Zacznijmy od tego, że to moja pierwsza recenzja więc proszę o wyrozumiałość :)
Przygodę z tym karabinkiem zacząłem od kolegów. Sprawili mi go oni na urodziny. Jak to na takich imprezach, strzelania było dużo, można powiedzieć bardzo dużo, ponieważ 1000 kulek w 4 godziny to nie lada wyczyn. Karabinek przetrwał to wszystko i jak na razie miał się dobrze. W kolejnych dniach wziąłem się za ustawianie kolimatora, przez co wiem dla czego nazywają go niektórzy "szajskolimatorem". Ustawia się go dwoma pokrętełkami, które po strzale i tak się troszeczkę przekręcają i zabawę zaczynamy od początku. Po jakichś trzech dniach strzelania bez większych (żadnych) usterek wypadła sprężynka od mocowania ... tego z przodu z dwójnogiem :) Myślę sobie że to mały pryszcz, ściągnąłem kilka zdjęć z neta (tutaj bardzo pomógł temat "SPRĘŻ") i pełen zapału zabrałem do łapy śrubokręt. Po odkręceniu wszystkich śrubek połowy nie chciały się rozejść "co jest" myślę... a tam nic, tylko kawałek plastiku przyklejony do wylotu lufy. Uciąłem go i po sprawie. W środku... jak w środku. Ku mojemu zdziwieniu zamontowali tam nawet prowizorycznego hop - upa. Lufa faktycznie aluminiowa, ale cóż z tego jak w wersji snajperskiej ma ona aż 15cm (no może 10) ... Karabinek w sumie strzela, i tylko tyle można o nim powiedzieć... na 10 metrach w przedpokoju trafiałem w tarczę :) Po wyjściu na podwórko... bez komentarza... hop up ustawiony chyba na kilogramowe kulki, 0,2g wybija w kosmos, i jeżeli wiecie co to parabola... tak właśnie lecą te kulki, lecz we wszystkich trzech kierunkach :) trafić w kolegę z 15 metrów to cud, wiaterek faktycznie powiewał ale bez przesady... Jeszcze wykończenie. Jak na pierwsze ASG z prawdziwego zdarzenia to całkiem dobrze wykonany, milutki w dotyku, troszkę waży ;) Ogólnie... jak za te 110 złotyszy do zabawy w "tjuning" opłacalny ;)
Ocenę pozostawiam wam... http://www.bron.pl/bron_pl/asg/produkty/ka..._h_k_g36_sniper