W jednej sytuacji Arab nie poddał się, gdy został do tego wezwany, moja drużyna, NATO, otworzyła więc ogień. Pan jednak miał do nas pretensje o to, że odległość była za duża. Podejście bliżej jednak mogło się od razu równać z porażką patrolu, gdyż za Arabem stało kilka kolejnych, którzy nie wyglądali na pokojowo nastawionych.