Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

loolek13

Użytkownik
  • Posts

    6
  • Joined

  • Last visited

loolek13's Achievements

  1. Przyznam, że kucheneczki typu ESBIT są wygodnym i ciekawym rozwiązaniem. Ja, gdy w lesie gotuję sobie wodę, lub zupę jakąś, używam tylko menażki. Nie lubię nosić większej ilości szpeju, wszak im większa masa, tym mniejsza mobilność. Tu 100 gram, tu 300, tu 200... I się zbiera ciężki plecak. I kamizelka. Kopiemy dołek, tak na oko 20 cm głęboki, średnica około 40 cm. Rozpala się w nim ognisko. Najlepiej suche gałęzie sosnowe, te które są jeszcze na drzewach. Mogą być też inne, jednak sosna ma wysoką temperaturę spalania, i najszybciej na niej gotuję wodę. Fakt, że jest żywica i substancje smoliste, ale co poradzić... ;) Jak już zasadniczo paląc ognisko wypełnimy wymieniony dołek żarem, ustawiamy dwa patyki nad dołkiem, po prostu kładąc na piasku, tak, że między nimi jest 8-10 cm odległości. Kładziemy je równolegle. Patyki średnicy minimum 5-7 cm. Jeśli są 'żywe' to na pewno szybciej zagotuje się woda, niż się one przepalą. No i wiadomo, menażka musi być przykryta :D W ten sposób zagotujemy wodę w nawet 5-6 minut. Mowa tu o pełnej menażce, z powiedzmy litrem wody wewnątrz. Fakt, że ognisko widać, zwłaszcza w nocy, a i w dzień, przy rozpalaniu troszkę kopci. Ale nawet po deszczu da się zrobić ognisko nie kopcące i nie widoczne już z około 10 metrów. To już kwestia użytego drewna. Taka ciekawostka: Ugotowane na 5cio dniowych manewrach przeze mnie obiadek ;) To jest rosół, ale w wersji gęstszej :D Taki dupny garnek, bo manewry były stacjonarne. Choć nie był wielki, może 5-6 litrów. A 10 osób się najadło fest ;)
  2. Być może popowtarzam to, o czym była mowa. Jak idę na 3 dni do lasu, to nie potrzebuję ani maczety, ani saperki. Jeśli chcę ściąć żywe drzewko, o średnicy 8-10 cm to nie widzę problemu, by zrobić to nożem. Kwestia ostrości, i wprawy. Jedna osoba przegina drzewko, druga na zgięciu używa noża jako toporka. Nie mówię tu o wielkiej 30 cm rambo - kosie. Używam zwykłego Glocka 78. A że mogę nim ogolić włosy na ręce, to już inna bajka ;) Jeśli muszę wykopać dołek, zawsze mogę zrobić to fragmentem menażki. Albo kawałkiem drewna też się da. Ogółem, nie widzę czynności w lesie, do których nie trzeba używać noża. Budujesz schronienie przed deszczem: przycinasz badyle, ścinasz gałęzie, ew. rowek melioracyjny. Rozpalasz ogień: kora, większe badyle pociąć. Gotujesz: to jak w domu. Maskujesz się / kolegów/ stanowisko. Wszelkie budowle przy dłuższym pobycie w jednym miejscu - używasz noża. Nawet jak się człowiek nudzi, to można wziąć nóż, i ostrugać patyk ;) Czy coś tam porzeźbić. Popieram kolegów z dwoma nożami, jest to bardzo wygodne. Mi w sumie sam glock wystarcza. Od ładnych paru lat zdarza mi się kimać na łonie natury, i przyznam, że ten nóż jest najlepszym, jaki miałem. Co do obozów harcerskich :D Tak, tam się używa saperek, toporków, siekier, maczet, szpadli, łopat, i Bóg wie czego jeszcze. Ale to są najczęściej imprezy stacjonarne, buduje się przez 2-3 dni urządzenia obozowe, po czym korzysta z nich przez 2-3 tygodnie. I nie biega się z nimi po lesie.
×
×
  • Create New...