Do tego kończyła się szybko amunicja. Zaczęliśmy liczyć każdy strzał. Gdy natarcie oddziału N2 przebiegał zgodnie z planem, rozpoczęła się ewakuacja sztabu. Następnie Leutnant cofał ludzi z N1 do wsparcia natarcia N2. Ja otrzymałem rozkaz pozostania w ariergardzie i powstrzymywania Brytyjczyków jak najdłużej się da. Poświęcenie ariergardy nie poszło na marne, gdyż naszym oddziałom udało się przebić z okrążenia. Niestety wielu z naszych ludzi dostało się do niewoli, a Brytyjczycy i Amerykanie zajęli linię Mareth. Obergefreiter Otto, 5. Panzerarmee, Heeresgruppe Afrika Marzec 1943
-
Szukam namiary na mausera od boys'a. Może być bez łusek. Może być uszkodzony.
-
Było już wczesniej moje podziękowanie, to może się znajdzie miejsce też na podsumowanie. Na początku chciałem przeprosić od siebie za kilka kwestii: - w stosunku do @DBWReserve za opryskliwą odpowiedź przed początkiem gry. Przepraszam Cię za to. - że nie poczekałem do końca gry i nie pomogłem w przenoszeniu rzeczy (musiałem się spieszyć załatwić pewne sprawy w domu) - no i że moje oficerowanie pozostawiało wiele do życzenia (w tym dość cringowa przemowa na początku, postaram się następnym razem lepiej) - że nie znałem lepiej niemieckiego Leżało mi to na sercu więc chciałem to z siebie wyrzucić. Czas na podsumowanie co wyszło a co nie: Co do plusów 1) Świetny teren, choć był dość mały. Dobrze by było znaleźć rozleglejszy aby nie musieć się przenosić na inny odcinek. 2) Używanie arty z różnego rodzaju pociskami. 3) Limity FPS - tutaj wielki plus. Na imprezie dostałem w zęby. Moja wina bo się szczerzyłem, choć miałem czerwoną szmatę także starajcie się nie strzelać wtedy. Mimo wszystko, nic mi się nie stało. Oznacza to, że limity ustalone na Wielką Wojnę są bardzo bezpieczne i dobrze przemyślane. 4) Wstawki LARPowe jak kolędy, gra w piłkę czy ogólne pojednanie między stronami. Jak dla mnie, wprowadzanie LARPów czy ich elementów na nasze gry będzie bardziej na plus. 5) Rozkazy z dowództwa jak: ten zdezerterował albo ten ma chorobę weneryczną (choć nadal mnie dziwi jak ktoś mógł uznać że ja zdezerterowałem. JA! Wyobrażacie sobie?! Niebywałe). 6) Funkcja sierżanta - to też świetny element, za co chciałem podziękować @Michael Knochman (Michałowi) za świetne wczucie się w podoficera. 7) Wyszpejowanie ludzi - nic dodać nic ująć, ludzie przygotowali się na medal. Co nie pykło 1) Repliki - tutaj to nie wina ani orgów ani graczy. Po prostu złośliwość rzeczy martwych i niska temperatura. Jednak wolę gry w cieplejszym okresie. No i musimy zadbać o te repliki, bo psuły się niemiłosiernie. 2) Drut kolczasty - Panowie orgowie, nie. Po prostu nie. Rozumiem chęć realizmu, ale to krok w złym kierunku. Za duże niebezpieczeństwo jednak. Sznur jutowy wystarczał jak najbardziej. 3) Rozkazy z dowództwa - tutaj mowa o ograniczeniu kiedy atakujemy a kiedy się bronimy. Były momenty jak widzę: kurde, kilku brytoli padło, świetny moment na kontratak! Ale nie, nie wolno, czekamy na rozkaz. 4) Teren - był świetny, tylko np. z naszej strony nie było możliwości wejść na górę po lewej, gdzie siedzieli strzelcy entanty. Nie z tym śniegiem, nie w takich butach. To było zbyt niebezpieczne dla nas. Ludzie się tam mało nie połamali. Jak widać, jest więcej plusów niż minusów, także to już o czymś świadczy. Na sam koniec chciałem podziękować jeszcze raz wszystkim uczestnikom, organizatorom, i chciałbym się z Wami zobaczyć na następnej grze WW1. To była moja pierwsza i z tego co przeżyłem, nie będzie ostatnia. Odmeldowuje się.