Panowie nie obraźcie się ale jeśli ktoś mieszka w mieście a niedzielne wypady do lasu traktuje jako poznanie przyrody to chociaż nie wiem co by robił to i tak nie będzie w stanie szybko i pewnie zweryfikować to co zobaczą jego oczy a mózg "rozszyfruje" niż osoba która wychowała się/mieszka w terenie zalesionym. Mam tu na myśli lasy, różnego rodzaju w których spędza duuużo czasu.
Jeśli chodzi o nasz zmysł widzenia to nie jestem żadnym szpecem ale nasz mózg w wielu aspektach upraszcza sobie sprawę, i to bardzo. Ludzki mózg zapamiętuje obrazy i póżniej w odpowiednich miejscach "wkleja" to co widział/zapamiętał poprzednio, dodatkowo "upraszcza" obraz.
Weźmy taki przykład:
-- łąka, na skraju łąki wzniesienie z którego widać cały obszar (dodam że łąka nie jest duża ani strasznie mała, rośnie trawa powiedzmy do kolan i jest kilka malutkich "górek" coś na wzór kopca kreta );
-- osoba X spogląda na łąkę przygladając się jej;
-- następne obraca się (ogólnie nie wie co się będzie działo), i w tym momęcie dwie osoby kładą się na łące, przykrywają trawą na wzór kopców i leżą nieruchomo;
-- osoba X odwraca się i znowu rozgląda się po łące,
Dla jej mózgu nic się nie zmieniło bo w początkowej chwili odczytał obraz który miał w pamięci. I gdyby zapytać czy coś się zmieniło to zaprzeczy. Dopiero gdy mózg na nowo się "rozbuja", spostrzeże "inaczej" wyglądającą trawe, jakieś dodatkowe ślady wskazujące że ktoś się poruszał po łące, zacznie analizować obraz z pamięci a obraz widzialny wtedy dopiero zostaną dostrzeżone zmiany.
Jest to bardzo częsty problem dlatego dobrze znane nam służby takie jak: ratowicy wodni szczególnie na dużych akwenach, uczą się jak należy "patrzeć żeby widzieć". Robić tak żeby ich mózgi nie tworzyły obrazów a później je automatycznie nie odtwarzały.
Uczą się też rozróżniać/określać zmęczenie pływaka obserwując jak chodzi, odróżniać czy ktoś tonie czy tylko pływa w śmieszny sposób.
Technika "dobrego patrzenia" jest bardzo prosta. Polega ona na patrzeniu poprzez "skoki", tzn. nie należy patrzeć "jednolicie" skupiając się tylko na tym co przekazuje nam centrum źrenicy ale przeskakując wzrokiem na tyle, aby to co było w centrum znalazło się w polu widzenia obrzeży źrenicy. Czynność tą powtarzamy tak długo aż "zeskanujemy" obserwowany obszar. W ten sposób mózg tworzy bardzo dokładną "makietę" tego co widzimy i gdy nastąpią jakieś zmiany szybko i pewnie nas o tym "powiadomi".
Zdolność tą trzeba sobie wypracować, wytrenować mózg. Przy odpowiednim skupieniu, i "nauczeniu" terenu, bardzo łatwo i przyjemnie się z tej zdolności korzysta. Jest męcząca ale skuteczna.
Żeby poruszać się w lesie dobrze jest choć trochę nauczyć się go. Umieć "czytać" i weryfikować dane które dostarczają nam nasze zmysły. Rozróżniać drzewa; jakie drzewa mają jakie liście, bo troche śmiesznie jest widzieć bunkier zamaskowany gałęziami nie pasującymi do otoczenia - co nie że proste ? ale nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawe gdy widzimy coś podobnego. Dla niektórych gałęzie to gałęzie, a czy mają takie liście czy inne, ważne że zielone. Albo gdy widzimy w środku zagęszczonego lasu ścieżkę tzn. zdeptane runo (zazwyczaj jakaś trawa, jeżyny, pokrzywy itp) połamane gałązki na krzakach. Pierwsze co przychodzi nam na myśl to las-zwierzęta-ścieżka-normalna rzecz. Tylko że jakie zwierzęta robią sobie ścieżki łamiąc gałęzie i w widoczny sposób depczą wszystko co popadnie?? A no żadne! Jeśli już, to zawsze wykorzystują ścieżki którymi przechadzały się ich rodzice-dziadziusie-wujki-ciocie itp po co zmieniać to co dobre. Zresztą taką ścieżkę łatwo zweryfikować po śladach. Duża ścieszka = dużo śladów kopyt.
Żołnierze będący dobrzy w tym co robią spędzają duuużo czasu w lesie, nie po to żeby biegać z karabinem bezmyślnie ale po to żeby się "nauczyć" lasu. Wiedzieć gdzie stanąć i jak stanąć żeby nie było widać. Na co zwracać uwage (połamane gałązki - świecące z daleka i informujące że ktoś je niedawno połamał - a skąd wiadomo ? a no bo cieknie z nich sok, liście nie zwiędły itp. Wiedzieć też na jakie zwierzęta można się natknąć (sarny, jelenie, dziki, wilki, rysie i inne - zależy od terenu). Dużo by wymieniać.
Wracając do wzroku i żołnierzy to ważną rolę odgrywają jak sami dobrze wiecie zwiadowcy/czujki. To oni muszą cały czas być czujni, wytężać wzrok, i "ściskać" mózgi żeby dobrze wypełnić powierzone im zadanie. Dobry dowódca wie że jeśli jego zwiadowcy będą zmęczeni to cały oddział może wpaść w zasadzkę. Dlatego często zmienia się zwiad dając odpocząc i "zrestartować" mózgi swoim podległym.
Ale o tym pewnie wiecie więc już nic nie pisze bo i tak się rozpisałem :D
Pisząc o uczeniu się lasu bardzo przydatne jest to podczas dłuższych manewrów, 2-3 dniowych. Bo za zwyczaj na małych strzelankach nikt nie zwraca uwagi na to co go otacza, byle nie stać na widoku.
Pozdrawiam i gratuluje wytrwałości w czytaniu ;)