Jedni walczyli więcej inni mniej, tak jak my, ale cóż tak czasem bywa. Przez część "gry" siedzieliśmy otoczeni przez... własne siły, więc tylko mogliśmy obserwować wędrujące trupy.
Tak więc trochę to wyglądało jak dziwna wojna, jednak w końcu znaleźliśmy sobie wroga, co działo się za wiedza dowódcy naszego TFu.
Zasadniczo mam dwie uwagi:
1. Grochówka - nagle zrobiło się pusto i wszyscy gdzieś zniknęli... dla mnie i moich kolegów przerwa w walce na obiad to bezsensowny pomysł, ale niestety często powielany na różnych imprezach. Może czas skończyć z ta tradycyjną grochówką?
2. Czołg i pojazdy. Wydaje mi sie, ze wynajęcie T55 nie jest tanią imprezą, dlatego nie bardzo rozumiem po co on był na zlocie? Widok jadącego czołgu może i powoduje u niektórych oddanie moczu w gacie z wrażenia, ale dla mnie nie jest to żadna atrakcja. Co innego gdyby taki lub podobny pojazd mógłby być użyty do walki. I nie chodzi mi o strzelanie z armaty :). Można pojazdy czy to cywilne, czy wojskowe wykorzystać jako transportery, które podczas walki będą osłaniać piechotę, nawet nie prowadząc ognia. Teren był do szturmów z wykorzystaniem pojazdów, myślę, że trochę zabrakło pomysłu jak je wykorzystać.
Dziękuję organizatorom za przygotowanie imprezy, która w sumie była udana.