hm to mała prowokacja?
Osobiście uważam, że o tym czy strzelanka była nudna nie decyduje ilość wystrzelonych kulek. Zdarzało mi się jeździć na manewry gdzie w ciągu całego dnia zużyłem z 2-3 realcapy, a pomimo to adrenalina buzowała prawie przez cały czas. Byłem też na takich imprezach gdzie strzelanina trwała non-stop, a jakoś się świetnie nie bawiłem... Co kto lubi, ale chyba sama strzelanina jest środkiem do celu, a nie celem samym w sobie. Podchody i możliwość spotkania przeciwnika są chyba bardziej adrenalinopędne niż sama strzelanina, która nastąpi w momencie spotkania. W końcu bardziej przeraża nieznane niebezpieczeństwo :mrgreen:
popieram victora: tydzien temu mialem taka sytuacje: schowalem sie w ciemnym pomieszczeniu, zostawiajac na pol otwarte stare drzwi (ciezko sie nimi ruszalo) i obserwowalem nasluchujac polowe wejscia. pech chcial ze przeciwnik wszedl druga polowa i nieswiadomie zamknal mi drzwi (z ktorymi sie meczyl 10 sekund) mam m15a2 wiec ciezko nia operowac na malych przestrzeniach wiec w obawie iz przeciwnik wie ze tam jestem i w ten sposob chce mnie wyeliminowac (zamykajac w pomieszczeniu) 10 minut probowalem przejsc 1 metr gdy w koncu zdecydowalem sie na delikatne odchylenie drzwi: 5 minut patrzenia przez szparki i wkoncu odwazylem sie wyjsc i nikogo nie bylo... nie slyszalem jak odchodzil: 15 minut (moze ciut mniej) siedzialem prawie w 1 miejscu z palcem na spucie i gotowym na wszystko - to byla najwieksza dawka adrenaliny jaka mialem na calej strzelance
sory za offtopic - nie moglem sie powstrzymaj :)