Piątkowy wieczór był na prawdę udany. Mała impreza integracyjna podniosła morale strony niemieckiej. Problem pojawił się dnia następnego...
Każdy chciał już zacząć coś robić, kombinować, podczas gdy zaliczaliśmy kolejny to poślizg.
Scenariusz - był jakiś? Dla mnie to była zwykła rąbanka. Jechać przeszło 100km na zwykłą rąbankę? Płacić za bilet? Cóż... spodziewałem się czegoś większego.
Najciekawszy element to odnalezienie za pomocą mapy zaznaczonych punktów. Mapa niewyraźna, kto by na to patrzył? Ważne, że coś się dzieje. Zaczęliśmy kulkowanie, pierwsze zajęcie flagi, myślałem, że po tym otrzymamy nowe rozkazy, jednak latanie za flagą trwało około 2 godzin. Gdybym chciał uskuteczniać ganianie za flagą na pewno wybrałbym paintball, albo Quake`a.
"Impreza zgodna z PASG". Nie wiem, gdzie w prawie ASG jest zawarta informacja o możliwości rzucania petardami dużej mocy, jak jedna wylądowała mi metr od głowy myślałem, że ogłuchłem. O piciu alkoholu przed manewrami i strzelaniu w tzw. "safe zone" nie wspomnę.
Organizatora nie było przy nas w ogóle. Wydawał rozkazy raz na X czasu, określał teren i "róbta co chceta".
Sprawa cywili - wydaje mi się, że byli zwerbowani przez org`a, podczas zdobywania miasta przed bigosem puszczali petardy nad wodą, żeby dodać klimatu. Niektórzy to lubią. Brak ochrony oczu - niedopuszczalny
Przez ewidentny braku morale, znudzenie, a przede wszystkim nie przestrzeganie prawa ASG doszliśmy do wniosku, że wyjeżdżamy. Pogoda pomogła nam w podjęciu wyboru, zamiast rano odjechaliśmy dzisiaj. Impreza zapowiadała się ciekawie, nie wyszła w ogóle.
Do zobaczenia na innych imprezach