Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

ziko_

Użytkownik
  • Posts

    15
  • Joined

  • Last visited

ziko_'s Achievements

  1. Pisząc jeleń miałem na myśli :http://pl.wikipedia.org/wiki/Jele%C5%84_szlachetny w pobliżu którego nie chciałbym się znaleźć gdy jest nabuzowany; natomiast często spotykane "sarenki" : http://pl.wikipedia.org/wiki/Sarna , zwykle nie sa groźne. No chyba że tak jak wcześniej napisałem, owe zwierze miało kontakt z człowiekiem, jest oswojone/ nie boi się nas. Na przykład czytałem o dziecku które zostało pobodzone przez samca sarny - kozła. Kozioł był oswojony i na wiosnę gdy wyrosły mu "nowe" rogi, dziecko głaskało zwierze, te nagle ogłupiało i zaczęło bóść swymi nowymi, świędzącymi rogami (zwierzęta te w tym okresie "atakują" drzewa żeby pozbyć się świądu, zdzierają w ten sposób skórę z nowych rogów tak samo jak niemowlęta gdy im wyrastają pierwsze ząbki). Kilka ran kłutych i dużo bólu, niepotrzebnego dziecku.
  2. Trochę dziwaczny ten temat skoro wszyscy (tak mi się zdaje) kreują się na żołnierzy i chcą jak najbardziej realistycznie odtworzyć dane postacie, jednostki, itp. Nie "boimy" się oberwać kulką w odsłoniętą część ciała (stosunkowo mało osób biega z maską na twarzy) a boimy się ugryzienia komara. Jeśli aż tak jest to straszne to polecam odwiedzić apteka i zaopatrzyć się w środek odstraszający. Co do pszczół i os to jeśli ktoś ma uczulenie, ważne jest żeby mieć ze sobą jakiś płyn zawierający dużo wapnia. Nętralizuje obrzęk i pozwala na dodatkowy luksus z czasem który ucieka a w którym to należy udać się do lekarza. Zresztą, gdy natkniemy się na gniazdo pszczół lub os to należy szybko opuścić rejon w którym się znajdujemy. Owady te mają przypisane jako "swoje" obszary znajdujące się blisko gniazda, jakieś 2-6 metrów. Najlepiej ratować się ucieczką, nie lecą za nami do upadłego , po chwili wracają do gniazda. Taką mają naturę. Węże też nie czyhają za każdym kamieniem, pniakiem, czy dziurą w ziemi tylko po to żeby ukąsić, wleź w ubranie/człowieka, czy pożreć nas żywcem :wink: Wręcz przeciwnie, mają swoje rewiry na których polują, wygrzewają się w słońcu i wiodą beztroskie życie. To one wcześniej wiedzą że jesteśmy na ich terenie niż my je zdążymy zauważyć. I wcale nie szukają kontaktu ale uciekają, chowają się tak żeby czuć się bezpiecznie. Żmija atakuje w ostateczności, gdy nie ma już możliwości ucieczki. Czyli rzadko :] Najmniej osób zdaje sobie sprawę że największym zagrożeniem w lesie nie są węże czy owady ale dziki i sarny, w dodatku w okresie gdy na świat przychodzą ich młode. Rozwścieczona mama dzik czyli maciora/locha, potrafi dogonić człowieka, bardzo mocno pokaleczyć a nawet rozszarpać, zabić. Dlatego nie warto zastanawiać się gdy natkniemy się na dzika czy to mama/tata lub czy zacznie uciekać, najlepiej będzie gdy my to zrobimy. Ta sama reguła tyczy się saren. Czasami nawet dochodziło do ataku podczas godów. Gdy rozruszony, nabuzowany jeleń trafi na człowieka a w okolicy będzie sarna. Jeleń może potraktować taką osobę jako rywala i zacznie pokazywać kto jest mocniejszy i odważniejszy (zazwyczaj jelenie używają w tym celu swego poroża i kopyt). Chyba nikt nie chciałby trafić na ścianę myśliwego jako dekoracja na porożach jelenia :D Ataki zwierząt na ludzi zdarzają się coraz częściej bo zwierzęta przestają się nas bać. Wychodzą z lasów grasując po miastach czując się jak u siebie. Nic dziwnego, my coraz częściej zabieramy im miejsca w których mogą żyć/mieszkać. Dodatkowo napotkane zwierzęta dokarmiamy różnymi smakołykami które naturalnie nie występują, głaskamy je , oswajamy. Później zwierzęta chcą więcej i rożnie się to kończy.
  3. Panowie nie obraźcie się ale jeśli ktoś mieszka w mieście a niedzielne wypady do lasu traktuje jako poznanie przyrody to chociaż nie wiem co by robił to i tak nie będzie w stanie szybko i pewnie zweryfikować to co zobaczą jego oczy a mózg "rozszyfruje" niż osoba która wychowała się/mieszka w terenie zalesionym. Mam tu na myśli lasy, różnego rodzaju w których spędza duuużo czasu. Jeśli chodzi o nasz zmysł widzenia to nie jestem żadnym szpecem ale nasz mózg w wielu aspektach upraszcza sobie sprawę, i to bardzo. Ludzki mózg zapamiętuje obrazy i póżniej w odpowiednich miejscach "wkleja" to co widział/zapamiętał poprzednio, dodatkowo "upraszcza" obraz. Weźmy taki przykład: -- łąka, na skraju łąki wzniesienie z którego widać cały obszar (dodam że łąka nie jest duża ani strasznie mała, rośnie trawa powiedzmy do kolan i jest kilka malutkich "górek" coś na wzór kopca kreta ); -- osoba X spogląda na łąkę przygladając się jej; -- następne obraca się (ogólnie nie wie co się będzie działo), i w tym momęcie dwie osoby kładą się na łące, przykrywają trawą na wzór kopców i leżą nieruchomo; -- osoba X odwraca się i znowu rozgląda się po łące, Dla jej mózgu nic się nie zmieniło bo w początkowej chwili odczytał obraz który miał w pamięci. I gdyby zapytać czy coś się zmieniło to zaprzeczy. Dopiero gdy mózg na nowo się "rozbuja", spostrzeże "inaczej" wyglądającą trawe, jakieś dodatkowe ślady wskazujące że ktoś się poruszał po łące, zacznie analizować obraz z pamięci a obraz widzialny wtedy dopiero zostaną dostrzeżone zmiany. Jest to bardzo częsty problem dlatego dobrze znane nam służby takie jak: ratowicy wodni szczególnie na dużych akwenach, uczą się jak należy "patrzeć żeby widzieć". Robić tak żeby ich mózgi nie tworzyły obrazów a później je automatycznie nie odtwarzały. Uczą się też rozróżniać/określać zmęczenie pływaka obserwując jak chodzi, odróżniać czy ktoś tonie czy tylko pływa w śmieszny sposób. Technika "dobrego patrzenia" jest bardzo prosta. Polega ona na patrzeniu poprzez "skoki", tzn. nie należy patrzeć "jednolicie" skupiając się tylko na tym co przekazuje nam centrum źrenicy ale przeskakując wzrokiem na tyle, aby to co było w centrum znalazło się w polu widzenia obrzeży źrenicy. Czynność tą powtarzamy tak długo aż "zeskanujemy" obserwowany obszar. W ten sposób mózg tworzy bardzo dokładną "makietę" tego co widzimy i gdy nastąpią jakieś zmiany szybko i pewnie nas o tym "powiadomi". Zdolność tą trzeba sobie wypracować, wytrenować mózg. Przy odpowiednim skupieniu, i "nauczeniu" terenu, bardzo łatwo i przyjemnie się z tej zdolności korzysta. Jest męcząca ale skuteczna. Żeby poruszać się w lesie dobrze jest choć trochę nauczyć się go. Umieć "czytać" i weryfikować dane które dostarczają nam nasze zmysły. Rozróżniać drzewa; jakie drzewa mają jakie liście, bo troche śmiesznie jest widzieć bunkier zamaskowany gałęziami nie pasującymi do otoczenia - co nie że proste ? ale nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawe gdy widzimy coś podobnego. Dla niektórych gałęzie to gałęzie, a czy mają takie liście czy inne, ważne że zielone. Albo gdy widzimy w środku zagęszczonego lasu ścieżkę tzn. zdeptane runo (zazwyczaj jakaś trawa, jeżyny, pokrzywy itp) połamane gałązki na krzakach. Pierwsze co przychodzi nam na myśl to las-zwierzęta-ścieżka-normalna rzecz. Tylko że jakie zwierzęta robią sobie ścieżki łamiąc gałęzie i w widoczny sposób depczą wszystko co popadnie?? A no żadne! Jeśli już, to zawsze wykorzystują ścieżki którymi przechadzały się ich rodzice-dziadziusie-wujki-ciocie itp po co zmieniać to co dobre. Zresztą taką ścieżkę łatwo zweryfikować po śladach. Duża ścieszka = dużo śladów kopyt. Żołnierze będący dobrzy w tym co robią spędzają duuużo czasu w lesie, nie po to żeby biegać z karabinem bezmyślnie ale po to żeby się "nauczyć" lasu. Wiedzieć gdzie stanąć i jak stanąć żeby nie było widać. Na co zwracać uwage (połamane gałązki - świecące z daleka i informujące że ktoś je niedawno połamał - a skąd wiadomo ? a no bo cieknie z nich sok, liście nie zwiędły itp. Wiedzieć też na jakie zwierzęta można się natknąć (sarny, jelenie, dziki, wilki, rysie i inne - zależy od terenu). Dużo by wymieniać. Wracając do wzroku i żołnierzy to ważną rolę odgrywają jak sami dobrze wiecie zwiadowcy/czujki. To oni muszą cały czas być czujni, wytężać wzrok, i "ściskać" mózgi żeby dobrze wypełnić powierzone im zadanie. Dobry dowódca wie że jeśli jego zwiadowcy będą zmęczeni to cały oddział może wpaść w zasadzkę. Dlatego często zmienia się zwiad dając odpocząc i "zrestartować" mózgi swoim podległym. Ale o tym pewnie wiecie więc już nic nie pisze bo i tak się rozpisałem :D Pisząc o uczeniu się lasu bardzo przydatne jest to podczas dłuższych manewrów, 2-3 dniowych. Bo za zwyczaj na małych strzelankach nikt nie zwraca uwagi na to co go otacza, byle nie stać na widoku. Pozdrawiam i gratuluje wytrwałości w czytaniu ;)
  4. Mam dla Was inną propozycje zabawy/ćwiczenia. Jak już jesteście w lesie , najlepiej sami, to spróbujcie zlokalizować i podejść jak najbliżej do jakiegoś zwierzęcia ( mam na myśli sarny, zająca, bażanta ), a później śledzić je przez jakiś czas. Jeśli uda się wam podchodzić naprawdę blisko to gwarantuje że z ludźmi nie będziecie mieli problemów. Zabawa o tyle dobra że można się wiele nauczyć ( od której strony podchodzić – wiatr, jak się poruszać, gdzie się ustawiać na tle drzew-krzaków itp. ). No i przy takiej formie zabawy nikomu nie stanie się krzywda. Pozdrawiam
×
×
  • Create New...