Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

hubert94

Użytkownik
  • Posts

    90
  • Joined

  • Last visited

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

hubert94's Achievements

  1. Jedzie ktoś może z podkarpacia lub małopolski i ma miejsce w samochodzie by przygarnąć jedną osobę?
  2. Zapisy: Niemcy 1. Przemo, strzelec rkm, ZB26, Waffen-SS 2. Madek, strzelec, PPSz, Waffen-SS, 3. Kamil, strzelec amunicyjny, Kar-98k, Waffen-SS 4. Leśnik, strzelec/oficer/ewentualnie medyk, MP18, WH 4. ... Wojsko Polskie i Armia Czerwona 1. ...
  3. Sprzedaję ZB26 z hicapem i 4 midami w oryginalnych magach do brena. Całość sprawna, interesuje mnie 1300PLN. Zainteresowanym przekażę więcej informacji
  4. Alianci: 1. MiśQ, USA 101 DPD, strzelec, M1 Garand (game master). 2. Dzida, GB 6 DPD, strzelec, No.4 3. Lolek, GB 6 DPD, saper, No.4 4. PolishPartizan, GB 6 DPD, radiooperator, M1928 (WS no.38) 5. Mikas, USA 101 DPD, strzelec, Thompson 6. Bazyli, GB 6 DPD, radiooperator WS no.38, Thompson M1928 7. Cortes, GB 6DPD, oficer/strec, PM Lanchester 8. Warek, USA 101 DPD, strzelec/LMG, Garand/.30 cal LMG 9. Arkusz, GB 6DPD, oficer/strzelec, No.4 / STEN 10. Leśnik, GB 6DPD, oficer/strzelec, MP18/Thompson (ZB-26 opcjonalnie) Oś: 1. Hydra, Państwa Osi LXXXIV Korpus Armijny (Waffen SS), strzelec, STG 44 2. 3. 4. ... Partyzanci (opcjonalnie)
  5. Pytanie o nocleg, padło że będą jakieś namioty, znalazły by się miejsca dla 2 osób ? Pojawimy się pewnie w okolicy 22-23 w piątek
  6. Czy rkm wlicza się do liczby KM na stronę? Rozchodzi się o Brena zasilanego z midcapów. Jaki na chwilę obecną jest limit osób do 1DPD? Ekipa Brytyjska ze SPASu jeszcze nie puściła zgłoszenia a planujemy zasilić 1DPD.
  7. Po pierwsze dziękuję Organizatorom zarówno za organizację tej gry jak i całego cyklu. Jak zawsze odwaliliście kawał dobrej roboty i warto było telepać się te kilka godzin z Podkarpacia. Największym zdziwieniem było że brałem udział w całym cyklu i otrzymałem baretkę, człowiek zdążył już zapomnieć jakie gry na cykl się składały :D Cieszy też że z gry na grę coraz więcej pojawia się elementów "tła" które dodają klimatu. Tym razem dane mi było zagrać jako medyk, bawiłem się świetnie, wróciłem mając całe ręce i nogi podrapane do krwi (gra zafundowała mi dużo czołgania w krótki spodenkach i koszuli). Po graniu jako ten funkcyjny trochę trudno mi zrozumieć czemu bywają problemy w obsadzie tej funkcji, ogólnie osobiście więcej frajdy daje mi granie jako funkcyjny na grach, co polecam każdemu. Zaskoczeniem była taka ilość nowych twarzy, w tym po stronie brytyjskiej (choć w sumie miałem przerwę prawie rok więc może tylko mi się tak wydaje), więc pozytywnie patrzę na gry organizowane w przyszłości :) Tak jak już koledzy wcześniej napisali rozważyłbym w przyszłości trochę zmianę w ilości kulek o poszczególnych wagach, 0,25 zniknęły szybko a 0,36 było nadmiarowo. Opis działań tym razem odpuszczam, nie ta funkcja i nikt od grafomaństwa nie ucierpi :) Co do kwasów wyjaśnione zostały od razu na miejscu więc nic nie napiszę, tych co nie przyjechali i nie dali znać nie pozdrawiam.
  8. Mała pomoc dla chcących rozpocząć grę po stronie brytyjskiej, opisująca głównie stylizacje i orientacyjne koszty: https://drive.google.com/file/d/1K6z722RRG4QSotkfU1YQv6XUfQ8e67Zf/view?usp=sharing Może komuś się przyda
  9. Dominik u brytoli nie ma wakatu na km, z podkarpacia poszło zgłoszenie na mail. A ja się kojo... Dzięki za cynk Hubert - D.
  10. Na wstępie wielkie podziękowanie dla Organizatorów za to że chciało im się grę zorganizować i każdej osoby który im w tym pomogła. Ogrom pracy jaki włożyliście by zorganizować tą grę i każdy rekwizyt do niego wywołuje szacunek do was i chęć udziału w kolejnych grach. Jak większość kojarzy dane mi było dowodzić oddziałem Kanadyjskim i niejako przez to całością Aliantów. Cały plan gry z mojej strony zakładał uderzanie grupami w poszczególne cele i w przypadku koncentracji obrońców w jakimś miejscu przeniesienie głównego uderzenia w innym kierunku. W związku z tym w trakcie gry często zmieniałem rozkazy co mamy atakować lub wydzielałem niewielkie grupy do innych celów. W związku z tym całkowicie zrezygnowałem z koordynacji radiowej ( tu przeproszenia dla radiooperatorów bo nie mogli pograć jako funkcyjni). Sposób ten jednak wydaje mi się że zadziałał gdyż chaos na polu bitwy powodował że często udawało się uderzeniami zdobywać budynki będące celami i stopniowo wykonywać zadania, gdyż przeciwnik nie był w stanie domyślić się gdzie idzie właściwy atak. Ostatecznie też udało się nam zrealizować wszystkie cele rajdu (wysadzenie: zapór na promenadzie, elektrowni, dworca kolejowego, działa oraz zdobycie dokumentów i Enigmy ze sztabu). W związku z działaniami na terenie całego pola bitwy Panowie gratuluje każdemu że chciało wam się tyle godzin biegać i narzucać takie tempo, zakwasy od biegania trzymały mnie do środy, a w uszach od wybuchów piszczało jeszcze w niedzielę rano :) Wybawiłem się przednio! A teraz ogólnie jak wyglądała gra z mojej perspektywy: 1.Uderzenie Kanadyjskie wyszło z plaży na Chateau, które zdobyliśmy dość szybko i uderzyliśmy z niego na elektrownię (przy okazji wysadzono zapory przy Chateau). Przy wejściu do elektrowni zostaliśmy zatrzymani na dłużej, zaciął mi się tam ZB, więc po otrzymaniu kulki zszedłem wymienić replikę- tu od Dominika dostałem informację że mamy wysadzić wszystkie zapory nie jedną). 2.Po powrocie na respa nastąpiła zmiana planów, tu wydaje mi się że już oddział Brytyjski nie korzystał ze swojego respa tymczasowego lecz z głównego na barkach. uderzyliśmy na Casino i wysadziliśmy pozostałe zapory na promenadzie. Z Casina uderzenie poszło dalej na dworzec kolejowy o który walczyli w tym czasie Brytyjczycy. 3. W trakcie walk o dworzec udało się wysadzić saperom 2 z 3 wiat, na ostatnią zabrakło ładunków. Sam obchodząc od strony manufaktury znalazłem nagle się na respie niemieckim sam, zaś gdy od drugiej strony obszedłem budynek odkryłem że zostaliśmy wyparci z dworca. Po powrocie na barki nastąpiła znowu zmiana kierunku ataku. 4. Podzieliłem oddział i część sił atakowała na sztab a reszta na elektrownię. Sam uderzałem na tą ostatnią, gdzie udało nam się wysadzić 2 podpory od strony Chateau zanim wyparł nas kontratak niemiecki. Wracając na barki dowiedziałem się że zdobyto sztab i przetransportowano dokumenty na barki. Wtedy też dowiedziałem się że w sztabie był jeszcze sejf który może tylko Pit otworzyć. Okazało się że kończy się też amunicja więc część oddziału wyruszyła do Manufaktury odzyskać Brytyjską skrzynię (w której była połowa całej amunicji Aliantów). Reszta kontynuowała uderzenia na dworzec i elektrownię. 5.Około godziny 13 na respie znalazła się większość Aliantów i nastąpiło dzielenie amunicji (skrzynia pusta, więc co kto miał w nadmiarze to dzielił pomiędzy resztę), zdecydowaliśmy atakować na Manufakturę by zdobyć amunicję. Nieprzyjaciel w tym czasie wyparł nas praktycznie z miasta. Próba przebicia przez Casino nie udała się ( długie zbieranie i brak zgrania w ataku przesądziła już na wstępie), dopiero 2 przez Chateau przyniosła rezultat i udało nam się dostać do miasta z powrotem. Zdobyto wtedy ponownie sztab i zabrano stamtąd enigmę. Kilku ludziom udało się okrężnie dostać do Manufaktury lecz okazało się że nie ma tam już amunicji. 6. W związku z tym dalsze działania polegały na próbie wymuszenia na nieprzyjacielu utraty amunicji i zrealizowania ostatnich celów( wysadzić 3 wiatę dworca i 2 ostatnie filary w elektrowni). Sam brałem udział w ataku na Casino ( tu skończyła mi się amunicja poza 2 magami do pistoletu). Po zdobyciu go wraz bodaj 5 osobami uderzyliśmy na dworzec, który okazał się pusty ( w tym czasie reszta aliantów walczyła w elektrowni i sztabie, tam najpewniej przeniosła się obrona nieprzyjaciela) i wysadziliśmy ostatnie przęsło. Następnie uderzyliśmy na sztab. Reszta gry toczyła się już w około sztabu i elektrowni. W ostatnich minutach gry udało się wysadzić ostatnie dwa przęsła w elektrowni realizując cel. Było intensywnie aż do końca, udało się kilka fajnych akcji i pozostają niezapomniane wrażenia :) Liczę też że moje wypociny zmobilizują koleżeństwo do wyrażenia opinii o grze :) Z mankamentów to tylko to że zdziwiło mnie jak wszyscy szybko się po grze zwinęli i że dzień wcześniej tak niewiele przyjechało, w końcu tak rzadko mamy możliwość się spotkać w swoim gronie i pogadać :)
  11. No to i ja od siebie (rotmistrz) i przyszłej małżonki(rotmistrozwa - sanitariuszka) wrzucam kilka naszych przemyśleń, by nie powielać tego wszystkiego co już grono powyżej wypisało, poruszę tylko te kilka rzeczy które według mnie jeszcze warto. A na razie zarys z naszej strony: Po przyjeździe na granicę rotmistrz zarządził zbiórkę, na której stwierdzono brak strzelca Dolasa, po niej żołnierzy wysłano na przejście graniczne w celu obsadzenia posterunku i zabezpieczenia reszty granicy (zasieki). W tym czasie Rotmistrz z żoną udał się do karczmy na posiłek, po nim w związku z pustkami nastąpiło zwiedzanie miasteczka, od budynku do budynku. Po zwiedzeniu prawie wymarłej miejscowości udano się nad granicę by zobaczyć jak wyglądają przygotowania. Gdy oboje wrócili na posterunek okazało się że są już pierwsze osoby zatrzymane przez Policję Państwową. Byli to dziennikarze, jednego odesłano do karczmy by w spokoju sprawdzić jego dokumenty, w drugim zaś po sprawdzeniu rozpoznano agenta II Oddziału i przekazano by poszukał Dolasa po niemieckiej stronie. W tym czasie znad granicy zaczęli przybywać żołnierze po aprowizację, co zaprzątnęło rotmistrza. Pani rotmistrzowa w karczmie starała się znaleźć kogoś kto by mógł pomóc jej w wyprawie łowieckiej, ale z braku ludzi z wyższych sfer wróciła na posterunek postanawiając towarzyszyć mężowi. Po ponownym przybyciu brytyjskiego dziennikarza podano mu środki nasenne i przeszukano, gdyż podejrzewano go o szpiegostwo (dokumenty które przewoził mówiły że ma objąć placówkę w Warszawie, zaś podejrzany próbował przejść na stronę niemiecką mówiąc że wraca do biura w którym pracuje). Przeszukanie nic nie wykazało. W tym czasie wezwano Rotmistrza na granicę na rozmowę z oficerem niemieckim. Okazało się że znaleziono Dolasa po drugiej stronie granicy, w ramach negocjacji przekazano Brytyjczyka Niemcom w zamian na pijanego szeregowego, którego Rotmistrz nakazał umieścić w karcerze. Pani rotmistrzowa podała mu także leki by w miarę oprzytomniał i pozwolił się odprowadzić do celi. Pani rotmistrzowa próbowała też nawiązać kontakt z polskim agentem w celu załatwienia z Niemiec przesyłki z pewnym środkiem, niestety bez powodzenia. Po powrocie małżeństwa udali się do karczmy, jednak w tym momencie przebywał tam sam właściciel. Wychodzących zaczepił żołnierz, gdyż na granicy awanturował się niemiecki oficer. Po przybyciu na miejsce okazało się że chodzi o kogoś kto przechodząc posiadał rzekomo broń. Sytuacja była niejasna, a w związku z brakami aprowizacyjnymi ciężka do rozstrzygnięcia, mimo to jakoś udała się załagodzić. Małżeństwo po rozmowie postanowiło udać się na posterunek. Na miejscu okazało się że cele są przepełnione. Znalazł się także wywiadowca i ustalono że postara się załatwić ingredienta dla Pani rotmistrzowej. W celach znajdowało się 2 Polaków, 1 Niemiec, a brakowało skazanego na karcer Dolasa. Po rozmowie z aresztowanymi stwierdzono że mogą zajmować się szemranymi interesami. Rotmistrzowa podała im więc narkotyki, by uzależnić ich i przez to móc wykorzystać ich do realizacji pewnych szemranych celów, a Rotmistrz nakazał odprowadzić ich pod granicę. Małżeństwo zaczęło w tym czasie przeglądanie dokumentów które przechowywano na posterunku. Rotmistrz zajął się wypłaceniem żołdu, zaś rotmistrzowa wypisaniem kart mobilizacyjnych dla cywili potencjalnie przydatnych w razie wojny. Po zakończeniu tych zadań w związku z ciszą w okolicy, pani rotmistrzowa udała się na spoczynek. Pana Rotmistrza zaś poinformowano o postrzeleniu żołnierza na granicy przez nieznanych sprawców. Po zebraniu części żołnierzy i posłyszeniu plotek o przebywających w karczmie bandytach oddział wyruszył to sprawdzić. Wywiązała się strzelanina w której kilku żołnierzy zostało rannych, a bandyci uciekli do lasu. Rotmistrza znów wezwano na granicę a tam w sprzeczce z niemieckim oficerem obwiniali się o prowokacje. Następnie Rotmistrz zarządził powrót do posterunku i nocleg żołnierzy ze zmianami na granicy. Przekazano także karty mobilizacyjne cywilom by w razie czego mogli oni walczyć w ramach WP (dając wybór kulka lub współpraca). Następnie posterunek postawiono w stan gotowości na chwilę przed planowanym atakiem (znano godzinę od agentów wywiadu). Rotmistrz stwierdził bezcelowość obrony posterunku granicznego i postanowiono bronić przedpola wioski a następnie posterunku Policji Państwowej. W chwili wymarszu padły jednak strzały z kościoła więc od razu rozpoczęła się obrona miasteczka. A teraz co chcemy poruszyć ze spraw ogólnych :) 1) Swobodne wejścia do gry - trochę to rozbiło początek, bo nie wiadomo było kto ingame a kto nie i przez to na początku we wiosce się nic nie działo. Wydaje mi się że doszło do tego przez to że wiele osób nie czyta tego co jest na forum. Też myślę że dobre było by wrócenie do odpraw przed (jak np na Orle) by przypomnieć zasady i powiedzieć przynajmniej funkcyjnym czasem gdzie co jest (taryfę celną chyba po 2 h znaleziono, a żołd koło północy), uniknie też to chaosu na początku. 2) Offgame - przydało by się 1 miejsce takie by ludzie mogli w razie czego obgadać sprawy offgame np z moderacją, także odprawa fabularna lub nawet sen dla tych co chcą całkiem spać offgame. Uniknęło by to sytuacji ostrzelania ludzi i spalenia postaci (pije tu Dominik do tego co się stało w karczmie przy ataku bandytów) oraz problemów gdy ktoś rzeczy offgame uznaje za ingame. Z tym spaniem chodzi o to by ktoś mógł realnie spać, bez budzenia i wpadania osób z grą (my zdecydowaliśmy że Ola idzie do auta spać by chociaż jedno z nas było w stanie kierować po tylu h na nogach). 3) Zadania - to co mówiłem na odprawie, trochę za duże powiązanie niektórych zadań, które mogło istotne części fabuły położyć (wątek Radiostacji i potrzeba moderacji na bieżąco by wgl wypalił i była wojna). Także zadania dla funkcyjnych (dowódców/sanitariuszy np.) myślę ze nie ma co im układać tylko dać ogólne że mają ogarnąć oddział i jakiś cel 1 ogólny, resztę i tak weryfikuje gra i nie będą mieli kiedy robić "osobistych" zadań. Te wyżej to bardziej do orgów. Nie obraź się za nie Dominik, bo szacunek macie od nas wielki, bo opisy postaci i zadań pokazują włożony wkład i znakomicie zrobioną robotę :) Wszystkie fanty z gry zasilą nasz kuferek "larpowych pamiątek" :D Zresztą tak jak gadaliśmy według mnie największymi problemami były dwa które nie zależą od organizatora. A więc czas o nich powiedzieć. 1) Liczba graczy - tutaj myślę że dużo na niekorzyść zagrały straty przedbitewne i mniejsze zainteresowanie LARPem w środowisku. Przy tak małej liczbie osób ciężko było np wojsku zrobić coś więcej niż obsadzić tylko posterunek graniczny (nie mówiąc już o sensowych zmianach i zwiedzeniu LARPowym przez nich innych miejsc). Uderzyło też to w cywili bo mała liczba sprawiła że się trochę "gubili" w terenie gdy ich potrzebowało się lub chciało jakieś relacje nawiązać (a przynajmniej my tak mieliśmy). Mała liczba osób sprawiała że od Rotmistrza np. cały czas ktoś coś chciał i nie zawsze się udało nawet pogadać (np. gry przyszedłeś na posterunek by ze mną rozmawiać fabularnie). 2) Larpowanie. No uczymy się jako środowisko, czasem powoduje to że się nie zrozumieją gracze i coś nie zaczai i zadanie się wykrzacza. Wprowadzone przez nas medykamenty też nie zagrały, bo w sumie poza sytuacją z "uśpieniem" Brytyjczyka nikt nie pociągnął z nimi gry. Tu może nasza wina że nie podaliśmy informacji wcześniej by ludzie się na to nastawili - plan było uzależnić kilka osób do przenoszenia przez granicę rzeczy dla pani rotmistrzowej. Tutaj też wrzucam przypadki niemożliwości przekupienia itp. Tutaj też napiszę coś bezpośrednio do ekipy przemytników. Chłopaki te dragi i uzależnienie miało fabularnie was "wypuścić" z więzienia na teren gry byście nie siedzieli tam dłużej. Potem też karty mobilizacyjne chciałem wam dać po to byście mogli jeszcze swobodnie z bronią polarpować. Wyszło jak wyszło, nie miejcie urazy :) Swoją drogą Sikor kto wypuścił cię z karceru i jakim cudem znalazłeś się wtedy na granicy? Jak zaczął Marek wywlekać że nie siedzisz tam to miałem ochotę zastrzelić jego a potem Ciebie, ale nie mogłem przecież wojny wywołać... Tak wyszło że strasznie narzekam... no cóż tym razem ja mam role malkontenta XD A tak na serio to dla Organizatorów duże brawa i uznanie za wkład i stworzenie tej gry. Także dla każdego co wniósł do gry klimat i postarał się stworzyć założone realia; tu ukłony za karczmę do Grzegorza :) . Pozdrawiam i do następnego :)
  12. Podziękowanie i szacunek dla organizatorów za wspaniałą grę, nawet żar z nieba nie potrafił zepsuć humoru :) Klimat jak zawsze dopisał, pociesza też że wśród nas było wiele nowych twarzy :) A dla purystów mała kronika : Chania, dowództwo Creforce, Z samego rana do siedziby mojego sztabu w Chanii nadeszła depesza z informacją o planowanym desancie na Kretę wraz z mapą na której zaznaczono możliwe miejsca desantu z morza i powietrza. Desant mógł nastąpić w każdej chwili. W związku z tym zarządziłem pogotowie bojowe podległych oddziałów. Sytuacja taktyczna na poranek wyglądała następująco: sztab wraz z radiostacją w Chanii broniły oddziały brytyjskie, na lotnisku w Maleme stacjonują oddziały nowozelandzkie (najmniej liczne) a port w Heraklionie zajęty jest przez oddziały greckie (liczne ale najsłabiej wyposażone w broń automatyczną). W związku z możliwością desantu nakazałem Grekom patrolowanie drogi Heraklion-Suda-Chania, zaś brytyjskich strzelców wyborowych wysłałem do Sfakionu. Po kilku godzinach dotarł huk, to Boforsy z lotniska ostrzeliwały nadlatujące samoloty. Po kilku minutach z Maleme dotarł meldunek o grupie niemieckich żołnierzy którzy szybowcami wylądowali na zachód od lotniska i przeprawiają się przez rzekę. Wiedząc że Nowozelandczyków jest zbyt mało by utrzymać lotnisko nakazałem Grekom utworzenie grupy bojowej i wysłanie jej do Chanii, jako odwodu taktycznego. Nagle z Maleme nadszedł meldunek że Niemcy po przeprawie udali się na północ od lotniska i zniknęli z pola widzenia. Podejrzewając że wróg chce obejść lotnisko i odciąć drogę na nie od głównych sił, nakazałem wydzielonemu oddziałowi greckiemu udanie się do Platanias w celu znalezienia wroga. Chwilę po wyruszeniu Greków nad naszymi głowami zagrzmiały silniki nieprzyjacielskich maszyn i goniec popędził za nimi by ich zatrzymać. Wróg wysadzał desant na wschód od Chanii i południe od Heraklionu. Ze sztabu widać było nieprzyjaciół wyplątujących się ze spadochronów pod ogniem Greków z portu Heraklion. Obserwując miejsce desantu zauważyłem za umacniającymi się nieprzyjaciółmi poruszenie... Był to brytyjski snajper, który widząc desant wyruszył ze Sfakionu by nękać Niemców. Od razu z obrony sztabu wydzieliłem oddział i nakazałem mu uderzać na strefę lądowania spadochroniarzy, a z resztą ludzi obsadziłem drogę Chania - Suda. W tym czasie z Maleme nadszedł meldunek że są atakowani. Wiedząc o niedostatkach w ludziach u Nowozelandczyków wysłałem do nich odwód grecki licząc że razem utrzymają oni lotnisko. Gdy moi ludzie nawiązali kontakt z obroną niemieckiego lądowiska, od Heraklionu przyszła radiowa propozycja wyprowadzenia uderzenia. Przystałem na nią. Patrząc z Chanii widziałem jak na lądowisko od zachodu wkraczają Brytyjczycy a od północy Grecy byłem pewny że niedługo opanujemy strefę nieprzyjacielskiego zrzutu. W tym czasie w Maleme sytuacja stawał się nieciekawa. Co chwilę padała łączność radiowa, brak było informacji od odsieczy greckiej idącej na lotnisko, a tam zaczynało brakować amunicji i przybywać rannych. Po chwili przyszedł meldunek że Maleme padło, ale Nowozelandczycy bronią się jeszcze okopani na lotnisku dookoła Boforsów, blokując Niemcom wysadzenie na płycie posiłków. Dotarł do nich także oddział grecki, jednak z obrony sztabu wydzieliłem kolejnych ludzi i wraz z zaopatrzeniem wysłałem z rozkazem wsparcia obrony lotniska. W sektorze Heraklionu podległe mi jednostki opanowały niemieckie strefy zrzutów przejmując pokaźne zapasy amunicji. Informację tą przyćmił jednak meldunek z Maleme że Niemcy wysadzili działa i wypychają obrońców na Platanias. Wiedząc że nie zostało dużo czasu zebrałem wszystkie oddziały brytyjskie i greckie z sektorów Heraklion oraz Chania i wyruszyłem z odsieczą do Maleme. Jednak już za Platanias weszliśmy w kontakt ogniowy z nieprzyjacielem, mimo przewagi liczebnej nasz kontratak ugrzązł na przedmieściach Maleme trafiając najpewniej na świeżo dostarczone niemieckie posiłki. Widząc braki w zaopatrzeniu i ludziach zatrzymałem szturm i nakazałem odwrót na Platanias. W Platanias nastąpiło przegrupowanie, zostawiłem tu zarówno przetrzebionych Nowozelandczyków jak i Greków, zaś oddziały brytyjskie zabrałem na pozycję pomiędzy Chanią i Platanias by utworzyć drugą linię obrony. Po południu zaczęły napływać meldunki o walkach w Platanias. W takcie walk łączność ponownie została przerwana. Od cofających się i rannych dochodzić informacje o upadku Platanias. Zarządziłem więc odwrót na 2 linię obrony. Okazało się jednak że Grecy trzymali miasto, które po ich wycofaniu zostało puste. Dało nam to jednak chwilę na przegrupowanie, wróg bowiem po wejściu do miasta zatrzymał się najpewniej nie wierząc w odwrót. Z napływających Nowozelandczyków i Greków utworzyłem linię obrony: zachód oddziały brytyjskie broniące krzyżówki dróg z Platanias na Chanię i Sudę, południowy zachód od Chanii nowozelandzkie i Chania od południa Grecy. Po dłuższej przerwie i ciszy udałem się ze sztabu na odcinek brytyjski z wizytacją, akurat kilka minut przed rozpoczęciem szturmu niemieckiego, który został zatrzymany na krzyżówce. Widząc mocno okopane własne oddziały wróciłem do sztabu. A w sztabie trwała walka! Niemcy przedarli się od południa i walki toczyły się już w samej Chanii. Straty były ogromne po naszej stronie, oddziały nowozelandzki i grecki przemieszane, nakazałem odwrót zaopatrzenia do Sudy. Przy radiostacji sam położyłem kilku nieprzyjaciół... Na szczęście resztki wymieszanych oddziałów przybyły z Sudy powiadomione przez zaopatrzeniowców i odparły wrogów. Sytuacja była fatalna. Z wymieszanych oddziałów zacząłem łatać linię obronną dookoła Chanii, ściągając wszystkich n ten odcinek. Nagle do sztabu wpadł snajper i zameldował o nieprzyjacielu na drodze Chania-Sfakion. Przydzieliłem mu kilku żołnierzy i nakazałem zatrzymać wroga i nie pozwolić obejść Chanii i uderzyć na opuszczone Heraklion i Sudę. Walki rozgorzały znowu, wróg zaatakował i wbił się mocno w nasze pozycje na południu od sztabu. Zaraz potem nastąpiło niemieckie przebicie od zachodu podchodząc pod sztab. Amunicji zaczęło brakować, wielu broniło się już tylko pistoletami, kaemy strzelały już tylko oszczędnymi seriami... ale wróg odstąpił, obroniliśmy się. Zaczyna zmierzchać, mam nadzieję że są tak zmęczeni jak my i w nocy dadzą choć odpocząć. Zobaczymy co przyniesie jutro... Także ten, koniec grafomaństwa. To tak ogólnie dla wszystkich by wiedzieli co się działo w sztabie :) Wielkie dzięki dla każdego i pamiętajcie wygrali Ci co się dobrze bawili :)
  13. Ach serce zawodowe rośnie jak widzę zachwalanie kulek bio :D Sam od lat używam rożnych firm kulki bio i ani razu mi się nie zdarzyło puchnięcie. Większość rozkłada się w styku z wilgocią wiec trzymanie w woreczku strunowym np w szafce w ogrzewanym pomieszczeniu powinno sprawić że nie dojdzie do rozpoczęcia reakcji rozkładu. Co do kulek wspólnych mam pozytywne nastawienie, sam na współorganizowanym larpie i kilku stalkerach miałem z tym do czynienia. Tam rozwiązanie było na 2-3 wagach. 1)0,2 g dla pistoletów 2)0,25 lub 0,28 3)ewentualne "specjalne" o cięższej wadze/naświetlane - do "specjalnych" replik lub mocnych snajperek I powiem że na żadnym z nich nie było problemu, wcześniej podano tylko wagę kulek i kto nie chciał takich to latał z bronią otulinową całą grę albo wgl nie przyjeżdżał. Zarzuty do narzekania że taka marka nie albo taka waga nie moim zdaniem można odbić krótkim " zorganizujesz własną grę to postawisz sam warunki jakie Ci pasują". Jeśli się zapisujemy na grę gdzie tak jest to godzimy się na to co podaje org i mamy się dostawać, jeśli w rozmowie przed grą coś ustalimy osobno to się tego trzymamy i pretensji nie ma. Plusem wspólnych i jednakowych kulek jest sytuacja gdy gracze doładowują ze swoich współtowarzyszy. Na larpach jest to powszechne gdy na ekipę rozdziela się amunicję przydziałową tak by zwiększyć siłę ognia automatów o kulki tych co używają tylko boczniaków lub 4-taków. W przypadku własnych kulek dobrym pomysłem są właśnie woreczki strunowe które każdy gracz we własnym zakresie przygotuje. Eliminuje to narzekanie że waga nie ta. Osobiście myślę że przy założeniu ograniczenia ilości i własnych kulek dobrym pomysłem może być sprawdzanie tego przy rejestracji przed grą. I określenie jasno że "moderator" może sprawdzić w trakcie gry jakich kto używa i brak okazania albo "oszukiwanie" będzie karane w jakiś sposób. Może się to wydawać dziwne, ale powiem że po tym co widziałem czasem może rozwiać wiele wątpliwości :)
  14. Mam na sprzedaż thompsona m1928 od KA, w zestawie z magazynkiem bębenkowym, zainteresowani priv
  15. Biuro szykuje się na oblężenie więc czasu mam dziś w końcu na pisanie :) Na wstępnie wielkie podziękowania Organizatorom, bo gra wyszła genialnie jak dla mnie :) I wszystkim co przyjechali na grę, zaś brytolom za możliwość dowodzenia nimi :) Na duchu podnosi także że tylu nas po obu stronach było, poziom umundurowania zaś pokazuje że coraz bliżej nam wszystkim do "koszerności" :D No i zaangażowania graczy, w końcu baretek było bardzo dużo, a zdobyły je osoby z rubieży kraju ( dla większości Krosno to już Ukraina a Koszalin Niemcy, bez urazy oczywiście :D ) co dobitnie pokazuje że dla dobrze zrobionych gier odległość nie ma znaczenia :D Intensywność rozgrywki momentami zaskakiwała. W nocy startowałem z 5 magami do Thompsona, zaś pod koniec musiałem już strzelać " na pewniaka" bo zostałem z resztką ostatniego tak zażarte były walki o most. Zaś po wyjściu z plaży jak popatrzyłem na zegarek nie mogłem uwierzyć że walczyliśmy niecałą godzinę o nią, bo wydawało się że co najmniej z 2-3, zaś zużyłem na niej ponad 20 granatów. No i na długo zostanie w pamięci idealnie wrzucony do bunkra na plaży w biegu granat :D Z nocnej zaś "ciche zabójstwo" wśród zasłanego rannymi przedpola mostu :D No a teraz suchy raport widziany z mojej perspektywy(godziny podaje od momentu startu, gdyż totalnie nie mam pojęcia jakie były dokładne): Noc 5/6.06.1944r., Zastępca dowódcy drużyny 6DPD 00.00 Wraz z przydzielonym poddziałem ( w sile 6 ludzi) załadowałem się na szybowiec, którym mamy dostać się w okolice Mostu "PEGAZ". 00.15 Na ziemi widać oznaczone przez partyzantów lądowisko, po posadzeniu szybowca, nawiązuje kontakt z partyzantami i zabezpieczam strefę w oczekiwaniu na 2 kolejne zrzuty. 00.25 Po zebraniu całego oddziału wyruszamy z partyzantami na punkt zborny na zachód od mostu Pegaza. 00.40 Po dotarciu do punktu zbornego dowódca dzieli odział, przydzieleni mi ludzie wyruszają by obejść most i zaatakować o północy na gwizdek dowódcy atakującego od południa. 00.50 Dochodzimy do podstawy wyjściowej natarcia, gdy od mostu rozlegają się strzały, nakazuję wiec atak. 00.55 Przeciwnik skupiony na ataku z południa zostaje zaskoczony nagłym pojawieniem się nas za plecami, wykorzystując efekt wybijamy obrońców po zachodniej stronie i ze swoim oddziałem zajmuję od razu wschodni brzeg i organizuje stanowiska obronne. 01.10 Na drugą stronę mostu przechodzi dowódca z resztą ludzi i przejmuje dowodzenie. wkrótce potem następuje kontratak oddziałów nieprzyjaciela. 01.20-02.30 Nieprzyjaciel pod osłoną ciemności atakuje nasze pozycje, często dochodzi do walk na przestrzeni kilku metrów, jednak mimo kurczących zapasów amunicji trwamy dalej. W między czasie pojawia się na przedpolu radiotelegrafista 82DPD, który poszukuje swojego oddziału, jednak nie zostaje z nami. 02.40 Z kierunku północnego rozbrzmiewa kanonada, wychodzę więc sprawdzić co się dzieje i nawiązuję kontakt z pododdziałem 82DPD kierującym się na most. 03.00 Amerykanie zmieniają nas na pozycjach, a dowódca nakazuje nam marsz na Bayeux. 03.15 Podchodzimy pod Bayeux gdzie trwa wymiana ognia, wraz z swoim pododdziałem dopadamy do stanowisk zajętych przez spadochroniarzy amerykańskich i wspieramy ich aż do wycofania się oddziału niemieckiego. 03.20 Dowódca przybywa do Bayeux i rozstawia nas na pozycjach, a ja zasypiam oparty o worki z piaskiem w jednym z budynków miejscowości. Ranek 06.06.1944r. Dowódca 3 DP 00.00 Barka desantowa coraz bliżej brzegu spowitego grantami dymnymi mającymi osłonić nasz desant. Nagle gwizdek i burta opada, a ja wraz z moimi ludźmi wypadam na Normandzką plażę i niemiecki ognień broni maszynowej. Skokami przesuwam się po sektorze i dopadam pierwszej wydmy wraz z częścią ludzi. Grantami obrzucamy schowanych za nią i okopanych na wale Niemców. Podrywam ludzi i dalej prowadzę natarcie, które wychodzi na wał na prawym skraju sektora. Widząc to nakazuję atak wzdłuż wału w kierunku bunkra na granicy sektorów. 00.15 W brawurowym ataku zajmujemy bunkier i kładziemy ogień po wale w sektorze amerykańskim by wspomóc ich atak na fortyfikacje Pointe-du-Hoc. W tym czasie nakazuję saperom otworzyć przejścia na przedpolu pomiędzy sektorami. W tym czasie amerykanie zajmują swój sektor i wyprowadzają z niego natarcie w głąb lądu, a ja nakazuję umocnić pozycje swojej piechocie. 00.20 Nadchodzi z lądu kontratak niemiecki który na sektorze amerykańskim zatrzymuje natarcie i odpiera do wału na plaży, zostaje odcięty w bunkrze, zaś utrzymanie linii obrony na naszym sektorze staje coraz trudniejsze. 00.25 Kontratak niemiecki spycha amerykańską piechotę na plaże, a następnie skupiwszy się na nas wypiera z bunkra i nasypu aż na linię wydm. Szturmy kolejnych fal posiłków zostają zatrzymane na linii wydm, nie przebijając się dalej niż na wał w prawym rogu sektora, jednak natarcie zostaje zatrzymane. 00.35 Gdy kolejny desant dociera prowadzę żołnierzy na sektor amerykanki by większą siłą ognia uderzyć w jedno miejsce, zajmujemy stanowiska Pointe-du-Hoc, następnie wał. W tym czasie reszta piechoty brytyjskiej wdziera się na wał na prawo od bunkra. 00.40 Zajmujemy bunkier i obsadzamy wał, kontratak niemiecki na umocnienia zostaje zatrzymany, lecz straty nasze są zbyt duże by przeć w głąb lądu, czekam wiec na kolejny desant. 00.50 Po dotarciu posiłków wraz z amerykańską 1 DP atakujemy na kierunku Vierville-sur-Mer, które po zażartej walce zajmujemy. 01.00 Rozpoczynam natarcie na Bayeux, które obchodzimy od wschodu. Większość oddziału dostaje się pod zmasowany ogień niemiecki, lecz miasto zostaje zajęte przy wsparciu grypy Rengersów atakujących od południa. 01.15-01.40 Bronimy miasta przed ciągłymi niemieckimi kontratakami, jednak zostaje ranny i trafiam do punktu opatrunkowego na południe od Benouville. 01.50 Wraz z napotkaną grupą francuskich partyzantów docieram na most Pegaza, do 82 DPD, tam drogą radiową dostaje informację o dalszej obronie Bayeux przez moje oddziały, do których wyruszam. Po dotarciu na miejsce przejmuję dowodzenie obroną. 02.10-02.30 Zostaliśmy odcięci od głównych sił inwazyjnych, Niemcy otoczyli miasto. Nieustannie atakują nasze pozycje. W końcu jesteśmy zmuszeni opuścić je, gdyż prawie wszyscy zginęli. Ranny zostaje przetransportowany ponownie na punkt medyczny. 02.30 Na punkcie opatrunkowym zbieram ludzi i radiowo nakazuje poinformować by oddziały brytyjskie zmierzały do Vierville-sur-Mer na przegrupowanie. Po dotarciu na miejsce rozpoczynam natarcie na Bayeux. 02.40 Radiowo dostaję rozkazy by zatrzymać natarcie i iść na odsiecz obleganemu Benouville. Zaprzestaję więc ataku i cofam sie na pozycje wyjściowe by obejść pozycje niemiecki i dotrzeć do 82DPD. 03.00 Docieram z oddziałem do mostu Pegaz, zmieniamy oddział amerykański. W związku z niewielkimi siłami okopujemy się i nie podejmujemy działań w kierunku Bayeux. 03.20 Rozsyłam patrole na kierunkach Bayeux, Caen i lotnisko Carpiquet. 03.30 Po powrocie patroli i informacjach o zajęciu przez amerykanów Carentan i Bayeux rozpoczynam natarcie w kierunku na Caen, jednak zostaje ono zatrzymane przez okopane oddziały niemieckie. Odparci wracamy na pozycje w Benoville. 03.45 Wyprowadzam kolejne natarcie na lotnisko Carpiquet, mimo strat udaje nam się zając lewy południowy róg lotniska. Widząc upadające natarcie amerykańskie po pasie startowym zostajemy na zajętej pozycji i odpieramy kontratak niemiecki. 04.00 Natarcie niemieckie zamiera, obie strony zajęły stanowiska na przeciwnych stornach pasa startowego, nadchodzi chwila odpoczynku, a nas luzują i wracamy na plażę. Wiem, długie, ale trochę się działo :D Te "ranienia" to zfabularyzowane zgony, by lepiej brzmiało, tych na plaży nie uwzględniłem bo by musiało być 3 innych dowódców :)
×
×
  • Create New...