Agresja u zwierzaków zarażonych wścieklizną... hmm... zdarzyła mi się kiedyś dość komiczna sytuacja (to były moje początki obcowania z lasem, jakieś dziesięć lat temu)- do dziś nie wiem, czy lis był chory, czy nie. Ja natomiast z pewnością od ładnych paru dni "pachniałam" wyłącznie lasem i "odrobiną padlinki", gdyż teren w rzeki nie obfitował ;) . Pewnej nocy obudziło mnie iskanie włosów :D , gdy się ruszyłam, straciłam niezły pukiel ;) , a lis który stał przede mną wyglądał, jakby miał na zawał zejść, bo mu właśnie obiad ożył na talerzu <rotfl> . Gapiliśmy się na siebie w bezruchu ładnych parę sekund i nie wiem, kto był w większym szoku. Gdy zapaliłam latarkę, zwiał, co sugerowałoby, że jednak był zdrowy. Od tamtej pory bardzo pilnuję surwiwalowej higieny.. (hyhyhy...)