Pytanie padło w kwestii stylizacji, ale widzę że temat przeszedł na rekonstrukcję. Otóż, ja wziąłem sobie do serca zasadę, że "rekonstrukcja to proces długotrwały". Po pierwsze żeby wyrobić sobie jako takie pojęcie o odtwarzanej sylwetce najlepiej przejrzeć mnóstwo zdjęć, później przeczytać mnóstwo tekstów, a następnie jeszcze raz przejrzeć zdjęcia- mozolony proces zdobywania informacji, ale wtedy mamy faktycznie podstawy żeby twierdzić, że było właśnie tak, a nie inaczej i na podstawie tej wiedzy wspartej, a nie opartej całkowicie na opiniach innych rekonstruktorów, budować sylwetkę. Inną sprawą jest to, że po prostu wszystko naraz ciężko ogarnąć finansowo... I tak jak mówią koledzy, też radzę kupować wszystko już pod kątem reko, bo romans ze stylizacją na ogół się pogłębia... Moją sugestią jest, żeby zacząć od ekwipunku, który pokrywa się dla piechociarzy i spadaków, a później poszerzyć go o elementy charakterystyczne dla wojsk powietrznodesantowych. O ile nie ma się ogromnych ilości hajsu, to niestety trudno skompletować sylwetkę szybko i dobrze. Ja mimo tego, że odtwarzam chyba najtańszą w II wojennej rekonstrukcji armię- RKKA- dopiero teraz, po roku kompletowania sprzętu mogę powiedzieć, że moja sylwetka jest pełna i koszer. Przez cały ten czas latałem w częściowo pożyczonym szpeju, ale Kolega ma ten dyskomfort, że do żadnej grupy nie należy... Tak więc, moim zdaniem, pozostaje ciułać piniąc na dobrej jakości szpej, bo jak to się mówi "nie stać mnie na to, żeby kupować słabe kopie".