Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

koniov

Użytkownik
  • Posts

    5
  • Joined

  • Last visited

koniov's Achievements

  1. Racja, racja, rozumiem co chcecie mi przekazać. Tak, jestem zacofany. Tak, nie lubie "amerykańskich" wynalazków. Tak, jestem ten zły i zacofany! :D Mimo wszystko takie wynalazki, które można zastąpić prostymi metodami będe negował ZAWSZE. Skuteczność leży w PROSTOCIE. Poza tym mając lusterko nie boje się, że pierdyknie (7zł w plecy?) Mając kamere będe bał się rzucić na glebe (3000zł w plecy?) Po co nosić ze sobą sprzęt warty tesiące złotych, skoro można go zastąpić kawałkiem lusterka z pasty maskującej, albo zbitą szybą? Szyba leżąca na ziemi wzbudza mniejsze zainteresowanie niż kawałek obiektywu wijący się za rogiem? Zastosowanie kamerki to już osteteczność, przynajmniej ja tak to widzę. Wiem, zapewne się myle, zapewne zostane za to zgnojony, ale cóż- NIE LUBIE ELEKTRONIKI gdy jestem w mundurze ;] (Coby nie było, że taki cep jestem kompletny i żeby było śmieszniej- na codzień zajmuje się elektrotechniką ;P )
  2. Wg. mnie zdecydowanie nie. Po pierwsze: Ze względu na cenę. Po drugie: Awaryjność. Poza tym nie ufam elektronicznym wynalazkom :D Jeżeli nie wiem jak coś funkcjonuje i nie umiem tego naprawić w warunkach polowych- NIE POWIERZE takiej maszynie swojego zdrowia i życia.
  3. http://www.specops.superhost.pl/taktyka%20...czne_mirror.htm Tutaj macie pokazane jak naprawdę wyglądają takie lusterka.
  4. O, i ten fragment może w zupełności zastąpić większość tego, co do tej pory napisaliśmy...
  5. Dobra, dobra, wszyscy się nabijacie z chłopaka, o on chciał przecież dobrze! Sam, oglądając mapy terenu dochodziłem do wniosku, że przecież wystarczy dobrze rozmieścić żołnierzy i walka wygrana. Bo niby tak nie jest? Ha! Tu przychodzi na myśl pewne piękne stwierdzenie: „Twój plan działa idealnie w Twoim namiocie, zawodzi dopiero na biurku u dowódcy” I ot, szczera prawda. (Murphy nigdy się nie myli :D ) Nawet taka prosta rozgrywka ASG (Nie mówmy tu o planowaniu operacji wojskowych, bo tak naprawdę większość z nas nie ma najmniejszego pojęcia jak długi jest wzór do obliczenia ilości amunicji jaką żołnierz musi zabrać na akcję- z całym szacunkiem oczywiście ;] ) zawiera w sobie multum elementów, których w stanie przewidzieć nie jesteśmy: wahania pogody, zmiany strategiczne przeciwnika, morale oddziału czy nawet kierunek wiatru- no bo nie jesteśmy, w prognozie pogody podadzą, że będzie słonecznie, jedziemy na miejsce, a tam deszcz pada- innymi źródłami informacji nie dysponujemy. Mamy najlepszy w świecie plan, który spali na panewkach przez gradobicie? Sam ze strategią jestem raczej na bakier, ale po dość długim okresie obcowania z osobami zajmującymi się tym na co dzień doszedłem do banalnego wniosku, że o powodzeniu operacji decyduje tak naprawdę matematyka... Może i stwierdzenie idiotyczne, ale jest to moje subiektywne odczucie ;] Tak naprawdę wystarczy jeden błąd obliczeniowy, jedno przeoczenie, najdrobniejszy szczególik, czy nawet to, że ktoś zapomni gdzieś zadzwonić, i giną ludzie... Ale tak z drugiej strony przychodzi mi na myśl zasłyszane stwierdzenie instruktora na któryśtam „idiotycznych” zajęciach, że jak teraz zapier*.*alacie przez opony, to nie znaczy, że na akcji też będziecie.- Większość ludzi, wyciskając siódme poty na małpim gaju z ołowianym kałachem w zębach myśli sobie, jaki to popier... i w ogóle jest ten instruktor i czego on chce nas nauczyć? Ano nauczy, samodzielnego myślenia i radzenia sobie w sytuacji, gdy ich jest trzech, a Ty masz pełno w gaciach. Ja po swojemu rozumując, uważam, że strategia, planowanie akcji, rozdzielenie przydziałów, wytyczenie mapy, sprawdzenie broni, podstawienie samochodów czy wypastowanie butów ma takie samo cholerne znaczenie dla Ciebie i kolegów, gdy od tego zależy Wasze życie. I co z tego, że przeprowadzisz w myślach idealnie zaprogramowaną walkę, jak w połowie realnej rozgrywki spadnie deszcz i 3 / 4 AEGów pójdzie spać? Albo okaże się, że w tym budynku tak naprawdę siedzi trzydzieści osób, a nie dwadzieścia?... Planowanie takich zabaw to nie tylko ogólny zamysł: „Wy pójdziecie tędy, my tędy i Wy macie nas zabić jak my będziemy szli.” Może podczas rozgrywek ASG nie jest to tak widoczne, bo przecież amunicji każdy trzyma tyle, że ho i jeszcze więcej, a i jedzonka nie zabraknie, a jak się zmęczysz to do samochodu i do domciu... Tak więc pozwolę sobie zaryzykować stwierdzenie, że będąc raz na jednej strzelance masz takie samo pojęcie o realiach 48godzinnej rozgrywki jak ja o dosyłaczu zamka wewnętrznego ;P Zrobię wycieczkę w do przeszłości, gdy zamiast karabinów były miecze, a zamiast czołgów- pancerne konie. Wtedy to w zasadzie powstało większość manewrów taktycznych, które w obecnej formie są jedynie dopracowywane i udoskonalane, urozmaicone o nową broń itd. W owych zamierzchłych czasach taki strateg, po zaplanowaniu bitwy wsiadał na konia i jechał do boju w pierwszym szeregu! I wg. mnie sam fakt, że większość „speców o planowania” rzadko rusza tyłki poza kwatery jest już odrobinę bolesny... Dobra, odszedłem od tematu, a chciałem powiedzieć tylko tyle, co powiedziałem. Miłego dnia/nocy...
×
×
  • Create New...