Dziękuję za mile spędzony weekend. Miło było spotkać starych znajomych jak i poznać nowe ciekawe osoby. Nasza przygoda rozpoczęła się od przeczytania bez zrozumienia otrzymanego rozkazu przygotowawczego. Zaczynał się tak:
"Według informacji nadesłanych przez GRU, na terenie działań (Północno wschodnia Polska/ Przesmyk Suwalski) zbiera się grupa zadaniowa wojsk Polskich i Kanadyjskich. Zadaniem tej grupy jest uderzenie kierunku Litwy, Łotwy i Estonii, które spowoduje odcięcie naszych sił od stałych dostaw zaopatrzenia."
Coś tu nie pasowało bo byliśmy plutonem NATO. Mieliśmy też określone hasło i odzew: BŁĘKITNA - GRAŃ.
Skład 3. Plutonu: d-ca; ja, z-ca d-cy; Puzon, RTO; Śpiewak, medycy; Dziadzia i Chudy. W sumie 8 osób. Na odprawie dowiedziałem się, że mamy zająć i zabezpieczyć wieś Picz. Poniżej nas były stanowiska 1. i 4. Plutonu. Doszliśmy około 13:00, zabezpieczyliśmy ustawiając 3 maszciki z niebieskimi flagami. Następnie rozpoczęło się warowanie. W międzyczasie zbudowano kilka stanowisk wzmacniając linię obrony przy dobiegających do nas dźwiękach koncertu Majki Jeżowskiej (chyba). Później śledziliśmy przebieg meczu via sms. W tym czasie dotarł do nas 1. Pluton. Podczas karnych sztab nawiązał z nami łączność i przekazał współrzędne do nowego zadania. Wieś Picz pozostawiliśmy w rekach 1. Plutonu i wyruszyliśmy.
Po przejściu 200m naprzeciwko nas pojawił się nieznany pojazd a gdy jego załoga nas zauważyła z pojazdu zrzucono desant. Rozwinęliśmy się do linii. Ze strony pojazdu padło kilkakrotnie hasło BŁĘKITNA. Niewiele czekając rozwinęliśmy się do ataku i padło kilka strzałów. Coś tu nie grało bo z jednej strony Kałasz podbiegł do mnie i mówi, że kojarzy tych gości i oni są z przeciwnej strony. Ale znali hasło. Może spóźnili się na odprawę? Później znowu ktoś z desantu krzyknął hasło i odpowiedzieliśmy GRAŃ. Wtedy nerwowe ruchy desantu uspokoiły się i chłopcy swobodnie wrócili do auta. Podszedł do nich Dziadzia, coś zagadał i poszedł dalej. Czyli nasi. Obserwowałem to z około 100m. Gdy podjechali do mnie chwilę pogadaliśmy. Zdziwiło mnie, że mają na sobie multi ale, że sam przez pomyłkę miałem takie spodnie na sobie to pomyślałem, że org ich też dopuścił w drodze wyjątku. Gdy padło pytanie o stronę i odpowiedziałem zgodnie z prawdą otrzymałem postrzał w brzuch :icon_smile: Nosz kur...! Takiego karpia chyba nigdy w życiu nie zaliczyłem. Pomyślałem, że chłopaki poznali nasze hasło i odzew i nas wydymali dzieki temu. Walka potrwała jeszcze chwilę ale z tego co widziałem to zostaliśmy rozbici a ja i Śpiewak po opatrzeniu trafiliśmy do niewoli.
W niewoli zaczął padać deszcz. Więc npl zaprosił nas pod jedyne zadaszenie i tam nas goszczono. Jakież było nasze zdziwienie, gdy się okazało, że npl używa ciągle hasło i odzewu tego samego co my! Posiedzieliśmy i pogadaliśmy z Wolfem a po ok 1h pojechaliśmy na wycieczkę do sztabu. Tam przesłuchano nas i przyjechał po nas transport orga. Dziwne, że nas nie rozwalili?
Gdy wróciliśmy do sztabu okazało się, że cały mój pluton tam jest i mamy następne zadanie. Zmieniono hasło i odzew :icon_smile: Nie zdążyłem zagotować wody aby coś ogarnąć na ciepło i wyruszyliśmy. Zadanie brzmiało: połączyć się z plutonem 1. i 4. i wspólnymi siłami uderzyć na posterunek npla. Doszliśmy całkiem szybko i przed 21:00 spotkaliśmy się z 1. i 4. plutonem. Aby ruszyć musieliśmy zaczekać bo oba plutony oczekiwały na przyjazd zaopatrzenia - wody i amunicji. Chwilę później ruszyliśmy 1. Pluton Szczupłego prowadził, za nimi my a na końcu 4. Pluton.
Przeszliśmy ok 400m i zatrzymaliśmy się aby ustalić plan uderzenia. Z prawej z góry wchodziliśmy my a z dołu wspierać miał nas 1. Pluton. I tyle. 150m dalej byliśmy już na pozycji i rozpoznanie meldowało o dwóch kontaktach w miejscu stacjonowania npla. Połączyłem się z 1. Plutonem - mieli do swojego punktu 3min drogi. W tym czasie przesunąłem cały mój pluton na pozycję wyjściową i po potwierdzeniu gotowości pierwszego uderzyliśmy. Dosyć szybko przewaliliśmy się przez pozycje npla napotykając znikomy opór. Następnie zawinęliśmy w lewo odcinając grupę 6-8 osób i niszcząc ją. Kilka osób wydostało się z kotła. Ścigaliśmy ich ale ja i ktoś jeszcze z mojego plutonu zostaliśmy ranni i spowolniło to dynamikę. Wycofaliśmy się do kotła. Podchodzę do czerwonych światełek i widzę, że dwóch gości ich nie ma. Pytam kim są a oni odpowiadają, że z 4. Plutonu. Jak to??? Wtedy trupy mówią mi, że oni też. No masakra! Skąd oni się tu wzięli przed nami?! Rozwaliliśmy niemal cały 4. Pluton... Teraz z perspektywy czasu widzę, że zabrakło informacji o roli 4. Plutonu bo ani nie było nikogo od nich podczas planowania uderzenia ani później nie doleciała żadna informacja od 1. Plutonu.
Dostaliśmy kolejne zadanie aby przenieść się do punktu, który na początku gry był obsadzony przez 4. Pluton. Trochę zajęło zanim doszliśmy do siebie po fatalnym FF aż wyruszyliśmy. W połowie trasy sztab zmienił nam zadanie. Jednak morale i zmęczenie dawało się we znaki wszystkim więc poprosiłem o zgodę na zejście do obozu. Doszliśmy około 23:30. Kot zarządził, że mamy pobudkę o 1:30 i wyruszamy do nowego zadania. 2 osoby z mojego plutonu zakończyły imprezę. Coś się zjadło, coś wypiło, zmiana skarpet i chrapajewo. Przez sen zaczęły się pojawiać flesze a w oddali gromy. Obudziła nas burza. Przez nasze legowisko zaczął płynąć strumyczek więc zawinęliśmy się do wieży. Żabami waliło dosyć długo i nie doszło do naszego wyjścia w pole. Zaczęliśmy rozpalać ognisko. Zalegliśmy kto, gdzie mógł i odjechaliśmy do krainy snów. Obudziłem się chyba koło 8:00?
To tyle.
Z wniosków jakie się nasunęły mi i chłopakom z 3. Plutonu NATO:
- lepiej jak strony konfliktu mają inne hasła,
- mapy powinny zawierać współrzędne aby przekazywanie rozkazów było sprawniejsze,
- karty trafień powinny być zaplombowane,
- przekombinowanie zasad z amunicją.
Organizatorzy dwoili się i troili aby impreza wypaliła. Nie obyło się bez potknięć ale z doświadczenia wiem, że czasami tak bywa. Nie było tak źle i myślę, że następnym razem też się pojawimy. Dzięki Wszystkim za wspólną zabawę i do zobaczenia :icon_smile: