mockingbird
Użytkownik-
Posts
20 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by mockingbird
-
Pewnikiem chodziło o PO, POSP, albo coś w ten deseń. Coś takiego znalazłem na stronie: http://en.asgshop.pl/sklep/pics/ris-22.jpg Edith: poniżej z ceną: http://en.asgshop.pl/sklep/catalog.php?cat=90&prod=796#796
-
@ Darksoviet Op7 często sobie strzela Ferdynanda Focha przy uruchamianiu z launchera pulpitowego. Najlepiej odpal stronę Op 7 przez Internet Explorera (i niestety tylko przez niego się działa), zaloguj się, i tam kliknij na 'start game'. Jeśli wciąż będzie na fochu, jest szansa że mu się poprawi jak go przeinstalujesz w domyslnym katalogu. Ew. literę dysku można podmienić.
-
Szczerbinka na szynie typu Picatinny nie występuje we wszystkich wersjach C7, tylko w wersji tzw. flat-top, która nie posiada rączki transportowej. Wiki to ogółem kiepskie źródło, polecam już bardziej world.guns.ru Znalazłem sobie takia wątek, im niżej, tym większe szambo się robi, ale padło kilka konkretów, http://www.militaryphotos.net/forums/archi...hp/t-20524.html Generalnie, jest robione na licencji Colta przez Diemaco, wymiarowanie jest to samo, różnica tkwi w materiałach (plastiki i lufa), głównie w celu lepszego działania w klimacie północnym. W zależności od tego, do której wersji m16 chcesz porównać, różni się klikoma szczegółami więcej, np. usprawnieniami robionymi pod leworęcznych.
-
Tyskie nie przejdzie, np. tacy skandynawowie pomyślą sobie, że to towar niemiecki.
-
MoA to przede wszystkim miara kąta, mierzy się tym też skupienie, ale to nie wszystko. http://www.usa-alltheway.com/index.php?pag...&items=none W miarę przystępnie opisane (a przynajmniej ja bardziej przystepnego nei znalazłem). W dużym skrócie, montaż który posiada moa, jest nieco nachylony, co pozwala szybko zmienić "zero", przesuwając tylko celownik, gdy strzelasz na inną odległość niż zazwyczaj.
-
Bardziej kilku niż kilkunastu. Niech tam bedzie sprężyna od resora z "ciungnika" nawet wsadzona, za daleko to nie poleci tak, żeby jeszcze było zdolne zabić. Inna sprawa, wycelować tym ustrojstwem i trafić tak, żeby zabić. Nie wiem, jakoś tak bardziej przemawia do mnie w tym momencie kusza. Dobra, w tym miejscu już wiedziałem, że Brenten poważnie nie pisze. Mam racje, nie pisałes tego na poważnie?
-
Widziałem kiedyś takie zabawki, potem trzeba się nachapać, żeby przeładować i tę sprężyne co kawał żelastwa na te metry miota napiąć. Niby dla rasowego rosjanina ze specnazu to pikuś...ale sekundy lecą i na drugi strzał nie ma co liczyć. I tak zdaje mi się, że porządnych elementów celowniczych toto nie ma, a to z kolei mi nie rokuje najlepiej na to, że pierwszy strzał będzie skuteczny. Ok, mówi się, że specnaz umie się swoimi zabawkami posługiwać... ale mnie już doświadczenie uczy, że jak się bracia Rosjanie chwalą, to trzeba to przez 3 dzielić.
-
Ajajaj, Omomierz, poziom inteligencji, infantylizm... ja rozumiem że jak się skończą argumenty to się wytacza ad hominemy, ale to niestety na Twoją korzyść nie działa. Problem w tym, że kurczowo trzymasz się tego pojęcia "ostatniej deski ratunku", a ja się spytam, dlaczego nie wycofać się, tak po prostu (pamiętasz nasze startowe założenia, jesteś ranny na tyle, że trudno jest użyć broni?) Czasy gdy należało odejść z pola bitwy prosto do Valhalli otoczonym ciałami wrogów na całe szczęście minęły, powiem nawet, że w obecnych czasach raczej patrzy się na tego typu myślenie jako najzwyklejszy brak szacunku dla życia. Powiesz mi teraz że wojna to piekło, i niech tak będzie a ja pozwolę sobie rozwinąć - brak szacunek do życia, bo martwy żołnierz kosztuje punkty czarnego PR w prasie, jest też wart tyle, ile jego szkolenie i sprzęt na nim. Co najważniejsze, martwy żołnierz nie wykona zadania. Druga rzecz, tłumaczy ci to parę osób, a ja powtórzę jeszcze raz, nóż do walki przeciwko uzbrojonemu w broń palną przeciwnikowi to nie jest najlepszy pomysł. Co więcej, mówię jako osoba która zgłębiła temat (bo kiedyś byłem młody i głupi), zrobić krzywdę nożem łatwo nieuzbrojonemu przeciwnikowi, ba, banalnie jeśli jeszcze do tego nie wie on co robi. Można nim postraszyć łebków na ulicy, ale sytuacja zmienia się diametralnie, jeśli masz zabić wroga, który jest na ciebie przygotowany, uzbrojony i ma wolę do walki. Na pewno nie pójdzie to tak łatwo jak w "rambo". Problem w tym, że jeśli nie ma elementu zaskoczenia, nóż przestaje być aż taki "fajny". A ty mi tu jeszcze mówisz o robieniu nożem przy poważnym zranieniu? Jak pisałem, w takim przypadku szybciej będzie się na niego rzucić. Podjęto temat szkolenia w użyciu noża. Akurat przeglądałem sobie przeterminowany lekko Field Training Manual US Marines w nadziei, że dowiem się, jakie cele stawia on tego typu instruktażowi, niestety zawód. Cele podane były, niestety, wiele nie wynika ze stwierdzenia: Marine musi być gotowy do zdecydowanego działania w każdej sytuacji bojowej. Przynajmniej w kontekście mania lub nie mania noża/bagnetu. Ale można to wytłumaczyć samemu sobie na kilka sposobów. Owszem, należy szkolić żołnierzy w CQB, a systemy walki w zasadzie nie ma bata, muszą umieścić w curriculum nóż. Chociażby żeby przerobić obronę przed nim. Witz polega na tym, że wcale nie przypisuje się mu niewiadomo jakiej wagi, tylko opisuje jako jedno z wielu narzędzi, które żołnierz akurat ma przy sobie (bo miło jest czasem postrugać sobie patyka albo otworzyć konserwę niskotłuszczową). A co do ogółu CQB, ów manual zadziwił mnie tym, że bardzo przypominał materiał przeznaczony dla policji - obezwładnianie, sprawowanie kontroli nad, dopuszczalne poziomy użycia przemocy. Wnoszę po tym, że raczej może to mieć na celu przygotowanie żołnierza do obchodzenia się z cywilami i jeńcami (do walki też, ale jeśli chodzi o cqb i czyszczenie budynków, to jest to inna bajka). A że przy okazji takie szkolenie rozwija agresywność, wolę walki i inne pożądane cechy, tym lepiej. Przypominam, oryginalne pytanie brzmiało o miejsce bagnetu (noża mniej, ale też) na polu walki. Ja skłaniam się ku tezie, że jest to jeszcze tylko jedno potencjalne zastosowanie dla narzędzia które żołnierz i tak posiada, tylko raczej nikt rozsądny nie udaje, że jest to narzędzie które istotnie wpływa na wartość bojową. Tym bardziej nie działa jako broń "ostatniej szansy". Lepszy będzie właśnie pistolet, albo nawet odbezpieczony granat... tylko że tak się w nowoczesną wojnę kraje cywilizowane nie "bawią".
-
Coś w tym jest, juz podczas bodaj I wojny światowej wyszło, że w "praniu" lepiej od bagnetu wypada po prostu zaostrzona saperka. I trudno się z tym nie zgodzić, w sumie, było nie było, nóż pokazuje swoją siłę jedynie w skrytym podejściu. W bardziej typowej walce, daje owszem przewagę nad nieuzbrojonym przeciwnikiem, ale już przewaga zasięgu u przeciwnika (saperka, prasol, sztacheta), podnosi znacznie nożownikowi poprzeczkę. Rozważmy w takim razie bagnet na broni. Skuteczny? A pewnie. Całkiem niezły zasięg, oburęczny chwyt pozwala na bardzo skuteczne dźganie. Zdecydowanie wolałbym taką "włócznię" z karabinu od saperki. W czym problem? Jeśli mogę obsłużyć bagnet na broni, prawdopodobnie mam dość miejsca na obsłużenie broni "jak Swaróg przykazał". A jeśli mogę tak, to po diabła ryzykować jej uszkodzenie. Jasne, można wynaleźć ku temu powody (nawet parę), problem w tym, że czas wojen okopowych już minął i nie ma już głównego kontekstu dla tego rodzaju walki A teraz łot proglem ostateczny, cały czas poruszamy się tu na płaszczyźnie w miarę równorzędnego uzbrojenia walczących w broń ręczną, a co jeśli jedna ze stron ma dobyty i odbezpieczony pistolet?
-
Ano, walczyć z chamstwem trzeba, problem w tym, że akcja wymierzona komentarze może nie zadziałać, bo po prostu moderują je (już samo to, że brak ocen poniżej 4/5 daje do myślenia). Oczywiście, jakby zebrać nieco osób, i jeszcze rozegrać o sprytnie (czyli ocena 5/5, komentarz bez już zahamowań, bo zdaje się tylko po ocenie moderują), mogłoby coś z teog wyjśc, ale osobiście uważam, że więcej ugrasz robiąc im negatywny wizerunek na forach, portalach w tylu cokupić czy innych skąpcach.
-
Jeśli mamy dwie regularne armie, to o wyniku konfliktu decyduje, kto zapewni sobie przewagę w powietrzu i tym samym będzie miał lepsze wsparcie. Kto ma bagnet a kto nie, tu wiele nie zmieni. To dobrze, bo to raczej głupie by było. Dobrze, że się zgadzamy. A ja mam wrażenie, że desperacko szukasz coraz bardziej nieprawdopodobnego scenariusza, byle tylko usprawiedliwić ten nieszczęsny bagnet. Podsumujmy: poważna rana głównej ręki, przecięte/uszkodzone mięśnie, możliwość krwotoku, dodatkowo ktoś naszego wojaka przyspawał do miejsca, ponieważ nie jest w stanie wycofać się. Do tego atakują go krwieżercze ząbi, które nie biorą jeńców (są też w pełni uzbrojone i gotowe do walki). Nie ma też w pobliżu wsparcia, nawet ze strony kolegów z oddziału. A, i co ważniejsze, przeciw w pełni sprawnemu i uzbrojonemu wrogowi walczymy nożem (w słabszej ręce do tego), bo... no właśnie, bo czemu? Kolega coś o imperatywach biologicznych pisał? Jasne, niech będzie, że adrenalina jest wtedy twoim przyjacielem. Problem w tym, że jak dla mnie werdykt w takiej sytuacji jest jeden: umierasz. Tak po prostu. Reasumując, na moje to wygląda tak: jesteś poważnie ranny, to spieprzaj się dać opatrzeć, a nie przeszkadzasz kolegom. Druga rzecz, chcesz się bawić w cqb, to przede wszystkim bądź sprawny bojowo, a po drugie miej sprzęt do tego typu zabaw. EDITH: O właśnie, statystyka. Ja mam w sumie w tym momencie pytanie, ile % ofiar dowolnego konfilktu z ostatnich lat stanowiły ofiary noża/bagnetu? Możemy też liczyć je na sztuki. Dojedziemy do 20-stki? Może setki? To przeliczmy teraz na procenty.
-
O, proszę. Walki na bagnety w okopach. Myślałem, że realia pierwszej i drugiej wojny już są za nami. Ale pociągnę sobię to: tak, jeśli atakuje mnie 33 komandosów zabójców w rogu okopu, z którego nie ma ucieczki, to biorę i umieram. Alternatywa to spierdzielać. Czasem można też się poddać. Tak się robi, jak się nie ma szans na podjęcie skutecznej walki, a tak będzie z nożem w słabszej ręce. Lepszym rozwiązaniem w danej sytuacji będzie już pistolet. Ale dla przypomnienia, mówimy o współczesnym polu walki i przydatności bagnetu na nim. To co, teraz przekonasz mnie, że z niesprawną ręką i bagnetem żołnierz posiada jakąkolwiek wartość bojową? Co więcej, czy będzie w stanie wykonać zadanie? Ba, czy będzie w stanie nie przeszkadzać zanadto w tym swojej drużynie/oddziałowi? Dane pomocnicze: przedstawiając wynik załóż, że żołnierz nie jest Rambo.
-
Sz. Kolega nie zauważył aronii w pierwszej części? Starałem się żeby była nazbyt widoczna. A co do drugiej, jeśli zaś odłamki granatu rozszarpują mi rękę dominującą, wtedy potulnie zwijam się z bólu i usilnie próbuję nie wykrwawić. Jestem tylko człowiekiem i przykro mi bardzo z tego powodu.
-
Rozumiem będziesz wrogie czołg, transportery opancerzone i helikoptery traktował nożem? W takim razie bardziej polecam katanę, jak wiemy z dokumentalnych filmów animowanych produkcji japońskiej, przecina łątwo na pół małe zwierzęta domowe, duże zwierzęta domowe, ludzi, małe samochody, czołgi, mechy, promy kosmiczne. Mówili w filmie, więc musi być prawda. A anatomia na to, że jeśli uszkodzone zostaną mięśnie przedramienia, jest równie prawdopodobne, że uszkodzone zostaną tak prostownik palców (jeden od wszystkich na raz), jak i kciuka. A wtedy życzę powodzenia w trzymaniu czegokolwiek. Tak więc, nóż jest owszem jedynym ratunkiem, można się wtedy np. na niego rzucić. Co do tematu, moim skromnym, zajęcia walki wręcz (czyli tym samym wszelki sprzęt z nimi związany) przydają się bardzo, ale na współczesnym polu walki, nie ukrywajmy, bardziej w celu budowania pewności siebie i woli walki.
-
To znaczy, jeśli masz oryginał tak czy siak, to co za problem pogmerać za numerem w sieci? Nie jest to moim zdaniem naganne działanie. Ale moim skromnym zdaniem, odpuść sobie. Wildfire w każdym calu ustępuje Ja2 z nieoficjalnym patchem 1.13. Przy okazji jest jeszcze tragicznie zabugowany. O dodatku do 7.62 to ja nic nie wiem, zaś samo 7.62 właśnie męczę. W zasadzie ulepszone Brigade E5, gra się w to bardzo podobne, trochę bardziej stabilne (aczkolwiek jeszcze nie dokońca odwszawione). Do Hired Guns nie ma co porównywać, bo HG niestety chapie dzidę na całej linii, nie dorównując przekursorowi, czyli ja 2.
-
Dobrze powiedziane. Temat sugerował mi, że niektórzy po prostu nie mają pomysłu na postać spottera w asg, więc zastanawiam się jakby do tego podejść. Na tzw. yebance filozofii nie ma (w sumie nigdy nie było), spoter to tak naprawdę drugi snajper, bo dwa gnaty to zabawa x 2. To teraz zostaje nam MilSim, gdzie ważny jest klimat i ludzie mają wolę i ochotę pobawić się w rzeczy, które ten klimat robią i niekoniecznie chodzi o liczbe fragów. Tu widzę główny potencjał na zabawy w stylu działania zwiadowcze, identyfikacje celów, potwierdzanie trafień (nawet jeśli odbywa się to tylko z przerwami na strzał z własnego m4), Pytanie, czy jest sens robić kryjówkę snajperską, na pewno nie full wypas ziemiankę, ale o tymczasowym zamaskowanym stanowisku (w celu np. obserwacji terenu czy zasadzki) już możemy mówić. Generalnie, im bardziej odbiegamy w kierunku klimatu i realizmu, tym więcej może się przydać. I, jak mówisz, z jakimi ludźmi. A na to sobie każdy odpowie indywidualnie, aczkolwiek wiadomo że lepiej żeby towarzysze mieli podobne "skrzywienie".
-
@ kret, to tylko była próba skierowania dyskusji na tory pierwotne. Właśnie dzięki temu odkryliśmy amerykę, że zasięgi asg są dramatycznie wręcz mniejsze, problem w tym, że nic a nic nam to nie daje, bo to już po prostu zainteresowani wiedzą, bo było wałkowane ad nauseam. Pozostaje pytanie oryginalne, po co tachać z sobą drugiego kolesia? Większą siłę ognia i kwestie towarzyskie mamy w zasadzie obgadane, ale na tym moim zdaniem sprawa się nie kończy. Jasne, widzę, że duża ilość rzecz (potwierdzanie trafień, identyfikacja celu wg. hierarchii zagrożeń, czekanie na pozwolenie na strzał) praktyczna, nie czarujmy się, w realiach asg nie jest, ale zawsze pozostaje budowanie klimatu. Czy to ważne? A to sobie każdy odpowie indywidualnie. Pozostaje inna rzecz, dzielenie się obowiązkami podczas innych zajęć niż samo strzelanie: infiltracja i zwiad. Masz rację, do wykorzystanie tego rodzaju taktyk nie potrzeba repliki... i moim zdaniem dobrze, bo powoli dyskusja na każdy temat snajperski osuwa się w nieciekawe rejony samogwałtu nad gadżetami, a to już po prostu było. Od siebie na koniec tylko dodam, że tak naprawdę zależało mi przede wszystkim na podkreśleniu znaczenia pracy zespołowej w działaniu snajperów, oraz tego na jakich warunkach układają się relacje w parze. Miałem, może mylne, wrażenie, że zaskakująco często pokutuje przeświadczenie, że spotter to tak naprawdę fucha podrzędna, drugie skrzypce po snajperze, podczas gdy tak naprawdę w tym związku nikt ewidentnie nie jest na górze (-: Albo inne jeszcze przeświadczenie, że spotter to tak naprawdę drugi snajper, bo dwa czteroakty to nie jeden... i to też moim zdaniem nie to.
-
Tak zeby to wróciło na tory, chyba najfajniej byłoby wypisać zwyczajowe zadania spottera i określić, co jest a co z tego jest a co nie jest wykonalne w asg. Według publikacji p. Johna Plastera The Ultimate Sniper, spotter robi: (o)Przygotowuje i obsługuje wszelki sprzęt specjalistyczny. (o)Podczas marszu idzie pierwszy. W razie potrzeby prowadzi ogień defensywny. (o)Podczas podchodzenia wroga, idzie drugi zacierając ślady i osłaniając. (o)Pomaga przy konstrukcji kryjówki. (o)Pomaga snajperowi w ocenie odległości (o)Obserwuje przedpolę (dokładniej, półsektor nie obserwowany przez snajpera) (o)Wykrywa cele i identyfikuje je wg. priorytetu. (o)Określa wiart (o)Mówi snajperowi, kiedy oddać strzał (o)Jest przygotowany do oddania drugiego strzału zaraz po snajperze. (o)Obserwuje skuteczność strzału snajpera. (o)Radio (o)Zapisywanie informacji, rysowanie map/schematów. (o)Określa położenie i koordynuje działania z innymi oddziałami. (o)Dywersja. (o)Czyści kryjówkę po jej opuszczeniu. Do tego dochodzi jeszcze jeden element: rola snajpera/spotter jest przechodnia. Wymieniamy się wtedy obowiązkami jak i sprzętem. Widziałem, że wśród niektórych spotter jest jakby takim "giermkiem" czy inszą gosposią snajpera, a tak naprawdę trzeba pamietać, że jest to oddział specjalistów, w któym każdy element jest równie ważne.
-
Podobnie magazynki do G3, miałem w ręku parę replikowych i oryginał z demobilu - delikatnie insze rozmiary. Nie wiem jak tam w innych modelach, może któryś pasuje, ale ogółem śmiem wątpić. Prędzej bym obstawiał, ze pistoletowe mogą mieć bardziej zbliżone wymiary, ale nie nastawiałbym się na wiele.
-
Uo, ktoś ma widzę bardzo usilną potrzebę powiększenia e-penisa. Na przykład: Pełniący obowiązki mojego ojca nie umi za bardzo góglać, przypuszczam że ze dobraniem silnika do sprężyny też by miał problem, a młotek i szlifierkę obsługuje z dobrym skutkiem już od ładnych paru latek. Reasumując, kolega może nie zrobi cudu nad wisłą (komu za pierwszym razem wyszło idealnie?), ale przynajmniej ma ochotę trochę podłubać i na takie pieprzenie nie zasługuje... dopóki nie będzie widać efektów pracy, albo w temacie długo nie będzie odzewu, wtedy bądzmy sobie cyniczni.
-
Bo to, wbrew pozorom jest gra logiczna, z mniejszym nastawieniem na taktykę. Trzeba po prostu znaleźć "sposoby" i przy okazji oszczędzać na wszystkim, na broni, na apteczkach. Ktoś kiedyś wynalazł patent, żeby obniżać koleżkom opanowanie/spokój, i strzelać do nich kolegami z pistoletu. Zwiększone w furii obrażenia z bagnetu starczyły często żeby zabić maszkarę "na raz", a obrażenia z postrzału były wielkorotnie mniejsze niż te, któe zadałby mutant. Gorky właśnie promował ten typ załatwiania spraw. Co do Jagged Alliance 2, gorąco polecam najpierw wypróbować podstawkę, a gdy już się otrzaskamy ze sterowaniem polecam przerzucić się na najnowszą wersję patcha 1.13. Razem z nim mamy dołączone New Inventory i moda HAM, a w tym packu same dziwy... New inventory pozwala korzystać z różnego rodzaju plecaków, kabur, kurtek, zawieszeń itd. i w zależności od używanego mamy różną pojemność kieszeni (oraz inne rzeczy, np. różny poziom zamaskowania). HAM z kolei robi jeszcze więcej. Po pierwsze widzimy już wszystkie statystyki broni i sekscesoriów w pełnej krasie (a jest tego trochę). Dalej, polepszono działanie amunicji smugowej, która wreszcie "coś" robi. Wartości można ustawić ręcznie, uwaga, łątwo przegiąć, a bonusy są te same dla obu stron. No i nowe zasady prowadzenia ognia zaporowego, które znacząco zmieniają filozofię używania broni automatycznej. Ogółem, 1.13 to w zasadzie nowa gra. Mamy inną (acz podobną) "fizyka" gry, lepsze AI (ale wciąż głupawe miejscami), więcej wszystkiego. Całość posiada bogaty wybór ustawień w pliku ini. W zasadzie prawie wszystko można wyłączyć albo zmodyfikować wedle woli (ja na przykłąd wyłączam od razu wszystkie "cuda" związane z samoobroną).
-
A może by spytać w sklepie/zadzwonić/zamailować, kiedy sprowadzą? A może sprowadzą na zamówienie z zaliczką?
-
Całe osiem godzin zabawy? Szaleństwo. Smutno mi się robi, gdy po raz kolejny ktoś chce wykorzystać moją młodzieńczą nostalgię i wypuszcza takiego cusia.
-
Pozwolę sobie odgrzebać temat. http://www.cracked.com/article_17573_7-fat...w-survived.html To co prawda portal z humorem więc traktowałbym z przymróżeniem oka, ale jest parę fajnych kwiatków (niestety, trzeba znać "language"), np: utrata dolnej połowy ciała, 19-krotny postrzał, godzina w lodowatej wodzie, aż do.... dekapitacji.