Dla mnie nadszedł czas na podsumowanie części przedpołudniowej pierwszego dnia imprezy. Nie wiem jak przebędzie cała reszta więc moje uwagi dotyczą tylko czasu gdy byłem na miejscu.
1.Parking urządzono dobrze, ruchem kierowały wyznaczone osoby, było ok.
2.rejestracja przebiegała sprawnie, plusem organizacji było wydanie talonów na bigos co było bardzo miłym akcentem i ustawienie w pobliżu sklepiku i piwowozu. Organizator zapoznał nas z regulaminem zlotu i zaznaczył, że będzie restrykcyjnie przestrzegane prawo ASG, jak wiemy w prawie tym jest zapis o niespożywaniu alkoholu podczas imprezy i bezpośrednio przed nią. Nie to, że czepiam się ludzi pijących, jestem nawet zdania, że jedno piwko przed walką zwiększa animusz i inicjatywę :killer: Jednak wydało mi się lekko niepoważne przemówienie o surowym przestrzeganiu prawa ASG skierowane między innymi do spożywających właśnie piwko kolegów (jeszcze raz mówię, nic do tego nie mam).
3. Nasze wyjście opóźniono około godziny w stosunku do planu, co było argumentowane nieprzybyciem na teren kilku ekip alianckich (Niemcy przybyli w komplecie) w związku z czym kilkanaście osób otaśmowano dodatkowo na niebiesko (dobre rozwiązanie, niezbyt oczojebne a widoczne) i przeniesiono na stronę aliancką. Rozumiem, że wszelkie zloty mają opóźnienia. Zlot 400-500 osób jakoś był do opanowania w krótszym czasie (mówię tu o ostatniej Manguście) Ale opóźnienie godzinne na zlocie ok 100 osób jest dla mnie niezrozumiałe i dla wszystkich graczy było ono irytujące.
4. Mapy jakie otrzymaliśmy nie miały prawie żadnej wartości, wiedzieliśmy tylko że jakiś punkt jest na wsch. lub zach.od innego, były tak niewyraźne, że niemożliwością było dostrzec dom na wodzie a co dopiero jakąś polankę czy coś podobnego. Do tego dostawaliśmy jedną na dość duży oddział na co narzekano.
5. Nazwa miejscowości, której ponoć mieliśmy bronić była jedynym nawiązaniem do jakiegokolwiek historycznego scenariusza o jakim nas zapewniano na forum. Był to po prostu punkt pośrodku drogi, którego nie mieliśmy wcale bronić :strach: Po dłuższym zapoznaniu z terenem odnaleźliśmy pozostałe punkty.
6. Gra zaczęła się. W rozkazach zapisano, że mamy zdobyć jakąś flagę i zabrać ją do punktu, który miał być miastem i tam utrzymać ją. Po pierwsze nie powiedziano nam nawet w jakim kierunku należy owej flagi poszukiwać, po drugie zaś dziwnym było, że w podobno historycznym scenariuszu gdzie jak wiemy alianci wylądowali i mieli zająć most w Arnhem a strona niemiecka miała tenże most odbić i wybić spadochroniarzy nagle chodzi o to żeby pójść gdzieś i zdobyć jakąś flagę, wycofać się i ją utrzymać. Na początku się nie czepiałem bo wyglądało to na część większej całości. Tymczasem po zejściu naszym na respa odkryliśmy ze zdumieniem, że na tym samym respie wylegują się również alianci (zacni ludzie zresztą) doszliśmy do wniosku sami (jako że nas o niczym nie poinformowano), że nie będziemy wchodzić z respa do walki tylko podpisaliśmy "gentelman's agreement", że po odrodzeniu udamy się na wyznaczone punkty początkowe i stamtąd rozpoczniemy rozgrywkę. było to trochę problematyczne ale przynajmniej nikt nikomu w plecy po 10 s życia nie strzelał. Jeszcze większe było zdumienie z faktu, że po zdobyciu i utrzymaniu flagi przez jedną ze stron kazano nam iść na pozycje wyjściowe i czynić to samo. I tak kilka razy. Samo narzuca się skojarzenie z Quake i trybem CTF :poddanie: Na zlot ze scenariuszem historycznym podzielonym na poszczególne bitwy udałem się z pasją i nadzieją, tymczasem dowiaduję się nagle, że żadnego scenariusza nie ma a latam za flagą niczym na niedzielnej strzelance w pobliskim zagajniku w 10 osób i w atmosferze ogólnego kulkoplucia jak to byłem zwykł robić w okresie gdy posiadałem plastikową replikę z bazaru a termin ASG odkryłem 3 miesiące wcześniej. Nie kwestionuję odstresowującej przydatności takiego trybu gry ale po JAKIMKOLWIEK większym spotkaniu oczekuję scenariusza. Może on być niedopracowany, z błędami, za krótki ale musi on być.
Pochwalam natomiast klimat wywołany rzucaniem petard przez organizatorów po okolicznym terenie, było to fajne. Miły był również stan umocnień z worków ale nie wiem kto go zrobił i czy to zaleta organizatora, w każdym razie było to fajne.
7. Poza tym arbitrzy byli lekko mówiąc nieprzydatni, oprócz niesionych ze sobą kartek z regulaminem (już nie wspomnę, że były to w większości jakieś dzieci, choć nie wykluczam, że dzieciaki mogą być mądre) nie posiadali prawie żadnej wiedzy o tym co się dzieje ani zaradności (np usłyszałem że jest przerwa 10 min. bo nie mogą wbić flagi w ziemię :poddanie: ) do tego jeden z takowych osobników podczas ostrzału widząc, że chowamy się za workami podszedł i zapytał czy zdobyliśmy już flagę ! To my mamy mówić arbitrowi, który jest na miejscu i ma swobodę poruszania się po terenie bez krzywdy czy flaga znajdująca się kawał od nas(przykrytych ogniem i nic niewidzących) jest w naszych rękach????? zresztą stał na górce skąd miejsce flagi było widać.
8. Następnie znowu na coś zrobiono przerwę podczas naszego ataku, kolega leżał obok flagi i pyta arbitra kiedy może się nią wreszcie zaopiekować, odpowiedź - nie wiem. Potem po zastanowieniu " za jakąś minutę możecie ruszać" A alianci otaczają go bez problemu. Kolejna rzecz. Przerwa (znowu!!) czekamy wszyscy w "bunkrze" z worków (swoją drogą bardzo fajny i funkcjonalny) aż przyjdzie arbiter i nam powie kiedy mamy ruszać do kolejnego(!) zdobycia flagi, bowiem taka informacja została nam obiecana. W międzyczasie obserwujemy gromadzących się aliantów tak jak my wyczekujących, powoli przemieszczają się na otwartą pozycję po czym arbiter nagle krzyczy do nich start i ruszają. Większość naszych siedzących nadal w bunkrze wygląda i widzi jak kupa aliantów zabiera flagę, nawet nie wszyscy zdążyli z bunkra wyjść ponieważ otrzymaliśmy obietnicę, że arbiter do nas przyjdzie.
To już w sumie wszystkie żale i pochwały.
Pragnę podziękować uczestnikom obu stron za wspaniałą postawę, brak terminatorstwa(tylko kilka domniemanych niepewnych przypadków) i miłe rozmowy, brawa dla jednego z dowódców alianckich za podejście bunkra.
Pragnę nadmienić, że rzeczy przeze mnie napisane znajdują potwierdzenie u innych uczestników i są wyrazem żalu nad fatalnym przygotowaniem scenariusza przedpołudniowego a jednocześnie wskazówkami do organizowania następnych (mam nadzieję już udanych) spotkań.
Bigosu nie pobrałem żeby nie było, że najpierw korzystam z chęcią z funduszu organizatora a potem obsmarowuję na forum.
Zostać miałem na całe pełne 2 dni imprezy wraz z nocką ale jak pomyślałem, że cały czas może być jak dotychczas to zrezygnowałem i zmyłem się do domu gdzie mogę robić wiele przyjemniejszych rzeczy a nie grać w CTF na żywo.
Mimo to nie żałuję samego przyjazdu ponieważ spotkałem się z Wami drodzy koledzy airsoftowcy, był czas pogadać i postrzelać, szkoda tylko, że tak w sumie bezsensownie.
Mam nadzieję, że późniejsze potyczki były i będą bardziej klimatyczne :-F .
Do zobaczenia za tydzień w Pałczewie (wreszcie! cały rok czekałem)