Lecler Van Ghost
Młody, 22 letni mężczyzna. Wysoki, szczupły brunet o zielonych oczach i przenikliwym spojrzeniu.
Ścigany przez władze za podżeganie ludu przeciw prezydentowi. Szerzył anarchie i dążył do obalenia chorego systemu,
który powoli niszczył jego ukochaną ojczyznę.
Mimo ciągłego zagrożenia „walczył”! Miał w sobie coś tajemniczego, coś, co przyciągało do niego całe rzesze ludzi...
ludzi chętnych pójść za nim.
Obaliłby władzę państwa, lecz funkcjonariusze schwytali jego najbliższych i postawili mu ultimatum – albo opuści kraj,
albo jego rodzina zginie.
Nie miał wyboru, życie najbliższych było dla niego najważniejsze. Nogi poniosły go aż na Ukrainę, a było to wczesną wiosną.
Tułał się po całym kraju, aż pewnego dnia, pijąc piwo w karczmie, przysiadł się do niego tajemniczy, dobrze zbudowany mężczyzna. Zaproponował mu podróż do miejsca, które nie zostało jeszcze dokładnie zbadane.
Lecler zgodził się od razu, bez chwili namysłu.
Po dwóch dniach był już gotowy do drogi. Razem z tajemniczym mężczyzną wsiadł do starej, rozklekotanej ciężarówki,
która czasy świetności przebyła na długo przed narodzinami jego babki i udali się w długą podróż. Trafili do starego fortu. Znajdowało się tam mnóstwo, dziwnie ubranych, żądnych młodej krwi osób.
Lecler przysiadł przy ognisku i wsłuchał się w historie, które opowiadali. Przesiedział z nimi cała noc.
Rankiem, razem z kilkoma nieznajomymi wybrał się do tajemniczej krainy nazwanej Zoną.
Mijały dni, miesiące, na codziennych wędrówkach po Zonie, ciągłych konfliktach z wojskiem i ucieczką przed dość specyficzną fauną.
Pewnego dnia Lecler zabłądził i trafił na polanę, na której nigdy wcześniej nie był.
Dostrzegł na niej mały obóz. Jak się później okazało, był to obóz bandytów. Dołączył do nich.
Kolejne miesiące mijały, lecz tym razem na okradaniu...
Wiosną i jesienią, gdy poziom promieniowania jest najniższy, do Zony zjeżdżają się liczne oddziały, wojska,
stalkerów i innych poszukiwaczy przygód.
Jedni robią to dla pieniędzy, inni chcą po prostu uciec od „złego” świata.
Pewnego razu, a było to jesienią, jak co roku zjechali się ci wszyscy ludzie. Lecz tym razem było jakoś inaczej... wojsko rozszczelniło kordon, siedzieli na swych posterunkach, sprawdzając tylko tych którzy wchodzili do środka...
jakby się bali zdrady.
Lecz tak naprawdę to była tylko przykrywka, gra pozorów.
Wysługiwali się stalkerami, a ich celem był nikt inny jak herszt bandytów.
Niestety udało im się, złapali go....zabili.
A w Leclerze coś pękło, wiedział, że musi pomścić śmierć swojego towarzysza, ale musi też wyzwolić Zonę
od tych których tu nie powinno być.
Długo myślał, aż pewnego dnia zebrał kilku swych najbardziej zaufanych ludzi.
Okrzyknął się dowódcą i nazwał swoją grupę – Wolność, a dokładniej Szwadron Wolności Zony.
Nie mógł wyzwolić swojej ojczyzny, lecz wyzwoli Zonę...bo nie ma już nic do stracenia.