Dobra, dobra, wszyscy się nabijacie z chłopaka, o on chciał przecież dobrze!
Sam, oglądając mapy terenu dochodziłem do wniosku, że przecież wystarczy dobrze rozmieścić żołnierzy i walka wygrana. Bo niby tak nie jest?
Ha! Tu przychodzi na myśl pewne piękne stwierdzenie:
„Twój plan działa idealnie w Twoim namiocie, zawodzi dopiero na biurku u dowódcy”
I ot, szczera prawda. (Murphy nigdy się nie myli :D )
Nawet taka prosta rozgrywka ASG (Nie mówmy tu o planowaniu operacji wojskowych, bo tak naprawdę większość z nas nie ma najmniejszego pojęcia jak długi jest wzór do obliczenia ilości amunicji jaką żołnierz musi zabrać na akcję- z całym szacunkiem oczywiście ;] )
zawiera w sobie multum elementów, których w stanie przewidzieć nie jesteśmy:
wahania pogody, zmiany strategiczne przeciwnika, morale oddziału czy nawet kierunek wiatru- no bo nie jesteśmy, w prognozie pogody podadzą, że będzie słonecznie, jedziemy na miejsce, a tam deszcz pada- innymi źródłami informacji nie dysponujemy.
Mamy najlepszy w świecie plan, który spali na panewkach przez gradobicie?
Sam ze strategią jestem raczej na bakier, ale po dość długim okresie obcowania z osobami zajmującymi się tym na co dzień doszedłem do banalnego wniosku, że o powodzeniu operacji decyduje tak naprawdę matematyka...
Może i stwierdzenie idiotyczne, ale jest to moje subiektywne odczucie ;]
Tak naprawdę wystarczy jeden błąd obliczeniowy, jedno przeoczenie, najdrobniejszy szczególik, czy nawet to, że ktoś zapomni gdzieś zadzwonić, i giną ludzie...
Ale tak z drugiej strony przychodzi mi na myśl zasłyszane stwierdzenie instruktora na któryśtam „idiotycznych” zajęciach, że jak teraz zapier*.*alacie przez opony, to nie znaczy, że na akcji też będziecie.- Większość ludzi, wyciskając siódme poty na małpim gaju z ołowianym kałachem w zębach myśli sobie, jaki to popier... i w ogóle jest ten instruktor i czego on chce nas nauczyć? Ano nauczy, samodzielnego myślenia i radzenia sobie w sytuacji, gdy ich jest trzech, a Ty masz pełno w gaciach.
Ja po swojemu rozumując, uważam, że strategia, planowanie akcji, rozdzielenie przydziałów, wytyczenie mapy, sprawdzenie broni, podstawienie samochodów czy wypastowanie butów ma takie samo cholerne znaczenie dla Ciebie i kolegów, gdy od tego zależy Wasze życie.
I co z tego, że przeprowadzisz w myślach idealnie zaprogramowaną walkę, jak w połowie realnej rozgrywki spadnie deszcz i 3 / 4 AEGów pójdzie spać? Albo okaże się, że w tym budynku tak naprawdę siedzi trzydzieści osób, a nie dwadzieścia?...
Planowanie takich zabaw to nie tylko ogólny zamysł:
„Wy pójdziecie tędy, my tędy i Wy macie nas zabić jak my będziemy szli.”
Może podczas rozgrywek ASG nie jest to tak widoczne, bo przecież amunicji każdy trzyma tyle, że ho i jeszcze więcej, a i jedzonka nie zabraknie, a jak się zmęczysz to do samochodu i do domciu...
Tak więc pozwolę sobie zaryzykować stwierdzenie, że będąc raz na jednej strzelance masz takie samo pojęcie o realiach 48godzinnej rozgrywki jak ja o dosyłaczu zamka wewnętrznego ;P
Zrobię wycieczkę w do przeszłości, gdy zamiast karabinów były miecze, a zamiast czołgów- pancerne konie. Wtedy to w zasadzie powstało większość manewrów taktycznych, które w obecnej formie są jedynie dopracowywane i udoskonalane, urozmaicone o nową broń itd.
W owych zamierzchłych czasach taki strateg, po zaplanowaniu bitwy wsiadał na konia i jechał do boju w pierwszym szeregu! I wg. mnie sam fakt, że większość „speców o planowania” rzadko rusza tyłki poza kwatery jest już odrobinę bolesny...
Dobra, odszedłem od tematu, a chciałem powiedzieć tylko tyle, co powiedziałem.
Miłego dnia/nocy...