nie ukrywam - to byl moj pierwszy zlot, w ktorym bralam czynny (?!) udzial. nie jestem ani specjalistka, ani nie siedze w tym dlugo, ale szczerze mowiac rozczarowalam sie bardzo. moze nie mam doswiadczenia w asg, ale mam spore doswiadczenie w sprawach organizatorskich.
- brakowalo (tej prawdziwej) opieki medycznej, ktora przy tak duzej ilosci ludzi jest obowiazkowa (w prawdzie mi sie nic nie stalo poza zadrapaniami i siniakami i az taka glupia cipa nie jestem, zeby wolac lekarza, ale powinno sie zabezpieczac.)
- na 20 uczestnikow powinna byc przynajmniej jedna osoba z grupy organizatorskiej, ktora powinna pomoc zakwaterowac sie, zapoznac sie z rozkladem dnia, scenariuszem etc.
- przy odbieraniu kluczy do pokoju automatycznie powinno sie dawac karnet na jedzenie, a przy oddawaniu - naszywke i koszulke. (to zapobiegloby nadmiernemu chaosowi i nieporozumieniom
- wejscia do budynkow powinno sie pilnowac, a nie zostawiac na pastwe losu
- jesli sie ustala, ze nie ma granatow, to rownoczesnie nie robi sie pola minowego (huk byl wiekszy niz taki granat domowej roboty - do konca dnia chodzilam glucha na jedno ucho)
- a jesli sie na nie zezwala to przed strzelanka trzeba sprawdzic czy nie zagrazaja one zyciu lub zdrowiu... poza tym trzeba ustalic regoly rzucania...
- jesli sie wie, ze wiekszosc uczestnikow to faceci to trzeba wiedziec, ze chlop lubi duzo jesc, a nie rzucac im malutka miseczke kapusty ze skwarkami... czemu organizatorzy jako mezczyzni o tym nie wiedzieli?(chyba, ze oni nimi nie sa:>[mezczyznami/chlopami/facetami])
moglabym wymieniac tego sporo... ale nie chce powtarzac slow poprzednikow...
ale jedno jest pewne: gdyby byl dobry scenariusz nikt na nic by nie narzekal... i powtorze chyba poraz kolejny - jego (scenariusza) nawet nie bylo
wstyd mi, zwlaszcza dlatego, ze sama jestem rodowita krakowianka
pozdrawiam Baś