-
Posts
53 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Loperenco
-
"Dom Pawłowa - Stalingrad 1942" - Raszówka, 22 lutego 2025 r.
Loperenco replied to Mati86's topic in Imprezy ASH
Czołem! Bitewny kurz opadł, zmęczenie puściło, zakwasy przestały dokuczać więc można przystąpić do podsumowania. Zdecydowanie chylę czoła przed organizatorem, wielkie brawa należą się dla @Mati86. Chciałbym podkreślić, że Mati był ze mną w kontakcie na długo przed rozpoczęciem gry, informował mnie na bieżąco o zadaniach, dodatkowych ważnych sprawach, niuansach terenowych etc. Znalazł i przygotował świetny teren, scenariusz i zadania dobrane perfekcyjnie pod kątem tego co teren oferował - jestem mega zadowolony z poziomu zorganizowania imprezy. Doceńcie że Mati również nagrał filmiki o terenie przed grą - kto chciał mógł się zapoznać by nie jechać 'na ślepo' plus każdy gracz dostał mapkę z przypomnieniem zasad co też mega się chwali. Na duży plus fakt że grało piro, co jako strona atakująca skrzętnie wykorzystaliśmy, i muszę przyznać że nie raz i nie dwa te granaty zrobiły robotę, tak samo jak dym podczas zdobywania sztandaru. Mechanika rozkazów prosta i przejrzysta, same rozkazy napisane prosto acz dosadnie - nie było mowy o żadnej pomyłce. Zdecydowanie warto było jechać te niemal 500km w jedną stronę :) Także jeszcze raz dziękuję za mega grę! Teraz podsumowanie samej rozgrywki: Z 23 zapisanych doświadczyliśmy aż 5 strat przedbitewnych, czego się jednak spodziewaliśmy - 18 osób dało jednak w miarę zbalansowane drużyny. Po krótkiej odprawie wymaszerowaliśmy na początkowego respa gdzie wydaliśmy pierwsze granaty i zrobiłem odprawę dla naszej strony, dzieląc tym samym oddział na mniejsze drużyny złożone ze znanych sobie graczy plus KM i snajper jako lotne wsparcie. Podejście to wielokrotnie później zaprocentowało z czego byłem bardzo zadowolony. Pierwszym celem było zdobycie parowozowni, a ze względu na to iż zaraz potem mieliśmy zdobywać dworzec a czas nas gonił, zdecydowałem na gwałtowny i nieustający szturm. Zaowocowało to niemal błyskawicznym zdobyciem parowozowni, a KM skutecznie odcinał sowietów od wsparcia z respa. Już przy pierwszych budynkach granaty zostały użyte z powodzeniem. Po zdobyciu parowozowni uderzyliśmy na dworzec - tutaj natrafiliśmy na zaciekły opór sowietów, jednak żołnierze szybko zaczęli przenikać do budynku oknami czy piwnicą, uprzednio czyszcząc pomieszczenia - znów - granatami. Byłem bardzo zadowolony ze zgrania podkomendnych jak i ich zaciekłości i wysokiego morale, w konsekwencji których dworzec padł kończąc pierwsze zadanie. Po krótkiej pauzie rozdzieliłem oddział - jedna grupa miała opanować linię kolejową, a dwie pozostałe szukać i zdobyć bunkier południowy. Ta faza cechowała się względnym spokojem na odcinku torów w porównianiu z intensywną batalią o bunkier który został jednak zajęty gwałtownym szturmem, wieńcząc i to, trzydziestominutowe zadanie. Przy trzecim zadaniu zdecydowałem znów o położeniu schwerpunktu na jeden z bunkrów (3B) a potem zrolowanie linii umocnień sowieckich w kierunku na bunkier na wzgórzu (3A). Plan powiódł się i oba bunkry szybko dostały się w nasze ręce, mimo początkowo zaciekłego sowieckiego oporu. Czwarte zadanie rozpoczęliśmy po podciągnięciu respa na nowy punkt i wyprowadzeniu ataku na silos (4A) który szybko wpadł w nasze ręce. Nastąpiło potem jedno z najcięższych zadań które wyhamowało impet natarcia. W mojej ocenie to właśnie szpital spełnił rolę domu Pawłowa - próbowaliśmy ataków z różnych kierunków, jednak warunki dla obrońców były lepiej niż znakomite. Mimo to, do budynku przedostało się wielu żołnierzy i wyczyściło parter, jednak piętro pozostawało w rękach sowieckich, a jedyna klatka schodowa była pod ciągłym ostrzałem nie tylko obrońców z piętra, ale także posiłków nadchodzących od strony Wołgi. W trakcie tych walk, tymczasowo został przejęty właściwy budnek domu Pawłowa. Zadanie to zwieńczyło wysadzenie piętra. Naszym kolejnym celem było zdobycie sztandaru wroga, zatkniętego między budynkami szpitala i domu handlowego. Dystans był nieduży, wobec czego wyprowadziliśmy gwałtowne uderzenie, które mimo początkowo dużych strat, dzięki zgraniu zespołu i umiejętnym wykorzystaniu zasłony dymnej pozwoliło na przejęcie sztandaru. Osobiście nie miałem okazji zobaczyć momentu przejęcia flagi gdyż sam poniewczasie poległem wspierając natarcie, ale zdjęcie gdzie dumny @Seph niesie zdobytą chorągiew mówi samo za siebie. Po krótkiej reorganizacji i dostarczeniu sztandaru na własny punkt, wyprowadziliśmy atak oskrzydlający na dom Pawłowa, co uchwycił Mati na filmie zamieszczonym na uprzednio wspomnianej stronie FB. Byłem dumny widząc jak zaciekle nasz oddział walczy o ten budynek i stopniowo go przejmuje. Było dużo używania granatów, walki z bliska a nawet walki wręcz. Mimo zaciekłej obrony piętro jednak padło szybciej niż przewidywałem co pozwoliło nam tryumfalnie wywiesić własny sztandar zwycięstwa na tym punkcie oporu. Widczonie sowieci po zobaczeniu naszej flagi wpadli w furię gdyż wyprowadzili szereg potężnych kontrataków podczas których ponieśliśmy olbrzymie straty. Walka znów stała się dramatyczna gdyż mimo oporu sowieci podeszli pod klatkę lecz i tam zostali finalnie odparci po tym jak ich dowódca został bezpardonowo zabity bagnetem. W tym momencie również napłynęła fala posiłków i umocniła naszą pozycję, która trzymała się dzielnie już do samego końca. ~~~ Dziękuję raz jeszcze wszystkim żołnierzom niemickim. Daliście niesamowity popis zgrania, zawziętości, wytrwałości i karności. To była przyjemność dowodzić na tej rozgrywce, dzięki Wam wszystkie te cele udało się zrealizować tak jak zaplanowałem przed grą. Dziękuję stronie sowieckiej za twardy i dzielny opór, za liczne manewry flankujące, kontrataki na ura, za bój do upadłego. Dodawało to klimatu! Poniżej zaledwie kilka fotek, jednak oddających ducha tej imprezy. https://photos.app.goo.gl/F5uBCfYzXJgnD9hM8 Do następnego! -
Alianci: 1. Domino, oficer, GB 2. Cortes, GB 3. Dzida, GB 4. Filip, US 5. Jogurt, US 6. Mikas, US 7. Bazyli, GB 8. MiśQ, saper, US 9. Octan, sanitariusz, GB 10. Dogee, snajper, GB 11. Poznaniak, US 12. Vlad GB 13. Arkusz, GB 14. Zee, sanitariusz, US 15. Klaudiusz, GB 16. Cactus Jack, GB 17. Daro, US 18. Dżordan, US 19. Gonzo, US Oś: 1. Hydra, saper, SS 2. Ryba, WH 3. Meister, amunicyjny, WH 4. Baldini, Volkssturm 5. Bradley, sanitariusz, WH 6. Anatol, oficer/dowódca, WH 7. Jurgen, podoficer, WH 8. Mikołaj, kaemista, WH 9. Thomas, strzelec (radio), WH 10. Bartoromeo, strzelec, WH 11. Michał, strzelec, WH 12. Rudi, strzelec, WH 13. Seph, kaemista lub radiooperator, WH 14. XrayPl, sanitariusz, WH 15. Loperenco, oficer, WH
-
"Linia Gotów - Ankona 1944" - Julianówka k. Mińska Maz., 7 września 2024 r.
Loperenco replied to Vlad's topic in Imprezy ASH
Czołem! Wróciłem z gór więc mam czas na spokojnie dodać swoje przemyślenia. Odnośnie fazy nocnej: Nasz oddział został podzielony na dwa mniejsze i celem było najpierw znalezienie się a później odnalezienie skrzynki, przetransportowanie jej w wyznaczone miejsce i ewakuacja do Julianówki. O ile pierwszy etap udało się wykonać (choć nie bez problemów bo było naprawdę mega ciemno) to samo poszukiwanie skrzynki dobrze opisał @Seph. Byliśmy idealnie w wyznaczonym miejscu i zgodnie z zapowiedzią spodziewałem się że zobaczymy chociażby lekką poświatę lightsticków - w takiej ciemnicy najmniejsza cząstka światła byłaby mega widoczna. Jeśli jednak skrzynka była ukryta w parowie... no nie było szans. Szczególnie przez gęste krzaki w tamtym miejscu. Jak się okazało, szybko skończył się czas, a szkoda bo scenariusz naprawdę miał potencjał, gdybyśmy tylko tę skrzynkę mogli odnaleźć, to myślę że dalej doszłoby do ciekawej wymiany ognia z aliantami. Natomiast dziękuję uczestnikom za fajne ognicho, integracja tego typu zawsze na propsie :) Odnośnie fazy dziennej: Etap I został przedstawiony mi i Lukasowi bardzo jasno. Strona niemiecka miała nie dopuścić do zajęcia wszystkich trzech punktów. Logicznie, znaczy to tyle, iż jeśli którykolwiek, nawet jeden punkt pozostanie w naszych rękach, to oznacza nasze zwycięstwo w tym etapie - nie daliśmy przeciwnikowi zrealizować zadań. Dlatego dysktuowałem o celach bardzo jasno z @Vlad na mailu żeby mieć klarowność. Dlaczego tak mi zależało na zupełnej jasności? Otóż musieliśmy po prostu przygotować strategię i trzymać się jej od początku do końca, a to można zrobić tylko znając cele etapu. Tutaj pozwolę sobie na dalszy opis sytuacji - Do obrony mieliśmy początkowo wzgórze 162 którego bronił oddział Grossdeutschland pod moją komendą przez siłami brytyjskimi oraz lotniska Viterbo którego bronił oddział Lukasa przez siłami amerykańskimi. Potem, w zależności od rozwoju sytuacji, można było się wycofać do wzgórza 173 i tam bronić się na przykład skonsolidowanymi siłami. Stanowczo zaznaczę w tym momencie, iż mimo ciekawych (oskrzydlających) i zażartych ataków herbaciarzy, nasz punkt utrzymywał się w bardzo dobrej pozycji, z pełnym zapasem amunicji a nawet siłami zdolnymi do kontrataków (gdyby były potrzebne) lub najzwyklejszego wycofania się celem przegrupowania. Lecz wobec jasno postawionego celu - utrzymania chociaż jednego punktu, zdecydowałem się nie wspomagać obrony pkt 173 z tego właśnie względu (mimo to i tak wysłaliśmy jako łącznika sapera Joachima który pomógł w okopywaniu). Gdybym miał świadomość np. tego że mam nie dać się okrążyć, to w momencie wycofania się spod Viterbo, my również po prostu byśmy dołączyli do obrony pkt 173. Cały powyższy opis jest odniesieniem do klarownego wyznaczenia celów WSZYSTKIM walczącym stronom. W 100% zgadzam się co do opiniii @Wade1051 w tej kwestii. Każda strona przyjeżdża grać by wygrać, i jest to po prostu motywacja do efektywnego działania. Co do samego przebiegu walk w Etapie I - Po dotarciu na pozycje i zorientowaniu się w terenie, natychmiast wyznaczyłem pozycje do okopania się, wydałem też jasne polecenia poszczególnym żołnierzom, rozstawiając czujki zarówno z przodu jak i po boku. Plan ten spracował wyśmienicie i mimo małej ilości czasu pozycje były gotowe do walki zgodnie z gwizdkiem, choć wiadomo że skoro Brytyjczycy nie atakowali od razu to pozycje polepszały się dodatkowo z każdą upływającą minutą. W pewnym momencie nasze czujki wdały się w kontakt ze zwiadowcami brytyjskimi, a niedługo po tych zdarzeniach odpieraliśmy już skoordynowany atak frontalny i flankujący. Dynamiczność w obronie i okopy 360 stopni pozwoliły jednak ów atak odeprzeć, jak i kolejne, które następowały a to frontem a to flanką po całości. W końcowym etapie walki oddział brytyjski atakował nas zupełnie od pleców czego przyznam że się nie spodziewaliśmy w tamtym momencie, ale dzięki szybkiej reakcji oraz wyjściu na plecy Brytyjczyków dalekich czujek w postaci Shizu i Kurta, a także (a jakże) zaporowego ognia mg @Seph, i ten atak został odparty. Tak skończył się dla nas bój o Etap I. Gratuluję oddziałowi Grossdeutschland za karność i dyscyplinę jakiej od Was wymagałem a jaką każdy z Was bez wyjątku się wykazał. Czy to wykonywanie moich rozkazów co do joty, czy ofiarne kopanie okopów w tej temperaturze - chapeu bas! Po raz kolejny wykazaliście się daleko idącym profesjonalizmem. Jestem dumny mogąc dowodzić tak zgraną bandą :) Gratuluję oddziałowi @Lukas42 jako że teren Viterbo był wyjątkowo trudny do obrony a jednak, zgodnie z zaleceniami, prowadzili tam działania opóźniające godzinę i piętnaście minut. To o wiele dłużej niż zakładałem - i to tylko ze względu na utrudniony teren. Jak widać żołnierze niemieccy po raz kolejny stawili twardy opór, to się bardzo ceni! W tym etapie jako że kontakt mieliśmy tylko z Brytyjczykami - dziękuję Wam za zajadłe ataki i wszelkie kombinacje, obchodzenie pozycji. Gra nie była nudna, było czuć zażartość i zdecydowanie, tego nam trzeba :) Jednak nie mogę nie nadmienić sytuacji o straceniu skrzynki amunicyjnej w ataku, przyznam że tego się nie spodziewaliśmy zyskać! :D Etap II był niesamowicie dynamiczny od samego początku. Oddział GD bronił podejścia pod port Ankona a oddział Lukasa wzgórz M Torto. Już w pierwszych minutach zostaliśmy zaatakowani przez skoordynowane siły alianckie. O ile oddział GD utrzymał pozycje, znów dzięki porządnym okopom, to oddział Lukasa powoli był wypierany ze wzgórz. W tym etapie sam wspomagałem w walce utrzymanie M Torto by dać czas martwym na powrót. Zasadnicza koncepcja tej rozgrywki była prosta - nie dać aliantom zdobyć Portu Ankona. Pozycje które wyznaczyliśmy wraz z Lukasem były pozycjami z których mogliśmy bezpiecznie się cofać w miarę ataków aliantów i konsolidować obronę na krótszym odcinku frontu. Taktyka ta znowu dała owoce - atak aliantów grzęzły na wzgórzach gdzie byli cały czas wiązani walką, przez co nie mogli przekierować całości sił do szturmu na port. Pozycje GD w skutek skoordynowanych ataków również zostały dwa razy zdobyte, lecz oddział po wycofaniu się i odtworzeniu, wykonywał kontrataki na swoje dawne pozycje co znowuż odpychało wroga od portu. Szczególne uznanie w tym etapie za waleczność należą się dla @ashigara za olbrzymią werwę w walce i zdecydowane działanie. Ostatecznie, zostaliśmy wyparci pod sam koniec wyznaczonego czasu obrony już pod ostatnie linie obrony w porcie, jednak alianci nie zdołali nas pokonać i nie zdołali zająć portu. Tak skończył się dla nas bój o Etap II. Ogólne uwagi: Denerwuje mnie fakt że znowu mierzymy się z faktem trupszmat. Powiem krótko: wszystkim orgom zalecam sprawdzanie w momencie odhaczania się na liście na imprezie czy (i gdzie) dany człowiek ma trupszmatę. Powinna być cała (nie urywek), wściekle pomarańczowa i łatwo dostępna (kieszeń/chlebak). Każdy powinien móc ją szybko wyciągnąć. Jeśli delikwent takowej nie posiada - do zakupu u orga za przysłowiową dyszkę. Przypominam że po trafieniu leżymy 5 minut oczekując na medyka. Byłem świadkiem że nie wszyscy się do tego stosowali. Natomiast na własne oczy żadnej terminatorki nie widziałem, jednak pamiętajcie że to jest gra która dosłownie zależy od fair play jak żadna inna - inaczej nie ma sensu. Nasz saper nie otrzymał ani wyposażenia ani przeszkolenia - ta rola zupełnie u nas nie zagrała. Na Węgierskiej Górce z kolei saper miał dużo roboty i to fajnie tam zagrało. Zabrakło czasu na organizację w tej kwestii? I w sumie najważniejszy punkt, skoro któraś ze stron ma się bronić to, tak jak proponowali przedmówcy, powinien być wyznaczony dłuższy czas na przygotowanie umocnień, jak miało to miejsce na Linii Mareth. O ile ciekawsze jest gra gdy linia umocnień to... faktycznie linia umocnień? :) Dziękuję za organizację gry @Vlad. Dziękuję wspomagającym moderatorom. Dziękuję wszystkim graczom za udział i chęci. Wiem że pogoda (upał) dawała się we znaki, nawet mimo tego iż walczyliśmy w lesie, sporo wody poszło, a jeszcze więcej potu. Gratuluję zwycięstwa (w założonych celach) stronie niemieckiej - byliście bitni nieraz do ostatka, nieraz w sytuacjach beznadziejnych. Dziękuję aliantom za całokształt bitwy, walczyliście naprawdę dzielnie! Oraz ostatnie podziękowanie dla wszystkich Niemców, którzy zgodnie z moim zaleceniem wzięli saperki :) -
Cześć. Dorzucę swoje dwa grosze z perspektywy szeregowego kopisty :) Na wstępie dziękuję organizatorom, w tym za pożyczony szpej. Założenia samej gry, scenariusz był bardzo ciekawy, czuć było klimat i nerwowość tych dni. Niestety muszę tu powtórzyć za innymi, że gwałtowny spadek liczebności strony polskiej tuż przed grą dał się odczuć od pierwszych chwil gry, gdyż nie było po prostu ludzi by obsadzić wszystkie posterunki naraz, a tym bardziej w wystarczającej liczebności. Znamienne było gdy tuż po rozpoczęciu gry, francuski dyplomata zwrócił mi uwagę czy to normalne że na posterunku granicznym z Rumunią nikt nie stoi a ludzie przechodzą od tak... Ale od początku: razem ze starszym szeregowym Krzysztofem zostaliśmy oddelegowani na posterunek KOPu. Zostaliśmy poinformowani że zostaniemy zmienieni mniej więcej za dwie godziny oraz że łączność między posterunkiem a bazą nie działa, być może przyjdzie patrol łącznościowców mający to naprawić. Przed wymarszem na placówkę czekaliśmy chwilę czy nie dostaniemy zaległego żołdu jako że chcielibyśmy zakupić co nieco w karczmie - niestety pieniędzy nie było. Jednak zaradny Krzysiek szybko dogadał się z karczmarzem i na zeszyt udało się wziąć jedno piwo by choć trochę ulżyć w trudach służby na nerwowej granicy. W momencie gdy mieliśmy już ruszać na posterunek, w stronę miasta przybyła cała gromada ludzi z kierunku granicy rumuńskiej, nasza tajna policja latała jak wściekła i z miejsca kazała nam odprowadzić na posterunek policji dwóch 'podejrzanych' ludzi, co też uczyniliśmy. W końcu po zdaniu aresztantów wyruszyliśmy na placówkę. W drodze na posterunek całkowicie przemokliśmy przez ulewę, więc nasza warta nie zaczęła się zbyt przyjemnie, łączność zgodnie zapowiedzią nie działała. Po przeczekaniu najgorszej ulewy na strażnicy rozpoczęliśmy patrole wokół (LARPowo patrząc, strażnica powinna być stale obsadzona, jednak przez małą ilość ludzi nie mieliśmy nawet kogo zostawić, wszak było nas dwóch a też chcieliśmy coś porobić). W pierwszej kolejności udaliśmy się sprawdzić granicę polsko-sowiecką gdzie podczas ostrożnego zbliżania wypatrzyli nas granicznicy sowieccy i dość agresywnie 'powitali' oślepiając latarkami i grożąc rozstrzelaniem. Przypomnieliśmy im że po pierwsze jesteśmy również granicznikami, a po drugie jesteśmy na swojej ziemi więc tym bardziej nie mają prawa nam grozić, po tym się trochę uspokoili. Starszy szeregowy Krzysztof chciał pogadać jak z ludźmi, jednak nerwowi sowieci zdawali się być zdeterminowani nie odpowiadać inaczej jak półsłówkami. Po kontroli słupów granicznych udaliśmy się tym razem w stronę granicy polsko-rumuńskiej gdzie atmosfera była o wiele bardziej przyjazna i kulturalna. Pogranicznik rumuński podczas luźnej pogawędki zasugerował że byłby w stanie nas przepuścić gdybyśmy tylko mieli cywilne ubrania, co dało nam do myślenia, a plan własnego 'ratunku' zaczął się klarować. Szczególnie gdy, jak to sobie tłumaczyliśmy, zostaliśmy zapomnieni przez własnych oficerów (brak żołdu, brak patrolu łącznościowców, brak ogólnie zmiany o wyznaczonym czasie). Drugi raz udaliśmy się na patrol na granicę sowiecką, gdzie zostaliśmy przywitani jeszcze bardziej agresywnie niż ostatnio, sowietów było również więcej co nas zaniepokoiło. Gdy zadaliśmy pytanie czy nie widzieli jakichś przemytników, sowieci szydzili że nie potrafimy upilnować granicy (pewnie pomogli przekroczyć ją swoim agentom). W związku z tym rosnącym napięciem, ustawiliśmy na granicy kozły zaporowe. Krótko też szukaliśmy w krzakach ww. agentów jako że prawdopodobnie słyszeliśmy szelest w środku lasu, ale było bardzo ciemno a nas po prostu zbyt mało by ganiać za widmami w środku lasu o północy. Zdecydowaliśmy że o wszystkim musimy zdać raport, było już po północy gdy na drodze do miasta spotkaliśmy samochód a w nim Lipę Finkelmana z pomocnikiem, dokumenty wydały nam się w porządku więc przepuściliśmy ich dalej (znów uwaga, powinniśmy zostać jakkolwiek poinformowani jak wyglądają porpawne a jak fałszywe dokumenty, na co zwracać uwagę itp). Po zameldowaniu dowódcy o wszystkim, zjedliśmy posiłek w karczmie (znów na zeszyt bo dalej nie było żołdu) i rozdzieliliśmy się. Krzysiek do rąk własnych otrzymał awizo (xD) które poszedł odebrać a ja poszedłem pilnować dworca z innymi kopistami, gdy w końcu dotarł do nas żołd. Nie byłem jednak w stanie się nim nacieszyć bo znów zostaliśmy wysłani na posterunek. Po wyruszeniu na patrol na sowiecko polską granicę nie dość że okazało się że nie ma pgoraniczników co już było dziwne, to w oddali ćwiczył sowiecki oddział... Ćwiczenia o 3 rano na granicy? O tym też trzeba było zameldować. Moi nowi kompani również wyrażali wolę uskutecznienia akcji 'pierzyna' gdy wyjawiłem im o naszych kontaktach z rumunami. Zgodnie z rozkazem udałem się znów do miasta gdzie po zdaniu relacji kapitanowi, zostałem odesłany by zmienić wartownika na granicy rumuńsko polskiej (od strony miasta). Zanim zdążyłem to wykonać (a w międzyczasie świtało) dywersanci przeprowadzili sabotaż co obudziło cały garnizon. Szybko udałem się na posterunek co właściwie było moim zbawieniem. W tamtym momencie akcja zaczęła szybko się rozwijać - rumuński dyplomata przekroczył granicę z powrotem do swojego kraju a ja obserwowałem początek ewakuacji rządu polskiego. Jednocześnie nastapił atak sowiecki - tutaj jako wartownik po prostu broniłem rządu i wycofywałem się wraz z resztą wojska w kierunku granicy. Okazało się jednak że rumuni wpuszczają tylko oficerów albo osoby z paszportami. Gdy na słowo 'paszport' pokazałem pogranicznikowi rumuńskiemu złotówki ten tylko się roześmiał twierdząc że te pieniądze właśnie straciły ważność. Byliśmy między młotem a kowadłem, i nawet w rozpaczy myśleliśmy czy nie zaatakować rumunów, byle tylko uciec od sowietów. Atak trwał i coraz więcej żołnierzy padało trupem, więc godziłem się ze swoim losem gdy nagle dyplomata rumuński szarpnięciem wciągnął mnie do Rumunii i tym samym uratował mi życie. Dla mnie i paru innych żołdaków los się uśmiechnął a wojna skończyła, więc po symbolicznym zapłakaniu nad losem reszty towarzyszy poszliśmy po papiery internowanych i dołączyliśmy do reszty naszej wierchuszki na dworcu. Na pytanie rumuńskiego pogranicznika przy wypisywaniu papierów do jednego z naszych kolegów co też on tu robi i po co przyjechał ten odpowiedział "zawsze podobała mi się tutejsza przyroda, Karpaty oraz ogólnie nie lubię Węgrów" co było w tamtym momencie świetnym żartem sytuacyjnym :D Rozpisałem się trochę i uprościłem jak mogłem, ale chciałem Wam pokazać że nawet na szeregowej pozycji, na takim LARPie można było również wczuć się w rolę i dobrze się bawić. Nie braliśmy udziału w karczemnych intrygach ani miejskiej szpiegomanii, dla nas clue gry to było rozglądanie się wszędzie wokół, paranoja z szukaniem przemtyników/dywersantów, nasłuchiwanie każdego szmeru w lesie, przeczesywanie dróg. Napięcie było naprawdę realne :) Poniżej link z kilkoma fotkami z gry https://drive.google.com/drive/folders/1Px8a2_HP3V_ZHKsAC-N2o7t_9_qYyCEV?usp=sharing Dziękuję wszystkim uczestnikom za świetny klimat :)
-
Dorzucę swoje trzy grosze :) Dziękuję @Vlad za organizację - teren bardzo przypadł nam do gustu, dynamicznie się zmieniał dzięki czemu monotonność nie dała się we znaki. Pomysł na kampanię polską był ciekawy i jak widać wypalił - ciekawie było zagrać (w moim przypadku) pierwszy raz przeciw siłom polskim gdzie duża część stylówek naprawdę zrobiła na mnie mega wrażenie. Dziękuję @Domin007 za kierowanie ruchem dodatkową moderację w pięknym mundurze policjanta. Jako dowódca strony niemieckiej, zacznę od peonów na cześć naszej, zwycięskiej strony. Chłopaki, zagraliście naprawdę na super poziomie. Myślę że widać to po fotkach - wiele z nich uchwyciło dynamizm naszych ataków, zaangażowanie funkcyjnych czy po prostu szczery uśmiech z gry gdy odnosiliśmy sukces za sukcesem. Jestem po prostu cholernie dumny że udaje nam się spinać organizację, że wszystko coraz bardziej się dociera i całe planowanie, wysiłek dają wymierny efekt. Dziękuję medykowi który wylał tony potu i uratował mnóstwo chłopaków, saperom których sprawne działanie utrzymało tempo natarcia oraz obsadzie KM za doborowe wsparcie ogniowe. Wszystkim innym funkcyjnym również! Czapki z głów! Jednakże dziękuję również stronie polskiej pod dowództem @Cortes (piękny mundur!) za dotrzymanie pola i walkę nieraz do ostaniego człowieka. Opór był godny :) W moich wniosków/pomysłów/zastrzeżeń: Brak trupszmat jest niestety karygodny, to naprawdę grosze i było kilka sytuacji gdy nie wiedzieliśmy czy ktoś ze strony polskiej jest trafiony czy nie. I dla gry i dla waszego bezpieczeństwa jest to mus! Uważam jednak że nasze gry bardzo zyskują jeśli strona broniąca przygotuje jakieś pozycje, np. indywidualne okopy tak jak zrobiliśmy to my na linii Mareth. Nie jest to przytyk a jedynie taktyczna wskazówka - podczas tej gry nader często w obronie brakowało polakom osłony. Coś takiego można zmitygować biorąc w ręce saperkę i okopując się przez pół godziny przygotować sobie ładny dołek strzelecki. I Wam da to więcej frajdy i nam, bo opór w niektórych kluczowych miejscach będzie tęższy! Tak jak Vlad słusznie zauważył - gra na czterotakty istotnie wskazuje na ważność taktyki. Gra miała dużo poważniejszy, profesjonalny wydźwięk bez bezsensownego siania kulkami z PMów. Jednak PMy mają to do siebie że nie posiadają zwykle real-capów przez co odczucia historyczne bledną. Sam przerzuciłem się na kara gdyż przyjemność użytkowania znacznie przewyższa w moim odczuciu sypanie kulkami z STG. Zachęcam wszystkich do przezbrojenia się w czterotakty by wysycenie tą bronią bardziej oddało ducha epoki :) Kolorowe oznaczenie kulek moim zdaniem jest bardzo przydatne - spoko, na początku może trudno zapamiętać wszystkie kolory, ale ważne zapamiętać jaki używa się w danej chwili - i wtedy szukanie kulek w skrzyni skraca się bo widzimy kolor i już, zamiast doczytywać często zatarte liczby. Z mojej strony to tyle, mam nadzieję że jesteście zadowoleni z gry :) P.S. Pozwolę sobie wkleić moje ulubione zdjęcie z gry ukazujące moment przygotowania przed szturmem na polskie bunkry. Myślę że chwila uchwycona idealnie!
-
Witajcie. Ból mięśni zelżał, kurz opadł, zmęczenie znikło więc mogę opisać swoją perspektywę :) Mój wpis nie będzie tak larpowy jak poprzedników, nie jestem dobrym pisarzem. Zacznę klasycznie od podziękowań - przede wszystkim organizatorom w roli Domina i Cortesa. Kawał dobrej roboty, teren był mega, serdecznie dziękuję za przygotowanie sztabu i obiecuję przyjechać na przyszłość wcześniej by mieć większy udział w stawianiu gry. Mam nadzieję że choć trochę się zrewanżowałem zasypując okopy, opróżniając worki z piasku i znosząc rekwizyty w konkretne miejsca :) Dziękuję za pomoc w kopaniu okopu na sztabie pewnemu brytyjczykowi, szacun! Dziękuję za fair play grę, nie słyszałem prawie wcale o kwasach, ewentualnie jakieś kwestie do dogadania np. odnośnie wysadzenia jednego z bunkrów. Dziękuję stronie amerykańskiej i brytyjskiej za fajną, wymagającą walkę. Opis przygotowań (jako N1) Mimo niezapowiedzianej wizyty straży rybackiej (co nas trochę opóźniło), deszczu oraz faktu iż część graczy pojawiła się relatywnie późno oraz bez saperek, to kopanie umocnień szło sprawnie. Udało się ufortyfikować całą linię frontu z brytyjczykami, a przede wszystkim poprawnie zlokalizować najważniejszy punkt do obrony (wzdłuż rzeki ciągnęła się niecka która gdyby została opanowana zagroziłaby sztabowi) i tenże punkt ufortyfikowaliśmy najcięższym bunkrem z MG. Reszta okopów chroniła poszczególnych strzelców. Okopów były dwie linie z zapasowymi pozycjami przed sztabem. Dziękuję również tym którzy przelali trochę potu w ich konstrukcji, okazuje się że mega się przydały :) Poniewczasie kazałem oddziałowi N2 również umocnić sie na południowym odcinku frontu i wykonywać w miarę możliwości zadania zgodne z ich kierunkiem operacyjnym. Opis gry Zostałem wyznaczony na dowódcę N1 oraz jednocześnie całości strony niemieckiej. Z takiej perspektywy opisuję grę. Po starcie gry pospiesznie zajęliśmy pozycje. Od razu rozpoczęło się od ostrej wymiany ognia więc gdy tylko odparliśmy pierwszy szturm w okolicach bunkra nad rzeką, zająłem się stabilizacją frontu - przerzucałem ludzi tak by pokryć całość naszej linii frontu w sposób równomierny. Dowodziłem oczywiście będąc w polu - porzuciliśmy ideę dowodzenia ze sztabu na tej grze. Po ustabilizowaniu frontu na początku, zaczęliśmy przygotowywać się do wykonywania postawionych przez dowództwo zadań, wobec czego wyznaczyłem Kubę na podoficera wspomagającego mnie w dowodzeniu N1 i wysłałem na prawą flankę by skoordynował atak z oddziałem włoskim, sam poszedłem przygotować żołnierzy z lewej flanki do planowanego zgodnie z rozkazem ataku. Gdy byliśmy gotowi, gwizdkiem zasygnalizowałem atak. Był on o tyle ułatwiony, iż tuż przed nim powstrzymaliśmy kolejny z brytyjskich ataków wobec czego siły przeciwnika nie stawiły tak silnego oporu jak się spodziewałem, straty nie były znaczne na centralnym odcinku natarcia. Cały czas parliśmy naprzód, niemal pod brytyjski sztab by dać czas naszym saperom na postawienie pola minowego. Gdy cel został wypełniony, znów gwizdkiem nakazałem wycofać się na poprzednie pozycje, jednocześnie z pełnym sukcesem realizując pierwszy rozkaz dowództwa. Rozkaz drugi - zatrzymać natarcie oddziałów na Linii Mareth był w mojej opinii na tamten moment również zrealizowany - po sukcesie pierwszego rozkazu, walki sprowadziły się do dalszej obrony ale nigdzie oddziałom brytyjskim nie udało się w sposób znaczy przełamać naszej obrony. Podkreślam tu zaangażowanie wszystkich żołnierzy oddziałów N1 oraz Włochów jako szczególnie bitnych, nieraz trzymając swoje okopane pozycje do ostatka. W tym momencie, pozostawiając dowództwo N1 Kubie, udałem się do N2 by sprawdzić jak wygląda sytuacja gdyż poniewczasie spływały radiem meldunki o częściowym przełamaniu linii amerykańskich oraz o potrzebie wsparcia jednostką saperów do rozminowania pola. Był to jednocześnie rozkaz dowództwa nr 3. - przełamać pozycje nieprzyjacielskie w Wadi Faid oraz rozminować pole minowe co również się udało zrealizować. W tym celu oddział N2 został wsparty mobilnym oddziałem włoskim pod dowództwem dzielnego Sikora oraz jednostką saperów która sprawnie rozminowała pole. W toku walk o Wadi Faid, oddział włoski zdobył aliancką skrzynię amunicyjną która wspomogła nasze kurczące się zapasy amunicji. W tym momencie kazałem okopać się na pozycji Wadi Faid, uzupełnić straty i poczekac na dalsze rozkazy przez radio, sam powróciłem na północ, do N1 gdzie sytuacja poniewczasie pogorszyła się. Oddział włoski powrócił na swoje dawne pozycje w okolicy przełęczy Tebaga i tam nastąpiły coraz cięższe walki. Znów musiałem koordynować na bieżąco obronę, by się nie załamała, walki były bardzo ciężkie - szczególnie że oddział N2 został chwilowo rozbity i kontratak amerykanów zagroził również sztabowi. Dzięki heroicznej postawie żołnierzy udało się finalnie odbić amerykanów od sztabu a chwilę później również brytyjczyków. Jednak zdając sobie sprawę iż zapas amunicji znów się kurczy, straty rosną a nasz główny cel jakim była ewakuacja w Enfidaville oddalił się przez utratę Wadi Faid, zrozumiałem iż muszę zacząć działać szybko. Wobec tego rozkazałem by skrócić linię frontu oddziału N1 niemal pod sztab, jednocześnie oddając kogo mogę do wsparcia oddziału N2 w celu odbicia Wadi Faid, otwarcia drogi na Sidi Bou Zid a w konsekwencji utworzenia korytarza do Enfidaville. Realizacja tego śmiałego planu wymagała istotnie ogromnego zgrania się w czasie oraz naturalnie, poświęcenia części żołnierzy w zaciekłych atakach na pozycje amerykańskie jak i poświęcenie żołnierzy w straży tylniej. Jednak musieliśmy spróbować. Gdy zaczęło się kolejne uderzenie oddziałów brytyjskich, nasi żołnierze w tym samym czasie przełamywali opór amerykanów oraz opóźniali natarcie brytyjskie. Sztab został ewakuowany bez strat jakichkolwiek dokumentów czy co ważniejsze maszyny szyfrującej Enigma wraz z szyframi. Gdy byłem pewny że jesteśmy już w wystarczającej odległości od sztabu, gwizdkiem nakazałem straży tylnej dogonienie naszych głównych oddziałów i dalsze przebijanie się z kotła z resztą żołnierzy. Jednak ryzyko opłaciło się - wielu żołnierzy tylnej straży udało się dołączyć a frontalny atak wszystkich sił umożliwił stworzenie wyłomu do Enfidaville gdzie czekała nas upgraniona ewakuacja :) Straty były znaczne, około 1/3 wszystkich żołnierzy zdołała się ewakuować uprzednio wypełniając wszystkie postawione nam zadania, zatem poświęcenie żołnierzy nie poszło na marne. Zwycięstwo, za wszelką cenę! Dziękuję wszystkim graczom osi za nieraz nadludzki wysiłek - czy to w boju, czy przy okopywaniu się jak i podczas biegów w tak wysokiej temperaturze oraz wilgotności. Byliście naprawdę świetni i mam nadzieję że nasz poziom będzie stale rósł. To była przyjemność walczyć z Wami ramię w ramię O7 Doceniam również funkcyjnych którzy dzielnie wykonywali swoje role. Gra "Linia Mareth" zostanie w mojej pamięci jako pokaz możliwości których Oś jest w stanie dokonać dzięki odpowiedniemu przygotowaniu oraz koordynacji. Teren był znakomity, temperatura do wytrzymania (oj, nie była to Kreta na szczęście :D) oraz klimat przed, w trakcie i po grze wybitny. Pozdrawiam i do następnego! Loperenco
-
Poszło zgłoszenie :)
-
ASH "Podnóża Monte Cassino 04/05.44 vol.2" - sobota 22 kwietnia, Poznań
Loperenco replied to wish's topic in Imprezy ASH
Polecam czytać ze zrozumieniem co piszą tutaj ludzie i na co narzekają. Nie widzę by ktoś narzekał stricte na plan gry a na same założenia scrnariusza i teren więc co ma strategia czy dyscyplina graczy do tego? Nic. Dyscyplina wśród graczy osi jak zawsze jest bardzo wysoka. Czego nie można powiedzieć o graczach alianckich, szczególnie podczas takich krzywych i beznadziejnych akcji jakie miały miejsce na naszym respie. Ale widzę tutaj duże pole do poprawy zachowania tak dla uczestników tej sytuacji, jak i ogólnie do zachowania w polu. A jeżeli gry będą dalej niesprawiedliwe bo dla was to żaden problem to się nie dziwcie że nie macie chętnych niemców do gry, bo kto chce się wkurzać po raz setny. Po co się z koniem kopać. -
ASH "Podnóża Monte Cassino 04/05.44 vol.2" - sobota 22 kwietnia, Poznań
Loperenco replied to wish's topic in Imprezy ASH
Czołem wszystkim. Chciałem podziękować wszystkim graczom po stronie niemieckiej za grę, naprawdę dobrze się z Wami grało, doceniam Wasze poświęcenie w polu, jak i bitność. Dobrze zadziałały zarówno ustalone wcześniej zasady drużyn jak i kombinowane kampfgruppe w późniejszych etapach. Jestem bardzo zadowolony z pracy radiostacji, praktycznie cały czas mieliśmy kontakt ze wszystkimi oddziałami w polu, łączność była sprawna. Dziękuję za liczny przyjazd, wysoki standard sylwetek oraz w większości wypadków punktualność, tak jak prosiłem. W pełni zasługujecie na odznaczenia które otrzymaliście (za wykonanie jeszcze raz dziękuję koledze Ostremu który niestety nie mógł się pojawić na grze). Podsumuję teraz grę z mojej perepktywy. Teren: Teren gry był jednoznacznie nieuczciwy i trzeba to powiedzieć wprost. Nie ma tu w ogóle żadnego pola do dyskusji, wszystkich którzy będą twierdzić inaczej, zapraszam do obejrzenia mapy na lidarze czy cieniowaniu. Po alianckiej stronie mapy wszędzie widać zagłębienia, osłony, murki, wybrzuszenia etc. Jest to niedopuszczalna nieuczciwość w stosunku do strony niemieckiej, gdzie jak widać nie było prawie żadnych osłon, szczególnie przy założeniach scenariusza gdy mamy mieć te same cele/zadania - mapa nie powinna faworyzować żadnej ze stron. Miałem flashbacki z pierwszej gry podczas której musieliśmy z jakiegoś powodu atakować wzgórze pod kątem 70 stopni. To po pierwsze. Po drugie, fakt iż punkt zasobowy, oznaczony u nas jako "Dora" nie dość że był poza mapą, to był poza zaznaczonym obrębem samego punktu, co można skwitować tym, że skutecznie zepsuło to płynność właściwie całej gry. Gracze naszej strony dobrze zorientowali się w terenie i nawigując podług mapy przeszukali cały zaznaczony teren bez efektów. Dzowniłem do Wisha w tej sprawie i nawet po wyjaśnieniach i prośbach by nawigować ludzi w miejsce zasobnika nie został on odnaleziony. Pokazał mi go Wish podczas przerwy technicznej więc na własne oczy widziałem że punkt zasobowy conajmniej 70m od górnej granicy oznaczonego punktu - zaznaczę to na mapie z załącznika. Nie ma tu nic do gadania ani kwestia strategii, ani odcinania punktów, nic z tych rzeczy. Od początku szukaliśmy zasobów które w oznaczonym miejscu się nie znajdowały. Po trzecie, fakt iż nasz punkt z łuskami znajdował się na najgorszym do ataku terenie który również obejrzałem podczas przerwy technicznej jest po prostu śmieszny. Jeśli coś miało przypominać Monte Cassino, to właśnie walki o ten punkt, tylko w Cassino bronili się niemcy a nie alianci, więc powinniśmy się zamienić miejscami. Dodatkowo punkt z łuskami oprócz tego tragicznego teren znajdował się dosłownie rzut beretem od sztabu alianckiego co mówi samo za siebie. Scenariusz: Przechodząc do kwestii scenariusza, nawiążę stricte do gry na której nasza się wzorowała. System łusek miał niestety mało co, o ile nic wspólnego z mechanikami gier CoH1 czy CoH2. Z zasadniczego, prostego powodu - w obu wymienionych grach, zasoby ludzkie dostaje się nawet gdy nie ma się żadnego punktu. Ba, zasoby ludzkie dostaje się z każdym zdobytym punktem. Nie wspomnę nawet o tym, iż przyrost zasobów ludzkich maleje wraz z rosnącą ilością oddziałów w polu bez względu na fakt ile ma się punktów już zdobytych. System łusek może by się sprawdził, gdybym miał na bazie pudełka z łuskami oznaczone godzinami w których można je otwierać. W obecnej wersji, oceniam scenariusz na niegrywalny, gdyż już w założeniach taki był, skończył się tak jak się obawiałem. Powtórzę to co pojawiło się podczas mojej rozmowy z Wishem - czy scenariusz, w którym nasza strona nie jest w stanie zdobyć ani jednego punktu zasobów, gdy alianci zdobyli ich już paręnaście, działa, czy może jednak coś jest nie halo? Wnioski wyciągnijcie sami, jednak CoH a nasza gra to dwa zupełnie różne pomysły. Moderowanie: Tutaj chyba mogą dać opinie gracze którzy byli zmuszeni leżeć na respie z powodu braku płynności gry. Powiem tylko że w pewnym momencie ponad 25 ludzi siedziało leżało bez możliwości gry, a w pewnym momencie siedziała już cała strona. To chyba dobitnie świadczy o braku jakiejkolwiek płynności. Moim zdaniem na bieżąco trzeba było zmienić założenia scenariusza by gra jednak się jakkolwiek toczyła. Tworząc taki scenariusz trzeba by pomyśleć że taka sytuacja mogła zaistnieć i mieć jakiś plan B. Zostawiam graczom decyzję czy to działało, ja zgłaszałem problemy Wishowi parokrotnie. Sztab: Chciałem to oddzielić - istotne pytanie do Wisha - czemu takie rzeczy jak głęboka dziura ala studnia tuż obok bunkra nie była zawczasu odgrodzona? Czemu teren nie był już wcześniej jakkolwiek przygotowany? Jako gracze znaleźliśmy się w sytuacji gdy sami mieliśmy wszystko ogarnąć a jednocześnie leciał czas do startu gry. Wiadomo że w takim wypadku wolimy zrobić odprawę, rozdać jakiekolwiek instrukcje etc. Na każdej grze na której dotychczas byłem, nasz punkt respu był choć minimalnie przygotowany. Reszta zasad: Bandaże nie zagrały jako że punkt był wiadomo, i za daleko, i był ważniejszy cel - łuski. Mimo to medycy ciężko pracowali z tym co mieli by choć trochę ratować płynność. Miny i pola minowe - bezużyteczne, w momencie gdy saperzy robili za konie pociągowe całej gry i musieli ogarniać wszystko. Wielkie dzięki za robotę jaką zrobiliście mimo wszystkich przeciwności, szacun za tony potu wylane. Zasieki - jak wyżej. Dodatkowe uwagi: Gracze skarżyli się podczas gry o terminatorkę, czy jedną z sytuacji na respie gdy było dość słabo. O ile co do pierwszej sytuacji to jestem za tym by zawsze wyjaśniać na miejscu, to przypominam że jesteśmy by grać dla zabawy a nie udawać że się nie dostało, uprawiać jakieś turbospoceństwo. Apeluję o kulturę rozgrywki. Co do drguiej słabej sytuacji na respie rzeczywiście strzelanie do grupy ludzi na oślep z takiej odległości jeszcze w momencie gdy nie wiadomo kto jest żywy a kto martwy (był to również moment moderacji) było po prostu słabe, i pod względem rozgrywki i czysto koleżeńsko. P.S. Ostatnia walka o punkt zegarowy miała być po prostu zwykłą strzelanką dla zabawy by rozładować nerwy. Szkoda że się nie odbyła, u nas nikt jej nie traktował po jakieś punkty bo nikomu już na nich nie zależało. P.S.2 Podoba mi się iż zagrał nasz pomysł na worki z piaskiem. Nie tak powszechnie jak miałem nadzieję - ale wiem że nie było czasu w polu. Szkoda że nie udało się rozwinąć telefonu polowego, na następnej postaramy się o to zadbać bardziej. P.S.3 Dora czyli punkt amunicyjny który był źle umiejscowiony zaznaczyłem mniej więcej niebieskim krzyżykiem w załączniku, w realu to będzie jak pisałem różnica około 70m. Podsumowując, mam nadzieję że żołnierze osi są zadowoleni z paru pomysłów, usprawnień oraz ogólnie z mojego dowodzenia. Pierwszy raz zagrałem jako oficer całości sił, bardzo mi się podobała ta funkcja. Ocenę mojego dowodzenia pozostawiam graczom. Dziękuję aliantom za stawienie czoła w polu, szczególnie drużynie brytyjskiej do której o ile wiem nie było żadnych uwag a nawet pochwały za fajną grę. Dziękuję orgowi, mam nadzieję że spotkamy się przy bardziej dopracowanym scenariuszu. Pozdrawiam Loperenco -
ASH "Podnóża Monte Cassino 04/05.44 vol.2" - sobota 22 kwietnia, Poznań
Loperenco replied to wish's topic in Imprezy ASH
Finalne info dla Osi poszło na mejla. Proszę o dokładne zapoznanie się z wytycznymi. W razie pytań łapcie mnie na wmasgu, discordzie, mailu, gdziekolwiek - postaram się ogarnąć każdą kwestię. Proszę jeszcze raz o dokładne przeczytanie zasad! By nie było zdziwień. Zabierzcie ze sobą Muggę na kleszcze i nie zapomnijcie o żarełku. Widzimy się na miejscu! -
ASH "Podnóża Monte Cassino 04/05.44 vol.2" - sobota 22 kwietnia, Poznań
Loperenco replied to wish's topic in Imprezy ASH
Witajcie! Wobec faktu iż gra coraz bliżej, proszę grono graczy Osi o jak najtłumniejsze zgłaszanie się na naszego Discorda. Piszcie do Meistra by dodał Was do kanału jeśli jeszcze Was tam nie ma. W najbliższym czasie będę wydawał wstępne informacje dla graczy. Zachęcam również do obejmowania funkcji - jeśli nie będą obsadzone w pełni, to nie ma rady, będę wybierał z łapanki. W każdym razie się nie martwcie, postaramy się by żadnego gracza nie zostawić bez instrukcji / porad tak jak to bywało do tej pory. Do funkcyjnych zastrzegam sobie ogólne prawo do oddzielnej komunikacji na mejlu, by mieć ostateczne potwierdzenie że info dotarło. Przypominam o fakcie, iż każdy gracz! ma mieć swój własny bandaż na samym początku gry. Dostaniecie taki w każdej aptece za maks 2zł. Zachęcam do zabrania masek typu stalker dla własnego bezpieczeństwa. Reszta informacji na discordzie. -
Wielka Wojna. Boże Narodzenie 1914. Szaniec koło Buska Zdroju. 10.12.2022
Loperenco replied to Pazur88's topic in Imprezy ASH
Dołączam się do podziękowań za grę, w końcu odtajałem :p Podziękowania dla orgów zarówno za wszystkie rekwizyty, klimat i samą organizację jak i dla uczestników - walki były w większości wypadków zażarte - czy to na artylerię, czy to podczas szarż oraz walk na broń białą. Bardzo podobała mi się rola kanoniera i tym samym pozdrawiam obsługę procohaubicy przeciwnika - nieraz granat lądował na prosto na łeb :D Nie zapomnę widoków lecącego pocisku, gdy widziałem tor lotu wprost na nas i wiedziałem że trafi, to oprócz oczu jak spodki przebierałem nogami żeby tylko odskoczyć jak najdalej. Z kolei sam też odczuwałem mnóstwo satysfakcji gdy nasz pocisk sprawiał że wszyscy uciekali :) Podoba mi się pomysł z książeczkami wojskowymi - to moja pierwsza gra na frontach pierwszej wojny i bardzo mi się podobała. Dla mnie wszystkie ewentualne minusy zostały już opisane wyżej, wiadomo że są rzeczy które zawsze można dopracować ale to wszystko wychodzi w praniu, jak coś mi się przypomni to nie omieszkam napisać. Chociaż główny minus jest taki że mimo wszystko mogłoby być więcej osób :D Pobożne życzenia ale śmiechem żartem to nie spodziewałem się że będzie nas aż tylu a było to jak widać wystarczające kworum by gra była naprawdę fajna. Mecz, śpiewanie kolęd, wstawki LARPowe czy walki na broń białą - tego się nie zapomni :) Jak i tego że przy odprawie zaczęliśmy dosłownie parować :D Pogoda naprawdę dodała klimatu. Chociaż po powrocie musowo gorący prysznic by przywrócić krążenie ;) Jeszcze raz dziękuję wszystkim za grę, za udział, duch walki oraz kilka solidnych łyków dobrego wina z manierki ;) -
Wielka Wojna. Boże Narodzenie 1914. Szaniec koło Buska Zdroju. 10.12.2022
Loperenco replied to Pazur88's topic in Imprezy ASH
I. Państwa Centralne 1. Bradley/CK/Strzelec 2. Nightmaresollen/niemiecki/019/Strzelec 3. Meister/CK/011/Strzelec 4. KubaJozefek/Prusy/Oficer 5. Michael/Prusy/Sierżant (nr karty uzupełnie poźniej) 6. Gregor/Prusy/Medyk 7. Horst/CK/Strzelec 8. Mękar/Prusy/017/Strzelec 9. DBWReserve/KuK/Oficer - rezerwowa broń strzelba 10.Kura/KuK/Strzelec 11.Roju/KuK/ Strzelec 12. Loperenco/CK/Strzelec II. Ententa 1. Cortes/brytyjska/xxx/Sierżant nr książeczki wojskowej wpiszę później 2. Arkusz / brytyjska / 018 / Strzelec 3. Lord Czarna Żmija/brytyjska/007/oficer 4. Peter C. Hawke (Pit) / brytyjska / strzelec 5. Misiek / włoska / 012 / strzelec 6. Mickiewicz / brytyjska / strzelec 7. Andej / belgijska / brak / strzelec -> Poszukiwany transport z Warszawy, bez tego może być ciężko z obecnością... 8. Foorman /brytyjska/brak/strzelec 9. Seph / Francja / brak / strzelec 10. Patrick Higgins /009/ strzelec -
BDW: "Dieppe 1942" - Piątek-Piekary, 15 października 2022 r. (ASH)
Loperenco replied to Domin007's topic in Imprezy ASH
Hej Domin Jak będzie miejsce na szwaba to daj proszę znać :) Danke schön! -
W sensie która jednostka jest tą elitarną? Bo ogólnie mówiąc z aliantów to nominuję do tego miana głównie rangersów. Tak jak było napisane wyżej, koledzy już wyjaśnili. Zresztą co tu dużo mówić o jakiejkolwiek elitarności jeśli nawet broń nie działa ;) Ale skoro twierdzisz że nie musicie odpoczywać to jestem pewien że na następnej grze dostaniecie jakieś zadanie na miarę niezmordowanych spadaków, np. noszenie skrzynek z ammo czy innym zaopatrzeniem :)
-
Dziękuję za grę. Za strawę po zabawie - niby każdy mógłby sobie już coś na powrocie załatwić, ale to naprawdę buduje szacunek. Dzięki również za przejażdżkę willysem, fajnie nim buja ;) Za chęci, za sławojkę i za ognisko. Żałuję jednak że nie było chronowania replik, myślę że powinien to być obowiązujący standard na każdej z naszych gier. Wraz z chronowaniem, ostateczne upomnienie o zakazie strzelania poniżej 15m. Wiele osób na tej strzelance miało z tym problem przez co wynikły niebezpieczne sytuacje i niepotrzebne rany, niektórym wciąż trzeba powtarzać że to zabawa i te repliki mają swoją moc - szczególnie niektóre springfieldy czy garandy... W odniesieniu do scenariuszy - nocna część była naprawdę ciekawa, szkoda że nie sprzyjał nam poziom oświetlenia - 3% aktywności księżyca sprawiało że nie było widać nic lub prawie nic, nawet po dłuższym przyzwyczajaniu oczu. Trochę więcej światła i część nocna byłaby dużo bardziej dynamiczna, a przez to grywalna. Ale i tak było ciekawie. Nie zapomnę gdy na patrolu okazało się że 5 metrów obok nas stał aliancki żołnierz którego w tej ciemnicy nie dało się zauważyć wcześniej ;) Część dzienna - obrona dwóch wzgórz była natomiast bardzo dynamiczna i nadrobiła za nocną - chociaż cel rozgrywki był bardzo prosty, jednak najprostsze rozwiązania są często najlepsze ponieważ grało się wyśmienicie. Jako dowódca miałem pełne ręce roboty z przerzucaniem 1/2 żołnierzy z zagrożonego rejonu w rejon zagrożony jeszcze bardziej. Dzięki ofiarności niemieckich żołnierzy, zaangażowaniu i determinacji udawało się obronę wzmacniać na czas przez całe 2 godziny zażartych walk. Jestem bardzo zadowolony z kondycji każdego żołnierza Rzeszy który stanął w obronie wzgórz. Danke Kameraden. Późniejsza obrona mostu, chociaż bez dodatkowej amunicji i bez posiłków również ukazała hart ducha naszych wojsk. Okopani zadaliśmy nieprzyjacielowi ciężkie straty na wszystkich podejściach, jednak ilość (oraz czas) wypiera jakość, nic nie poradzimy, cel jak najdłuższej obrony uważam za wypełniony wzorowo. Ostatni atak okazał się pyrrusowym zwycięstwem. Przelany pot nie poszedł na darmo ponieważ mimo trudnego terenu udało się zdobyć pozycje nieprzyjaciela. Znowuż, zaciekłość i determinacja pozwoliły zdobyć poycje nieprzyjaciela. Jednak w samej kwestii organizacji ostatniej części: jeżeli teren ma takie nachylenie, wypadałoby chociaż udawać że stara się zapewnić sprawiedliwą rozgrywkę, i oddalić resp aliantów, bądź wydłużyć czas powrotu. Albo chociaż wyznaczyć dłuższy odcinek do obrony bo te 200 metrów to był akurat najgorszy odcinek, nie pozwalający na żadne fantazyjne manewry a zwykłą jatkę - chociaż może taki był cel ;) Kończąc moją relację, raz jeszcze dziękuję żołnierzom niemieckim, naprawdę jestem zadowolny z Waszej kondycji, determinacji i skuteczności. Wspaniale było Wami dowodzić. Dziękuję aliantom za upór w ataku i w obronie. Dziękuję organizatorowi za grę. Klimat był wyborny i mam nadzieję na rychłe powtórzenie atmosfery, obyśmy jak najszybciej znów zasiedli z herbatką w zdobytym amerykańskim willysie ;)
-
Wish, mam pytanie - czy na miejscu będzie możliwość podładowania baterii po części nocnej? Czy nie mamy żadnej opcji oprócz brania zapasowych batek?
-
ASH "Linia Arpada" - Warszawa, 12-13 marca 2021 r.
Loperenco replied to XrayPl's topic in Imprezy ASH
Poszło zgłoszenie, ze starej listy na dowódcę drużyny dla Osi ;) -
II WOJNA ŚWIATOWA - zasady ogólne (dyskusja)
Loperenco replied to Domin007's topic in II Wojna Światowa i wcześniej
Ad1. My tak mieliśmy to dokładnie zrobione z Sephem w Luftwaffe, plus bardzo przyjemnie bo przeładowanie jest naprawdę szybkie. Zwiększyłbym tylko ilość kulek minimalnie do 350 (przy tak niskiej ilości parę kulek musi zostać przestrzelane żeby mag zaczął dobrze podawać). Ad3. Ogólnie można ustalić że 1 długa broń, chyba że Org ustanowił inaczej i uczestnicy się zgodzili. Albo niech każdy sobie wymienia replikę jak tylko ma inne na respie ;) Ad4. Również uważam że bangi są konieczne oraz również nie chcę nosić stalkera. Nie to żeby mnie ból odstraszał czy coś, po prostu to rodzi mniej kwasów aniżeli 'dlaczego do mnie strzeliłeś z tak bliska, po.. jesteś??' -
"Normandia 1944" - 25-26 września 2020 r., Karolew k. Łodzi
Loperenco replied to Domin007's topic in Imprezy ASH
Wiadomo coś kiedy wpadną jakieś foty? :D -
II WOJNA ŚWIATOWA - zasady ogólne (dyskusja)
Loperenco replied to Domin007's topic in II Wojna Światowa i wcześniej
Ad 1. Replika może nie podawać kulek mimo że mag jest pełen np. hi-capy mają to do siebie że działają jak chcą i żeby strzelać w miarę sensownie trzeba kręcić non stop. Ad2. Jak ktoś wbiega ci na plecy to jest w stanie zdjąć Cię nawet z noża a to że tego nie robi tylko krzyczy bang, w żaden sposób nie usprawiedliwia Cię do wykłóania się o ammo. Dałeś się zajść, gość miał na tobie muszkę, krzyknął bang to dostałeś i schodzisz. Proste. Bangi są nie po to żeby robić kwasy a dla bezpieczeństwa, gdzie kolega dostał w czoło z garanda z 5m a amerykański spadak tłumaczył się że nie zna bangów, żałosna sytuacja i tłumaczenie. Safety first. Na koniec dodam że to że strzelasz się 18 lat i że nie grasz na bangi nie jest żadnym argumentem do ich zniesienia. Ja się strzelam lat 3 a i tak na każdej strzelance na której byłej bangi są jako standard, podstawowe bhp. Dodatkowo rzadko kiedy są kwasy, już kilkakrotnie razy więcej kwasów jest do medyków. -
II WOJNA ŚWIATOWA - zasady ogólne (dyskusja)
Loperenco replied to Domin007's topic in II Wojna Światowa i wcześniej
Co do kaemisty to chyba jedyny zakaz strzelania z biodra. Strzelanie z ramienia amunicyjnego jest historycznie ok, także również bym dopuścił. I standardowo, z rozłożonego dwójnogu. Co do ilości replik, to myślę że jedna długa i króciak są w wystarczające. Tak jak zostało już napisane w Normandii, jeżeli wybieramy snajperkę, to poświęcamy szybostrzelność na rzecz zasięgu i celności. Nie mam natomiast nic przeciw żeby snajper dobrał sobie obserwatora z pm-em. Trupszmaty - każdy, obowiązkowo powinien posiadać pomarańczową odblaskową kamizelkę. Bez takiej nie wpuszczać na teren gry. Zawsze można udostępnić do sprzedaży przy rejestracji. -
"Normandia 1944" - 25-26 września 2020 r., Karolew k. Łodzi
Loperenco replied to Domin007's topic in Imprezy ASH
Miło było po raz kolejny uczestniczyć w imprezie o tak zwartym klimacie. Nasze środowisko trzyma wysoki poziom stylizacji i dlatego też atmosfera jest świetna. Zwłaszcza w momentach, gdy na swoich flankach widzę znajome mundury, czuć ten kameradenschaft :) Podziękowania dla Domina i Cortesa, było naprawdę fest, co tu dużo pisać. Jest parę rzeczy które można by dodać, poprawić, ale to ku pamięci - najpewniej sami kiedyś szarpniemy się na organizację i sprawdzimy czy nasze pomysły i sugestie byłyby zasadne. Całe wydarzenie było ciekawie zorganizowane, nie było czasu na nudę. Z perspektywy drużyny Mg FJ najlepiej wspominamy moment w którym dostaliśmy rozkaz wsparcia obrony na wale Atlantyckim. W czasie przemarszu spotkaliśmy się z izolowanymi punktami spadochroniarzy amerykańskich którzy wydatnie opóźnili nasz pochód. Po uporaniu się z tym problemem, okazało się że część wału została zajęta, ale dzięki organizacji i atakowi z flanki udało nam się z powrotem odepchnąć siły nieprzyjaciela na plaże. Gdy tylko nasz Mg został ustawiony na właściwej pozycji za workami oraz dodatkowo okopany, byliśmy gotowi siać spustoszenie w szeregach nacierających aliantów. Zaciekłe walki które tam przeżyliśmy i soczyste fragi które wpadły na długo zostaną w naszej pamięci :D (Z niecierpliwością czekamy na zdjęcia/film - akurat podczas wyżej wymienionych akcji zostaliśmy uwiecznieni:) Późniejsze walki również były bardzo klimatyczne, atmosfera rosnącego chaosu, względnego zamieszania, braku komunikacji i koordynacji tylko potęgowała klimat i dawała pikanterii, gdy po okopaniu stanowisk w pobliżu Carenatan okazało się że jesteśmy atakowani, ale znowuż od tyłu, przez siły amerykanów. Do historii przejdą również wspólne ataki wszystkich dywizji na Bayoux, trup słał się gęsto, latały granaty i teren co i rusz przechodził z rąk do rąk. Również byliśmy niestety świadkami sytuacji nieprzyjemnych jak wyżej wspomniana terminatorka. Jednak w ciągu gry, szczególnie gdy jesteśmy w ogniu walki nie będziemy tego rozwiązywać na miejscu inaczej jak okrzykami (założenie trupszmaty w takim momencie to jak rezygnacja z najlepszych momentów w grze na rzecz kłótni z ludźmi którzy i tak będą się upierać że nie dostali, myślę że mimo wszystko czymś takim powinien zajmować się moderator a nie gracz. Zwłaszcza że moderator/organizator miałby możliwość nakazać takiemu termosowi powrót na respawn). Znamienny był też fakt iż mimo że na forum było wszystko opisane (limity amunicji), w pewnym momencie spadochroniarze amerykańscy chcieli doładować się w polu i tylko zwrócenie uwagi im to uniemożliwiło... O medykach zostało już napisane, skoro umówiliśmy się że jest 5 minut po trafieniu to wypadałoby przestrzegać. W każdym razie imprezę uważam za bardzo udaną oraz mam nadzieję że zobaczymy się na linii Arpada w jak największym gronie! :)